Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 książki (2013). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 książki (2013). Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2014

Jodi Picoult - To, co zostało

Jodi Picoult to amerykańska pisarka, której twórczość wielbię ponad wszystko inne na świecie. Nasza przyjaźń narodziła się kilka lat temu, gdy w moje ręce trafiła fenomenalna "Karuzela uczuć". To właśnie ona uświadomiła mi, że najprawdziwsze perełki literackie trafiają do człowieka przez czysty przypadek. Od tamtej pory mocno kibicuje autorce, by kolejne spotkania ze stworzonymi przez nią książkami, okazały się dla mnie równie intrygujące i niezapomniane. Mijały miesiące i do mojego domu trafiały następne powieści Picoult. Nie każda powieść otrzymywała ode mnie najwyższą ocenę, jednak ilekroć musiałam zakończyć czytanie którejś z nich, robiłam to z ogromnym żalem. Podobnie było i w tym przypadku. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści. 

Sage to dwudziestokilkuletnia kobieta, która od kilku lat uczęszcza na regularne spotkania "Pomocnych Dłoni". To właśnie tam poznaje ona uroczego staruszka, który z czasem staje się dla niej kimś w rodzaju przyjaciela. Pewnego dnia Josef prosi kobietę o wyświadczenie mu przysługi. Bohater zaczyna opowiadać jej wstrząsającą historię swojego życia. Z każdą kolejną chwilą dziewczyna jest coraz bardziej przerażona wyznaniami rozmówcy i w końcu decyduje się na powiadomienie o wszystkim FBI. Jak dalej potoczą się losy Sage i Josefa? Czy władzom uda się skazać mężczyznę za zbrodnie wojenne? Kim tak naprawdę jest spokojny staruszek, który w oczach całego miasta, uchodzi na niezwykle poczciwego i przyjaznego ludziom człowieka? Zacznijmy jednak od samego początku...

Muszę przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona do poruszonego przez autorkę tematu. Zastanawiałam się nawet, czy nie lepiej byłoby odłożyć książkę na półkę, by powrócić do niej za kilka miesięcy. Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się już bowiem masa tego typu powieści i mimo, że cenię sobie literaturę wojenną to zaczynam odczuwać w stosunku do niej zmęczenie materiału. Nie mniej jednak przemogłam się i rozpoczęłam jedną z największych przygód mojego życia. Jodi Picoult stworzyła poruszający i pełny napięcia utwór. Z przerażeniem spoglądałam na wydarzenia, które miały w nim miejsce i po raz kolejny dziękowałam Bogu, że mam to szczęście i nigdy nie musiałam przechodzić przez piekło na które zostali skazani Żydzi. Amerykańskiej pisarce niemalże w stu procentach udało się oddać klimat tamtych czasów i byłam pełna podziwu, że udało jej się wykonać aż tak dobrą robotę. Tym razem nie obeszło się jednak od pewnych zgrzytów, które raz po raz wybijały mnie z czytelniczego rytmu. Chodzi mi tutaj głównie o wydarzenia związane z życiem Minki. W czasie II Wojny Światowej przeżyła ona wiele ciężkich chwil, ale to właśnie do niej co rusz uśmiechało się szczęście. Obojętnie jak wielkie krzywdy nie spadałyby Żydów to dziewczyna wiecznie wychodziła z tego wszystkiego bez szwanku. Dla mnie osobiście było to strasznie naciągane i strasznie mi to w tej powieści przeszkadzało. Tak samo jak ostatnie sceny książki, które miały za zadanie wyjaśnić wszystko i oczywiście nikt niczego się nie domyślił.

Po przeczytaniu całości utworu uważam, że autorka mogłaby nieco dopracować postacie Minki i Sage. Osobiście czegoś mi w nich brakowało, a jeśli miałabym je porównać z przedstawionymi w powieści żołnierzami to wypadłyby one strasznie blado. Mole książkowi mogą się również przyczepić tego, iż amerykańska pisarka po raz kolejny skorzystała z charakterystycznego dla siebie schematu. Główna bohaterka oczywiście związała się z człowiekiem, który miał jej pomóc w rozwiązaniu problemu, a i wszystko wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości zmierzały do przeniesienia swojej akcji do doskonale wszystkim znanej sali sądowej. Mamy tu więc do czynienia z czymś typowym dla Picoult, choć mi osobiście w żadnym momencie lektury to nie przeszkadzało. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla wielu osób tak skonstruowana powieść może stanowić nie lada wyzwanie. Chciałoby się rzec wielka szkoda, ale ja wciąż mam nadzieję na to, że ludzie mimo wszystko postawią na wartości pojawiające się w publikacjach amerykańskiej autorki i całkowicie zignorują wspomniany wyżej schemat. Dopiero podczas spotkania z "To, co zostało" uświadomiłam sobie, że Jodi Picoult jest pierwszą autorką, która w sposób dosadny przedstawia okrucieństwa związane z wojną. Moje wcześniejsze spotkania z tego typu literaturą pokazały mi, że większość pisarzy łagodzi wydarzenia opisywane w swoich publikacjach. Robią to poprzez użycie odpowiednich sformułowań i to właśnie wpływa na ich niekorzyść. Skoro piszemy o czymś poruszającym to powinniśmy to jeszcze bardziej podkreślić, a nie sprawiać, że człowiek czytając mrożących krew w żyłach wydarzeniach, zaczyna się nudzić. Cieszę się, że chociaż amerykańska autorka nie bała się postawić wszystkiego na jedną kartę i pokazała swoim czytelnikom, że naprawdę fajne powieści dopiero przed nią. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Julianna Baggott - Nowy Przywódca

Partridge uciekł spod Kopuły, by odnaleźć swoją ukochaną matkę.  W tym celu postanawia dołączyć do grupy Wyrzutków, którzy zostali oszpeceni przez jego ojca, który okazał się odpowiedzialny za Wybuch. Główni bohaterowie zrobią wszystko, by znaleźć składniki potrzebne do stworzenia antidotum, które uchroni ludzi poddanych kodowaniu przed wiążącymi się z nim, skutkami ubocznymi. W tym samym czasie ojciec chłopaka szuka sposoby, by sprowadzić do domu swojego syna. Ma mu on posłużyć do wykonania własnego planu i jest niemalże pewny, że bez większego problemu będzie w stanie tego dokonać. Nadchodzi czas podjęcia ważnych decyzji. Czy bohaterowie postawią wszystko na jedną kartę i uda im się wykonać swój plan? Z jakimi przeciwnościami losu zmierzą się w drodze do osiągnięcia upragnionego celu?

O ile pierwszy tom tej serii mnie zachwycił to tym razem zabrakło mi słów, by w pełni opisać emocje, które towarzyszyły mi bezpośrednio po zakończeniu lektury tej książki. Nigdy bym się nie spodziewała, że spotkam na swojej drodze powieść dla młodzieży, która poprzez swoją treść okaże się o wiele bardziej przerażająca, niż uwielbiane przeze mnie utwory Jacka Ketchuma. Chyba nigdy nie przywyknę do okrucieństw, które ludzie wyrządzają sobie nawzajem. Jak dla mnie są one najlepszym dowodem na to, że nie jesteśmy do końca przystosowani do tworzenia prawdziwego świata i musimy popracować nad swoją życzliwością, tolerancją i dobrocią. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o pełnowartościowym świecie, który w dużej mierze oparty został na dążeniu do poprawy życia każdego z jego mieszkańców.

Julianna Baggott stworzyła powieść, która zostanie przeze mnie zapamiętana na bardzo długie lata. To niesamowite jak ogromny ładunek może posiadać książka i jaki może to mieć wpływ na czytelników, którzy decydują się na spotkanie z jej treścią. Nigdy bym się nie spodziewała, że nie będę w stanie oderwać się od tego utworu i zrobię wszystko co w mojej mocy, by jak najszybciej sięgnąć po kolejną publikację tej autorki. Zdaję sobie sprawę z tego, że w chwili obecnej jest to niemożliwe, jednak już teraz wiem, że gdy nadejdzie ta wiekopomna chwila, udam się do pobliskiej księgarni i dokonam zakupu, który pozwoli mi na spędzenie kolejnych godzin w naprawdę doborowym towarzystwie. W moim odczuciu amerykańska autorka spisała się na medal i strasznie żałuję, że pisane przez nią historię pochłania się w trybie niemalże natychmiastowym. Niewątpliwym plusem tej publikacji są liczne zwroty akcji, które dodatkowo zachęcają nas do zapoznania się z przygodami bohaterów tego utworu.

Jestem bardzo dumna z autorki, która zdecydowała się postawić wszystko na jedną kartę i ukazała swoim odbiorcom minusy świata przyszłości. Nikt z nas tak naprawdę nie wie co może spotkać nas za dziesięć, dwadzieścia, czy też pięćdziesiąt lat. Cieszę się, że Julianna Baggott postawiła wszystko na jedną kartę i oszczędziła nam lukru, który dane nam jest obserwować w większości powieści dla młodzieży. Muszę przyznać, że jest to dla mnie miła odmiana i z tego właśnie powodu, chciałabym polecić "Nowego Przywódce" wszystkim tym, którzy mają ochotę na spotkanie z niebanalną historią, która pozostanie w naszych sercach na bardzo długi czas. Jestem strasznie ciekawa innych opinii na temat tej pozycji literackiej.

