Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2014

Lena czyta dzieciom: "Detektyw Pozytywka" i "Nowe kłopoty detektywa Pozytywki" Grzegorza Kasdepke

Nikogo chyba nie muszę przekonywać, że książki stanowią nieodłączny element mojego życia. Mam na ich punkcie niezłego bzika, a w poszukiwaniu tych najpiękniejszych, udałabym się nawet na koniec świata. Literatura towarzyszyła mi od najwcześniejszych lat, ale tak naprawdę nikt nie zaszczepił we mnie miłości do tego rodzaju rozrywki i z biegiem czasu zaczęłam ją traktować jako przykry obowiązek. Dopiero z wiekiem zaczęłam doceniać słowo pisane i mam nadzieję, że już nigdy nie zwątpię w magię, która związana jest z poznawaniem coraz to nowych historii.

"Lena czyta dzieciom" to cykl stworzony z myślą o najmłodszych czytelnikach. Dlaczego zdecydowałam się na jego stworzenie? Zdaję sobie sprawę z tego, że niewielu rodziców decyduje się na zapoznawanie swoich pociech z różnego rodzaju pozycjami literackimi. Nie mówię tu oczywiście o osobach, które same pałają miłością do tego rodzaju form aktywności. Mam tu raczej na myśli ludzi preferujących siedzenie przed telewizorem, bo choć mają do tego pełne prawo to powinni również pomyśleć o rozwoju swojego dziecka i poświęcić na to choć kilkanaście minut dziennie. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach jest tyle fantastycznych książeczek, które z całą pewnością zachwycą nie tylko najmłodszych odbiorców, ale i wielu przypadkach zaskoczą niejednego z rodziców.

W dniu dzisiejszym chciałabym się skupić na dwóch fenomenalnych książkach autorstwa Grzegorza Kasdepke, które przeczytałam z myślą o swojej czternastomiesięcznej bratanicy Kalinie. Przedstawiają one po kilkanaście ciekawych historii z życia tytułowego detektywa Pozytywki. Nie chciałabym czynić tutaj spojlerów, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi jeśli odpuszczę sobie opisywanie zawartych w tej pozycji literackiej zagadek. Każda z przygód naszego głównego bohatera to około dziesięć stron przedniej zabawy, którą bez zbędnych przeszkód możemy sobie dawkować przez kolejnych kilka dni. Muszę przyznać, że jest to naprawdę fajne rozwiązanie dla rodziców czytających "Detektywa Pozytywkę" i "Nowe kłopoty detektywa Pozytywki" nieco młodszym dzieciom. Z doświadczenia wiem, że wiele maluszków nie jest w stanie wysłuchać do końca dłuższych historii, więc opiekunowie zmuszeni są im je opowiadać na raty, albo co rusz zaczynają to robić od nowa. W przypadku tego typu książek problem ten wydaje się być w jakimś stopniu zażegnany i każda ze stron powinna być zadowolona. Wszystko zależy od wytrzymałości dzieci i ich chęci do zapoznawania się z kolejnymi przygodami detektywa Pozytywki. Wiadomo przecież, że starsze pociechy mogą poprosić swoich rodziców, by przeczytali im nieco więcej historyjek danego wieczoru i przy tym będą się naprawdę fajnie bawić. Dorośli zresztą też!

Co jest największym fenomenem tych pozycji literackich? Na pewno fakt, że nadają się one do czytania dla maluszków w różnym wieku i nie chodzi mi tu jedynie o długość poszczególnych historyjek, ale i również o zagadki, które zostały umieszczone przez autora pod każdą z nich. Wiadomo, że te najmłodsze dzieci nie będą jeszcze w stanie odpowiedzieć na pytania zadawane Grzegorza Kasdepke, jednak dla tych już nieco starszych stanowić one będą doskonałą rozrywkę. Dzięki nim sami będą mogli poczuć się niczym mali detektywi i rozwiążą niejedną tajemnicę, które zostały przed nimi skryty we wnętrzu tych niepozornych utworów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że omawiane w dniu dzisiejszym pozycje, rosną w siłę wraz ze swoimi odbiorcami i co rusz odkrywają przed nimi coraz to nowe tajemnice i możliwości do dalszego rozwoju. Tym bardziej, że mają one za zadanie uczyć dzieci logicznego myślenia, a nawet zachęcać je do tworzenia łańcuchów przyczynowo-skutkowych. Dlatego też uważam, że póki co jest to najlepsza z najlepszych propozycji dla młodszych czytelników, które miałam okazję przeczytać i gorąco zachęcam wszystkich rodziców (ale i nie tylko), by zamiast sadzać swoje pociechy przed telewizorem, albo dawać im do zabawy nic niewnoszące publikacje, zainwestowali nieco swojego wolnego czasu w dobór naprawdę wartościowych pozycji, które nie tylko bawią, ale i uczą.

Jeśli chodzi o sam sposób wydania tych książeczek to powiem tylko tyle, że jestem nimi naprawdę zachwycona. Wielkie ukłony w tej kwestii należą panu Piotrowi Rychel, który na potrzeby detektywa Pozytywki, wykonał naprawdę przepiękne ilustracje. Jestem pewna, że zwróciło na nie uwagę nie jedno dziecko i w sumie nie ma co się dziwić! Osobiście już dawno nie miałam do czynienia z obrazkami, które równie trafnie przedstawiałyby wydarzenia mające miejsce w poznawanej przeze mnie historii, a dla maluszków ma to przecież niemałe znaczenie. Ważne również jest to, że twórcy tej pozycji zdecydowali się na minimalizm. Zbyt wiele ilustracji mogłoby przeszkodzić w odbiorze tekstu, a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Dlatego też uważam, że będzie musiało minąć naprawdę wiele czasu, aż znajdę godnego przeciwka, który swym całokształtem mógłby konkurować z tymi pozycjami literackimi, a uwierzcie mi, należę do osób nadzwyczaj wybrednych i rzadko co jest w stanie mnie oczarować aż do tego stopnia. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o samej kolorystyce tych książeczek, która podobnie jak cała reszta zostały wybrane przez wydawcę w sposób mistrzowski. Jest ona naprawdę miła dla oka i jednocześnie tak pasująca do siebie, że mogłaby jej pozazdrościć niejedna powieść dla małych i dla dużych. Muszę przyznać, że osobiście jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów tej serii, a także innych historii, które do tej pory wypłynęły spod pióra Grzegorza Kasdepke. Coś mi się wydaje, że jeszcze nie raz będę miała okazję się z nimi zapoznać, a już na pewno będą przeze mnie kupowane jako prezent dla dzieci w różnym wieku. Nie mogę się już doczekać chwili, w której "Detektyw Pozytywka" i "Nowe kłopoty detektywa Pozytywki" zostaną przedstawione córeczce mojego Brata. Mam nadzieję, że Kalina i jej rodzice podzielą mój entuzjazm i będą nią zauroczeni.

Moja ocena: 9/10

środa, 27 marca 2013

Mia Marlowe - Dotyk złodziejki

Po lekturze tej książki spodziewałam się naprawdę wiele i byłam niemalże pewna, że odnajdę w niej coś co sprawi, że dane mi będzie spędzić w jej towarzystwie cudowne chwile. Po kilkunastu przeczytanych stronach byłam już pewna, że moje spotkanie z lekturą tej powieści nie spełni moich oczekiwań i z wielkim trudem przyjdzie mi dobrnąć do samego końca lektury. W pewnym momencie miałam się już poddać i odłożyć ją z powrotem na półkę, jednak ciągle miałam nadzieję, że poznawana przez mnie historia zaskoczy mnie czymś i zmieni moje zdanie na swój temat. Niestety tak się nie stało, jednak zanim przejdę do krótkiego podsumowania tej pozycji literackiej, rozpocznę od jeszcze szybszego przedstawienia samej fabuły. 

"Dotyk złodziejki" przedstawia czytelnikom historię młodej kobiety, która zmuszona została do walki o lepszy byt dla swojej rodziny. Nie przyzwyczajona do pracy i życia w ubóstwie Viola, ucieka się do kradzieży umożliwiającej jej przeżycie kolejnych tygodni. Pewnego dnia przyłapuje ją jednak porucznik Greydona Quinna, który słysząc o plotki o złodzieju doskonałym, postanawia schwytać go w swoje sidła i podstępem skłonić go do współpracy. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że ich wzajemne stosunki nie ograniczają się jedynie do misji, która powinna stanowić dla nich pewnego rodzaju priorytet. Czy wszystko ułożyło się po ich myśli?

Nie jestem w stanie dobrać słów, które w idealny sposób opisałyby moje odczucia po spotkaniu z lekturą tej książki. Zapowiadało się naprawdę fajnie i gdy przeczytałam, że autorka w bardzo fajny sposób nawiązała do dawnych nauk i wierzeń, które niosła za sobą indyjska sztuka miłości. Niestety na samych wspominkach jej rola się zakończyła i przez kolejnych kilkaset stron, nie zadziało się w niej nic ciekawego. Miałam wrażenie, że autorce nie udało się w pełni wykorzystać pomysłu, który niewątpliwie zrodził się w jej głowie i sprawił, że wspólnie z bohaterami tej powieści przenieśliśmy się do XIX wieku i tam było nam dane obserwować ich poczynania. Czytając ten utwór strasznie się umęczyłam i z całą pewnością nie zdecyduję się na sięgnięcie po kontynuację "Dotyku złodziejki". Jak dla mnie nie działo się w niej za wiele, a sami bohaterowie byli na tyle irytujący, że szkoda by mi było na to swojego cennego czasu. Jeśli miałabym wybierać to prędzej zdecydowałabym się na poznanie dalszych losów Christiana Greya, które czyta się naprawdę szybko i całkiem przyjemnie.

Najchętniej w ogóle nie recenzowałabym tej powieści, jednak moim zamierzeniem jest przestrzec was przed lekturą, która posiada spore predyspozycje do łamania wszelkich zasad. Nie pamiętam w swoim życiu tak beznadziejnej i pozbawionej jakichkolwiek walorów artystycznych lektury i mam nadzieję, że już nigdy więcej takowej nie spotkam. Osobiście nie zachęcałabym Was do sięgania po ten utwór, ponieważ istnieje wiele ciekawszych pozycji literackich, które spokojnie mogłyby zająć jej miejsce podczas co wieczornego zagłębiania się w literaturze, ale jeśli macie ochotę aby przekonać się o jej jakości na własnej skórze, to oczywiście nie będę was powstrzymywać. Być może odnajdziecie w tej powieści coś więcej i dzięki temu uznacie ją za nieco bardziej wartościową niż jest w rzeczywistości? Muszę przyznać, że jestem strasznie ciekawa innych opinii na temat "Dotyku złodziejki". Dlatego właśnie będę ich wyczekiwać w ogromną niecierpliwością.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, marzec 2013
ISBN: 978-83-10-12199-8
Liczba stron: 320
Ocena: 2/10

niedziela, 24 marca 2013

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Wystarczy, że jesteś

Twórczość Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk dała mi się we znaki dzięki powieściom, które zostały napisane dla dorosłych czytelników. Od samego początku wspominałam je z pewnego rodzaju sentymentem i to właśnie on sprawił, że zdecydowałam się na zapoznanie się z utworem, który został stworzony w myślą o nastoletniej grupie Moli Książkowych. Co prawda wciągnęłam tę książkę w zaledwie kilka godzin, jednak pozostawiła ona wie mnie wiele sprzecznych myśli, które do tej pory nie są w stanie się właściwie uformować. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej historii.

Weronika podchodzi do swojego życia z ogromną dawką pesymizmu. Niemalże na każdym kroku przypisuje sobie jakiejś negatywne cechy, które sprawiają, że nie jest ona w stanie uwierzyć we własne możliwości i kryjące się w jej wnętrzu piękno. Przy życiu utrzymuję ją marzenie o poznaniu chłopaka, który stałby się dla niej kimś na wzór zmierzchowego Edwarda i który chroniłby ją przed wszelkim złem tego świata. Czy dziewczynie uda się uwierzyć we własne możliwości i zmieni podejście do otaczającej ją rzeczywistości? Czy będzie w stanie zaakceptować siebie taką jaką jest? Czy spotka ona na swojej drodze mężczyznę, którego pokocha prawdziwą i szczerą miłością, a on odwzajemni to uczucie?

Przyznam się bez bicia, że przez pierwszych kilkadziesiąt stron miałam ogromną ochotę, aby odłożyć lekturę tej książki z powrotem na półkę. Muszę przyznać, że nie przepadam zbytnio za użalającymi się nad sobą bohaterkami, które zamiast wziąć się za siebie i walczyć o własne szczęście, zamykają się w czterech ścianach i jedyne na czym skupiają swoją uwagę to powieść z mało realną miłością w tle. Jestem w stanie zrozumieć, że Weronika przeżywała ciężkie chwile i trudno było jej się odnaleźć wśród ludzi dla których liczyły się pieniądze, oryginalne ciuchy i imponująca pozycja towarzyska. Większość znajomych z klasy odzywa się do dziewczyny jedynie wtedy, gdy liczą na jej pomoc z zadaniem domowym, czy też sprawdzianem. W wielu innych przypadkach jest przez nich niezauważana, a nawet wyśmiewana. Wszystko do czasu, gdy spotyka na swojej drodze czarującego chłopaka, który towarzyszył jej w trakcie jazdy pociągiem z Warszawy do Wrocławia. W trakcie tych kilku godzin złapali ze sobą całkiem dobry kontakt i z wielkim trudem udało im się rozstać. Oboje przypadli sobie do gustu na tyle, ze po powrocie do rodzinnego miasta, postanowili spotykać się znacznie częściej. Wydawać by się mogło, że główna bohaterka jest wreszcie szczęśliwa i nic nie będzie w stanie zburzyć jej wewnętrznego spokoju. Z biegiem czasu, Weronice zaczyna ciążyć zawód Filipa i ma wrażenie, że w ich związku zaczyna się dziać coś niezwykłego. W tym samym czasie do gry powraca również Marek, który rok wcześniej pomógł jej zgłosić na policji kradzież telefonu.

"Wystarczy, że jesteś" to historia młodej dziewczyny, która w dalszym ciągu poszukuje swojego sensu w życiu. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie powinnam oceniać jej zbyt surowo z kilku powodów, jednak jest to silniejsze ode mnie. Jestem niemalże pewna, że wiele nastolatek widzi w Weronice lustrzane odbicie samej siebie. Przy odrobinie szczęścia poczujemy łączącą je więź, a także ogromną ilość nadziei, która budzi się w nich w trakcie poznawania tego utworu. Nie twierdzę, że utwór napisany przez Małgorzatę Gutowską-Adamczyk jest beznadziejny. Wydaje mi się po prostu, że dużo właściwiej byłoby wziąć się za jego czytanie już kilka lat temu, gdy sama byłam nastolatką. Być może wtedy moje spotkanie z lekturą tej pozycji literackiej, okazałoby się strzałem w dziesiątkę i nie musiałabym się zastanawiać na tym, czy aby naprawdę nie oceniam jej zbyt surowo. Zastanawiam się tylko, dlaczego wszyscy uparli się na ten "Zmierzch". Zdaję sobie sprawę, że całość tego cyklu stała się pewnego rodzaju ikoną prawdziwej miłości i idealnego związku, jednak w dalszym ciągu nie jestem przekonania do jego roli w tym utworze. W końcu jest tyle piękniejszych książek, których można byłoby użyć w tym celu. Nie mniej jednak uważam, że powieść polskiej autorki czytało mi się całkiem przyjemnie, a momentami wręcz fantastycznie. Cieszę się jednak, że w decydującym momencie zostałam wyprowadzona w pole i nie udało mi się przewidzieć jej zakończenia.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2009 rok
ISBN: 978-83-10-11735-9
Liczba stron: 296
Ocena: 6/10

niedziela, 17 marca 2013

Magdalena Witkiewicz - Ballada o ciotce Matyldzie

Po spotkaniu z niezbyt udaną lekturą "Opowieść niewiernej", postanowiłam dać twórczości Magdaleny Witkiewicz jeszcze jedną szansę. Takim właśnie sposobem trafiłam na najmłodszą publikację tej autorki, która jeszcze nie tak dawno, ukazała się w księgarniach dzięki Naszej Księgarni. Początkowo byłam do niej nastawiona dość sceptycznie, jednak biorąc pod uwagę fakt, że została ona zakwalifikowana do jednej z moich ulubionych serii, którą wiele miesięcy temu obdarzyłam szczerym uczuciem, nie miałam największego wyboru i udałam się w jedną z najryzykowniejszych podróży w swoim życiu. Czy okazała się ona dla mnie pomyślną?

Joanna od kilku miesięcy spodziewa się narodzin upragnionego dziecka. Starała się o nie od momentu zaślubin i już po kilku próbach, udało się jej spełnić swoje najskrytsze marzenie. Kobieta oddałaby wszystko, aby mężczyzna spędzał z nią znacznie więcej czasu i na poważnie zainteresował się zmianami, które już niedługo pojawią się w ich małżeństwie. Mężczyzna wydaje się tym w ogóle nie przejmować i mimo obietnic danych żonie, kontaktuje się z nią coraz rzadziej. Główna bohaterka może jednak liczyć na wsparcie ciotki, która po śmierci rodziców głównej bohaterki, traktowała ją niczym rodzoną córkę. To właśnie w niej znalazła ona potrzebne wsparcie i wszystko byłoby dobrze, gdyby ciotka Matylda nie przygotowywała swojej podopiecznej do zbliżającej się rychło śmierci. Jak dalej potoczą się losy Joasi? Czy narodziny długo oczekiwanej córki sprawią, że uda jej się nawiązać jeszcze silniejszą więź z mężem? Jaką rolę w życiu tej kobiety odegrają tajemniczy mężczyźni, którzy odwiedzą ją na oddziale położniczym?

"Ballada o ciotce Matyldzie" to niezwykła powieść, która urzekła mnie swoją treścią już po kilkunastu przeczytanych stronach. Stanowi ona dla mnie pewnego rodzaju odkrycie, ale i również dowód na to, że nie powinno się skreślać autora po nieudanym spotkaniu z jego wcześniejszymi publikacjami. Joasia jest cudowną osobą, dla której od zawsze liczyło się szczęście jej bliskich. Nigdy bym się nie spodziewała, że zostanie aż tak bardzo skrzywdzona przez człowieka, który jak powinien trwać u jej boku i dbać o to, aby czuła się kobietą spełnioną. Z biegiem czasu na świecie pojawia się jej ukochana córeczka i stopniowo uczyć się żyć na nowo. W dalszym ciągu wierzy w zainteresowanie Piotra rodziną i nie jest w stanie dopuścić do siebie myśli, że nigdy nie spełni danych jej przed ślubem. Na całe szczęścia ciotka Matylda zadbała o to, aby pod jej śmierci Joanna trafiła pod opiekę dwóch mężczyzn, którzy już po pierwszej wizycie w szpitalu potraktowali kobietę niczym własną siostrę. Muszę przyznać, że po części zazdrościłam głównej bohaterce Olusia i Przemcia. Stosunkowo rzadko można spotkać tego typu facetów, a jeśli już się tacy pojawiają, to przeważnie bywają zajęci. Bracia niejednokrotnie rozczulili mnie swoim zachowaniem i szkoda, że poznałam ich na kartach książki.

Magdalena Witkiewicz zaskoczyła mnie w wielu momentach tego utworu i cieszę się, że zdecydowałam się na zapoznanie się z niezwykłą historią Joanny i jej najbliższych przyjaciół. Wielu osobom ta powieść może się wydać zupełnie zwyczajna i pozbawiona ambitniejszych wątków, jednak wychodzę z założenie, że najważniejsze jest to aby czuć się w jej towarzystwie naprawdę swobodnie. "Ballada o ciotce Matyldzie" wniosła do mojego dwudziestotrzyletniego życia odrobinę świeżości i sprawiła, że przez chwilę zwątpiłam w szósty zmysł, który do tej pory umożliwiał mi przewidzenie kolejnych wydarzeń w czytanych przeze mnie pozycjach literackich. W przypadku tej pozycji literackiej było to niemalże niemożliwe i nie ważne, czy założyłam sobie coś na początku lektury, czy też moje myśli brały pod uwagę ogólny wydźwięk tego dzieła. Perypetie Joasi przeżywałam niczym swoje własne, a i z wielką przyjemnością podczytywałam korespondencję, którą przez wiele lat przesyłała ciotce Matyldzie. Strasznie żałuję, że nie poznam dalszych losów nowo poznanych bohaterów. Z wielką chęcią ugościłabym w swoim domu wesołą ferajnę i ich pociechy. Mogłoby być bardzo ciekawie!

Wyd. Nasza Księgarnia, marzec 2013

ISBN: 978-83-10-12235-3
Liczba stron: 304
Ocena: 9/10

niedziela, 3 marca 2013

Richelle Mead - Złota Lilia

Nigdy bym się nie spodziewała, że niezobowiązujące spotkanie z jakąkolwiek lekturą, będzie w stanie odmienić całe moje dotychczasowe życie. Właśnie wtedy w moje ręce trafił pierwszy tom "Akademii Wampirów" i poczułam, że w moich nastoletnim życiu, nadszedł czas poważnych zmian. Z dnia na dzień zaczęłam coraz więcej czytać, a historia Rose i Dymitra skutecznie mnie do tego motywowała. Uwielbiałam obserwować ich treningi, a także problemu, które nieustannie pojawiły się na drodze ku ich szczęściu. Potem przyszedł czas na wielkie pożegnanie i powrót tych bohaterów w nieco innej odsłonie. Pierwsze skrzypce należą bowiem do nieustraszonej alchemiczki, która zgodziła się przewodniczyć niezwykle niebezpiecznej misji.

Sidney Stone spotyka się ze swoimi przełożonymi w sprawie dalszego losu swojego dawnego "partnera". Poproszona o opinię na temat zaangażowania Darnella w losy wampirów, zgodnie z prawdą opowiadała na zadane jej przez alchemików pytania i gdy tylko uzyskała zgodę na opuszczenie miejsca przesłuchania, pierwszym lotem wraca do Palm Spring. Dziewczyna spodziewała się sporych zaległości w ratowaniu z opresji swoich przyjaciół, którym nie brakowało pomysłów i którzy robili wszystko co w swojej mocy, aby nie rzucać się zbytnio w oczy, jednak nigdy by nie pomyślała, że jeden z jej szkolnych kolegów poczuje potrzebę, aby ją zeswatać. Jak dalej potoczą się losy Sidney i jej podopiecznych? Czy uda jej się ujarzmić Angeline, która nie potrafi się odnaleźć w nowym środowisku? Czy prowadzone przez Sonie Karp i Dymitra Bielikowa badania, pozwolą im odpowiedzieć na dręczące wszystkich pytania? 

sobota, 2 marca 2013

Katarzyna Michalak - Sklepik z Niespodzianką. Lidka

Nie miałam pomysłu na napisanie dzisiejszej opinii. Wydaje mi się, że zbyt dużo czasu poświęcam na myślenie o niebieskich migdałach, a niewiele godzin spędzam na regenerowaniu sił. Tak to już jest, gdy posiada się w domu tysiące książek, które mamy nadzieję przeczytać, a doba nie chce nam pomóc i skutecznie nam umyka. Niestety nic nie możemy na to poradzić i musimy się dostosować do panujących na tym świecie zasad. Jak dobrze, że istnieją autorzy, którzy umożliwiają swoim czytelnikom, bezstresowe spędzanie czasu z lekturą ich powieści. 

Miasteczko Pogodna nie może narzekać na piętrzący się w jego kręgach spokój. Wszystko za sprawą pięciu kobiet, które niemalże na każdym kroku, zaszczycają nas swoją pomysłowością i niekończącymi się problemami. Tym razem akcja powieści kręci się wokół Lidki - młodej pani weterynarz, która po burzliwym związku Leszkiem, nie może zapomnieć o upragnionym dziecku. Walczyła o nie przez wiele lat swojego małżeństwa i za każdym razem, gdy miała nadzieję na szczęśliwe donoszenie ciąży, los układał dla nie zupełnie inny scenariusz i musiała sobie radzić z narastającym bólem i tęsknotą. To właśnie z tego powodu, zdecydowała się ona na porwanie synka Konstancji. Niestety policja zareagowała w porę, a główna bohaterka trafiła do aresztu. Jak dalej potoczą się losy mieszkanek Pogodna? Jakie przeciwności losu będą musiały pokonać, aby zaznać upragnionego szczęścia? Czy w życiu Bogusi pojawi się długo wyczekiwany mężczyzna? Czy Konstancja poradziła sobie z nowymi obowiązkami?

Katarzyna Michalak stworzyła powieść, która dość mocno mnie rozczarowała i to do tego stopnia, że przez krótką chwilę, chciałam odłożyć ją z powrotem na półkę. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko musi mi się podobać. Obawiam się tylko, że nie w stanie przejść obojętnie obok powieści, którą darzyłam ogromnym szacunkiem i sympatią, a która w swojej najnowszej odsłonie została przyćmiona przez ogrom wydarzeń, które zostały na siebie narzucone bez opamiętania. Przykro mi o tym mówić, ale tak właśnie było i naprawdę żałuję, że autorka nie zdecydowała się na nieco rozsądniejsze zaplanowanie całości tego utworu. W chwili obecnej jest on zbiorem wielu sytuacji i problemów, które wzajemnie się na siebie nakładały, a potem w niezwykle banalny i przewidywalny sposób rozwiązywały. Doskonałym na to dowodem jest kłótnia, której uczestniczkami były Adela, Bogusia i Lidka. Muszę przyznać, że jest to chyba największy absurd tej pozycji literacki, a sytuacja godzenia się tych kobiet, kompletnie rozłożyła mnie na łopatki. Być może to ja jestem dziwna, ale całość tej sytuacji była tak dziwna i zarazem dziecinna, że aż byłam zła na p. Michalak za to, że z tak fajnej bohaterki jaką niewątpliwie była Bogusia, zrobiła w tamtym momencie pospolitą idiotkę, która świata poza sobą nie widzi. Nie mówiąc już nic o zdrowym rozsądku i umiejętności ocenienia sytuacji. Podobnie było zresztą z Lidką, która niby wiedziała o czym w tym wszystkim chodzi, a jednak wzięła stronę właścicielki sklepiku i tym samym obie udowodniły, że w niektórych sytuacjach, zachowują się niczym nieznające życia nastolatki. Nie było tego w poprzednich częściach "Sklepiku z Niespodzianką", więc jestem nieco zdegustowana tymi zachowaniami. Może faktycznie to ja jestem inna i nie potrafię docenić geniuszu tej powieści.

Nie mogę jednak powiedzieć, że "Sklepik z Niespodzianką. Lidka" to powieść bez duszy i jakichkolwiek wartości. Po przeczytaniu dwustu stron książki, doczekałam się gwałtownego zwrotu akcji i ponownie miałam do czynienia z twórczością Katarzyny Michalak, którą doskonale znam i szczerze uwielbiam. Niestety brawurowe zakończenie całości cyklu i kilka naprawdę fajnych pomysłów na jego napisanie, to trochę za mało, aby otrzymać ode mnie maksymalną liczbę punktów. Strasznie żałuję, że autorce nie udało się wykorzystać potencjału, który niewątpliwie zrodził się w jej głowie i który bez większych skrupułów został przez nią zaprzepaszczony. Niewykluczone, że odnajdziecie w tej pozycji literackiej coś więcej i będziecie w stanie ją w pełni docenić. W żadnym wypadku nie żałuję czasu poświęconego tej lekturze. Dzięki temu mogłam poświęcić nieco czasu na przemyślenia, które ściśle wiążą się zarówno z macierzyństwem i problemem zajścia w ciążę, jak i również z uczestnictwem naszych wojsk w misjach pokojowych. Dla mnie osobiście było to niezwykle ważne i cieszę się, że pojawiły się one w trakcie zapoznawania się z historią Bogusi, Adeli, Lidki, Stasi i Konstancji. Miejmy również nadzieję, że p. Michalak jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy i zwróci nam uwagę na różne oblicza ludzkiego cierpienia. Jestem strasznie ciekawa kolejnego spotkania z twórczością tej autorki. Mam nadzieję, że okaże się ono o wiele bardziej udane, niż te dzisiejsze i obędzie się ono bez zbędnych wpadek.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, luty 2013
ISBN: 978-83-10-12027-4
Liczba stron: 272
Ocena: 6/10

środa, 6 lutego 2013

Andrew Nicoll - Miłość i śmierć Cateriny

Zupełnie zapomniałam o tej książce. Przeczytałam ją już kilka tygodni temu, jednak nie po drodze mi było z napisaniem opinii na jej temat. W między czasie wyskoczyły mi naprawdę ważne zajęcia i nie miałam kiedy się do tego zabrać. Na całe szczęście wyszłam na prostą i po odświeżeniu sobie lektury tej powieści, postanowiłam zabrać się za spisywanie wniosków, które pojawiły się w mojej głowie w przeciągu tych kilkudziesięciu ostatnich dni. 

Fabuła książki rozgrywa się niewielkim, nadmorskim państwie, które niemalże na każdym kroku patrolowane jest przez wyznaczone do tego celu jednostki. Luciano Hernando Valdez jest jedyną osobą, która nie musi się o nic martwić i żyje w prawdziwym luksusie. Mężczyzna ceniony jest przez wszystkich jako zdolny pisarz, który ma na swoim koncie niezwykle chwytliwe i godne uwagi utwory. Niestety pewnego dnia dopadła go niemoc artystyczna i ani przez chwilę nie miał ochoty na to, aby rozpocząć pracy nad kolejną powieścią. Niespodziewanie w jego życiu pojawia się uboga studentka, która raz na zawsze odmienia życie głównego bohatera. Czy dzięki niej uda mu się napisać kolejny utwór? Czy będzie on w stanie nawiązać z Catriną nieco bliższe relacje, a może pozostanie mu całkowicie obca?

sobota, 29 grudnia 2012

Kasia Bulicz-Kasprzak - Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna

To nie prawda, że marzenia się nie spełniają! Na własnej skórze przekonała się o tym Kasia Bulicz-Kasprzak - laureatka konkursu literackiego, którego organizatorem było Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Wygrana w rywalizacji umożliwiła autorce wydanie swojej debiutanckiej powieści i nie da się ukryć, że przypadła ona do gustu sporej części Czytelniczek. To właśnie dzięki utworom takim jak ten, zapominamy o troskach dnia codziennego i w pełni skupiamy się na historiach ludzi, których nie da się nie polubić. Zacznijmy jednak od samego początku. 

"Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna" opowiada Molom Książkowym historię młodej kobiety. Joanna Poraj zawodowo zajmuje się wykładaniem literatury angielskiej, a prywatnie prowadzi na pozór spokojne życie u boku mężczyzny, którego kocha i z którym chciałaby w przyszłości założyć rodzinę. Niespodziewanie w życiu głównej bohaterki pojawia się ciotka, która przepisała Asi swój dom i niezbyt towarzyskiego... kota. Dziewczyna decyduje się na wyjazd do miasteczka swojej młodości, jednak nie spodziewa się, jak wielki wpływ wywrze na niej testament niezbyt lubianej krewnej. Czy Joanna zazna wreszcie spokoju, o którym tak bardzo marzyła? Jak dalej potoczą się jej losy i czy bez przeszkód uda jej się powrócić do bliższej jej sercu Warszawy?

wtorek, 25 grudnia 2012

Świąteczny konkurs u Leny - zmiana regulaminu

Z okazji Bożego Narodzenia, chciałabym Was zaprosić do wzięcia udziału w organizowanym przeze mnie konkursie. Większości regulamin jest już znany. Ze swojej strony dodam jeszcze tylko, że z okazji trwającego święta, postanowiłam nieco zmodyfikować regulamin. Odpowiedzi na pytanie konkursowe możecie przesyłać w formie maila (tak jak było to do tej pory), albo w postaci komentarza. Obie formy będą przeze mnie brane pod uwagę!!!

KONKURS PRZEDŁUŻONY DO 20.01.2013 (23:59)!!!

* * * 

Od jakiegoś czasu prowadziłam rozmowy z Wydawcami, które umożliwiłyby mi zorganizowanie dla Was tego konkursu. Mam nadzieję, że moja propozycja się Wam spodoba i tłumnie weźmiecie udział w przygotowanej z okazji świąt Bożego Narodzenia, zabawie. Muszę przyznać, że sama widziałabym wśród poniższych nagród takie, które z ogromną przyjemnością, widziałabym na swojej półce. Zanim jednak do nich przejdziemy, zapraszam Was do zapoznania się z REGULAMINEM:

Regulamin:

  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Recenzje Leny".
  2. Konkurs trwa od 06.12.2012 r. do 31.12.2012 r. (do godziny 23.59).
  3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
  4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres rywalizacja.swiateczna@gmail.com w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  5. Sponsorem nagród są : Wydawnictwo Muza S.A., Wydawnictwo Papierowy Księżyc, Wydawnictwo Hachette Polska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Innowacyjne Novae Res, Wydawnictwo Galeria Książki, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Wydawnictwo Literackie, Księgarnia Internetowa Selkar.
  6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić komentarz, zawierający Wasz nick, a także adres mailowy, z którego będziecie wysłać do mnie prace konkursowe.
  7. Każdy uczestnik konkursu zobowiązany jest również odpowiedzieć na pytanie: W jakim miejscu chciałbyś (chciałabyś) spędzić swoje wymarzone święta?
  8. Prace konkursowe należy przesyłać na adres: rywalizacja.swiateczna@gmail.com. Mogą to być odpowiedzi bezpośrednie, jak i również opowiadania, wiersze itd. 
  9. Całość pracy nie powinna przekraczać 2500 tysiąca znaków, natomiast granica dolna zależy od inwencji twórczej osób biorących udział w konkursie. W przypadku odpowiedzi bezpośrednich, prosiłabym o uzasadnienie swojego wyboru.
  10. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce. 
  11. Do dobycia są cztery zestawy książek, których fundatorami są wymienione wyżej wydawnictwa, a wartość nagród jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na ich okładkach.
  12. Zwycięzcami konkursu zostaną osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu jury, w skład którego wchodzą: autorka bloga "Recenzje Leny", a także dwie wybrane przez nią osoby. Decyzja o ogłoszeniu zwycięzcy jest całkowicie subiektywna.  
  13. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: rywalizacja.swiateczna@gmail.com.

* * *

Przyszła pora na przyjemniejszą część dzisiejszego postu. O to zestawy książek, które już niedługo trafią do czterech laureatów. Z góry przepraszam za kiepską jakość zdjęć. Niestety aparat odmówił mi posłuszeństwa i zmuszona byłam do użycia w tym celu kamery.

 
 PIERWSZE MIEJSCE:


Do tego zestawu na 50% dołączy "Podróż do Miasta Świateł" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.

DRUGIE MIEJSCE:

  
Podobnie jak w przypadku nagrody głównej, do tego zestawu na 50% dołączy "Podróż do Miasta Świateł" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.

 TRZECIE MIEJSCE:


 WYRÓŻNIENIE:


Do tego zestawu dołączy "Morze ognia. Władca Barcelony II" Chufo Llorens 

 * * *



Byłabym wdzięczna, jeśli informacja o konkursie pojawiła się również na Waszych blogach. 
  Możecie w tym celu wykorzystać powyższy baner. Nie jest to jednak obowiązkowe.

* * *

Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tego konkursu i przekazali na jego potrzeby wspaniałe nagrody. Są wśród nich oczywiście: Wydawnictwo Muza S.A., Wydawnictwo Papierowy Księżyc, Wydawnictwo Hachette Polska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Innowacyjne Novae Res, Wydawnictwo Galeria Książki, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Wydawnictwo Literackie, Księgarnia Internetowa Selkar. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się tu w takim składzie. Za wszystkich biorących udział w tej rywalizacji, trzymam kciuki!!! Niech wygra najlepszy!!! Pozdrawiam Lena173

    piątek, 21 grudnia 2012

    Stosik 23/2012 (Bujaczkomania part 2)

    Gdy zobaczyłam świąteczną paczkę wymiankową od Irenki - miałam ochotę ją udusić! Nie muszę chyba nikomu mówić, że jak zwykle dała z siebie wszystko i sprezentowała mi naprawdę smakowite kąski. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści:


    niedziela, 9 grudnia 2012

    Adrienne Sharp - Prawdziwe wspomnienia Mali K.


    Wyobraźcie sobie, że macie okazje przenieść się do dowolnego kraju świata, a jedynym warunkiem jaki musicie spełnić jest fakt, iż będzie to miało miejsce w przeszłości. Jestem ciekawa ilu czytelników zdecydowałoby się na podobną podróż, a kto potrzebowałby jeszcze chwili na zastanowienie. Na swojej liście osobistej liście posiadam ich aż kilka. Sama nie jestem do końca przekonana, które z nich jest dla mnie najważniejsze. Dlatego właśnie, postanowiłam odwiedzić je dzięki książkom. To właśnie one wzbudziły we mnie żądze ciągłych poszukiwań, a także ukazały mi piękno osiągniętego sukcesu.

    "Prawdziwe wspomnienia Mali K." ukazuje nam historię polskiej primabaleriny, która będąc u kresu życia, postanowiła podzielić się z ludzkością, wspomnieniami z czasów swojej młodości. Z książki dowiadujemy się o romansach kobiety z wysoko postawionymi obywatelami Rosji, do których niewątpliwie należeli car Mikołaj II,  Sergiusz Michajłowicz i Andrzej Władymirowicz. Wspólnie z bohaterami tej powieści poznajemy zwyczaje, jakie panowały w XIX wieku i na nowo uczymy się doceniać piękno sztuki, która stanowi nieodzowny element naszego życia. Jak potoczyły się losy dalsze losy Matyldy Krzesińskiej? Jakie przeciwności losu musiała pokonać, aby osiągnąć swój cel?

    Szczerze współczuje ludziom, którym dane było poznać Matyldę osobiście. Muszę przyznać, że od dość dawna nie spotkałam na swojej drodze tak irytującej osoby, jak ona. Poznając sposób bycia tej bohaterki, miałam wielką ochotę by wyrzucić książkę przez okno, jednak dziwnym trafem tak się nie stało. W końcu nie dla samej Mali sięgnęłam po ten utwór, a dla historii, którą zdecydowała się ona opowiedzieć swoim czytelnikom. Poznając kolejne losy tej bohaterki, czytelnik ani przez chwilę nie ma czasu na nudę. W tej powieści niemalże na każdym kroku coś się dzieje, a sama Krzesińska wydaje się być niezwykle poruszona wydarzeniami, które miały miejsce w jej młodości. Cieszę się, że miałam okazję poznać jej historię i strasznie żałuję, że nie zrobiłam tego w kilku etapach. To właśnie one zapewniłyby mi idealne dawkowanie emocji, a tak nie wiem, czy mam się śmiać z postępowania Matyldy, czy powinnam być raczej mocno rozdrażniona.

    "Prawdziwe wspomnienia Mali K." to książka obok której nie da się przejść obojętnie. Adrienne Sharp zabrała się do swojej pracy w naprawdę mistrzowski sposób i dzięki temu, osiągnęła tak wielki sukces. Każdy z bohaterów tej powieści jest na swój sposób oryginalny i naturalny. Zagłębiając się w poszczególne elementy tej lektury, tracimy rachubę czasu i dajemy się ponieść emocjom, które współtowarzyszą nam w niezwykłej wędrówce po nieznanym nam dotychczas terenie. Całość tej pozycji literackiej, chciałabym więc polecić polecić wszystkim tym, którzy lubują się w tego typu tematyce. Myślę, że wielu Moli Książkowych odnajdzie w tej lekturze wydarzenia, które wydadzą mu się na swój sposób bliskie i sprawią, że nie będzie miał ochoty na odłożenie jej z powrotem na półkę. Amerykańska pisarka posługuje się naprawdę fajnym językiem, a fakt, że sama miała do czynienia ze sztuką, którą niewątpliwie jest balet, pozwolił jej na jeszcze lepsze przekazanie nam jego istoty.

    Wyd. Nasza Księgarnia, wrzesień 2012
    ISBN: 978-83-10-12157-8
    Liczba stron: 432
    Ocena: 7/10 

    * * * 
    ZACHĘCAM WAS DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KONKURSIE:
      UWAGA KONKURS!!!!

    niedziela, 11 listopada 2012

    Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Róża z Wolskich

    Lubię książki, które wnoszą do mojego życia coś więcej, niż nowo poznaną historię. Poszerzanie horyzontów jest dla mnie niezwykle ważne i choć nie zawsze mogę to robić w sposób bezpośredni, to i tak jestem dumna z tego, że powieści umożliwiają mi zwiedzanie wielu państw i to bez wychodzenia z domu. Nigdy bym się jednak nie spodziewała, że najnowsze dzieło Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, aż tak bardzo mi się spodoba. Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z pierwszym tomem "Cukierni pod Amorem", a kolejne dwa czekają już na swoją kolej, jednak czy spotkanie z nimi przewyższy wrażenia, które towarzyszyły mi w trakcie obcowania  z serią "Podróże do Miasta Świateł"? Aż sama jestem tego ciekawa.

    Nina Hirsch to trzydziestopięcioletnia kobieta, która ukończyła studia doktoranckie i spełnia się zawodowo jako specjalista od spraw impresjonizmu. Pewnego dnia, główna bohatera uda się do niewielkiego miasteczka, które od zamieszkiwała siostra jej matki. Właścicielka miejscowego hotelu, Iga Toroszyn, prosi nowo poznaną kobietę o dość nietypową przysługę. Ma ona ocenić wartość obrazu, który udało jej się pozyskać wraz z mężem i przedstawia portret hrabiego Tomasza Zajezierskiego. Czy nowo poznanym znajomym uda się rozwiązać zagadkę Rose de Vallenord? Czy uda im się odkryć historię życia tej malarki?

    sobota, 10 listopada 2012

    Stosik 20/2012

    Znacie Bujaczka? Wiedzcie, że przez nią prawie osiwiałam. Siedzę sobie w sobotnie popołudnie i zamiast czytać książkę, wstawiam na jej życzenie stosik i... to szybko, bo ona idzie na soczek i potem nie będzie w stanie do niego zajrzeć. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko jej ulec!!! W końcu jestem kulturalną i cywilizowaną osobą, która chętnie pomaga starszym i stara się o ich dobre samopoczucie. Pewnie I. i tak nie doceni mojego gestu i stwierdzi, że wszystko to co piszę jest nie prawdą, ale cóż... Taka już jej natura i nic na to nie poradzimy...


    Od góry:

    1. "Znak Ateny" Rick Riordan
    2. "Nie licząc kota" Kasia Bulicz-Kasprzak
    3. "Miłość i śmierć Cateriny" Andrew Nicoll
    4. "Pomylona tożsamość" praca zbiorowa
    5. "Nikomu nie powiem" Cathy Glass
    6. "Zakręty losu. Braterstwo krwi" Agnieszka Lingas-Łoniewska


    Stosik skomny, jednak zawiera w sobie wiele książek, na które oczekiwałam od dawna. "Zakręty losu" już za mną i muszę przyznać, że jestem z nich bardzo zadowolona. Dzisiaj zabieram się już za "Znak Ateny", którego jestem strasznie ciekawa. Podobnie jest z pozostałymi tytułami, na które przyjdzie czas w niedalekiej przyszłości. Mam nadzieję, że nic nie stanie mi na drodzę, a Bujaczek będzie wreszcie zadowolona z tego, że udało mi się nadrobić zaległości... A jak to jest z Wami? Co ciekawego czytacie? A może zaproponujecie mi swoją ulubioną książkę?

    piątek, 19 października 2012

    Stosik 18/2012

    Rok akademicki uważam oficjalnie za otwarty. Strasznie żałuję, że praktyki mam już za sobą, ponieważ okazały się one naprawdę fajne. Oczywiście nie wszystko poszło tak, jakbym tego oczekiwała, jednak sporo się nauczyłam i to jest dla mnie najważniejsze. A co na uczelni? Mogłabym rzec, że jest podobnie jak w latach ubiegłych, czyli dość zwyczajnie. Szkoda tylko, że już na samym wstępie pojawiają się różnego rodzaju zgrzyty i niedomówienia. Nie chodzi mi tu oczywiście o sam plan, który jest beznadziejny, ale i również o samo podejście wykładowców, którzy najzwyczajniej w świecie nie przychodzą na zajęcia i nawet nie raczą o tym nikogo poinformować. Nie ważne, że wiele osób mogłoby pozostać w domach o dzień dłużej, a także mogliby wrócić do nich już wczoraj. Chyba nigdy nie doczekamy się chwili, w której zaczną oni szanować czas studentów, skoro sami wymagają tego od nas. 


    Dzisiejszy stosik postanowiłam opublikować w nieco innej formie. Zainspirowała mnie nieco narzuta rodziców, która strasznie mi się podoba. Takim właśnie sposobem, zdjęcie moich nowych nabytków jest takie, a nie inne. Wielu z Was miało już okazję przeczytać na moim blogu opinie książek Lauren Oliver pt.: "Delirium"  i "Pandemonium", a w najbliższym czasie zrecenzuję także: "Rudy" Jacka Ketchuma, "Świadectwo prawdy" Jodi Picoult i całą resztę. Cieszę się, że okres niemocy czytelniczej mam już za sobą i na nowo rozkoszuję się czasem spędzonym na poznawaniu nowych historii. Odnaleźliście w tym stosiku coś dla siebie?

    piątek, 21 września 2012

    Stosik 16/2012

    Ostatnimi czasy dość trudno jest mi się zmotywować do czytania. Co prawda wracam na uczelnie dopiero za trzy tygodnie, jednak do tego czasu odbywam intensywne praktyki w różnego rodzaju szkołach. Muszę przyznać, że bardzo mi się one podobają, a odczuwane przeze mnie emocje są na tyle intensywne, że w akońcu zdecydowałam się pójść na prawko. 




    Jestem niesamowicie dumna z powyższych tytułów. Na większość z nich oczekiwałam już od jakiegoś czasu, a "Głos serca" i "W naszym domu" są efektem zakupów, które dokonałam kompletując paczkę wymiankową dla Irenki. Trafiły do mojego domu nieco spóźnione, więc z brak laku do Lisiego Pola wybrały się moje osobiste egzemplarze. Mam nadzieję, że nie muszę Wam opisywać każdej książki z osobna. Myślę, że w chwili obecnej są one doskonale widoczne. Tymczasem wracam do czytania "Więźnia nieba". Swoją drogą jestem ciekawa, czy znaleźliście na tym stosiku coś dla siebie?

    czwartek, 20 września 2012

    Richelle Mead - Kroniki krwi

    Pamiętam wszechogarniającą mnie rozpacz, gdy zorientowałam się, że przygody bohaterów Akademii Wampirów dobiegły już końca. Rose i Dymitra obdarzyłam bowiem uczuciem prawdziwym i szczerym, które pomimo początkowych obaw, uzależniło mnie od siebie na długie miesiące. Nigdy bym się nie spodziewała, że romans paranormalny będzie w stanie wywołać we mnie aż tyle emocji. Co prawda zdarzało mi się już czytać wiele historii, które moglibyśmy zaliczyć do tego gatunku, jednak żaden jeszcze nie wywarł na mnie tak ogromnego wrażenia. Gdy dochodziłam do ostatnich stron poszczególnych tomów, marzyłam o tym by jak najszybciej zapoznać się z kontynuacją tej historii. 

    "Kroniki krwi" to książka, która opowiada swoim czytelnikom dalsze losy bohaterów Akademii Wampirów. Tym razem naszą przewodniczką staje się Sidney - młoda i zarazem utalentowana alchemiczka, którą mielibyśmy okazję poznać już we wcześniejszych tomach powieści. Niespodziewanie w domu rodziny Sage pojawia się społeczność Alchemików, która pragnie zlecić dziewczynie ochronę kilkunastoletniej Jill. Mając na uwadze dobro swojej siostry, Sidney podejmuje się tego zadania i wraz ze swoim największym wrogiem wyrusza w niebezpieczną podróż, która jest jej zupełnie nie na rękę. Czy blondynce uda się wykonać swoje zadanie w należyty sposób? Jakie przeciwności losu czekają na nich w Palm Spirngs?

    poniedziałek, 17 września 2012

    Hellen Brown - Kleo i ja

    Lubię zwierzęta i choć nigdy nie pałałam miłością do kotów, to nigdy nie dałabym im zrobić krzywdy. Regularnie poznaję jednak ludzi, którzy za obecność tych stworzeń w swoich domach, gotowi byliby oddać naprawdę wiele. Nie ma im się co dziwić, skoro należą one do grona najwierniejszych pupili na świecie, jeśli nie liczyć psów. Tak jest od dość dawna, a dzięki twórczości niektórych autorów, mamy szansę obcować z nimi także na podłożu literatury. To zaskakujące ale wydają się one być najbardziej realistycznymi bohaterami na całym świecie.

    Tytułowa Kleo jest przepiękną czarną kotką, która trafia do rodziny Brownów w bardzo ciężkim dla nich okresie. Niedługo przed tym wydarzeniem umiera syn Hellen i Steva, a pogrążona w smutku rodzina, nie potrafi sobie z tym wszystkim poradzić. Czynności, które dotychczas sprawiały im przyjemność, teraz przestały mieć dla Brownów jakikolwiek sens. Pojawienie się w ich domu nowego lokatora sprawiło, że na nowo zaczęli poznawać uroki dnia codziennego. Nie było dnia, w którym ta niesforna kotka nie pokazałaby im swoich pazurków. Życie pod jednym dachem z Kleo, stanowiło dla Hellen, Steva i Roba zupełnie nowe doświadczenie. To niesamowite, że udało im się spędzić razem dwadzieścia trzy lata i żadne z nich nie uznało tego czasu straconym.

    niedziela, 16 września 2012

    Susannah Charleson - Tropem zaginionych

    Napisanie opinii na temat tej książki nie było rzeczą łatwą i oczywistą. Musiało minąć dużo czasu zanim nabrałam dystansu do tej pozycji literackiej i mogłam sklecić kilka słów na jej temat. To niesamowite jak wiele emocji jest w stanie wzbudzić w nas pozycja, która od początku do samego końca opowiada nam o pracy tysięcy psów na całym świecie. Niby jesteśmy tego świadomi i zawdzięczamy im naprawdę wiele, jednak nigdy nie zastanawiamy się nad tym, jak naprawdę wygląda czas, który spędzają one na ratowaniu ludzkiego zdrowia i życia. 

    "Tropem zaginionych" przedstawia nam egzystencję zwierząt, które od najmłodszych lat szkolone są do ciężkiej pracy u boku osób, dla których adrenalina jest czymś zupełnie normalnym. Na własnej skórze przekonamy się, że do obowiązków tych psów należy wiele różnych czynności, od których większość z nas, chciałaby się trzymać z daleka. Opieka nad nimi wymaga ogromnej ilości cierpliwości i oddania, które procentują ilekroć ich misja zostanie zakończona sukcesem. Zdarzają się również sytuacje nieco bardziej stresujące i sprawiające, że zarówno zwierzęta, jak i ich opiekunowie, nie są zadowoleni z rezultatów swoich poszukiwań. Nasi pupile również posiadają uczucia, które w wielu przypadkach są nam podawane niczym na doskonale uporządkowanej tacy. Warto o tym pamiętać.

    wtorek, 21 sierpnia 2012

    Stosik 15/2012

    No i nadszedł czas na kolejny stosik. Oczywiście wymęczyła mnie o niego niezastąpiona Irenka. Tak okropnej marudy to ja dawno nie spotkałam. Ponoć kocha mnie miłością prawdziwą, więc w końcu jej uległam! Mam tylko nadzieję, że bardzo szybko powróci do mnie z turnusu rehabilitacyjnego - wbrew pozorom bardzo się za nią stęskniłam.



     Tym razem nie będę opisywać każdego stosu z osobna. W końcu dorobiłam się porządnego aparatu i myślę, że tytuły książek są doskonale widoczne. Niektórych tytułów jestem strasznie ciekawa, a inne zostały zakupione w prezencie urodzinowym dla Grześka, który coraz chętniej sięga po słowo pisane i to nie tylko w zakresie fantastyki. Jestem z niego strasznie dumna i aby taki stan utrzymywał się już zawsze.

    Jeszcze jedna prośba dla zainteresowanych. Kilka dni temu wystawiłam na Allegro książki, które zostały już przeze mnie przeczytane, a niestety nie posiadam wystarczająco miejsca, by gościć je w swoim domu. Pomyślałam więc, że ktoś z Was chciałby je przygarnąć. Wystarczy klikną Tutaj i przeniesiecie się w odpowiednie miejsce. 

    piątek, 10 sierpnia 2012

    Michael Thomas Ford - Notatki Samobójcy

    "Czytałem, że kiedy astronauci wracają na Ziemię z przestrzeni kosmicznej, nie mogą powstrzymać wymiotów. Powietrze cuchnie im gnijącym mięsem. My nie zauważamy tego smrodu, bo do niego przywykliśmy, a przecież w tym, czym oddychamy, są najróżniejsze zanieczyszczenia, chemikalia i pozostałe syfy, którymi skaziliśmy środowisko. Wtedy rozpylamy wokół siebie jeszcze inne świństwa, żeby ładniej pachniało. Zupełnie jakby nasza planeta była starym samochodem, w którym na lusterku wiesz się choinkę o woni runa leśnego".

    Takimi słowami rozpoczyna się historia nastoletniego Jeffa, który trafił do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Bohater ma spędzić w nim dokładnie czterdzieści pięć dni i to od niego zależy, czy przygotowany dla niego program odniesie jakiekolwiek skutki. Od samego początku nie jest on jednak nastawiony na współpracę i gdy tylko dowiaduje się o tym, że przebywa na takim, a nie innym oddziale, żąda natychmiastowego powrotu do domu. Niestety jest to niemożliwe, a młodemu mężczyźnie nie pozostaje nic innego, jak tylko pogodzić się z własnym losem i przetrzymanie tych kilku tygodni, które dzielą go od powrotu do domu. Oczywiście w tym czasie uczęszcza on na terapię grupową, a także sesje indywidualne pod okiem doktora Katzrupusa, 

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

    Obserwatorzy