Juliette Fay jest amerykańską autorką, która ukończyła studia na Uniwersytecie Harvarda i po dziś dzień, działa na rzecz osób bezdomnych. Wierzy w magiczną moc domowych wypieków, a na co dzień mieszka w Massachusetts razem z mężem i czwórką dzieci.
W swojej debiutanckiej powieści Juliette Fay przedstawia czytelnikom historię kobiety, która po stracie swojego ukochanego męża, zostaje sama z dwójką dzieci. Nic nie jest już takie jak wcześniej, Janie załamuje się i ma wrażenie, że jej dotychczasowe życie roztrzaskało się w drobny mak. Główna bohaterka przez długi czas nie potrafi odnaleźć się w otaczającej jej rzeczywistości, jednak z biegiem czasu odkrywa, że jest w stanie cieszyć się codziennością. Dzięki grupie otaczających Janie osób, kobieta wychodzi na prostą i jest wstanie walczyć z przeciwnościami losu.
"Weranda pełna słońca" rozkochała mnie w sobie już po kilkunastu przeczytanych stronach. Niewątpliwie posiadana ona niezwykle interesująca i dająca do myślenia okładkę, która jest w stanie zahipntotyzować nie jedną osobę. Niby nie ma w niej niczego szczególnego, jednak to własnie ten minimalizm sprawił, że chętnie sięgnęłam po calość powieści. Jest ona bowiem rewelacyjną pozycją dla wszystkich tych, którzy cenią sobie pozycje literackie na wysokim poziomie. Juliette Fay stworzyła bowiem dzieło, któremu należy powieścić ładnych kilka godzin i bynajmniej nie jest to czas spędzony w towarzystwie szczęśliwych i pełnych życia bohaterów.
Brytyjska pisarka umiejętnie wprowadza nas wykreowany przez siebie świat i nie pozwala nam na odłożenie książki, chociażby na krótką chwilę. Zadanie to jest całkowicie niewykonalne, więc po kilku próbach poddałam się i byłam niedostępna dla świata przez całą sobotę i jeszcze kawałek niedzieli. Język, którym posługuje autorka jest lekki i przyjemny w odbiorze. Potencjalny czytelnik nie powinien mieć żadnych problemów, podczas zaglębiania się w lekturze tej powieści.
Wydawnictwo Otwarte, marzec 2011
ISBN: 978-83-7515-096-4
Liczba stron: 462
Ocena: 8/10
Hhmmm to już wiem co następnym razem pożyczę od Ciebie do poczytania ;p
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie. Nigdy nie słyszałam o tej książce. Może mi kiedyś wpadnie w ręce
OdpowiedzUsuńKsiążka przypadła mi do gustu i nawet teraz pozytywnie ją wspominam:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
zainteresowałaś mnie :) Recenzja jak zawsze bardzo fajna :)
OdpowiedzUsuńta książka "chodzi" już za mną od jakiegoś czasu. I przeczytam ją, przeczytam :)
OdpowiedzUsuńCiężko mi powiedzieć, czy ta książka mnie zainteresuje, ale okładka hipnotyzuje *-*
OdpowiedzUsuńA ja mam na nią wielką ochotę ;)
OdpowiedzUsuńBajeczna okładka! Strasznie mi się spodobała. Lubię książki w których bohaterowie mimo trudnych sytuacji dają sobie z nimi radę. To taka dawka pozytywnej energii (nawet gdy historia nie zawsze dobrze się kończy). Jeśli na nią trafię, przeczytam na 100% ;)
OdpowiedzUsuńZachęcająca recenzja :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJuż druga pozytywna recenzja tej książki ;) Czuję się coraz bardziej zachęcona ;P
OdpowiedzUsuńZapiszę do listy i rozejrzę się za książką :-)
OdpowiedzUsuńMam tę książkę w swojej domowej biblioteczce :)
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam :)
Pozdrawiam!
Rozejrzę się za nią, zachęciłaś mnie:)
OdpowiedzUsuńCo do okładki, to masz rację. Hipnotyzuje swoją formą i sprawia, że trzeba przeczytać tę lekturę. ;) Myślę, że ludzie lubią czytać także o tym, że życie nie jest kolorowe. Takie historie dają ludziom wiele do myślenia i czasami dają motywację, aby coś zmienić w swoim życiu. ;)
OdpowiedzUsuńBrzmi zachęcająco :)
OdpowiedzUsuńTo nie dla mnie, ale może moja mama będzie miała ochotę na poczytanie w pociągu ;)
OdpowiedzUsuń