Wydawnictwo Egmont, maj 2013
ISBN: 978-83-237-5250-9
Liczba stron: 560
Ocena: 9/10

niedziela, 9 czerwca 2013

Philippa Gregory - Odmieniec

Niemoc czytelnicza jest czymś strasznym i niezwykle zniechęcającym do wielu innych czynności, które dotychczas sprawiały nam ogromną przyjemność. Przez większość maja męczyłam się niesamowicie i choć udawało mi się odnaleźć choć odrobinę motywacji do zapoznania się z jakąkolwiek książką, to znacznie gorzej było już z napisaniem kilku słów na jej temat. Nadszedł jednak czas, by nadrobić wszelkie zaległości, które już dawno powinny zostać przeze mnie całkowicie wyeliminowane, ale z różnych przyczyn zostały odłożone na plan dalszy. 

Luca Vero to utalentowany młodzieniec, który od najmłodszych lat swojego życia przebywa w klasztorze. Miejsce to nie oferuje mu zbyt wielu możliwości, a jego liczne zainteresowania i chęć zdobywania wiedzy sprawia, że nie jest on zbyt dobrze odbierany przez innych. Niespodziewanie jednak Inkwizytor proponuje głównemu bohaterowi służbę w Zakonie Ciemności, który istnieje po to, by ochronić świat przed zniszczeniem. W tym samym czasie władca Lucretili umiera i tym samym skazuje swoją córkę na małżeństwo z mężczyzną, który wywołuje w niej wielką odrazę. Izolda wybiera jednak dożywotnie przebywanie w klasztorze. Jak dalej potoczą się losy tych bohaterów?

"Odmieniec" to książka, która wywołała we mnie wiele emocji. Spodziewałam się po niej czegoś o wiele bardziej oryginalnego i zaskakującego, ale jestem również świadoma tego, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym utworem i jestem w tego powodu naprawdę zadowolona. Muszę przyznać, że nieco inaczej wyobrażałam sobie literaturę tworzoną przez Philippe Gregory. Do tej pory znałam jej twórczość jedynie z opowieści innych Czytelników i cieszę się, że wreszcie miałam okazję, by na własnej skórze przekonać się o jakości pisanych przez nią utworów. Muszę przyznać, że umiejscowienie akcji tej książki w średniowieczu, okazało się naprawdę fajnym pomysłem, który dodatkowo wpływa na wyobraźnie Moli Książkowych, którzy decydują się na obcowanie ze słowem pisanym. Fajnym posunięciem było również przedstawienie egzystencji ludzi, którzy nie posiadali zbyt wiele, a którym bezustannie towarzyszyły różnego rodzaju lęki. Nie byłam do końca przekonana do ponurego klimatu tej powieści, jednak z biegiem czasu polubiłam go i strasznie żałowałam, że moja przygoda z tym utworem nie może trwać wiecznie. 

Twórczość Philippy Gregory polecam osobom, które lubują się w tego typu tematyce i nie boją się nowych wyzwań. Nie będę ukrywać, że nie każdemu przypadnie on do gustu i znajdą się takie osoby, których gusta znacznie różnią się od tych, które preferowane są przez interesującą nas autorkę. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że "Odmieniec" został napisany przy pomocy całkiem fajnego stylu, który dodatkowo zachęca nas do poznawania perypetii Luca i Izoldy. Na brawa zasługuje również charakterystyka bohaterów i umiejscowienie ich w idealnie pasujących do nich rolach. Dzięki temu nie odczuwa się przepychu, który nie jest mile widziany w tego typu pozycjach literackich i bywa zabójczy dla pisarza, który w głębi duszy pragnie, by tworzone przez niego historie były powszechnie doceniane. Mam nadzieje, że wiele osób podzieli moje zdanie na temat tego utworu i będą miały one ochotę na kontynuowanie swojej przygody z twórczością Philippy Gregory. Ja póki co pasuje i zabieram się za poszukiwanie kolejnych autorów, którzy mile mnie zaskoczą i sprawią, że moja przygoda z czytaniem nigdy się nie skończy.

Wydawnictwo Egmont, maj 2013
ISBN: 978-83-2375-709-2
Liczba stron: 288
Ocena: 6/10

poniedziałek, 27 maja 2013

Eva Weaver - Lalki z getta

II Wojna Światowa - okres w dziejach naszej historii, który znany jest już nawet uczniom najmłodszych klas szkół podstawowych. Fascynuje mnie ona odkąd rozpoczęłam swoją karierę naukową w gimnazjum i od tego czasu, stanowi on jedną z moich największych pasji. Strasznie żałuję, że ostatnimi czasy brakuje mi czasu na poznawanie coraz to nowych publikacji na ten temat. Dlatego właśnie ucieszyłam się na samą myśl o posiadaniu elektronicznej wersji tej książki. Umożliwiła mi ona zapoznanie się z jej treścią "Lalek z getta" w trakcie wyjątkowo nudnych zajęć, które cudem udało mi się przetrwać! Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści. 

Eva Weaver przedstawia czytelnikom historię kilkuletniego chłopca, który dziedziczy po swoim dziadku niezwykły płaszcz. To właśnie on pozwala mu na czasowe oderwanie się od wojennej rzeczywistości. Talent chłopca do niesienia nadziei innym mieszkańcom getta, odkrywa niemiecki żołnierz, który posiada dla Miki ściśle określone zadanie. Główny bohater zmuszony jest do zapewniania częstej rozrywki okupantom, a w zamian otrzymuje skromne wynagrodzenie, które pozwala mu na w miarę regularne dostarczanie pożywienia sobie i bliskim. Czy dane mu będzie dożyć końca wojny?

"Lalki z getta" czytało mi się nadzwyczaj dobrze i strasznie żałuję, że moja przygoda z lekturą tej powieści zakończyła się tak szybko. Historie pisane oczami dziecka od zawsze stanowiły dla mnie miłą odskocznie, która pozwalała mi na obserwowanie poznawanego problemu z zupełnie innej perspektywy. Nie spodziewałam się jednak, że w przypadku tego typu literatury, oddziaływanie to okaże się odpowiedni silniejsze i nie będę w stanie powstrzymać łez. Mika to wspaniały chłopiec, który nie miał większego wpływu na swoje życie. Od samego początku był on świadomy swojej niższości w otaczającym go społeczeństwie i wiedział, że być może jego dni na tym świecie zostały już policzone. Byłam pełna podziwu dla tego bohatera, że w obliczu wojny udało mu się odnaleźć zajęcie, które pozwalało mu zapomnieć o otaczającej go rzeczywistości. Ciekawą historię ma nam również do zaproponowania niemiecki żołnierz, który zmusił Żyda do dodatkowej pracy, a jakiś czas później sam trafił na wywózkę. Obserwowałam wszystkie te wydarzenia z nieukrywaną mieszaniną przerażenia i strachu. Jestem wdzięczna Stwórcy, że dane mi jest żyć w zupełnie innych czasach i mam nadzieję, że pozostanie tak już do końca mych dni.

Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po ten utwór. Jestem niemal pewna, że odbierzecie ją równie entuzjastycznie, jak miało to miejsce w przypadku mojej skromnej osoby. Autorka posługuje się naprawdę barwnym piórem, który pozwala nam na jeszcze dokładniejszy odbiór wydarzeń, które zostały przedstawione czytelnikom w tej pozycji literackiej. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie mi dane sięgnąć po kolejną publikację brytyjskiej autorki. Tymczasem zabieram się za nadrabianie zaległości czytelniczych, które od jakiegoś czasu, piętrzą się na moich półkach i nie pozwalają mi o sobie zapomnieć.

Wyd. Prószyński i S-ka, kwiecień 2013

ISBN: 978-83-7839-501-0
Liczba stron: 384
Ocena: 8/10

sobota, 25 maja 2013

Ake Edwardson - Pokój numer 10

Czytelniczy kryzys wzmocnił moją sympatię do kryminałów skandynawskich. To właśnie po nie sięgam ilekroć dopada mnie niemoc i brak chęci na cokolwiek. Odwracają one moją uwagę od ogarniającego mnie zewsząd lenistwa, a także umożliwiają mi nadrabianie zaległości, które już dawno powinny przejść do historii. Niestety nie wszystko jest bezpośrednio od nas zależne, a i warto jest zrobić sobie czasami przerwę od czynności, które są w stanie sprawić nam naprawdę wiele przyjemności. Kilka dni przerwy sprawiają bowiem, że powracamy do książek z jeszcze większą żarliwością i chęcią poznawania kolejnych powieści. Tak samo było i w przypadku jednej z najnowszych publikacji Ake Edwardsona. 

Erik Winter udaje się na miejsce kolejnej zbrodni. Wszystko wskazuje na to na samobójstwo i fakt, że ofiara niezwykle dokładnie zaplanowała  swoją śmierć i zadbała o to, by nikt  przedwcześnie się o niej nie dowiedział. Z biegiem czasu okazuje się, że istnieje wiele poszlak, które śmiało mogą sugerować brutalne zabójstwo i związek tej sprawy z morderstwem, którego dopuszczono się przed dwudziestoma laty. Czy goteborskiej policji uda się rozwiązać zagadkę tajemniczego zgonu? Jaki związek z tym wszystkim ma hotel, w którym znaleziono ciało młodej kobiety? Czy kierujące Winterem przeczucia okażą się prawdą?

"Pokój numer 10" zapowiadał się jako intrygujący i pełen napięcia kryminał, który zapadnie do mej pamięci na wiele długich lat. W trakcie czytania okazało się jednak, że tym razem nie będzie już tak kolorowo i muszę przygotować się na rozczarowanie, które pojawiło się już na samym początkiem lektury, a z czasem miało się tylko pogłębiać. Podobał mi sam pomysł na napisanie tego utworu i byłam święcie przekonana, że szwedzki pisarz będzie w strasznie go obronić. Niestety tak się nie stało, a ja przez ponad połowę książki zastanawiałam się nad odłożeniem jej z powrotem na półkę. Strasznie tego nie lubię, ale jeśli w poznawanej przeze mnie historii jestem świadkiem opisów, które bywają w niej zbędne, to nie widzę powodu, dla którego miałabym się z nią dalej męczyć. W tego typu pozycjach literackich liczy się przede wszystkim wartka akcja i niezapomniane emocje, które związane są ze sposobem prowadzenia śledztwa. Tego mi w tym przypadku zabrakło i strasznie żałuję, że Ake Edwardson nie dopieścił tej powieści do tego stopnia, by wszyscy jej czytelnicy byli zadowoleni w równie zaskakującym stopniu. 

Nie będę ukrywać, że trochę się zawiodłam na tym autorze i już sama nie wiem, czy chciałabym ją polecać komukolwiek. Sama nie jestem pewna, czy jeszcze kiedykolwiek po nią sięgnę. Wszystko tak naprawdę zależy od indywidualnego gustu każdego z Was. Jeśli czujecie, że odnajdziecie w tym kryminale cechy naprawdę dobrej literatury to nie widzę przeszkód byście przekonali się o jej jakości na własnej skórze. Ake Edwardson posługuje się przyjemnym stylem i gdyby nie jego bezsensowne powtórzenia i ciągłe przeżywanie tego samego, to mógłby się pokwapić o miano naprawdę fajnego pisarza. Póki co powstrzymam się przez aplauzami i ze stoickim spokojem zapoznam się z kolejnym dziełem, które już wcześniej pojawiło się na polskim rynku wydawniczym. Muszę przyznać, że nie mogę się już doczekać tego spotkania, ponieważ jestem świadoma tego, że dwie inne powieści szwedzkiego autorka, podobały mi się i to bardzo. Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie będę miała do czynienia z aż tak nieudanymi publikacjami. 

Wyd. Czarna Owca, październik 2012
ISBN: 978-83-7554-390-2
Liczba stron: 464
Ocena: 5/10

wtorek, 21 maja 2013

Georg M. Oswald - Wśród wrogów

Podchodziłam do lektury tej książki z dość sporym entuzjazmem. Zapowiadała się ona dość intrygująco i choć niemieckie korzenie autora zaburzyły mi nieco wizję kryminałów wydawanych w tej serii, nie poddałam się i czym prędzej zabrałam się za poznanie historii, w którą bezpośrednio zostali zamieszani funkcjonariusze prawa. Byłam święcie przekonana, że od pozostałych tytułów ukazujących się pod szyldem Czarnej Serii będzie ją dzielić sto lat świetlnych. Niestety nie byłam pewna tego, czy spodoba mi się ona o wiele bardziej, czy też będę zmuszona zaliczyć ją do największych gniotów tego roku. Miałam to odczuć na swojej skórze już niebawem i choć nieco obawiałam się tego spotkania to przebiegło ono dość sprawnie i bez zgrzytów, które w jakikolwiek sposób utrudniłyby mi zapoznanie się z tą pozycją literacką. 

W Monachium dochodzi do mrożących krew w żyłach zamieszek. Wszystko za sprawą policjanta, który pod wpływem głodu narkotykowego, zadarł z bandą arabskich emigrantów i potrącił samochodem jednego z nich. Kesselowi i jego partnerowi grozi zawieszenie w wykonywaniu swojego zawodu, a także postawienie ewentualnych zarzutów. Diller robi wszystko, by w jakikolwiek sposób zatuszować ich udział w całym zajściu i choć uważa, że drugi z policjantów powinien odpowiedzieć za popełnione czyny to przyjaźń, którą obdarzył go już wiele lat wcześniej, nie pozwala mu na pozostawienie go w potrzebie.

Georg M. Oswald rozpoczął tworzenie tej powieści w naprawdę wielkim stylu. Strasznie żałuję, że nie pozostało tak do samego końca lektury, ponieważ w obecnym stanie nadaję się ona tylko i wyłącznie do ponownej obróbki. Być może nie jest ona aż tak tragiczna i znajdzie ona swoich wyznawców wśród Moli Książkowych na całym świecie. Nie wątpiłam w to ani przez sekundę, jednak strasznie nie spodobał mi sposób autora na ukazanie czytelnikom osoby Kessela. Irytowała mnie ona niesamowicie i w zasadzie nie jestem pewna, czy byłabym w stanie kontynuować spotkanie z nim, gdyby okazało się, że niemiecki pisarz zdecydował się na kontynuowanie tej pozycji literackiej. Powiem szczerze, że czytałam już kilka innych książek i w niemalże każdej z niej motyw osoby uzależnionej od narkotyków został mi przedstawiony o niebo lepiej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w tej publikacji nie był on aż tak ważny, a sam autor wolał skupić się na wątku kryminalnym. Czy mu się to udało? Obawiam się, że chyba jednak nie do końca. Przede wszystkim zabrakło mi w tym wszystkim emocji, które skłoniłyby mnie do przeżywania poszczególnych wydarzeń wspólnie z bohaterami tej powieści. Tymczasem każdy żył sobie własnym życiem, a losy poszczególnych postaci łączyły się z sobą niezwykle rzadko.

Mylący okazał się również sam opis lektury, który kusi potencjalnych czytelników do zapoznania się z "Wśród wrogów". Niestety nieco różni się od treści właściwej tej książkę i na dobrą sprawę proponowałabym go w ogóle nie czytać. W innym przypadku narażeni jesteście na ogromne rozczarowanie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spodziewałam się wielu emocji i napięcia, które miało się ściśle wiązać z faktem, że sprawcami całego zamieszania są funkcjonariusze prawa, którzy muszę zrobić wszystko co w ich mocy, by prawda nie ujrzała światła dziennego. W praktyce okazało się to dziecinnie proste i nawet osoba, która była przekonana o ich winie, nie mogła z tą wiedzą wiele zrobić. Jeśli zaś chodzi o rzeczy czysto techniczne, to powiem Wam, że całość utworu została napisana dość sprawnym językiem, który idealnie pasuje do klimatu stworzonego przez Georga M. Oswalda. Co prawda na samym początku było mi dość trudno wczytać się poznawaną pozycję literacką, jednak z czasem przyzwyczaiłam się do stylu autora i reszta poszła już z górki. "Wśród wrogów" chciałabym polecić miłośnikom tego typu literatury. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że odnajdziecie w niej to co najbardziej sobie cenicie w trakcie spotkań z kryminałami. Odradzałabym jednak czytanie tej powieści osobom, które nigdy wcześniej nie miały do czynienia z tym gatunkiem. Niestety nie jest on do tego odpowiedni.

Wyd. Czarna Owca, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-7554-598-2
Liczba stron: 258
Ocena: 6/10

niedziela, 19 maja 2013

Katarzyna Michalak - Bezdomna

Z twórczością Katarzyny Michalak bywa różnie. Niewątpliwie jest ona autorką, która z niezwykłą łatwością operuje słowem pisanym i posiada milion pomysłów na minutę. Taki stan rzeczy posiada swoje plusy i minusy, które rzutują na całościowy odbiór tworzonych przez nią powieści. Po dwóch niezbyt udanych spotkaniach z "Mistrzem" i "Sklepikiem z Niespodzianką. Lidką" nie byłam pewna, czy dobrze robię sięgając po najmłodszą córkę p. Michalak. Ciekawość jednak wzięła górę i po krótkim rozważeniu wszystkich za i przeciw, zabrałam się za czytanie książki, która dość mocno mną wstrząsnęła i sprawiła, że z chęcią bym się na kimś wyładowała. 

"Bezdomna" opowiada swoim czytelnikom historię kobiety, która wyszła za mąż jako młoda dziewczyna i od tamtego czasu, zmuszona była do bezgranicznego podporządkowania się innym. W końcu żadna z nas nie chciałaby pracować na męża, który nadaję się tylko i wyłącznie do ekscytującego i pełnego napięcia seksu, a pracę i dbanie o dobre samopoczucie żony odkłada na tor dalszy. Dzieje się tak do tego stopnia, że pewnego niezbyt entuzjastycznego dnia, okazuje się, że główna bohaterka została pozbawiona wszystkiego o czym mogłaby pomarzyć każda szanująca się kobieta. Od tej pory zmuszona była do życia na ulicy i choć obdarcie z godności jest najgorszą rzeczą, która może spotkać człowieka, to dla Kingi nie do wytrzymania były comiesięczne wyjazdy do lasu, w którym przed wieloma miesiącami ukryła swoją kilkunastodniową córeczkę. Czy uda jej się oderwać od dna?

