wtorek, 20 listopada 2012

Nicholas Sparks - Jesienna miłość

Uwielbiam sytuacje, w których odkładam czytanie jakiejś książki na czas bliżej nieokreślony, a potem nie sięgam po nie przez całe lata. Podobnie było w przypadku jednej z powieści Nicholasa Sparksa, która po wielu miesiącach leżenia na półce, powróciła do moich łask i towarzyszyła mi przez dwa kolejne wieczory. Muszę przyznać, że czas spędzony w jej towarzystwie nie należał do najłatwiejszych, choć tak właśnie zapowiadało się na samym początku spotkania z tą lekturą.

"Jesienna miłość" opowiada swoim czytelnikom historię niezwykłej miłości. Miłości, która pojawiła się w życiu głównych bohaterów dość niespodziewanie i sprawiła, że cała ich dotychczasowa egzystencja, wykonała obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Jamie Sullivan to siedemnastoletnia dziewczyna, która od urodzenia jest wychowywana przez ojca. Mężczyzna robi wszystko aby wychować córkę na porządną niewiastę. W końcu jest ona najważniejszą pamiątką jaka została mu po zmarłej żonie. W tym samym czasie, Landon Carter korzysta z pełni wolności jaka dawana jest mu przez rodziców. Nastolatkowi trudno jest się pogodzić z obojętnością ojca, która objawia się w jego życiu ciągłymi wyjazdami i niekończącymi się wymaganiami, które dotyczą jego przyszłości. Jak to się stało, ze dwie tak różne osoby poczuły łączącą je więź? Jaką tajemnicę ukrywa przed ukochanym Jamie? Jak potoczą się losy tej dwójki?
 
"Szkoła uczuć" to film będący ekranizacją "Jesiennej miłości", który odniósł ogromny sukces w kilkudziesięciu państwach na całym świecie. Nikt by się nie spodziewał, że na pozór zwyczajna historia, będzie w stanie wywołać w swoich odbiorcach aż tyle emocji. Pamiętam dzień, w którym dane mi było zapoznać się  z jego treścią na lekcji religii w szkole średniej. Nie wiedziałam wtedy, iż został on nakręcony na podstawie książki, a mimo to mnie zauroczył i sprawił, że od tamtej pory obejrzałam go kilkadziesiąt razy. W końcu nadszedł czas na zapoznanie się  pierwowzorem tej historii i choć podeszłam do lektury tej książki z dość sporym dystansem, to bardzo szybko okazało się, że moje początkowe obawy, nie mają swojego uzasadnienia w rzeczywistości. W dużym stopniu przeszkadzała mi przewidywalność tego utworu, która objawiała się niemalże na każdej stronie tej książki. I choć nie chodzi mi tu o schemat, który dość często towarzyszy amerykańskiemu pisarzowi, to wolałabym raczej, aby bohaterom towarzyszyły przeciwności losu. W tym przypadku mieliśmy do czynienia tylko z jedną z nich, a wiele innych momentów tylko czekało na to, aby je urozmaicić.

"Jesienna miłość" to powieść, która na tle swojej ekranizacji wypada naprawdę słabo. Pokładałam w tej książce duże nadzieje i mimo tych wszystkich nieścisłości uważam, że warto jest sięgnąć po ten utwór. Być może dzieło Nicholasa Sparksa nie należy do grona literatury wybitnej, jednak w dość trafny sposób ukazuje nam uczucie, które raz na zawsze zmieniło życie dwójki nastolatków. Autor posługuje się naprawdę fajnym stylem, który składania czytelników do zapoznawania się z treścią czytanej historii. Jestem ciekawa, czy podobnie będzie również w innych dziełach tego pisarza, jednak już teraz wiem, że dopiero za jakiś czas sięgną po jego kolejną publikację. Nie chcę kusić losu, więc myślę, że tak właśnie będzie najlepiej. Twórczość Sparksa wciąga, ale i również bywa schematyczna, jak większość romansów. Uczmy się je sobie dawkować, a wtedy unikniemy gorzkich rozczarowań.

Wydawnictwo Albatros, wrzesień 2007
ISBN: 978-83-7359-620-7
Liczba stron: 208
Ocena: 6/10 


Książkę możecie kupić na: 

13 komentarzy:

  1. Rzeczywiście ekranizacja jest fajniejsza, ale nie można odmówić książce jakiegoś czaru. Sparks pisze różnie i dość nie równo, ale na dłuższą metę jest godny polecenia. Ot fajna książka na zimnie jesienne popołudnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z powieściami Sparksa jest tak, że trzeba mieć na nie nastrój. Nikomu nie radze czytać ich hurtem, wtedy może się przejeść. Tak jak piszesz, można ją sobie dawkować. Na filmie ryczałam jak bóbr, z resztą z tego co pamiętam na książce też, no ale ja taka płaczliwa z zasady jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo osób już polecało mi pana Sparksa, ale jak widzę co czytelnik to inne odczucia i zastanawiam się czy to oby napewno pozycja dla mnie... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. film oglądałam tysiąc razy, książkę miałam własnie zacząć czytać, ale leży na półce i jakoś się za nią nie mogę zabrać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam w jeden wieczór ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam tylko film, bardzo dobry zresztą. A co do książki... nie czytałam. Nic Sparksa nie czytałam. Mam chęci, mam nawet jedną z jego książek na półce ale nie mam czasu...

    OdpowiedzUsuń
  7. "Szkołę uczuć" zna chyba każdy, ale ja sama też stosunkowo niedawno odkryłam, że film ma swój książkowy pierwowzór.. jeszcze nie miałam okazji czytać, ale na pewno to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na razie oglądałam film, ale na książkę mam ochotę od dawna :) Sparksa "zaczęłam" od "Szczęściarza" i myślę, że pozostałe też powinny się spodobać :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam książkę, a także oglądałam film.
    To pierwsza pozycja, której ekranizacja podobała mi się bardziej niż książka.
    Niemniej uważam, że gdybym pierwszą przeczytała książkę miałabym inne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  10. zgadzam się, że ekranizacja jest o wiele lepsza od książki. ale i tak nie zniechęciło mnie to do innych pozycji Sparksa, którego po prostu uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Film uwielbiam i o dziwo też pierwszy raz oglądałam go właśnie w szkole - na religii :)

    Książki jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar.

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka jest wprost cudowna.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Z miłą chęcią podejmuje dyskusje na temat recenzowanych książek, nie potrzebuje jednak wiadomości, które zawierają w swojej treści adresy Waszych blogów. Każdy taki komentarz będzie przeze mnie usuwany.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...