Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jakby to było utknąć na bezludnej wyspie? Czy udałoby się nam przeżyć wśród zagrażającej nam zewsząd zwierzyny, a także nieznanych nam dotąd roślin, które kusiłyby nas swoim jestestwem? Czy mielibyśmy dość siły i odwagi, by wyruszyć wgłąb nieznanego nam terenu w poszukiwaniu bezpieczne kryjówki i cywilizacji, która dałaby nam nadzieję na pomyślne odnalezienie się w zaistniałej sytuacji? A może byłoby wręcz przeciwnie i już na samym starcie, pogodzilibyśmy się z własnym losem?
Zdaję sobie sprawę z tego, że niesamowicie łatwo jest nam teoretyzować i wychwalać się pod niebiosa. Z całą pewnością dużo trudniej byłoby, gdybyśmy faktycznie znaleźli się w takiej, a nie innej sytuacji. Muszę przyznać, że jestem strasznie ciekawa, jakby się to wszystko potoczyło i prawda na temat poczucia własnej wartości, miałaby w tym przypadku rację bytu. W końcu wiele osób wychodzi z założenia, że w sytuacji zagrożenia, człowiek jest w stanie wybrnąć nawet z największych opresji... Czy tak samo byłoby w naszym przypadku? A może spotkałby nas wianuszek niespodzianek, które sprawiłyby, że nowe życie spodobałoby nam się na tyle, że nie mielibyśmy nawet ochoty na powrót do dawnej egzystencji? Czy są na tej sali śmiałkowie, którzy podjęliby się tego zadania?