Świat bywa strasznie niesprawiedliwy i chyba nie muszę do tego nikogo przekonywać. Nigdy bym jednak nie podejrzewała, że spotkanie z najnowszą powieścią Katarzyny Michalak wywoła we mnie aż tyle negatywnych emocji. Nie chodzi mi tu oczywiście o to, że czytany przeze mnie utwór mi się nie podobał, bo zauroczył mnie w sobie i to nawet bardziej niż bym się tego spodziewała. Skłaniałabym się raczej ku opinii, że polska autorka pokazała nam zupełnie inną twarz i życzyłabym sobie, by w podobnym klimacie zostały napisane kolejne jej publikacje. Oczywiście nie musi być smutno i pesymistycznie, a z sercem i w miarę wyważonymi proporcjami na napisanie czegoś naprawdę fajnego. Ukazanie nam historii osoby, która mimo swojego młodego wieku trafiła na ulice i musiała nauczyć się życia w otaczającej ją rzeczywistości. Gdy kobieta ma już nadzieję na rozprawienie się ze swoim ziemskim wcieleniem, niespodziewanie zostaje uratowana przez osobę, która niegdyś przyczyniła się do rozpadu jej małżeństwa. Czy spotkanie z Joanną sprawi, że główna bohaterka będzie w stanie pogodzić się z wydarzeniami, które miały miejsce przeszłości?

W całości utworu zauważyłam również dwa małe minusy, które choć nie odebrały mi przyjemności z poznawanie tej pozycji literackiej, to mogłyby to zrobić bez żadnego 'ale' w trakcie obcowania z kilkoma innymi powieściami, których autorką jest Katarzyna Michalak. Pierwszym z nich jest niewątpliwie fakt, że polska pisarka ma tendencje do podkręcania akcji na sam koniec tworzonego przez siebie dzieła. Pod koniec tej lektury miałam nieodparte wrażenie, że autorka gdzieś się śpieszyła i musiała w trzydziestu stronach zamknąć coś co planowała rozpisać na co najmniej dwa razy większą powierzchnię. Niby nie było źle, jednak dało się to odczuć dość mocno i trochę żałuję, że nie odbyło się to wszystko odrobinę inaczej. Nie jestem do końca pewna, czy drugą swoją uwagę mogę zakwalifikować do tej samej kategorii, co jej poprzedniczkę. Poniekąd nie chce mi się trochę wierzyć w machlojkę, której dopuścił się były szef Joanny i choć zdaję sobie sprawę z tego, że dziennikarstwo niewiele ma wspólnego z rzetelnym ukazywaniem rzeczywistości. Chodzi mi raczej o sam fakt, że mężczyzna pozostał bezkarny i ucierpiało na tym wiele osób, które na to w ogóle nie zasługiwały. Z wielką chęcią dorwałabym go w swoje łapki i wymierzyła sprawiedliwość, na którą niewątpliwie zasłużył. 

"Bezdomna" jest niewątpliwie powieścią, która zasługuję na uwagę szerokiej rzeszy czytelników. Musicie być jednak przygotowani na to, że tym razem nie będziecie mieli do czynienia z klasyczną Michalak, którą dane nam jest poznawać ilekroć sięgamy po napisane przez nią książki. Mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie będzie nam dane obcować z nieco trudniejszą literaturą, która zmusi nas do przemyśleń na tematy, które dotychczas znajdowały się poza naszym zasięgiem. 

Wydawnictwo Znak, premiera 06.06.2013r.
ISBN: 978-83-240-2402-5
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10

sobota, 18 maja 2013

Liz Braswell - Dzięwięć żyć Chloe King. Upadła

Czytanie recenzji na temat tej książki ograniczyłam do minimum. Nie byłam do końca pewna, czy w moim życiu nadejdzie taki moment, w którym będę chciała się z nią zapoznać osobiście. Na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści, które zawierają w sobie motyw mitologiczny i sama nie wiem co powinnam na ten temat sądzić. Jestem niemalże pewna, że moje spojrzenie na lekturę tego utworu byłoby zupełnie inne, gdybym za punkt honoru wzięła sobie rady Moli Książkowych. Ominąłby mnie wtedy punkt zaskoczenia, który podczas spotkania z tą publikacją jest niezwykle ważny. Strasznie żałuję, że nie posiadam tego utworu na własność. Już teraz wiem, że będę do niego powracała, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.

Chloe King to nastoletnia dziewczyna, która od najmłodszych lat swojego życia była wychowywana przez zastępczą matkę. Kobieta bywa wobec niej nadopiekuńcza i wydaje się nie mieć ze swoją córką zbyt wiele wspólnego. Niemalże na każdym kroku zdarzają im się awantury, które dotyczą najrozmaitszych elementów ich wspólnej egzystencji, jednak główna bohaterka nawet nie podejrzewa, że zachowanie prawniczki ma spory związek z odejściem od nich ojca dziewczyny. Czy w życiu Chloe zacznie dochodzić do dziwnych zbiegów okoliczności? Czy upadek wysokości sprawi, że życie nastolatki zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni? Jak w zaistniałej sytuacji zachowają przyjaciele panny King? Czy obdarzą wsparciem, które jest jej teraz  potrzebne?

Liz Braswell stworzyła ciekawą powieść, która w naprawdę interesujący sposób ukazuje czytelnikom pewien odłam mitologii. Nie spodziewałam się po niej aż tak genialnej literatury i pewnie dlatego nie śpieszyłam się z ugoszczeniem jej w swoich skromnych progach. Całość tego utworu czyta się niezwykle sprawnie i niemalże w ogólnie nie odczuwa się czasu spędzonego w jej towarzystwie. To jedna z tych pozycji literackich, która wyzwala w Molach Książkowych pierwotne instynkty i sprawia, że wciąż mamy ochotę na więcej. Nie mogę się już doczekać chwili, w której będę mogła zabrać się za kontynuację tej serii. Jestem niemalże pewna, że nie rozczaruje się tym spotkaniem i po raz kolejny będę miała okazję na obcowanie z Chloe i jej przyjaciółmi. Podejrzewam, że i tym razem nie obejdzie się od momentów wzruszenia i grozy, które skupią na sobie całą naszą uwagę. Strasznie się cieszę, że w tak trudnych momentach swojego życia, znajduje czas na zapoznawanie się z tak intrygującymi dziełami. Być może nie każdemu przypadnie ona do gustu, a spora część Czytelników będzie wolała omijać ją szerokim łukiem ze względu na fakt, że "Dziewięć żyć Chloe King" jest książką stricte młodzieżowa. Moim zdaniem, każdy powinien przekonać się o jej wartości na własnej skórze. Amerykańska autorka posługuje się naprawdę fajnym językiem i widać, że posiada w głowie wiele pomysłów, które już nie długo otworzą się przed nami na dobre. Dlatego właśnie zachęcam Was do zapoznania się z tym cyklem.

Wydawnictwo Filia, marzec 2013
ISBN: 978-83-63622-14-5
Liczba stron: 300
Ocena: 7/10

niedziela, 12 maja 2013

Cornelia Funke - Reckless. Nieustraszony

Po udanym spotkaniu z "Kamiennym ciałem" czym prędzej zabrałam się za kontynuowanie serii, która niespodziewanie znalazła sobie stałe miejsce w moim sercu. Wiedziałam już mniej więcej czego mogę się spodziewać po książkach, których autorką jest Cornelia Funke. Nie uchroniło mnie to jednak przed swojego rodzaju tremą i obawami, które towarzyszą mi ilekroć sięgam po jakąś serię. Wielokrotnie okazywały się one nieuzasadnione i śmiałam się z nich w trakcie czytania kilkunastu powieści, które z pewnością mogłabym zaliczyć do tej grupy, ale taka już jestem i nic nie jestem w stanie na to poradzić. Najważniejsze, że się nie poddaje i zapartym tchem sięgam po kolejne publikacje, które cierpliwie na to czekają.

Przed Jakubie Reckless kolejne niebezpieczne zadanie. Tym razem zmuszony on jest do znalezienia antidotum, które uchroni go przed zbliżającą się nieuchronnie śmiercią. Wszystko za sprawą klątwy, która została przez niego rzucona przez Czerwoną Nimfę. Umieściła ona bowiem w sercu chłopaka ćmę, której ugryzienia powodują, że stopniowo zapomina poszczególnych liter imienia. Zaczyna się wyścig z czasem, a jedyną nadzieją głównego bohatera jest odnalezienie legendarnej kuszy, której strzał jest w stanie ożywić zmarłego. Czy Jakubowi uda się osiągnąć upragniony cel? Czy będzie w stanie dotrzeć do broni zanim wejdzie ona w posiadanie osób, którym należy na tym w równie dużym stopniu? Jak dalej potoczą się jego losu? Czy Lisica pomoże swojemu przyjacielowi w walce o przetrwanie?

Całość powieści czyta się naprawdę przyjemnie i muszę przyznać, że aż szkoda mi było się z nią rozstawać Cornelia Funke po raz kolejny uraczyła swoich czytelników podróżą do niezwykłego świata, który pełny jest niebezpiecznych zwrotów akcji i to one nadały tej książce jeszcze większego uroku i znaczenia. Podobnie zresztą jest z wplatanymi przez nią co rusz baśniami, które znane są Molom Książkowych od najmłodszych lat ich życia. Dzięki temu ta pozycja literacka staje się coraz bardziej interesująca i nie ma nawet szans na to, by kiedykolwiek mogłaby się nam ona znudzić. Jestem pełna podziwu dla wyobraźni niemieckiej pisarki i poniekąd jej tego zazdroszczę. Czas spędzony ze stworzoną przez nią powieścią sprawił, że z jeszcze większym sentymentem zaczęłam spoglądać na opowieści, które przed laty były mi czytane przez moich rodziców i już teraz wiem, że jeszcze do nich powrócę. Poniekąd zmieniło się moje nastawienie do nich i wiem, że w chwili obecnej spojrzałabym na nie zupełnie inaczej i być może doszłabym do jeszcze wartościowszych wniosków. Przez chwilę poczułam się tak, jakbym po raz kolejny miała do czynienia z twórczością Riodana i jego sposobem na ukazanie czytelnikom mitologii. Oczywiście te dwa cykle różnią się od siebie diametralnie i nie ma nawet mowy o możliwości porównywania ich do siebie, jednak samo wplatanie do swoich powieści motywów, które są już powszechnie znane, okazało się dla tych pisarzy strzałem w dziesiątkę.

"Nieustraszonego" chciałabym polecić osobom, które do tej pory nie miały jeszcze styczności z książkami tworzonymi przez niemiecką autorką. Jestem pewna, że każdy z nas odnajdzie w tym utworze coś dla siebie.  Mam nadzieję, że przypomni Wam ona opowieści z dzieciństwa i sprawi, że jako dorośli ludzie będziecie do nich wielokrotnie wracać. Dodatkowym plusem tego utworu są również ilustracje, które na potrzeby tej książki zostały naszkicowane przez samą Cornelię Funke. Muszę przyznać, że dość trafnie odzwierciedlają one klimat tej pozycji literackiej i mogłabym je podziwiać bez końca. Jedyne co mi się trochę nie spodobało w tej pozycji literackiej to fakt, że autorka aż za nadto starała się zawrzeć w tym tomie streszczenie tego co zostało przez nią opisane w "Kamiennym ciele". Jak dla mnie było tego nieco za dużo, ponieważ wspomniane wydarzenia były mi doskonale zdane, a mam wrażenie, że przez to wiele osób nie zacznie swojej przygody z tą serią od pierwszej części. Powiem szczerze, że autorka zadbała o to, by nie było to nawet koniecznie, a wielka szkoda. Taki zabieg stanowi również spore ułatwienie dla czytelników, którzy pierwsze swoje spotkanie z "Reckless" odbyli wiele miesięcy temu i przez ten czas ich wyobrażenie o tym dziele pokryła dość obfita warstwa kurzu. Dzięki krótkiemu przypomnieniu tamtej fabuły, nie muszą oni robić tego na własną rękę. Myślę, że każdy z nas powinien wyrobić sobie własne zdanie na temat tej  książki. Osobiście gorąco Wam ją polecam!!!

Wydawnictwo Egmont, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-237-5655-2
Liczba stron: 472
Ocena: 7/10

piątek, 10 maja 2013

Cornelia Funke - Reckless. Kamienne ciało

Na temat twórczości Cornelii Funke słyszałam naprawdę wiele dobrego i już nie mogłam doczekać się chwili, w której dane mi będzie przekonać się o jej fenomenie na własnej skórze. Gdy tylko powróciła mi chęć na czytanie wiedziałam, że kolejną książką, która znajdzie się na mojej tapecie będzie powieść napisana przez niemiecką pisarkę i zarazem twórcę wielu utworów, które cieszą się dość sporym powodzeniem wśród polskich czytelników. Żałuję trochę, że zdobiąca treść okładka, znacznie lepiej prezentuje się na zdjęciach, niż ma to miejsce w otaczającej nas rzeczywistości. Nie jest to jednak najważniejsze i dlatego właśnie mój zapał nie zgasł i czym prędzej zabrałam się za poznawanie historii, która już na samym wstępie zapowiadała się naprawdę fajnie. 

"Kamienne ciało" ukazuje swoim czytelnikom historię Jakuba Recklessa, który jako kilkuletni chłopiec odkrył tajemnice lustra znajdującego się w prywatnym gabinecie jego ojca. To właśnie ono pozwala mu zapomnieć o ogarniającym go zewsząd bólu i stracie. Zwierciadło umożliwia bohaterowi podróże po zupełnie innym świecie i to właśnie ono sprawia, że choć na chwile dane mu jest poczuć się potrzebnym i nieco mniej samotnym. Pewnego dnia do świata baśni trafia również młodszy brat Jakuba, Will. Od tej pory chłopiec będzie musiał zmierzyć się z czasem, który pozostał mu do ocalenia osoby, która znaczyła dla niego naprawdę wiele. Jakie przeciwności losu będą na niego czekały w trakcie niekończącej się walki o życie brata?

Muszę przyznać, że nigdy nie byłam zwolenniczką baśni. W swoim życiu poznałam ich trochę, jednak chyba żadna nie przypadła mi do gustu do tego stopnia, że z czystym sumieniem mogłabym ją polecić osobom, które nie są przekonani do tego typu literatury. Zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie może równać się z geniuszem Andersena, czy też braci Grimm, jednak Cornelia Funke posiada w sobie ogromny potencjał, który sprawia, że nie mamy ochoty na oderwanie się od tej lektury. Zostałam wręcz zauroczona stworzonym przez nią światem i choć czasami wydawało mi się, że niektóre kwestie mogłyby zostać nieco bardziej wytłumaczone, niż miało to miejsce w tej powieści. Nie każdy z nas ma bowiem możliwość szybkiego odnajdowania się w nowych sceneriach, a już na pewno nie tych, które znacznie różnią się od otaczającej nas rzeczywistości. Myślę również, że o wiele przyjemniej jest nam obcować z powieściami, które nie mają przed nami żadnych barier, a mimo to są w stanie nas mile zaskoczyć. Nie mniej jednak pierwszy tom "Reckless" uważam za jak najbardziej udany i cieszę się, że po jego zakończeniu, niemalże od razu mogłam się zagłębić w kontynuacji tego cyklu. Nie mieć go teraz przy sobie byłoby dla mnie ogromną karą i najprawdopodobniej zamknęłabym się w sobie na bardzo długi czas!

Powieść stworzona przez niemiecką pisarkę to nie tylko historia chłopca, który dzięki magicznemu przedmiotowi był w stanie przenieść się do fantastycznego świata. Obcowanie z postaciami rodem z bajek stanowiło dla młodego bohatera swojego rodzaju pogoń w poszukiwaniu własnego ja, które w jego przypadku zostało  mocno zachwiane. Wbrew pozorom podróże wgłąb lustra nie uchroniły Jakuba przed doświadczeniem wielu nieprzyjemnych sytuacji, które zaczęły wpływać na jego postępowanie w niektórych sytuacjach i samą osobowość. Szukanie pomocy dla młodszego brata sprawiło, że Reckless zaczął dorastać,  a dzięki tej książce staliśmy się naocznymi świadkami tego procesu. Mam wrażenie, że także i my jesteśmy w stanie wynieść z tego utworu wskazówki, które są w stanie nam pomóc w naszym życiu. Każdy z nas posiada swoje problemy i choć nie zawsze jesteśmy w potrafimy sobie z nimi poradzić, to ta książka pokazuje nam, że nie należy się poddawać. Musimy nauczyć się walki o własne szczęście, a także o swoją rodzinę, która powinna być dla nas najważniejsza. Zdaję sobie sprawię z tego, że nie zawsze bywa to proste i przyjemne, jednak niejednokrotnie cel uświęca środki i takie podejście winno być dla nas wystarczającą motywacją do niezałamywania się. Dlatego uważam, że "Kamienne ciało" idealnie nadaje się do czytania dla osób, które czują się samotne i pozbawione jakichkolwiek bodźców, które mogłyby stać się dla nich przeszkodą w dążeniu do postawionych sobie wysoko poprzeczek. Cornelia Funke posługuje się naprawdę fajnym style, który dodatkowo motywuje nas do zapoznania się tym utworem. 

Wydawnictwo Egmont, marzec 2012
ISBN: 978-83-237-3566-3
Liczba stron: 350
Ocena: 7/10

czwartek, 9 maja 2013

Julianna Baggott - Nowa Ziemia

Od kilku dni posiadam czytelniczy przestój i ilekroć sięgam po jakąkolwiek książkę, odkładam ją z powrotem na półkę nie przeczytawszy nawet kilkudziesięciu stron. Wieczorny plan zajęć na uczelni nie sprzyja mojemu maniactwu i zrobiłabym naprawdę wiele dla chwili wytchnienia. Wtedy właśnie postanowiłam spróbować swoich sił z twórczością amerykańskiej pisarki, Julianny Baggott. Nie zachęcała mnie ona do siebie swoim wyglądam, zaintrygowana opisem i dość ciekawie zapowiadającą się lekturą, czym prędzej zabrałam się za zapoznawanie się z powieścią o tym, jak przypuszczalnie mógłby wyglądać nasz świat w przyszłości. Owa decyzja okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę i dzięki niej powróciłam do tego co najbardziej lubię.

Mieszkańcy Ziemi stali się świadkami ogromnych zmian, które zniosły za sobą pojawiające się zewsząd eksplozje. Nie dla każdego z ludzi znalazło się bezpieczne miejsce, które mogłoby im umożliwić w miarę normalne życie. Spora część społeczeństwa stała się jednak ofiarami krwiożerczego kataklizmu i od tej pory musieli nauczyć się egzystować niesprzyjających do tego warunkach. Spustoszenie świata sprawiło, że osoby znajdujące się poza Kopulą zostali również pozbawieni urody, która została zastąpiona licznymi znamionami po oparzeniach, a także bliznami, które już nigdy ich nie opuszczą. Czy nastoletniej Pressii uda się spełnić swoje największe marzenie? Czy będzie w stanie zapewnić lepszy byt sobie i swojemu schorowanemu dziadkowi?

"Nowa ziemia" to powieść, która bardzo mile mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele i starałam się traktować ją z pewnym dystansem. Na polskim rynku wydawniczym pojawia się cała masa podobnych pozycji literackich i obawiałam się, że w końcu trafiłam na trylogię, która nie sprosta moim oczekiwaniom i sprawi, że już nigdy więcej nie sięgnę po powieści utopijne. Na całe szczęście  ten moment jeszcze nie nadszedł i z nieukrywanym podekscytowaniem zabrałam się za kontynuowanie przygody, w której pierwsze skrzypce ogrywała Pressia, a także niezwykły młodzieniec o imieniu Partridge. Niemalże od samego początku podziwiałam ich charaktery i to, że za wszelką cenę starali się zmienić otaczającą ich rzeczywistości. Wielu z nas nie jest w stanie docenić tego co posiadamy i dość często pozwalamy sobie na narzekania, które dotyczą mało istotnych elementów naszej egzystencji. Rzadko kiedy myślimy o ludziach z krajów trzeciego świata, którzy każdego dnia toczą nieustający bój z licznymi przeciwnościami losu. Dla nas może się to wydawać abstrakcyjne, jednak takie właśnie są dzisiejsze realia i dobrze by było o nich pamiętać ilekroć zaczniemy narzekać na brak przedmiotów, które są tylko i wyłącznie naszymi wymysłami, a nie warunkami, które pozwalają nam na przetrwanie w dzisiejszych realiach.

W moim odczuciu Julianna Baggott spisała się rewelacyjnie i cieszę się, że zdecydowałam się na poświęcenie odrobiny czasu na zapoznanie się ze stworzoną przez nią lekturą. Oczywiście zdarzały mi się również chwile zwątpienia i dane mi było zauważyć również jej ciemniejsze strony. Na samym początku przeszkadzał mi język, którym posługuje się amerykańska autorka i miałam wrażenie, że jest on nieco zbyt toporny. W końcu jednak stwierdziłam, że to nie w pisarce i jej stylu tkwił problem, a w moim przemęczeniu, które uniemożliwiało mi skupienie się na czymkolwiek. Ku mojemu zadowoleniu nie trwało to zbyt długo i potem poszło już jak z płatka. Nie mogę się doczekać kontynuacji tego cyklu i już teraz wiem, że zostanie ona przeczytana poza kolejnością. Mam nadzieję, że decyzja ta zaowocuje mile spędzonym wieczorem. Tymczasem chciałabym Was zachęcić do poświecenia odrobiny czasu powieści, która swoim pomysłem przypomina nieco inne trylogie, jednak jest i na swój sposób oryginalna. Obcując z "Nową Ziemią" nie będziecie mieli czasu na nudę i niewątpliwie pozostanie ona z Wami jeszcze na długi czas.

Wydawnictwo Egmont, maj 2012
ISBN: 978-83-237-5242-4
Liczba stron: 472
Ocena: 7/10

czwartek, 2 maja 2013

Małgorzata Warda - Jak oddech

Małgorzata Warda znana jest czytelnikom ze wzruszającej powieści pod tytułem "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Od tamtej pory minęło jednak trochę czasu i stosunkowo niedawno do księgarni trafiła kolejna publikacja polskiej autorki. Muszę przyznać, że byłam strasznie ciekawa tej książki i nie mogłam się już doczekać chwili, w której dane mi będzie się w niej zagłębić. Nigdy bym się jednak nie spodziewa, że wywoła one we mnie tak wiele skrajnych emocji, które będą mi towarzyszyć przez wiele dni po jej zakończeniu. Mogłabym się nawet pokusić o stwierdzenie, że nigdy wcześniej nie zostałam aż tak mile zaskoczona. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będą miała okazję zapoznać się z kolejnymi utworami tej pisarki. Czekam na to z niecierpliwością!

Jasmin i Staszek znają się od najmłodszych lat swojego życia. Wychowywani oni byli przez swoje matki niczym rodzeństwo i wydawać by się mogło, że pozostanie tak już na zawsze. Bohaterowie spędzają z sobą każdą wolną chwilę i choć nie mają większych problemów z nawiązywaniem kontaktów z innymi dziećmi, to nie są im one do niczego potrzebne.  Jako nastolatkowie zakochują się w sobie i mimo wszelkich przeciwności losu, marzą o stworzeniu trwałego związku i dzieciach, którym ofiarowaliby wszystko co najlepsze. Niestety życie posiada zupełne inną wizję ich przyszłości i dziewczyna otrzymuje od bliskich wiadomość o zaginięciu jej ukochanego. Od tego momentu rozpoczyna się wyścig z czasem, jednak nic nie wskazuje na to, by policja miała jakiekolwiek szanse na odnalezienie dwudziestojednoletniego mężczyzny. Czy uda im się osiągnąć swój cel?

Małgorzata Warda stworzyła niezwykłą powieść, która już na zawsze pozostanie w sercach swoich czytelników. Całość historii zostaje nam ukazana z perspektywy Jasmin i to własnie ona zwierza się Molom Książkowym z dzieciństwa,  które dane jej było przeżyć u boku Staszka, ale i również z wydarzeń, które mają miejsce tuż po jego zaginięciu. Bez wątpienia wymaga to od niej ogromnego dystansu i obiektywnego podejścia do łączących ich niegdyś więzi. Dziewczyna niemalże przez cały czas zwraca się do swojego ukochanego i przypomina mu o chwilach, które dane im było razem spędzić razem. Wielokrotnie dzieliła ich duża odległość i nie miewali ze sobą kontaktu, jednak za każdym razem udawało im go nawiązać. Główna bohaterka nie jest w stanie zrozumieć motywu, który mógł skłonić porywaczy do uprowadzenia Staszka. Czy zniknięcie chłopaka miało jakikolwiek związek z wydarzeniami z przeszłości? Komu mogło zależeć na unieszkodliwieniu młodzieńca, który w zasadzie nikomu nie zawinił? Jak w zaistniałej sytuacji poradzi sobie dwudziestolatka? Do czego będzie w stanie się posunąć, by odnaleźć ukochanego?

"Jak oddech" posiada w sobie ogromny ładunek emocjonalny, którego nie da się opisać żadnymi słowami. Dlatego chciałabym polecić ten utwór wszystkim tym, którzy uważają, że mogliby wynieść z lektury tej książki coś o wiele więcej, niż mógłby na to wskazywać jej opis. Życie niejednokrotnie udowadnia nam swoją nieprzewidywalność i mam wrażenie, że najnowsza powieść Małgorzaty Wardy jest na to najlepszym dowodem. W głębi duszy miałam nadzieję, że skończy się ona zupełnie inaczej i choć nie do końca są nam znane losy Staszka, to każdy z nas może je sobie wytłumaczyć na własny sposób. Polska autorka umiejętnie posługuje się słowem pisanym i dzięki temu spotkanie z tą pozycją literacką wydaje się nam jeszcze doskonalsza. Muszę przyznać, że jestem strasznie ciekawa kolejnych publikacji tej pisarki. Jestem niemalże pewna, że spotkanie z nimi okaże się równie intrygujące i niezapomniane. Być może zabrzmi to trochę niewłaściwie, ale jestem dumna z tego, że posiadamy w swoim kraju tak genialnych twórców literatury i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę mile zaskoczona ich poczynaniami.

Wyd. Prószyński i S-ka, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-7839-488-4
Liczba stron: 344
Ocena: 9/10

wtorek, 30 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Panny roztropne

Miniony tydzień sprzyjał mojemu czytelnictwu i gdy tylko zakończyłam swoje spotkanie z lekturą "Milaczka", niemalże od razu zabrałam się za jego kontynuację. Nie ważne, że zarwałam dla niej połowę nocy, a następnego dnia musiałam wstać około piątej rano. Muszę przyznać, że był to nie lada wyczyn, jednak z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ani trochę się na niej nie zawiodłam i naprawdę było warto. Doceniam autorów, którzy pomimo prosty i pewnych niedogodności są w stanie stworzyć powieść, która zachwyci setki czytelników, a ci w dalszym ciągu będę mieli ochoty na więcej. Zacznijmy jednak od samego początku tej niesamowitej opowieści.

Milena cierpi po rozstaniu ze swoim ukochanym. W dalszym ciągu nie może pogodzić się z jego stratą i ani trochę nie pomaga jej w tym świadomość, że była w to zamieszana siostra dentysty, która była do bólu o niego zazdrosna. Nie przeszkodziło jej to również w tym, by z zemsty wysadzić samochód należący do niedoszłej bratowej. Niespodziewanie w życiu kobiety pojawia się nowy współpracownik, który wydaje się być nią zainteresowany. Milaczek robi wszystko co w jej mocy, by mężczyzna zwrócił na nią swoją uwagę, jednak każdego wieczoru, który pragną spędził w swoim towarzystwie, odwiedza ich córka sąsiada. Zuzka posiada względem jej osoby zupełnie inny plan i ani myśli pozwolić na to, by dwudziestosześciolatka związała się z człowiekiem, który ani przez chwilę nie podobał się Bachorowi. Czy dziewczynce uda się zrealizować swój szatański plan?

"Panny roztropne" skradły moje serce już na samym wstępie naszej wspólnej wędrówki. Miałam wobec nich dość spore oczekiwania i choć byłam świadoma tego, że kontynuacje na ogół bywają dużo słabsze od swoich poprzedniczek, nie miało to dla mnie zbyt wielkiego znaczenia. W dużej mierze skupiałam się na przyjemności, która towarzyszyła mi w trakcie poznawania kolejnych przygód Mileny i jej przyjaciół. Tym razem do wesołej ekipy dołączyła również Aleksandra Pieczka - wielokrotna medalistka w gimnastyce artystycznej, która dość spontanicznie podjęła decyzję o przeprowadzeniu się w okolice Trójmiasta. Kobieta wynajmuje mieszkanie od małżonka Zosieńki, która wszystkie sprawy związane z owym lokalem powierzyła swojej ukochanej siostrzenicy. Między kobietami niespodziewanie zaczęła nawiązywać się przyjaźń i na swój sposób stały się sobie bardzo bliskie. Oliwy do ognia dolewa sąsiad Oli, który niemalże na każdy kroku widzi problemy związane z zamieszkaniem w ich bloku nowej lokatorki. Idealnie pasowałby on do mojej sąsiadki, której co rusz coś nie pasuje i robi wszystko, by dać upust swojemu niezadowoleniu. Bez nich nasze życie byłoby jednak smutne i całkowicie jałowe, więc niech one sobie będą i urozmaicają nam rzeczywistość, która nie zawsze należy do najprzyjemniejszych.

Twórczość Magdaleny Witkiewicz chciałabym polecić osobom szukającym odprężenia po intensywnym dniu pracy. Jestem niemalże pewna, że przypadnie Wam ona do gustu i nie będzie mieli ochoty się z nią rozstawać. Nigdy bym nie pomyślała, że po niezbyt udanym spotkaniu z "Opowieścią niewiernej" będę w stanie polubić pisane przez nią powieści. Sięgnięcie po "Balladę o ciotce Matyldzie" okazało się dla mnie pewnym przełomem, który pozwolił mi na przekonanie się książek, które wypływają spod pióra polskiej pisarki. Mam nadzieję, że wielu innych czytelników podzieli moje zdanie i przez kolejne lata będzie mi dane rozkoszować się kolejnymi publikacjami tej autorki. Tymczasem podsunęłam "Panny roztropne" mojej uczelnianej koleżance i jestem strasznie ciekawa, czy podzieli ona mój entuzjazm. Magdalena Witkiewicz niewątpliwie posiada smykałkę do tworzenia różnego rodzaju historii i aż szkoda byłoby zaprzepaścić tak ogromny potencjał. Z tego miejsca ponawiam również swoją chęć do adoptowania Zuzanki, która od samego początku skradła moje serce i zapewne pozostanie tak do już do końca mych dni.

Wydawnictwo Sol, kwiecień 2010
ISBN: 978-83-92916-21-5
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rick Riordan - Pamiętniki półbogów

Twórczość Ricka Riordana polubiłam dzięki interwencji mojego Brata, który przekonał mnie do sięgnięcia po pierwszy tom serii pod tytułem "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy". To właśnie ta powieść otworzyła mi drogę do zupełnie innego świata i do tej pory nie mogę przeboleć, że zwlekłam z tym tak długo. Okazało się bowiem, że twórczość amerykańskiego autora obdarzyłam tak szczerym uczuciem, że z niecierpliwością wyczekuję kolejnych publikacji, które łączą w sobie mitologię grecką i rzymską. Dlatego właśnie zdecydowałam się na zapoznanie się z "Pamiętnikami półbogów". Byłam świadoma tego, że być może nie przypadną mi one do gustu, ponieważ za opowiadaniami nie przepadam, a i sparzyłam się już spotkaniem z podobną publikacją tego autora, jednak wyszłam z założenia, że jeśli nie zaryzykuje to nigdy się o tym nie przekonam. 

"Pamiętniki półbogów" ukazują swoim czytelnikom historie, które przytrafiły się mieszkańców Obozu Herosów i które wymagały od nich niezwykłej kreatywności i umiejętności radzenia sobie w skrajnie niebezpiecznych sytuacjach. Pierwsza z nich przestawia nam przygody Luka i Thalii, którzy przemierzali Stany Zjednoczone w celu złapania legendarnej kozy, która była niezaprzeczalnym znakiem samego Zausa. Niespodziewanie docierają one do tajemniczej posiadłości i to właśnie w niej mają oni rozegrać walkę o dalsze przetrwanie. W następnej kolejności przenosimy się do Percy'ego i Annabeth, którzy obchodzą swoją pierwszą miesięcznicę. Niestety ich spokój zostaje zburzony przez Hermesa i zmuszeni są do ruszenia w pościg za zgubioną przez niego laską. Ostatnio opowiadanie zostało natomiast poświęcone Leo i jego przyjaciołom, którzy udają się w pościg za skonstruowanym przez półboga Bufordem. 

Podchodziłam do tej pozycji literackiej z lekkim dystansem. Niewątpliwie ma to wielki związek z tym, że niezbyt przypadło mi do gustu "Archiwum herosów", które podobnie jak omawiany w dniu dzisiejszym utwór, stanowi swojego rodzaju uzupełnienie całej serii. Tym razem moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne i już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron wiedziałam, że otrzymam odpowiedź na nurtujące mnie od dłuższego czasu pytania. Czas spędzony w towarzystwie tej książki upłynął mi naprawdę szybko i sama byłam zdziwiona, że wciąż miałam ochotę na więcej. Nie mogę się już doczekać chwili, w której na polskim rynku wydawniczym pojawi się kolejna książka Ricka Riordana. Obok stworzonych przez niego bohaterów nie można przejść obojętnie i do tej pory wspominam potyczki Percy'ego z bogiem wojny Aresem. To właśnie oni zapewnili mi największą rozrywkę i mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana w następnych publikacjach amerykańskiego autora. Strasznie podoba mi się w nich połączenie mitologii z realiami życia codziennego, a ukazanie Almatei jako kozy posiadającej wymiona, które służą do dojenia napojów w różnych smakach, rozłożyło mnie na łopatki. Podobnie zresztą było w przypadku, gdy dowiedziałam, że stolik obraził za na Leo, ponieważ heros odważył się go wyczyścić ajaksem, a nie cytrynowym pronto z ekstra nawilżaniem. W towarzystwie półbogów nawet mycie zębów nie może nam się nudzić i w mig staję się ono największą przygodą naszego życia.

"Pamiętniki półbogów" chciałabym polecić fanom twórczości Ricka Riordana, ale i również wszystkim tym, którzy nie mieli z nią do tej pory do czynienia. Jestem pewna, że przypadnie ona do gustu szerokiej szerzy czytelników i już na stałe zagości na ich półkach, by mogli do niej powracać w każdej wolnej chwili. Strasznie żałuję, że nie miałam możliwości poznać tych książek, gdy chodziłam do gimnazjum. Dzięki nim nauka mitologii okazałaby się jeszcze większą przyjemnością i nie miałabym żadnego problemu z odróżnianiem greckich bogów od tych, którzy zostali przypisani Rzymianom. Amerykański pisarz posługuje się naprawdę fajnym językiem, który jest w stanie od siebie uzależnić niejednego wymagającego Mola Książkowego. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz będę miała do czynienia z jego publikacjami i każda z nich okaże się równie imponująca, jak cała reszta. W tej książce znajdziecie ponadto kilka zadań, które w całkiem fajny sposób podsumują Waszą wiedzę na temat świata półbogów, a także zdjęcia poszczególnych bohaterów tej pozycji literackiej. W większym lub mniejszym stopniu odzwierciedlają one nasze wyobrażenie na temat ich wyglądu, jednak cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł, by nam to wszystko uporządkować. Czym prędzej sięgnijcie po zbiór czterech opowiadań. Naprawdę warto!

Wyd. Galeria Książki, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-62170-63-0
Liczba stron: 276
Ocena: 6/10

niedziela, 28 kwietnia 2013

Beata Andrzejczuk - Pamiętnik nastolatki 6

Przyszedł czas na zapoznanie się z przedostatnim już tomem "Pamiętnika nastolatki" - niezwykłej serii dla nastolatek, która rozkochała mnie w sobie przed dwoma laty. Cieszę się, że na polskim rynku wydawniczym pojawiają się powieści, które nie dość, że oddziałują na młodzieńczą wyobraźnię, ale i wskazują na pewne zachowania, które w większym lub mniejszym stopniu znajdują odzwierciedlenie w życiu czytelników. Bardzo często są one przez nas zapomniane, a na pierwszym planie pojawiają się utwory, które znane są wszystkim jako paranormal romance. Zacznijmy jednak od krótkiego przedstawienia fabuły, która czeka na Moli Książkowych tuż po otworzeniu, omawianej w dniu dzisiejszym książki. 

Natalia obwinia się o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiał Maksym. Zdaniem dziewczyny to właśnie przez nią nie zapanował on nad motorem i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że główna bohaterka nie może zebrać się na odwagę, by odwiedzić swojego ukochana. Po części ma to związek ze swojego rodzaju strachem o trwałość swojego związku, a po części boi się ona spotkania z rodziną chłopaka, która prawdopodobnie żywi do niej ogromną urazę. Niespodziewanie z pomocą przychodzi jej Bartosz, który odbywa z nią poważną rozmowę o tym co się stało. Dzięki niemu Natka decyduje się walczyć o swoją miłość i czym prędzej udaje się na spotkanie z Maksymem. Czy nastolatkom uda się dojść do porozumienia? Przez jakie przeciwności losu będzie musiał przejść ich związek? Jaki związek z tym wszystkim będzie miała Aleksandra?

Beata Andrzejczuk po raz kolejny udowodniła, że tworzone przez nią historie są w stanie wstrząsnąć czytelnikami w różnym wieku. Niektórym mogę się wydawać za stara na sięganie po książki pokroju PN i powinnam zabrać się za coś ambitniejszego. Osobiście nie widzę żadnych przeszkód, by odmawiać sobie tej przyjemności, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że czas spędzony z lekturą tej serii, okaże się bogatym w różnego rodzaju przemyślenia i nie zawiodę się. Polska autorka robi wszystko, by przekazać swoim czytelniczkom różne wartości, które niewątpliwie są cenione przez wielu ludzi na całym świecie. Dojrzewanie jest jednym z najtrudniejszych etapów naszego życia i nie zawsze bywa tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Podobnie zresztą było w przypadku Natalii, którą dane nam było obserwować odkąd stała się uczennicą pierwszej klasy szkoły gimnazjalnej. Dorastała ona na naszych oczach i to właśnie my byliśmy świadkami przemiany, która niewątpliwie w niej zaszła. Tym bardziej nie byłam w stanie zrozumieć jej zachowania, które dane nam było doświadczyć na łamach szóstego tomu tej serii. Jestem świadoma tego, że Natka mogła się poczuć oszukana i żywi ogromny żal do Maksyma, że w ważnych sprawach postanowił zadecydować za nią. Dziewczyna miała do tego pełne prawo, jednak czy choć przez chwilę starała się postawić na miejscu swojego ukochanego? Czy przez ten cały czas pomyślała o uczuciach swojego ukochanego? W końcu to nie jej groziła niepełnosprawność i to nie ona tkwiła zamknięta w czterech ścianach.

Pisanie o tej książce jest dla mnie niezwykle trudne. W dalszym ciągu towarzyszą mi silne uczucia i choć robiłam wszystko, by złapać do niej jakikolwiek dystans, który pozwoliłby mi na w pełni obiektywne podejście do oceny tej powieści, to nie udało mi się to. "Pamiętnik nastolatki 6" okazał się bowiem utworem, który potraktowałam w pełni osobiście i nic nie jestem w stanie na to poradzić. Napisanie tej powieści było strzałem w dziesiątkę i jestem dumna z autorki, że zdecydowała się na podjęcie tak trudnego tematu. Niewielu pisarzy odważyłoby się na ukazanie niepełnosprawności wynikającej z różnego rodzaju zdarzeń losowych, a w przypadku tej pozycji literackiej została ona ukazana w sposób niemalże mistrzowski. Jestem strasznie ciekawa kolejnego tomu tej serii i mam nadzieję, że w to właśnie w nim wyjaśni się wiele spraw, które chwili obecnej nieco się pokomplikowany. W dalszym ciągu trzymam mocno kciuki za związek Natalii i Maksyma. Mam nadzieję, że uda im się dojść do porozumienia i dziewczyna będzie w stanie wybaczyć swojemu ukochanemu jego intrygi. W końcu jest on tylko człowiekiem i każdemu z nas zdarza się popełniać błędy. Jestem również bardzo ciekawa stosunków, które łączą główną bohaterkę z matką. Odkąd pamiętam nie należały one do najłatwiejszych i bardzo bym chciała, by wreszcie skierowały się one na właściwe tory. Wierzę, że nie tylko mi na tym zależy i już niedługo dane nam będzie zaobserwować pewne zmiany, które zajdą nie tylko w Natce, ale i również w ludziach z jej najbliższego otoczenia. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko poczekać do jesienie, kiedy to pojawi się ostatni tom tej serii. Czy okaże się on równie emocjonujący?

Wydawnictwo Rafael, marzec 2013
ISBN: 978-83-7569-416-1
Liczba stron: 256
Ocena: 8/10

sobota, 27 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Milaczek

Opowiem Wam o książce, którą chciałam przeczytać już od bardzo dawna. Słyszałam o niej wiele dobrego, a koleżanki blogerki wręcz przekrzykiwały się w pozytywnych opiniach na jej temat. Dlaczego więc zasiadłam do niej dopiero teraz? Dlaczego nie byłam w stanie spełnić swoich pragnień, który co rusz szeptały mi w uszko, że powinnam była to zrobić już dawno? Z bólem serca przyznaję, że winowajcą całego zajścia jest kolor okładki. Dla osoby, która żywi niechęć do wszystkiego co różowe, sprawia ona naprawdę spory problem. Czasami nie wystarczą nawet szczere chęci i pozytywne nastawienie, które powraca do pozycji wyjściowej, gdy tylko wyciągamy swoje ręce w kierunku takiego cuda. Cieszę się, że udało mi się przełamać swoje słabości i spędziłam miły wieczór w towarzystwie bohaterów, którzy mieli tysiąc pomysłów na minutę i zero czasu na nikomu niepotrzebną nudę.

Milena wiele by oddała za odnalezienie mężczyzny swojego życia. Niestety każdy związek kobiety kończy się klęską i bynajmniej nie pomaga jej w tym wszystkim waga, która ani myśli spaść o chociażby kilka kilogramów. Wszystkie diety kończą się dla niej potworem do sytuacji wyjściowej i w ten o to sposób koło się zamyka. Milaczek może jednak liczyć na wsparcie najbliższych, którzy dbają o to, by spełniło się największe marzenie swojej ulubienicy. Takim właśnie sposobem główna bohaterka poznaje dobrze prosperującego dentystę, który zakochuje się w dwudziestosześcioletniej znajomej i pragnie spędzić z nią resztę swojego życia.

Magdalena Witkiewicz stworzyła niezwykłą powieść, która zachwyca swoich czytelników już po kilkudziesięciu przeczytanych stronach. To prawda, że niektórym może się ona wydawać dość niepozorna i nie godna ich uwagi ze względu na niezobowiązującą i być może naiwną fabułę. Osobiście uważam, że tego typu lektury są nam potrzebne do życia niczym tlen i idealnie nadają się do czytania na samotne wieczory, gdy dopada nas swojego rodzaju przygnębienie i niechęć do jakikolwiek działań. Nigdy bym się nie spodziewała, że w towarzystwie tej pozycji literackiej dane mi będzie przeżyć emocji, których zabrakło mi w trakcie obcowania z utworami, które Mole Książkowi mogliby zaliczyć do grona literatury wybitnej. Wydawać by się to mogło banalne, jednak gdy bliżej przyjrzymy się życiu Mileny to zauważymy, że pełne jest ono wzlotów i upadków, które dane nam jest zaobserwować na co dzień. W moim odczuciu dziewczyna zbyt rozpaczliwie poszukiwała swojej drugiej połówki i robiła zbyt wiele, by zbliżyć się do upragnionego mężczyzny. Ciekawa jestem co by się stało w momencie, gdy odpuściłaby sobie myślenie o założeniu rodziny i pozwoliła życiu płynąć swoim tempem. Czy wtedy nie wyszłaby na tym lepiej? Czy nie spotkałaby na swojej drodze młodzieńca, który w pełni zasłużyłby na jej uczucie i nie musiałaby doświadczyć aż tylu porażek? Niestety nie dane mi będzie przekonać się o tym na własnej skórze.

"Milaczek" to nie tylko wzruszająca opowieść o Milenie. To także historia ośmioletniej dziewczynki, której zadaniem życiowym jest odpędzanie od ojca coraz to nowych kobiet. W tym celu Zuzanna założyła nawet specjalny zeszyt, w którym skrupulatnie zapisuje swoje notatki. Niejedno dziecko mogłoby odbyć u niej profesjonalne szkolenie w tym zakresie i wyniosłoby z niego naprawdę wiele. Równie ciekawą bohaterką okazała się również Zosieńka - sześćdziesięciopięcioletnia wdowa, która zamiast poddać się szarej rzeczywistości, korzysta z życia i ani myśli zachowywać się niczym przeciętna kobieta w jej wieku. Niespodziewanie nawiązuje ona dobre stosunki z "Bachorem" i staje się najlepszą przyjaciółką sąsiadki swojej siostrzenicy. Do tego wszystkiego dochodzi kilku innych bohaterów, którzy podobnie jak przedstawiona wcześniej trójka, podbili moje serce w większym lub mniejszym stopniu. Niewątpliwie zostali oni skonstruowanie w niezwykle interesujący sposób i choć nie do wszystkich pałałam sympatią to uważam, że zostali oni idealnie obsadzeni w swoich rolach. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu lektury tej książki, czym prędzej zabrałam się za czytanie "Panien roztropnych". To właśnie w tym utworze możemy poznać dalsze losy Milaczka i jej przyjaciół. Sama żegnałam się z nimi z ogromnym smutkiem, więc mam nadzieję, że podobne odczucia będą towarzyszyły tysiącom czytelniczek w całej Polsce.

Wydawnictwo Sol, październik 2008
ISBN:  978-83-925879-5-8
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy