Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Magdalena Witkiewicz - Pensjonat marzeń

Nie oczekiwałam od tej powieści niczego konkretnego i nastawiałam się raczej na spędzenie miłego wieczoru w towarzystwie niezobowiązującej lektury, niż niezapomniane spotkanie z książką, która raz na zawsze odmieni moje podejście do otaczającego mnie świata. Doświadczenie nauczyło mnie cieszyć się każdą nowo poznaną historią i choć jestem świadoma tego, że nie wszystkie pozycje literackie są w stanie mnie oczarować, to wciąż wierzę w autorów, którzy wykazują chęci do ciągłego rozwoju i tworzenia coraz to fajniejszych dzieł. Powoli zaczynam jednak wątpić w twórczość Magdaleny Witkiewicz. Autorka oczarowała mnie trzema rewelacyjnymi powieściami i oddałabym naprawdę wiele, by zapoznać się z innymi publikacjami, które znajdowałyby się na równie wysokim poziomie. "Pensjonat marzeń" nie sprostał temu zadaniu nawet w połowie, a wielka szkoda.

Stosunkowo rzadko zdarza mi się nie opisywać fabuły omawianej lektury, ale tym razem zostałam do tego niemalże zmuszona. Muszę przyznać, że przez chwilę korciło mnie przedstawienie kluczowych wydarzeń z życia bohaterek tej powieści. Dopiero z czasem doszłam do wniosku, że jest to całkowicie bez sensu, ponieważ wtedy nie byłoby sensu, by inni czytelnicy zapoznawali się z perypetiami kobiet, które zostały nam w niej przedstawione. Jestem tym faktem naprawdę rozczarowana, ponieważ w "Szkole żon" widziałam ogromny potencjał na to, by w sposób widowiskowy napisać kontynuację, która mogłaby osiągnąć wielki sukces. Strasznie żałuję, że autorka nie zdecydowała się zawalczyć o jakość tej pozycji literackiej i od tak po prostu się poddała. Czyżby szum wokół jej osoby miał w tym swój udział?

Do zapoznania się z losami bohaterek tej powieści podchodziłam dwukrotnie. Za pierwszym razem nie byłam nawet w stanie się w nią wczytać i w końcu odpuściłam. Dopiero kilka dni później zdecydowałam się na ponowne spotkanie z tą pozycją literacką i wtedy pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin. Zupełnie przypadkowo wyszedł na jaw jedyny plus tej książki. Niewątpliwie Magdalena Witkiewicz posiada lekkie pióro, które mogłoby ją wynieść na wysokie szczyty i tym bardziej jestem rozczarowana, że nie zawsze potrafi to wykorzystać. W moim odczuciu w "Pensjonacie marzeń" nie wydarzyło się nic godnego uwagi, a całość fabuły została niemalże przegadana i nie było nawet szans ku temu, by można było wynieść z niej coś konstruktywnego. Każda z bohaterek ciągle mówiła nam to samo, a w przypadku Jadwigi zostało to pokazane w sposób niemalże mistrzowski. Jestem w stanie zrozumieć naprawdę wiele i zdaję sobie sprawę z tego, że ludziom postronnym bardzo łatwo jest wydawać osądy na jakiś temat, podczas gdy nigdy nie znaleźliśmy się w podobnej sytuacji. W bardzo fajny sposób te wszystkie problemy zostały opisane w "Szkole żon" i myślę, że nie było potrzeby na tak dokładną analizę życia każdej z kobiet. Wydaje mi się, że nie taka powinna być idea tej powieści, ponieważ to by oznaczało, że została ona napisana tylko po to, by oszukać moli książkowych i wycisnąć z nich trochę grosza. Zastanawiam się tylko, gdzie w tym wszystkim został zagubiony tytułowy pensjonat. Jak dla mnie było go naprawdę niewiele, a cała reszta tych ponad dwustu stron to zwykła gadanina o tym samym, tylko w nieco innych sceneriach. Takie są moje odczucia i nic tego nie zmieni.

Magdalena Witkiewicz rozczarowała mnie w jeszcze jednym miejscu, które w poprzedniej powieści stało na naprawdę wysokim poziomie. Nie wnikam już w zaklasyfikowanie "Pensjonatu marzeń" do zacnego grona erotyków, a o ogólny wydźwięk tego typu scen w całości tego utworu. Zapoznając się z nimi miałam wrażenie, że czytam słowa napisane przez uczniów szkoły gimnazjalnej, którzy bawią się słowem i tworzą opowiadania na specjalnie do tego stworzonych blogach. Na dobrą sprawę zero przemyślenia i jakiejkolwiek głębi, która w przypadku "Szkoły żon" wręcz tryskała z jej poszczególnych stron. Jestem zła na autorkę, ponieważ ukazała nam seks jako zwyczajny popęd i nic więcej. Z miłą chęcią zacytowałabym kilka takich momentów i dla porównania zestawiłabym je ze scenami, które miały miejsce w pierwszym tomie przygód Julii i jej przyjaciół. Osobiście czuję się oszukana, ponieważ Magdalena Witkiewicz jakby sama nie wiedziała o czym chciałaby napisać. Mam wrażenie, że podobny efekt wyszedłby, gdy za stworzenie tej książki wzięłaby się zupełnie obca osoba i po prostu chciałaby wklepać do odpowiedniego pliku kilkadziesiąt tysięcy słów tworzących w miarę spójną opowieść. Smutny jest fakt, że w tym przypadku i tej spójności mi zabrakło. Najlepiej przedstawioną osobą mimo wszystko była chyba prywatna instruktorka Marty. Ona wniosła do tej lektury nieco świeżości i sprawiła, że chciałabym ją poznać nieco bliżej. Niestety jej postać została tak spłaszczona, że momentami brakowało mi słów. 

Komu chciałabym polecić "Pensjonat marzeń"? Najchętniej osobom, który mają dostęp do bibliotek i stamtąd będą mogły wypożyczyć najnowszą publikację Magdaleny Witkiewicz. Odradzałabym kupowanie tej książki na własność, ponieważ w moim mniemaniu jest to zwyczajne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Zupełnie nie tego spodziewałam się po tej pozycji literackiej i jak dla mnie nie powinna być ona promowana jako kontynuacja czegokolwiek, a już na pewno nie jako ciąg dalszy "Szkoły żon", bo jej tam nie było wcale. O wiele lepiej byłoby o niej napisać, że przedstawia dalsze losy bohaterek tej powieści. Wtedy na pewno i odbiór czytelników byłby o wiele bardziej przychylniejszy. Nie nastawialiby się oni na nic konkretnego i nie musiałoby ich spotykać pewnego rodzaju rozczarowanie. Cieszę się jedynie tym, że całość tego utworu została napisana całkiem sprawie pod względem językowym, jednak na przyszłość proponuje bardziej wczuć się i dopracować sceny łóżkowe, bo w przypadku tej książki wypadły one wręcz żałośnie. Każda z nich wyglądała niemalże identycznie, choć jak pewnie wiele osób zauważyło, miały one miejsce w innych miejscach, dotyczyły innych bohaterów, a i pozycje bywały zupełnie różne. Nie ukrywam, że sztuka jest zepsuć coś takiego i zarazem tak bardzo to wszystko spłycić. Rozumiem, że nie każdy potrafi opisać sztukę kochania, jednak skoro w poprzedniej powieści autorce się to udało, więc nie widzę powodów, które przemawiałyby za tym, że usprawiedliwia ją wypuszczenie na polski rynek wydawniczy czegoś o naprawdę niskim poziomie. 


Moja ocena: 4/10

sobota, 18 stycznia 2014

Magdalena Witkiewicz - Zamek z piasku

Minęło wiele miesięcy odkąd zdecydowałam się na nieco dłuższy odpoczynek od blogowego świata. Wielokrotnie zastanawiałam się nad przyszłością tego miejsca, jednak chyba dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że nie ma sensu robić niczego na siłę. Uwielbiam dzielić się z innymi swoimi spostrzeżeniami na temat przeczytanej lektury, zdaję jednak sobie sprawę z tego, że ilu na świecie ludzi, tyle różnych opinii pojawi się na różnego rodzaju forach. Zawsze wtedy w mojej głowie zapala się żaróweczka, która motywuje mnie do tego, bym z lekkim dystansem spojrzała na dopiero co poznaną lekturę. Wiadomo, że pierwsza ocena powstaje pod wpływem emocji, a dopiero potem do głosu zaczyna dochodzić zdrowy rozsądek, który podniesie lokatę książki, albo ją nieco zaniży. Niezwykle przyjemne jest również zapoznawanie się z kolejnymi pozycjami mając pełną świadomość, że są one pozytywnymi przerywnikami od nauki i życia osobistego. 

Weronika jest dwudziestokilkuletnią mężatką, która od zawsze pragnęła zostać tłumaczem literatury angielskiej. W swoim życiu posiada ona niemalże wszystko to co potrzebne jest przeciętnemu człowiekowi do pełni szczęścia. Problem zaczyna pojawiać się w chwili, gdy główna bohaterka i jej partner decydują się na spłodzenie potomka. Początkowo nieudane próby nie zniechęcają pary do dalszych starań, jednak z czasem zaczynają one prowadzić do niebezpiecznych kłótni, które zaczynają zagrażać ich wspólnej przyszłości. Jak dalej potoczą się losy Weroniki i Marka? Czy uda im się przetrwać próbę czasu, a może ich drogi się rozejdą?

Muszę przyznać, że Magdalena Witkiewicz ustawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko i choć nie wiadomo jak bardzo chciałabym napisać, że udało jej się osiągnąć kolejny sukces, to niestety nie mogę tego zrobić. Zgodzę się z tym, że całość utworu została napisana naprawdę fajnym stylem i pochłania się ją w ekspresowym tempie, jednak z całą pewnością zabrakło mi w niej obszernego wyczerpania tematu. Wychodzę bowiem z założenia, że jeśli się czegoś podejmujemy to powinniśmy to zrobić naprawdę dobrze. Jaki jest sens poruszania w powieści trudnego tematu jakim jest niepłodność i chęć posiadania dziecka, skoro zostaje on potraktowany jako instrument do osiągnięcia sukcesu i nic więcej? Podczas spotkania z tą powieścią, ani przez chwilę nie poczułam emocji, które umożliwiłyby mi wczucie się w sytuację głównej bohaterki. Zamiast tych uczuć otrzymałam ogromną dawkę obojętności, odrobinę desperacji i nic więcej! Nigdy nie wymagałam od pisarzy rzeczy niemożliwych, ale za każdym razem, gdy sięgam po tego typu utwory, chciałabym by osoby decydujące się na napisanie czegoś, dokładnie zapoznały się z literaturą przedmiotu na ten temat. Wielu czytelników zarzuca Jodi Picoult, że w każdej swojej powieści posługuje się ona jednym schematem, który obojętnie co by się nie działo, pozostaje niezmienny. Nikt jednak nie zwróci uwagi na to ile czasu amerykańska autorka poświęca na dokładne przestudiowanie problemów, z którymi borykają się bohaterowie jej książek. Myślę, że wtedy nie mielibyśmy do czynienia z tak wieloma nieporozumieniami, a polska literatura z pewnością stałaby na o wiele wyższym poziomie.

Nie twierdzę, że "Zamek z piasku" jest książką beznadziejną. Wydaje mi się, że gdyby tego typu słowa popłynęły z moich ust to byłoby to wielce niesprawiedliwie. W piękny sposób pokazuje ona bowiem, że niezwykle ważna w życiu jest umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem. Na własnej skórze przekonała się o tym Weronika, która w swojej desperackiej walce o dziecko, zapomniała o ukochanym i jego uczuciach. Wydawać by się mogło, że kobieta odnajdzie spokój w ramionach mężczyzny, który wydawałby się być zupełnym przeciwieństwem Marka. Niestety los miał wobec niej zupełnie inne plany i musiało minąć sporo czasu, by wreszcie udało jej się żyć zgodnie z własną naturą. Całość utworu powinna zostać przez Magdalenę Witkiewicz o wiele bardziej dopracowana i wydaje mi się, że to nie podlega żadnej dyskusji. W końcowej fazie historia nabiera prawdziwego tempa i choć bardzo chciałabym napisać, że okazało się to mistrzowskim posunięciem, to w żadnym wypadku nie mogę tego uczynić. Chyba nigdy nie zrozumiem myślenia twórców, którzy wychodzą z założenia, że szybki zwrot akcji na końcu powieści jest czymś pożądanym przez czytelników. Nawet nie zdają sobie Oni sprawy z tego, jak wielką krzywdę sobie przez to czynią...

Ocena: 5/10

wtorek, 30 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Panny roztropne

Miniony tydzień sprzyjał mojemu czytelnictwu i gdy tylko zakończyłam swoje spotkanie z lekturą "Milaczka", niemalże od razu zabrałam się za jego kontynuację. Nie ważne, że zarwałam dla niej połowę nocy, a następnego dnia musiałam wstać około piątej rano. Muszę przyznać, że był to nie lada wyczyn, jednak z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ani trochę się na niej nie zawiodłam i naprawdę było warto. Doceniam autorów, którzy pomimo prosty i pewnych niedogodności są w stanie stworzyć powieść, która zachwyci setki czytelników, a ci w dalszym ciągu będę mieli ochoty na więcej. Zacznijmy jednak od samego początku tej niesamowitej opowieści.

Milena cierpi po rozstaniu ze swoim ukochanym. W dalszym ciągu nie może pogodzić się z jego stratą i ani trochę nie pomaga jej w tym świadomość, że była w to zamieszana siostra dentysty, która była do bólu o niego zazdrosna. Nie przeszkodziło jej to również w tym, by z zemsty wysadzić samochód należący do niedoszłej bratowej. Niespodziewanie w życiu kobiety pojawia się nowy współpracownik, który wydaje się być nią zainteresowany. Milaczek robi wszystko co w jej mocy, by mężczyzna zwrócił na nią swoją uwagę, jednak każdego wieczoru, który pragną spędził w swoim towarzystwie, odwiedza ich córka sąsiada. Zuzka posiada względem jej osoby zupełnie inny plan i ani myśli pozwolić na to, by dwudziestosześciolatka związała się z człowiekiem, który ani przez chwilę nie podobał się Bachorowi. Czy dziewczynce uda się zrealizować swój szatański plan?

"Panny roztropne" skradły moje serce już na samym wstępie naszej wspólnej wędrówki. Miałam wobec nich dość spore oczekiwania i choć byłam świadoma tego, że kontynuacje na ogół bywają dużo słabsze od swoich poprzedniczek, nie miało to dla mnie zbyt wielkiego znaczenia. W dużej mierze skupiałam się na przyjemności, która towarzyszyła mi w trakcie poznawania kolejnych przygód Mileny i jej przyjaciół. Tym razem do wesołej ekipy dołączyła również Aleksandra Pieczka - wielokrotna medalistka w gimnastyce artystycznej, która dość spontanicznie podjęła decyzję o przeprowadzeniu się w okolice Trójmiasta. Kobieta wynajmuje mieszkanie od małżonka Zosieńki, która wszystkie sprawy związane z owym lokalem powierzyła swojej ukochanej siostrzenicy. Między kobietami niespodziewanie zaczęła nawiązywać się przyjaźń i na swój sposób stały się sobie bardzo bliskie. Oliwy do ognia dolewa sąsiad Oli, który niemalże na każdy kroku widzi problemy związane z zamieszkaniem w ich bloku nowej lokatorki. Idealnie pasowałby on do mojej sąsiadki, której co rusz coś nie pasuje i robi wszystko, by dać upust swojemu niezadowoleniu. Bez nich nasze życie byłoby jednak smutne i całkowicie jałowe, więc niech one sobie będą i urozmaicają nam rzeczywistość, która nie zawsze należy do najprzyjemniejszych.

Twórczość Magdaleny Witkiewicz chciałabym polecić osobom szukającym odprężenia po intensywnym dniu pracy. Jestem niemalże pewna, że przypadnie Wam ona do gustu i nie będzie mieli ochoty się z nią rozstawać. Nigdy bym nie pomyślała, że po niezbyt udanym spotkaniu z "Opowieścią niewiernej" będę w stanie polubić pisane przez nią powieści. Sięgnięcie po "Balladę o ciotce Matyldzie" okazało się dla mnie pewnym przełomem, który pozwolił mi na przekonanie się książek, które wypływają spod pióra polskiej pisarki. Mam nadzieję, że wielu innych czytelników podzieli moje zdanie i przez kolejne lata będzie mi dane rozkoszować się kolejnymi publikacjami tej autorki. Tymczasem podsunęłam "Panny roztropne" mojej uczelnianej koleżance i jestem strasznie ciekawa, czy podzieli ona mój entuzjazm. Magdalena Witkiewicz niewątpliwie posiada smykałkę do tworzenia różnego rodzaju historii i aż szkoda byłoby zaprzepaścić tak ogromny potencjał. Z tego miejsca ponawiam również swoją chęć do adoptowania Zuzanki, która od samego początku skradła moje serce i zapewne pozostanie tak do już do końca mych dni.

Wydawnictwo Sol, kwiecień 2010
ISBN: 978-83-92916-21-5
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10


sobota, 27 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Milaczek

Opowiem Wam o książce, którą chciałam przeczytać już od bardzo dawna. Słyszałam o niej wiele dobrego, a koleżanki blogerki wręcz przekrzykiwały się w pozytywnych opiniach na jej temat. Dlaczego więc zasiadłam do niej dopiero teraz? Dlaczego nie byłam w stanie spełnić swoich pragnień, który co rusz szeptały mi w uszko, że powinnam była to zrobić już dawno? Z bólem serca przyznaję, że winowajcą całego zajścia jest kolor okładki. Dla osoby, która żywi niechęć do wszystkiego co różowe, sprawia ona naprawdę spory problem. Czasami nie wystarczą nawet szczere chęci i pozytywne nastawienie, które powraca do pozycji wyjściowej, gdy tylko wyciągamy swoje ręce w kierunku takiego cuda. Cieszę się, że udało mi się przełamać swoje słabości i spędziłam miły wieczór w towarzystwie bohaterów, którzy mieli tysiąc pomysłów na minutę i zero czasu na nikomu niepotrzebną nudę.

Milena wiele by oddała za odnalezienie mężczyzny swojego życia. Niestety każdy związek kobiety kończy się klęską i bynajmniej nie pomaga jej w tym wszystkim waga, która ani myśli spaść o chociażby kilka kilogramów. Wszystkie diety kończą się dla niej potworem do sytuacji wyjściowej i w ten o to sposób koło się zamyka. Milaczek może jednak liczyć na wsparcie najbliższych, którzy dbają o to, by spełniło się największe marzenie swojej ulubienicy. Takim właśnie sposobem główna bohaterka poznaje dobrze prosperującego dentystę, który zakochuje się w dwudziestosześcioletniej znajomej i pragnie spędzić z nią resztę swojego życia.

Magdalena Witkiewicz stworzyła niezwykłą powieść, która zachwyca swoich czytelników już po kilkudziesięciu przeczytanych stronach. To prawda, że niektórym może się ona wydawać dość niepozorna i nie godna ich uwagi ze względu na niezobowiązującą i być może naiwną fabułę. Osobiście uważam, że tego typu lektury są nam potrzebne do życia niczym tlen i idealnie nadają się do czytania na samotne wieczory, gdy dopada nas swojego rodzaju przygnębienie i niechęć do jakikolwiek działań. Nigdy bym się nie spodziewała, że w towarzystwie tej pozycji literackiej dane mi będzie przeżyć emocji, których zabrakło mi w trakcie obcowania z utworami, które Mole Książkowi mogliby zaliczyć do grona literatury wybitnej. Wydawać by się to mogło banalne, jednak gdy bliżej przyjrzymy się życiu Mileny to zauważymy, że pełne jest ono wzlotów i upadków, które dane nam jest zaobserwować na co dzień. W moim odczuciu dziewczyna zbyt rozpaczliwie poszukiwała swojej drugiej połówki i robiła zbyt wiele, by zbliżyć się do upragnionego mężczyzny. Ciekawa jestem co by się stało w momencie, gdy odpuściłaby sobie myślenie o założeniu rodziny i pozwoliła życiu płynąć swoim tempem. Czy wtedy nie wyszłaby na tym lepiej? Czy nie spotkałaby na swojej drodze młodzieńca, który w pełni zasłużyłby na jej uczucie i nie musiałaby doświadczyć aż tylu porażek? Niestety nie dane mi będzie przekonać się o tym na własnej skórze.

"Milaczek" to nie tylko wzruszająca opowieść o Milenie. To także historia ośmioletniej dziewczynki, której zadaniem życiowym jest odpędzanie od ojca coraz to nowych kobiet. W tym celu Zuzanna założyła nawet specjalny zeszyt, w którym skrupulatnie zapisuje swoje notatki. Niejedno dziecko mogłoby odbyć u niej profesjonalne szkolenie w tym zakresie i wyniosłoby z niego naprawdę wiele. Równie ciekawą bohaterką okazała się również Zosieńka - sześćdziesięciopięcioletnia wdowa, która zamiast poddać się szarej rzeczywistości, korzysta z życia i ani myśli zachowywać się niczym przeciętna kobieta w jej wieku. Niespodziewanie nawiązuje ona dobre stosunki z "Bachorem" i staje się najlepszą przyjaciółką sąsiadki swojej siostrzenicy. Do tego wszystkiego dochodzi kilku innych bohaterów, którzy podobnie jak przedstawiona wcześniej trójka, podbili moje serce w większym lub mniejszym stopniu. Niewątpliwie zostali oni skonstruowanie w niezwykle interesujący sposób i choć nie do wszystkich pałałam sympatią to uważam, że zostali oni idealnie obsadzeni w swoich rolach. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu lektury tej książki, czym prędzej zabrałam się za czytanie "Panien roztropnych". To właśnie w tym utworze możemy poznać dalsze losy Milaczka i jej przyjaciół. Sama żegnałam się z nimi z ogromnym smutkiem, więc mam nadzieję, że podobne odczucia będą towarzyszyły tysiącom czytelniczek w całej Polsce.

Wydawnictwo Sol, październik 2008
ISBN:  978-83-925879-5-8
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10


środa, 10 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Szkoła żon

Na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek, które zaliczane są przez swoich twórców do gatunku jakim bez wątpienia są erotyk. Nie będę ukrywać, że do wszystkich tego typu publikacji podchodzę z lekkim dystansem i nigdy nie nastawiam się na odczuwanie pełnej satysfakcji. Zniechęcili mnie do tego zarówno zagraniczni autorzy, ale i również niezapomniana przeze mnie Katarzyna Michalak. Nic więc dziwnego, że mimo pozytywnych recenzji, które pojawiły się na kilku blogach, wolałam nie zapeszać. Do lektury tego utworu podeszłam dość swobodnie i bez jakikolwiek uprzedzeń, które mogłoby mieć wpływ na mój odbiór. Po kilkudziesięciu przeczytanych stronach przekonałam się, że moja decyzja okazała się jedną z najlepszych w moich czytelniczym życiu i oto spotkałam na swojej drodze publikacje, która w pełni spełniła moje najskrytsze oczekiwania.

"Szkoła żon" opowiada swoim czytelnikom historię kobiet, które w różny sposób i z różnych powodów trafiły udały się na trzytygodniowe wczasy do luksusowego ośrodka na Mazurach. Takim właśnie sposobem poznajemy: Julię - świeżo upieczoną rozwódkę, która za nic w świecie nie chce myśleć o kolejnym związku; Jadwigę - kobietę po pięćdziesiątce, nauczycielkę matematyki i zarazem żonę mężczyzny, który co rusz ją zdradza; Michalinę - dziewiętnastoletnią barmankę bez perspektyw na ukończenie jakiejkolwiek szkoły; a także Martę - na pozór szczęśliwą posiadaczkę nadprogramowych kilogramów. Każda z nich podchodzi do wyjazdu z lekkim dystansem i mogłyby podać tysiące powodów, które stanowiły doskonały pretekst do pozostaniu w domu. Nie mniej jednak decydują się na ryzyko i już po kwadransie przebywania w nowym miejscu, zaczynają być atrakcji, które zostały dla nich przygotowane przez Ewelinę.

Prawdziwą nagrodą dla każdego Mola Książkowego jest spotykanie publikacji, które są w stanie wywołać w nim ogrom niezapomnianych emocji. Książka wcale nie musi należeć do grona literatury wybitnej i niekoniecznie trzeba jej szukać wśród wysoko cenionych rankingów, aby zauważyć w niej spory potencjał i poczuć, że jest ona jedyną w swoim rodzaju. To właśnie odkryłam w trakcie zapoznawania się ze "Szkołą żon" i choć istnieje wiele innych powieści, które  mogłabym zaliczyć do tego zacnego grona i to jestem niemalże pewna, że to właśnie utwór polskiej autorki zostanie przeze mnie zapamiętany na bardzo długi czas. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobną lekturą i jestem zadowolona z tego, że pisarce udało się połączyć wątki erotyczne z życiowymi problemami czterech kobiet, którym dane było odpocząć od trudu dnia codziennego i które dzięki swojej wzajemnej pomocy, były w stanie zapanować nad własną egzystencją. Z wielką chęcią przytoczyłabym wiele ważnych momentów, które miały miejsce w całości tej pozycji literackiej. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że podobne sytuacje moglibyśmy spotkać w swoim codziennym życiu. Skąd mamy pewność, że nasi życiowi partnerzy nie biorą przykłady z męża Jadwigi i nie zabawiają się ze wszystkimi kobietami, które pojawiają się na ich drodze? Czy możemy być pewni, że raz wypowiedziane 'tak' sprawi, że spędzimy resztę życia u boku towarzyszącego nam człowieka?

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz pozytywnie mnie zaskoczyła i sprawiła, że w dalszym ciągu odczuwam pewnego rodzaju niedosyt. Z miłą chęcią udusiłabym autorkę za stworzenie książki, której nie byłam w stanie przeczytać w normalnym tempie i już po niespełna czterech godzinach obcowania z ciekawie skonstruowanymi bohaterkami, zmuszona byłam do odłożenia tego woluminu z powrotem na półkę. Stosunkowo rzadko zdarzają mi się sytuacje, gdy robię to z ogromnym bólem serca i jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości sięgnę po nią ponownie. Niestety zmuszona jestem poczekać, aż moje uczelniane koleżanki skończą ją sobie wzajemnie przekazywać i będę miała okazję się nią w pełni nacieszyć. Nigdy bym się nie spodziewała, że o to trzymam w rękach erotyk, który w pełni zasługuje na słowa uznania ze strony szerokiej rzeszy czytelników. Napisana on został przy pomocy fajnego stylu, a same wydarzenia i sceny erotyczne pojawiają się na kartach tej powieści w niezwykle subtelny i nienapraszający się nikomu sposób. Jestem niemalże pewna, że wiele kobiet pozazdrości bohaterkom takich wczasów i będę ubiegać się o stworzenie tak fantastycznego ośrodka z tak wyszkoloną i zarazem urodziwą kadrą i cudowną opiekunką, która nauczy nas prawdziwej rozkoszy i jak najlepszej strony wykorzystywania naszej kobiecości. Dlatego właśnie uważam, że naprawdę warto jest poświęcić odrobinę czas na poznanie historii Julii, Jadwigi, Michaliny i Marty.

Wydawnictwo Filia, premiera 17.04.2013r.
ISBN: 978-83-63622-17-6
Liczba stron: 256
Ocena: 8/10

niedziela, 17 marca 2013

Magdalena Witkiewicz - Ballada o ciotce Matyldzie

Po spotkaniu z niezbyt udaną lekturą "Opowieść niewiernej", postanowiłam dać twórczości Magdaleny Witkiewicz jeszcze jedną szansę. Takim właśnie sposobem trafiłam na najmłodszą publikację tej autorki, która jeszcze nie tak dawno, ukazała się w księgarniach dzięki Naszej Księgarni. Początkowo byłam do niej nastawiona dość sceptycznie, jednak biorąc pod uwagę fakt, że została ona zakwalifikowana do jednej z moich ulubionych serii, którą wiele miesięcy temu obdarzyłam szczerym uczuciem, nie miałam największego wyboru i udałam się w jedną z najryzykowniejszych podróży w swoim życiu. Czy okazała się ona dla mnie pomyślną?

Joanna od kilku miesięcy spodziewa się narodzin upragnionego dziecka. Starała się o nie od momentu zaślubin i już po kilku próbach, udało się jej spełnić swoje najskrytsze marzenie. Kobieta oddałaby wszystko, aby mężczyzna spędzał z nią znacznie więcej czasu i na poważnie zainteresował się zmianami, które już niedługo pojawią się w ich małżeństwie. Mężczyzna wydaje się tym w ogóle nie przejmować i mimo obietnic danych żonie, kontaktuje się z nią coraz rzadziej. Główna bohaterka może jednak liczyć na wsparcie ciotki, która po śmierci rodziców głównej bohaterki, traktowała ją niczym rodzoną córkę. To właśnie w niej znalazła ona potrzebne wsparcie i wszystko byłoby dobrze, gdyby ciotka Matylda nie przygotowywała swojej podopiecznej do zbliżającej się rychło śmierci. Jak dalej potoczą się losy Joasi? Czy narodziny długo oczekiwanej córki sprawią, że uda jej się nawiązać jeszcze silniejszą więź z mężem? Jaką rolę w życiu tej kobiety odegrają tajemniczy mężczyźni, którzy odwiedzą ją na oddziale położniczym?

"Ballada o ciotce Matyldzie" to niezwykła powieść, która urzekła mnie swoją treścią już po kilkunastu przeczytanych stronach. Stanowi ona dla mnie pewnego rodzaju odkrycie, ale i również dowód na to, że nie powinno się skreślać autora po nieudanym spotkaniu z jego wcześniejszymi publikacjami. Joasia jest cudowną osobą, dla której od zawsze liczyło się szczęście jej bliskich. Nigdy bym się nie spodziewała, że zostanie aż tak bardzo skrzywdzona przez człowieka, który jak powinien trwać u jej boku i dbać o to, aby czuła się kobietą spełnioną. Z biegiem czasu na świecie pojawia się jej ukochana córeczka i stopniowo uczyć się żyć na nowo. W dalszym ciągu wierzy w zainteresowanie Piotra rodziną i nie jest w stanie dopuścić do siebie myśli, że nigdy nie spełni danych jej przed ślubem. Na całe szczęścia ciotka Matylda zadbała o to, aby pod jej śmierci Joanna trafiła pod opiekę dwóch mężczyzn, którzy już po pierwszej wizycie w szpitalu potraktowali kobietę niczym własną siostrę. Muszę przyznać, że po części zazdrościłam głównej bohaterce Olusia i Przemcia. Stosunkowo rzadko można spotkać tego typu facetów, a jeśli już się tacy pojawiają, to przeważnie bywają zajęci. Bracia niejednokrotnie rozczulili mnie swoim zachowaniem i szkoda, że poznałam ich na kartach książki.

Magdalena Witkiewicz zaskoczyła mnie w wielu momentach tego utworu i cieszę się, że zdecydowałam się na zapoznanie się z niezwykłą historią Joanny i jej najbliższych przyjaciół. Wielu osobom ta powieść może się wydać zupełnie zwyczajna i pozbawiona ambitniejszych wątków, jednak wychodzę z założenie, że najważniejsze jest to aby czuć się w jej towarzystwie naprawdę swobodnie. "Ballada o ciotce Matyldzie" wniosła do mojego dwudziestotrzyletniego życia odrobinę świeżości i sprawiła, że przez chwilę zwątpiłam w szósty zmysł, który do tej pory umożliwiał mi przewidzenie kolejnych wydarzeń w czytanych przeze mnie pozycjach literackich. W przypadku tej pozycji literackiej było to niemalże niemożliwe i nie ważne, czy założyłam sobie coś na początku lektury, czy też moje myśli brały pod uwagę ogólny wydźwięk tego dzieła. Perypetie Joasi przeżywałam niczym swoje własne, a i z wielką przyjemnością podczytywałam korespondencję, którą przez wiele lat przesyłała ciotce Matyldzie. Strasznie żałuję, że nie poznam dalszych losów nowo poznanych bohaterów. Z wielką chęcią ugościłabym w swoim domu wesołą ferajnę i ich pociechy. Mogłoby być bardzo ciekawie!

Wyd. Nasza Księgarnia, marzec 2013

ISBN: 978-83-10-12235-3
Liczba stron: 304
Ocena: 9/10

sobota, 21 lipca 2012

Magdalena Witkiewicz - Opowieść niewiernej

"Zdrada zawsze była dla mnie czymś złym, haniebnym i obrzydliwym. Czymś, co rujnuje związek, zabija miłość, niszczy marzenia, daje ogromne poczucie niesmaku. Myślałam, że cudzołożnicy zawsze gorzko żałują swoich czynów, spuszczają oczy i gęsto się tłumaczą, pragnąc przebaczenia".

Takimi słowami rozpoczyna się najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz - polskiej autorki, która rozkochała w sobie tysiące czytelniczek w całej Polsce. Pozytywne recenzje "Panien roztropnych" i "Milaczka" spotkałam na wielu blogach poświęconych literaturze, nigdy jednak nie miałam okazji by przekonać się o ich jakości na własnej skórze. Tak czy inaczej, spotkanie z twórczością tej pisarki wolałam odłożyć do czasu, gdy na rynku wydawniczym pojawi się książka, która nie pozostawi mi wyboru i będę musiała ją przeczytać. Gdy w internecie pojawiła się zapowiedź "Opowieści niewiernej" wiedziałam już, że to od niej będę musiała rozpocząć swoją przygodę z utworami napisanymi przez Magdalenę Witkiewicz. Od samego początku wydawała mi się ona niezwykle intrygująca i oryginalna. Z tego właśnie powodu zabrałam ją ze sobą w kilkugodzinną podróż. Nie ważne, że gdy dotarłam do celu, całość książki okazała się być już tylko wspomnieniem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy