Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura afrykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura afrykańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 września 2010

William Kamkwamba - O chłopcu, który ujarzmił wiatr

"Niezwykła opowieść o dociekliwym, malawijskim chłopcu i jego pełnym inwencji umyśle. O nadziei we współczesnej Afryce, o ludzkiej pomysłowości i jej potędze w walce z przeciwnościami losu. „O chłopcu, który ujarzmił wiatr” to lektura obowiązkowa dla tych, którzy ośmielają się marzyć.
Kiedy w 2002 roku susza niszczy zbiory na polach Malawi i tysiące ludzi umiera z głodu, William Kamkwamba ma 13 lat i z ciężkim sercem musi porzucić szkołę. Nie czeka na cud, niewiele myśląc bierze sprawy w swoje ręce. Z odrobiną kukurydzianego kleiku w żołądku, z książką z wiejskiej biblioteki w ręku, uzbrojony w ciekawość i determinację, zabiera się do realizacji śmiałego planu: dać swojej rodzinie elektryczność. Całymi miesiącami grzebie w śmietnikach i na złomowisku, wyprasza od ojca zepsuty rower, wykopuje spod ziemi stare rury PCW..."


Recenzja: Książka "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" jest autobiograficznym działem napisanym przez Williama Kamkwamba - studenta African Leadership Academy w Johannesburgu, a także przez odpowiedzialnego za przelewanie na papier historii chłopca - korespondenta Associated Press Bryana Mealera.

Po raz kolejny jestem zafascynowana i zarazem przerażona kontynentem, który zsyła na swoich mieszkańców całą masę nieszczęść. To trochę niesprawiedliwe, że na świecie żyją w dostatku ludzie niedoceniający tego co mają, a osoby na to zasługujące co rusz wystawiane są przez Boga na chwilę próby. Niestety taka jest rzeczywistość i nie wiele w tym kierunku możemy zrobić.

Williama Kamkwamba poznajemy w chwili, gdy ma trzynaście lat i z wielkim zaangażowaniem dąży do tego, by dać swojej rodzinie elektryczność. Chłopak mimo przeciwności losu zbiera po śmietnikach wszystkie potrzebne mu to tego przedmioty i dzięki swojej pomysłowości dopina swego.

"O chłopcu, który ujarzmił wiatr" przedstawia nam także problem suszy, która niszczy uprawy na polach w Malawi niosąc za sobą cierpienie, głód, a nawet śmierć. To dobrze, że w takich miejscach mieszkają osoby pokroju Williama posiadające hart ducha.

Dużym plusem tej książki jest jej naturalność. Razem z autorem poznajemy tradycje panujące w afrykańskim państwie, a także obserwujemy codzienne życie tubylców. Głównym bohater przedstawia nam doskonale znane mu miejsca, które są dla czytelnika niezwykle ciekawym doświadczeniem.

Myślę, że możemy wynieść z tej lektury naprawdę wiele pożytecznych informacji, a przystępny dla czytelnika język sprawia, że ma się ochotę na jeszcze więcej.



Wydawnictwo Drzewo Babel, 2010
ISBN:978-83-89933-21-8
Liczba stron: 312
Ocena: 8/10

poniedziałek, 20 września 2010

Lauren Liebenberg - Smak dżemu i masła orzechowego

"Nyree i Cia O'Callohan mieszkają na dalekiej farmie na wschodzie ówczesnej Rodezji w późnych latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku. W cieniu zwisających pnączy lasu deszczowego Vumba, pod kuratelą dziadka heretyka, przeżywają czarowne dzieciństwo zabarwione afrykańskim pogaństwem, wypaczonym katolicyzmem i tradycją opartą na baśniach braci Grimm. Ich świat rozciąga się do wielkiego ogrodzenia, wzniesionego, by zatrzymać "Terrów", z którymi walczy ich ojciec. Dziewczynki nie mają wielkiego pojęcia o tym, co dzieje się poza ich zakątkiem, do czasu, gdy z zewnętrznego świata przybywa do ich domu "bękart" - osierocony kuzyn Ronin, który na zawsze zatruje ich idyllę..."


Recenzja: Afryka jest przepięknym kontynentem, na którym od lat toczone są różnego rodzaju wojny. Wyszukując informacji w internecie nie raz natchnęłam się na informacje opisujące piekło, które przeżywają mieszkańcy takich państw, jak: Demokratyczna Republika Konga, Liberia, czy też Czad.

Lauren Liebenberg jest debiutującą pisarką, która najmłodsze lata swojego dzieciństwa spędziła w Rodezji, gdzie na własne oczy obserwowała ludzką tragedię. Mimo, że jeszcze jako dziecko opuściła tereny dzisiejszego Zimbabwe, to nie sądzę by kiedykolwiek zapomniała o toczącej się w tamtych czasach wojnie domowej.

"Smak dżemu i masła orzechowego" to książka opowiadająca o losach dwóch sióstr - Nyree i Cia. Dziewczyny w sielskiej atmosferze całymi dniami obserwują otaczający je świat i w zasadzie nie muszą się o nic martwić. Wszystko do dnia, w którym do ich domu wprowadza się osierocony kuzyn Ronin. Wtedy okazuję się, że nic nie jest takie, jak im się do tej pory wydawało...

Muszę przyznać, iż pani Liebenberg wykonała kawał dobrej roboty pisząc swoje dzieło. Nie spotkałam się jeszcze z książką, w której główni bohaterowie nie wydawaliby osądów na temat otaczającej ich rzeczywistości, a także spotykanych na swej drodze ludzi. Wszystko za sprawą Nyree, która w tym przypadku pełniła rolę opowiadającego o wszystkim narratora. Czystą przyjemnością jest czytać lekturę, w której nie roi się od uprzedzeń często towarzyszących dorosłemu człowiekowi.

W lekturze bardzo często możemy spotkać się z wtrąceniami pochodzącymi ze slangu afrykańskiego, do którego na końcu książki został dołączony słownik. Dzięki niemu nie tylko zrozumiałam dokładny sens poszczególnych kwestii wypowiadanych przez główne bohaterki ale także wzbogaciłam swój język, o kilka dodatkowych zwrotów.

Myślę, że Lauren Liebenberg pisząc "Smak dżemu i masła orzechowego" ukazała całemu światu swój geniusz i profesjonalizm. Pomimo braku barwnej akcji książka i tak wciąga swojego czytelnika na całego. Niewątpliwie przysłużyły się temu niezwykle barwne opisy przyrody otaczającej siostry O'Callohan ale i wielki talent autorki.




Smak słowa, listopad 2009
ISBN: 978-83-928234-5-2
Liczba stron: 192
Ocena: 9/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy