Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 października 2010

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Szósty

Po przeczytaniu genialnej książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt.: "Bez przebaczenia" naszła mnie niesamowita ochota na zapoznanie się z pozostałymi dziełami autorki. Nie czekając długo zabrałam się za pochłanianie lektury wydanej w tym roku przez Fundację NaszeDebiuty.pl

Szczerze mówiąc trochę obawiałam się, że po zapoznaniu się z losami Pauliny Litwiak i Piotra Sadowskiego nie będę w stanie należycie docenić powieści kryminalnej "Szósty". Ucieszyłam się, gdy już po kilkunastu stronach wszystkie złe przeczucia odpłynęły w niepamięć, a pozostała jedynie wielka przyjemność...

Marcin Langier od kilku lat pracuje w Śląskiej Grupie Śledczej, która zajmuje się niezwykle niebezpiecznymi przypadkami. Pewnego dnia, podczas rozmowy ze swoim bratem policjant traci przytomność i w ciężkim stanie trafia do szpitala. W tym samym czasie na OIOM trafia również Jacek - przystojny mężczyzna i świeżo upieczony małżonek, który po zderzeniu się z ciężarówką nie ma zbyt dużych szans na przeżycie. Korzystając z okazji - w śnie - kontaktuje się ze swoim sąsiadem i tym samym prosi go, by po jego odejściu zaopiekował się 'Ali' - jego żoną. W końcu trzydziestolatek wybudza się ze śpiączki i widzi przed sobą kobietę ze swojego "proroczego" snu, która pogrążona w żałobie opuszcza szpital.

Od tej pory Alicja bardzo często nawiedza mężczyznę w snach. Za każdym razem w ciągu kolejnych sześciu lat mówi mu, że na niego czeka. Te wszystkie wizję nie dają Marcinowi spokoju mimo, że od bardzo dawna związany jest z piękną modelką.

Pewnego dnia Langer obejmuje stanowisko szefa ŚGŚ i mając pod sobą pięć - współpracujących ze sobą - sekcji, osiąga z nimi niewiarygodne sukcesy w prowadzanych przez nich sprawach kryminalnych. Tym razem Ślązaków czeka rozwiązanie zagadki związanej z seryjnym morderca, który porywa zielonookie blondynki, by następnie je zgwałcić i na szósty dzień po uprowadzeniu zabić. Niestety przestępca okazuje się być niezwykle inteligentny i przebiegły, więc Marcin postanawia włączyć do sprawy osobę, która dzięki swojemu profesjonalizmowi będzie w stanie sporządzić psychologiczny portret szaleńca. Nikt by się nie spodziewał, że szukaną przez mężczyznę osobą będzie ta, która już dawno została mu przeznaczona...

Po przeczytaniu książki utwierdzam się w przekonaniu, że Agnieszka Lingas-Łoniewska jest niezwykłą kobietą doskonale odnajdującą się w swojej profesji. Podczas czytania powieści ani razu nie odczuwałam zmęczenia lekturą, a wręcz przeciwnie - ciągle było mi mało. Powieść przeczytałam przy pierwszym podejściu i nie odeszłam od niej, do póki nie ukazała mi się ostatnia strona.

Podczas zapoznawania się z lekturą bardzo spodobała mi się postać Jacka, który kochał swoją żonę ponad wszystko i nawet po swojej śmierci czuwał nad nią i jej dalszym szczęściem. Z jednej strony rozumiałam wspomniane w tekście stanowisko jego rodziców, którzy po śmierci syna winili za wszystko swoją synową, a z drugiej strony... Zastanawiam się, czy pod wpływem emocji nie postąpiłabym na ich miejscu w podobny sposób.

Magdalena i Michał Langier również byli dla mnie osobami, które w bardzo pozytywny sposób płynęły na mnie samą. Dzięki nim upewniłam się w towarzyszących mnie od kilku lat przekonaniach - rodzina powinna w życiu każdego z nas stać na pierwszym miejscu. To dzięki wsparciu najbliższych osiągamy w życiu tak wiele...

Oczywiście spotykamy na swojej drodze także skrajne przypadki, kiedy to rodzice znęcają się nad swoimi dziećmi i zmuszają ich to niezwykle brutalnych rzeczy. Bóg jeden wie o czym tak naprawdę myślą Ci wszyscy oprawcy. Nie biorą pod uwagę dalszego losu swoich najbliższych i jak tego typu zachowania mogą wpłynąć na ich psychikę w dalszym życiu.

Doskonałym przykładem wypowiedzianej wcześniej myśli jest występujący w książce seryjny morderca. Zabicie drugiego człowieka, jak dla mnie nie ma wytłumaczenia, jednak patrząc na to co przeżył oprawca tych czterech kobiet - zrobiło mi się go przez krótką chwilę żal. Słusznie, czy też nie słusznie ale tak właśnie było. W sumie zdziwiłam się, gdy dowiedziałam się kto tak naprawdę stoi za tymi wszystkimi okropnościami. Osobiście podejrzałam zupełnie inną osobę, z kręgów policyjnych. Nie ujawnię kogo, ponieważ jestem bardzo ciekawa potencjalnych typów pozostałych czytelniczek, które miały okazję przeczytać powieść "Szósty".

Muszę przyznać, że pisarka w sposób profesjonalny zajęła się tworzeniem swoich postaci, które dla mnie są wprost idealne. Poprzez swoje zachowanie, a także doświadczenia życiowe dały mi naprawdę wiele do myślenia. W końcu ludzkie życie jest zbyt krótkie, by zadręczać się jego nieprzyjemnymi aspektami. Trzeba chwytać chwilę i cieszyć się każdym uśmiechem bliskiej nam osoby.

Dodatkowo Agnieszka Lingas-Łoniewska posługuję się lekkim piórem, które w bardzo krótkim czasie przypada do gustu jej fanów. Dzięki temu człowiek nie może oderwać się od lektury i ciągle czuje niedosyt. Po raz kolejny autorka uraczyła nas niezwykle wyważoną historią, w której i tym razem nie mogło zabraknąć wątku miłosnego, o którym w wielkim skrócie wspomniałam już wcześniej. I zgodzę się ze słowami Pani Agnieszki, że gdzieś tam na świeci są osoby, którym od samego początku jesteśmy przeznaczeni...

Jak dla mnie dużym plusem powieści jest także jej umiejscowienie. Od ponad roku posiadam ogromny sentyment do Śląska i osób zamieszkujących okolice Katowic. Dodatkowo czytając tą książkę uśmiechałam się co rusz, zauważając subtelne podobieństwa do wydanej przez wydawnictwo Novae Res lektury "Bez przebaczenia". O dziwo wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Dodawało "Szóstemu" jawnego uroku i poczucia przynależności do świata przedstawionego przez pisarkę.

W najbliższych dniach mam zamiar dorwać w swoje łapki najnowszą powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt.: "Zakręty losu", która ukaże się w najbliższych dniach w księgarni internetowej wydawnictwa Novae Res: www.zaczytani.pl

Na koniec pozwolę sobie jeszcze przytoczyć cytat kilkakrotnie pojawiający się w tekście lektury i który przypadł mi do gustu już w pierwszej chwili:

"W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu... odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem..."

Pani Agnieszko dziękuje Pani za wszystko ;**



Nasze Debiuty, 2010
ISBN: 9788362317042
Liczba stron: 190
Ocena: 10/10

wtorek, 19 października 2010

Janusz Beynar - Skutki uboczne

Ostatnimi czasy zauważyłam, że czytam dużo książek podchodzących swoim gatunkiem pod mieszaninę kryminału i thrilleru. Podobnie było i tym razem. Gdy sięgnęłam na półkę po "Skutki uboczne" Janusza Beynara, to nawet nie zauważyłam, że całość okładki składa się z ułożonych obok siebie listków tabletek - jak się później okazało antykoncepcyjnych. Dużo bardziej zainteresowała mnie krótka charakterystyka autora znajdująca się z tyłu lektury. Ucieszyłam się, gdy otwarcie okazało się, że posiada on wiele cech wspólnych ze stworzonym przez siebie głównym bohaterem.

Akcja książki toczy się wokół przerażających odkryć, do jakich doszedł przez czterdziestoma laty profesor Alister Swan wraz ze swoim wspólnikiem. Niestety wyniki badań tej dwójki nigdy nie ujrzały światła dziennego a organizacja w nich oczerniana jest zdolna do wszystkiego byle tylko je zniszczyć. Mimo, iż jednego z mężczyzn zabito już kilkadziesiąt lat wstecz, to dopiero teraz - po tysiącach godzin obserwacji i śledzenia - udało się wyeliminować drugiego z nich. Niestety mężczyzna nie miał interesujących spółkę dokumentów...

Kilka godzin przez swoją śmiercią Alister Swan wybrał się na - pierwszy po stracie żony - rajd po ukochanych szlakach. To właśnie tam spotkał detektywa Barskiego, któremu powierzył los swoich odkryć badawczych. Z chwilą, gdy Jan dowiedział się o zgładzeniu swojego towarzysza zrozumiał, że on i jego rodzina znaleźli się w śmiertelnym zagrożeniu.

"Skutki uboczne" przeczytałam z należytym im zaangażowaniem. Autora lektury uważam za niezwykłego geniusza, który w sposób profesjonalny i dokładny zabiera się do pracy nad swoim dziełem. Każda z występujących w powieści osób została dopracowana przez pana Janusza Beynara niemalże do granic możliwości. Wśród bohaterów oczywiście znajdziemy postacie, które będą działać na nas w sposób negatywny - tak, jak na mnie Vincent - ale kto powiedział, że w każdej książce musimy polubić wszystkich. Główny bohater (Jan Barski) poprzez swoje wysportowanie momentami przypominał mi Roberta Langdona, jednak z pewnością przewyższał inteligencją i sprytem postać wymyśloną przez Dana Browna. Intrygi zostały zaplanowane prawie, że idealnie, więc wcale się nie dziwię, że jedynie Monica wpadła na sukcesywny trop detektywa.

Pytanie tylko, czy wynajęta przez farmaceutyczną potęgę firma po trzydziestu siedmiu latach współpracy będzie w stanie wykorzystać swoją szansę na zakończenie tej sprawy?

Szczerze mówiąc tej pozycji nie są się opisać nawet milionem słów. W dzisiejszych czasach coraz trudniej jest o lekturę, w której ciągle coś się dzieje, a czytelnik do ostatnich chwil nie domyśla się kolejnych posunięć bohaterów. W całości zgadzam się ze słowami, które znajdują się na przedniej okładce książki: "Janusz Beynar serwuje czytelnikowi dynamicznie rozwijającą się akcje, sadonistyczny styl narracji i atrakcyjny leitmotiv. Powieść przeznaczona jest dla wymagającego czytelnika, który oprócz inteligentnej rozrywki, poszukuje w książce źródła ciekawie przekazanej wiedzy. Gorąco polecam!


Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2009
ISBN: 978-83-61194-33-0
Liczba stron: 376
Ocena: 10/10


Z tego miejsca chciałabym również przypomnieć o wciąż trwającym konkursie, którego finał przewiduję na środę 20 października!!! Gorąco zachęcam do zgłaszania się ;) Szczegóły w etykiecie Konkurs!

niedziela, 10 października 2010

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Bez przebaczenia

"Bez przebaczenia" jest książką genialnie zapowiadającej się autorki, która w swoich dziełach porusza niezwykle ważne problemy. Historia trudnego uczucia żołnierza i młodej malarki zrobiła na mnie wrażenie już od samego początku. Złożoność uczuć głównych bohaterów była na tyle silna i wyjątkowa, że jeszcze przez długi czas będę trzymać ją w swoim sercu.

Paulina przeprowadza się do swojego ojca niedługo po wypadku samochodowym, w którym zginęła jej matka, trzyletni braciszek, a także ojczym. Od samego początku dziewczyna nie może może dojść do porozumienia z generałem. Pan Latkowski nienawidzi swojej córki i bez przerwy gani za zachowanie. Jak przystało na dziecko żołnierza, główna bohaterka została zapisana o specjalnego liceum, gdzie ze względu na ubiór i opinię wydaną przez jej opiekuna nie ma żadnych znajomych, a dodatkowo ma duże problemy z matematyką.

Pewnego dnia podczas wizyty w bibliotece osiemnastolatka wpada na pewnego przystojnego, wysokiego i zielonookiego mężczyznę. Mimo, że dziewczyna uważa to spotkanie za kompromitację, to następnego dnia ponownie udaję się w to samo miejsce. Jej ciche marzenia o spotkaniu blond włosego chłopaka spełniają się i rozmowa dwójki bohaterów owocuje w spotkanie, do którego ma dojść w najbliższą sobotę.

W pierwszy dzień weekendu generał Latkowski wraz żoną udają się na zakupy podczas, gdy Paulina zostaje w domu, który musi w całości sprzątnąć. W pewnym momencie mieszkanie dziewczyny odwiedza porucznik Sadowski, który musi przynosi swojemu przełożonemu ważne dokumenty. Po telefonie do ojca bohaterka postanawia wpuścić żołnierza do środka. Widząc przed sobą Piotra czuje pewnego rodzaju rozczarowanie i niechęć do fascynującego ją mężczyzny. Między znajomymi dochodzi do drobnej wymiany zdań, a uszczypliwość dziewczyny daje o sobie znać także obiadu, w którym uczestniczył także podwładny jej ojca.

Z biegiem czasu Paula przełamuje swoją niechęć do munduru i oboje z Piotrkiem stają się sobie coraz bliżsi. Decydującym momentem była chwila, w której porucznik Sadowski zabrał dziewczynę na grój jej najbliższych. To właśnie tam główna bohaterka opowiedziała swojemu przyjacielowi o demonach przeszłości. Niedługo później panna Litwiak i Piotr stają się parą, a na drodze do ich szczęścia zaczynają pojawiać się problemy związane z zazdrością, a także zawiścią towarzyszących tej dwójce osób...

"Bez przebaczenia", jak już wcześniej wspomniałam jest książką niezwykłą, mówiącą o prawdziwej miłości dwójki młodych ludzi. Mimo chwil zwątpienia zarówno Paulina, jak i Piotrek nie poddają się. Dodatkowo autorka książki ukazuje nam swoją brawurową narrację, dzięki której całość fabuły działa na czytelnika jeszcze bardziej. Dużym zaskoczeniem był dla mnie także stosunek generała Latkowskiego do pierworodnej córki. Czy w rzeczywistości faktycznie jej nienawidził, czy może pod zachowaniem czterdziestoletniego mężczyzny kryło się coś więcej?

Z pewnością sięgnę po książkę Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jeszcze nie raz. Jest to bowiem jedna z lepszych lektur jakie miałam okazję do tej pory przeczytać. Zachęcam do sięgnięcia po nią każdego. Z pewnością nie pożałujecie. Zwłaszcza, że do tej pory sama nie byłam zwolenniczką romansów! Po przeczytaniu tej powieści znajomi nie są w stanie ze mną wytrzymać - tak się rozmarzyłam! A że przy okazji także się wzruszyłam, to nie moja wina.

Dodatkowo chciałabym również wspomnieć, że już za kilka dnia, bo 15 października dostępna będzie w sprzedaży najnowsza książka pani Agnieszki pt.: "Zakręty losu". Lektura ta rozpoczyna cykl, do którego z wielką przyjemnością zajrzę. Strasznie jestem ciekawa czym też autorka zaskoczy swoich czytelników tym razem. Zakupu tej książki podobnie, jak "Bez przebaczenia" możecie dokonywać w sklepie internetowym wydawnictwa Novae Res, które mieści się na stronie internetowej: www.zaczytani.pl


Wydawnictwo Novae Res, 2010
ISBN: 978-83-61194-50-7
Liczba stron: 340
Moja ocena: 10/10

czwartek, 30 września 2010

Laura Whitcomb - Światła pochylenie

"Ktoś na mnie patrzył. To dość niezwykłe uczucie, kiedy jest się martwym...

Duch Helen przebywał właśnie w klasie angielskiego szkoły średniej, kiedy to poczuła - po raz pierwszy od 130 lat patrzyły na nią ludzkie oczy. Oczy należące do chłopca, który aż do tej chwili niczym szczególnym się nie wyróżniał. Równocześnie przerażona i zaintrygowana Helen zaczyna czuć, że coś ją do niego przyciąga. Fakt, że on przebywa w ciele, a ona nie, stanowi dla nich pierwsze wyzwanie. Walcząc o znalezienie drogi do bycia razem, odkrywają sekrety swojej własnej przeszłości jak również szczegóły z życia młodych ludzi, których ciała przejęli."


Recenzja: "Światła pochylenie" jest książką opowiadającą o duszy, która od stu trzydziestu lat tuła się po świecie. Za żadne skarby świata nie może sobie przypomnieć chwili, w której umarła ani nawet jej przyczyny. Nie wie także dlaczego po śmierci nie trafiła do nieba, czy też do piekła. Przez cały czas główna bohaterka podróżuje od jednego człowieka do drugiego, by pomagając im móc wyobrażać sobie, że żyje.

Pewnego dnia towarzysząc swojemu ulubionemu nauczycielowi, Brownowi Helen spotyka duszę zamieszkującą Billy'ego. W związku z tym, że dusze mocniej brzmią w pustych ciałach, wspólnymi siłami postanowili znaleźć odpowiednie "mieszkanie" dla dziewczyny. Dzięki temu mogła ona odczuwać intensywniej poszczególne uczucia takie, jak zmysłowość. Niestety cała sytuacja miała także złe strony. W końcu wkroczenie w czyjeś życie nie jest łatwą rzeczą. Nie dość, że nigdy w obcym ciele nie jest się do końca sobą, to dodatkowo trzeba zmierzyć się z życiem i otoczeniem swojego poprzednika.

"Światła pochylenie" jest książką opowiadającą o miłości, nienawiści, życiu i umieraniu. Dzięki tej historii zrozumiałam wiele istotnych kwestii, których starałam się trzymać przez niecałe dwadzieścia lat mojej egzystencji. Stąpając po Ziemi należy cieszyć się każdą chwilą. możliwość istnienia jest przecież największym darem od losu. To oczywiste, że nie zawsze jest tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Cierpienie od zawsze towarzyszyło człowiekowi, jednak mimo wszystko należy doceniać to co się ma. Po śmierci jest już na to za późno, w związku z czym dusza dręczona swojego rodzaju poczuciem winy, nie może w spokoju dostąpić zbawienia.

Laura Whitcomb pisze ładnym i ciekawym stylem, dzięki czemu lektura staje się jeszcze bardziej atrakcyjna dla potencjalnego czytelnika. Również i fantastycznie zaprojektowana okładka sprawia, że powieść przykuwa wzrok swoich przyszłych fanów.


Wydawnictwo Initium, marzec 2010

ISBN: 978-83-927322-4-2

Liczba stron: 232

Moja ocena: 10/10

czwartek, 23 września 2010

Richelle Mead - Pocałunek cienia

Losy bohaterów Akademii Wampirów są bliskie mojemu sercu już od pierwszego tomu. Już wtedy głośno dopingowałam Rose i innym, by pewnego pięknego dnia rozprawili się raz na zawsze z prześladującymi morojów strzygami.

W Akademii nadszedł czas, w którym dampiry najstarszego roku rozpoczęły sześciotygodniowe zajęcia polowe. Miały one na celu sprawdzenie umiejętności jakie posiedli kandydaci na strażników podczas swojej nauki w szkole. W tym calu zostali im przydzieleni moroje, których od tej pory mieli nie odstępować nawet na krok przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, sześć dni w tygodniu. Wampiry uczestniczyły w tym czasie w swoich zajęciach, natomiast nauczyciele i instruktorzy pozowali ataki na podopiecznych dampirów.

Po śmierci Masona na nieszczęście Rose przyjaciel zaczął jej się objawiać w postaci smutnego i nie wyraźnego ducha. Dziewczyna mimo swojego niepokoju postanowiła utrzymać ten fakt w sekrecie. Obawiała się tego, że opiekunowie mogliby uznać ją za wariatkę, więc wolała milczeć. Dużym ciosem dla Panny Hathaway było również przydzielenie jej do ćwiczeń polowych Christiana. Nie miała do chłopaka większych zastrzeżeń, jednak myślała, że skoro po ukończeniu szkoły miała zostać oficjalną strażniczką Lissy to zostanie jej ona przypisana także do ćwiczeń. Na domiar złego okazuje się, że w najbliższym czasie na dworze królowej odbędzie się proces Wiktora Daszkowa. Człowieka, który w niedalekiej przeszłości przetrzymywał księżniczkę i przy pomocy tortur zmuszał ją do uzdrawiania swojej osoby. Dzięki wstawiennictwu Adriana przyjaciółkom udaje się uczestniczyć w rozprawie, od której może zależeć całe ich dalsze życie. W końcu mężczyzna jako jedyny zna prawdę dotyczącą prawdziwych relacji Rose i jej mentora. Czy w towarzystwie królowej wysoko urodzony moroj wykorzysta swoją wiedzę, by pogrążyć dwójkę zakochanych w sobie dampirów? A jeśli tak, to czy zostaną oni pociągnięci do odpowiedzialni i zostaną w związku z tym rozdzieleni?

"Pocałunek cienia" jest książką, która trzyma w napięciu już od pierwszych stron. To zadziwiające, jak łatwo przyszło mi się wczuć w rolę głównej bohaterki. Po raz kolejny obserwowałam więź łączącą ją z Wasylisą i nie mogłam nadziwić się temu, do czego też zdolni są przyjaciele by tylko uchronić przed złem najbliższe swojemu sercu osoby...

Jeszcz do tej pory nie mogę pozbierać się po przeczytaniu tej lektury. Niesamowite jest, jak z biegiem trwania książki obserwujemy zmiany zachodzące w Rosemarie. Z impulsywnej nastolatki przeistacza się z dorosłą kobietę, dla której najważniejsze jest dobro innych. Duże wrażenie zrobiły na mnie momenty, w których dampirka przejmowała od Lissy złą energię związaną z jej darem ducha. Mimo, że doskonale znała konsekwencję takiego postępowania - nie cofnęła się przed niczym. Dziewczyna obawiała się, iż podobnie, jak strażniczka świętego Władymira - Anna pewnego dnia oszaleje i zginie śmiercią samobójczą, jednak nie poddawała się. Zdawała sobie sprawę, że jedynym wyjściem z sytuacji jest zaprzestanie przez Lissę praktyk, jednak nie chciała odbierać przyjaciółce przyjemności związanych z odzyskaniem mocy.

Rose jest już osobą, od której możemy nauczyć się bardzo wiele. Także miłość jaką darzą się wraz z Dymitrem przyprawia czytelników o przyjemne dreszcze, a nawet lekką zazdrość. Niezwykłym doświadczeniem jest obserwowanie tej dwójki oraz kwitnącego w nich uczucia. Mentor jest dla swojej uczennicy kimś więcej, niż tylko nauczycielem. Jest dla niej kimś na wzór idola. Wie, że może liczyć na Bielikowa o każdej porze dnia i nocy. Ich miłość - w dosłownym tego słowa znaczeniu - kojarzy mi się z tą, którą darzyli siebie Romeo i Julia.

Podczas czytania lektury wzruszyłam się nie raz, ani nie dwa. Być może fabuła książki wydaje się trywialna i naciągana, jednak talent Richelle Mead - autorki Melancholii Sukuba - sprawił, że przez długie chwile miałam okazję zagłębić się w magicznym świecie uczniów Akademii Wampirów. Nie żałuje tego ani trochę!



Nasza Księgarnia, wrzesień 2010
ISBN: 978-83-10-11738-0
Liczba stron: 432
Moja ocena: 10/10

wtorek, 21 września 2010

Adrienne Barbeau, Michael Scott - Wampiry Hollywoodu

"Hollywood – najsławniejsze miejsce świata. W ciągu dwóch tygodni giną trzy gwiazdy związane z przemysłem filmowym. Zamierają studia, aktorzy nie wychylają nosa ze swych rezydencji, a reżyserzy boją się odbierać telefony…"

Recenzja: W dobie wampirów bardzo ciężko jest znaleść lekturę, która w pełni usatysfakcjonowałaby wymagającego czytelnika. Wielu autorów zamiast stworzyć mrożącą krew w żyłach historię skupia się na romansie ludzkiej dziewczyny z nieumarłym. Przyznaję, że niektóre z nich są całkiem dobre, jednak już od dawna miałam ochotę na książkę będącą chociaż w jednej setnej podobną do podobną do powieści przedstawionych nam przez Anne Rice. W końcu wampiry kojarzą nam się z krwiożerczymi bestiami, a nie bezbronnymi maskotkami. "Wampiry z Hollywoodu" to lektura, która spełniła moje oczekiwania niemalże w całości. Duet stworzony przez telewizyjną gwiazdę Adrienne Barbeau, a także irlandzkiego autora bestsellerów Michaela Scotta sprawił, że ciarki przeszły mi po plecach nie raz. Napisana przez tą dwójkę historia wywołała we mnie wiele pozytywnych emocji i przywróciła wiarę w osoby piszące na temat krwiożerczych postaci.

Ovsanna Moore należy do grona "hollywoodzkiej czołówki" i liczy sobie prawie pięćset lat. Od wielu już lat pełni w swoim mieście funkcję kasztelanki wampirów. Kobieta wiedzie na pozór spokojne życie zajmując się swoimi interesami. Wszystko do czasu, gdy w mieście zaczyna grasować "Kinowy Kosiarz". Tajemniczy morderca obiera sobie za ofiary osoby będące ściśle związane z królową horroru i zabija je przy pomocy tradycyjnych metod, dzięki którym bezpowrotnie można się pozbyć wampira. I faktycznie... Przynajmniej dwójka zmarłych należała za życia do grona pobratymców Ovsanny, a nawet została przez nią stworzona. Sytuacja zaczyna nabierać niebezpiecznych rozmiarów, gdy całą sprawą zaczynają interesować się wampiry Hollywoodu, które każą swojej kasztelance czym prędzej rozwiązać zagadkę tajemniczego mordercy. Dodatkowo koło bohaterki przez cały czas kręci się policjant, który w większym lub mniejszym stopniu kieruje w jej kierunku swoje podejrzenia.

Po przeczytaniu całości byłam pod naprawdę wielkim wrażeniem. Adrienne Barbeau i Michael Scott włożyli w napisanie swojej książki wiele serca. Oboje stworzyli własną koncepcję wampirów, która nie dość, że okazała się oryginalna, to dodatkowo nie raziła po oczach swoją cukierkowatością. W świecie nieumarłych, to zawsze coś nowego. "Wampiry Hollywoodu" składają się z dwóch narracji, które nawzajem się przeplatają. W trakcie czytania dowiadujemy się wielu informacji na temat Ovsanny Moore ale i także śledztwa prowadzonego przez Kinga. Co prawda z samego początku opornie szło mi przyzwyczajenie się do języka przy pomocy którego została napisana książka, jednak już po kilkunastu stronach wszystko było w porządku. Nie było takiego momentu w powieści, którym byłabym zmęczona, a wręcz przeciwnie. Bardzo się cieszę, że rozpoczyna ona cały cykl powieści. Strasznie podoba mi się szata graficzna tej książki, a także jej przekład. Co prawda w kilku miejscach zdarzyło mi się odnaleźć pojedyncze literówki, jednak odebrałam to bardziej jako niedopatrzenie, niż zbrodnie z premedytacją. Na tej podstawie z czystym sumieniem polecam tą książkę każdemu.


Dom Wydawniczy Rebis, sierpień 2010
ISBN: 978-83-7510-464-6
Liczba stron: 344
Ocena: 10/10

poniedziałek, 6 września 2010

Gemma Malley - Deklaracja

Autor: Gemma Malley
Tytuł: Deklaracja
Wydawnictwo: Wilga
Ilość stron: 312



Opis: A gdybyście wy byli nadmiarami w świecie legalnych ludzi?

Gdybyście nie mieli prawa żyć.

Gdybyście byli zamknięci w zakładzie dla nadmiarów i nie znali świata za murami.

Gdybyście uwierzyli, że nie macie żadnych praw i możecie tylko służyć innym.

A gdyby wtedy zjawił się ktoś, kto opowiedziałby wam o prawdziwym życiu.

Gdyby przekonał was, że Ziemia jest dla wszystkich ludzi, a wy nie jesteście nadmiarami, skoro ktoś was kocha i potrzebuje?

Czy tak będzie wyglądać świat w przyszłości?


Recenzja: Kilkakrotnie zdarzyło mi się w życiu rozmyślać na tematy odległe od nas o kilkaset lat. Próbuję sobie wyobrazić ludzi, którzy będą żyli na Ziemi w następnych stuleciach. Ile wojen rozpęta się między państwami na pozór sobie przyjaznymi? Ile istnień zginie zanim wreszcie zrozumiemy co tam naprawdę powinno liczyć się w życiu.

"Deklaracja" Gemmy Malley ukazuje nam wydarzenia jakie miały miejsce po roku 2065, kiedy to ustanowiona została Deklaracja zgodnie z którą "każdy człowiek może mieć tylko jedno dziecko". Deklaracja z roku 2080 na ludzkie nie szczęście wprowadzała jeszcze drastyczniejsze zmiany. O tej pory bowiem nikt ze społeczności nie mógł posiadać potomstwa. Oczywiście od niemalże każdego prawa są jakieś ustępstwa. W takim wypadku małżeństwa, które naprawdę chciały powiększyć swoją rodzinę mogły skorzystać z zasady Rezygnacji, która mówiła o tym, że w zamian za możliwość posiadania dziecka człowiek musiał zrzec się prawa do nieśmiertelności.

Z nadmiarem Anną spotykamy się w roku 2140. Dziewczyna ma wtedy niespełna piętnaście lat i nie wie co tak naprawdę w życiu jest dobre. Gdy miała 2.5 roku została odebrana rodzicom, którzy trzymali ją na strychu. W Grange Hall od zawsze mówiono jej o tym, iż przebywa w ośrodku, ponieważ jej stworzyciele złamali prawo płodząc nielegalne dziecko. Od tej pory uczono ją posłuszeństwa i zbytniego nie wychylania się. Musiała w sposób perfekcyjny opanować czynności porządkowe, które po skończeniu szkoły będzie musiała wykonywać w domu Legalnych ludzi. Dodatkowo nadmiarom nie przysługiwały żadne przyjemności. Takie osoby nie mogły posiadać niczego na własność, ani nawet kąpać się w ciepłej wodzie.

Anna - mimo, że ze wszystkich sił starała się stosować do panujących w Grange Hall zasad - posiadała różowy notes z prezentowany jej przez kobietę, u której odbywała praktyki. Pierwsze strony "Deklaracji" przedstawiają nam premierowy wpis głównej bohaterki do wspomnianego wyżej pamiętnika. Nie chcąc by ktokolwiek odkrył jej sekret, piętnastolatka postanowiła ukryć zeszyt w swojej tajnej skrytce mieszczącej się w łazience.

Mniej więcej w tym samym czasie do ośrodka trafia nowy nadmiar o imieniu Peter. Z racji tego, że miał okazję poznać trochę świata zaczyna sprawiać opiekunom Grange Hall problemy wychowawcze, a co więcej twierdzi, że zna rodziców Anny.

Od tej chwili życie Anny zmienia się diametralnie...

Szczerze? Nie interesuje mnie to, że mam już prawie dwadzieścia lat, a "Deklaracja" należy do kanonu powieści poświęconych młodzieży. Uważam, że Gemma Malley pisząc tą książkę wykonała kawał dobrej roboty. Z tego miejsca chciałabym jej pogratulować pomysłowości i zaangażowania, które widać już na pierwszy rzut oka. Na palcach jednej ręki mogę policzyć autorów książek, którzy dzięki swojej twórczości zrobili na mnie aż takie wrażenie.

Mam tylko nadzieję, iż politycy następnych stuleci - w swoich kampaniach wyborczych - nie wezmą przykładu od książkowej inteligencji. Nikomu nie życzę takiego traktowania, jakie doznawały "nadmiary". Dodatkowo bardzo się cieszę, że Anna wreszcie znalazła odpowiedź na dręczące ją pytania i nie żyła już w nie wiedzy. To naprawdę bardzo ważne.


Moja ocena: 10/10

czwartek, 22 lipca 2010

Carlos Ruiz Zafon Marina

Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tytuł: Marina
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 302


Opis:
Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Óscar Drai, zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem, śni swoje sny na jawie. Pewnego dnia spotyka Marinę, która od pierwszej chwili wydaje mu się nie mniej fascynująca niż sekrety dawnej Barcelony. Śledząc zagadkową damę w czerni, odwiedzająca co miesiąc bezimienny nagrobek na cmentarzu dzielnicy Sarriá, Oscar i jego przyjaciółka poznają zapomnianą od lat historię rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów. Historię, której dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać...


Recenzja:
Już od wczoraj zastanawiałam się nad słowami, którymi opiszę "Marinę", jednak ilekroć to czyniłam do głowy przychodziły mi dwa przymiotniki: "za.jebista" i "niepowtarzalna". Tak naprawdę nic więcej na jej temat nie trzeba mówić. Carlos Ruiz Zafon jest mistrzem w swoim fachu i wcale się nie dziwię, że po jego powieści sięgają miliony ludzi na całym świecie.

Historia przyjaźni Mariny i Óskara z początku nie należała do najłatwiejszych. Dziewczyna przez jakiś czas trzymała swojego nowego znajomego w bezpiecznej odległości. Wiedząc, iż podzieli los swojej matki nie chciała się z nikim zżywać, a mimo to otrzymała od życia piękny prezent. Miłość ojca i Óskara sprawiła, że spełniła swoje największe marzenia. W końcu to dzięki chłopakowi napisała książkę, w której opisała ich wspólnie przeżyte przygody.


Odkrywając losy "damy w czerni" nieco się przeraziłam. Myśląc o jej ukochanym zaczęłam zastanawiać się nad dręczącym mnie od jakiegoś czasu pytaniem: Do czego też zdolny jest człowiek, by utrzymać się w doskonałej formie. Eksperymenty wymagające ludzkich ofiar od zawsze były dla mnie czymś okrutnym, a dodatkowo te przeprowadzane bez zgody osoby zainteresowanej - barbarzyńskim. Niby w tym przypadku mężczyzna chciał znaleźć lekarstwo na inwalidztwo, jednak czy tak naprawdę jego badania były tego wszystkiego warte?

Myślę, że na to ostatnie pytanie każdy powinien sobie odpowiedź sam. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że "Marina" jest książka wartą uwagi i nie sądzę by znalazły się osoby czujące po jej przeczytaniu niedosyt. Być może nie jest ona aż tak wybitnym dziełem, jak "Gra anioła", czy "Cień wiatru", jednak w swojej treści zawiera wiele ważnych przesłań.



Moja ocena: 10/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy