Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2015

Katarzyna Michalak - Nie oddam dzieci

Niedzielne popołudnie przeznaczyłam na spotkanie z najnowszą powieścią Katarzyny Michalak, która w bardzo krótkim czasie wspięła się na szczyty listy bestsellerów i zaczęła zdobywać pozytywne opinie wśród tysięcy czytelniczek w całym kraju. Nie mogłam więc przejść obok niej obojętnie, tym bardziej, że w między czasie dotarłam również do tekstu opisującego poruszaną w tej lekturze tematykę i byłam święcie przekonana, iż bez żadnego "ale" przypadnie mi ona do gustu. Ułożyłam się więc wygodnie na łóżku, obok siebie postawiałam karton ulubionego soku, a następnie wzięłam w swoje ręce długo wyczekiwaną książkę i ku swojemu ogólnemu przerażeniu już po pierwszych przeczytanych stronach poczułam się skrajnie zirytowana. 

Michał Sokołowski to młody i zarazem utalentowany chirurg, całkowicie oddany swojej pracy i niemalże zupełnie ignorujący własną rodzinę, która od kilkunastu ładnych lat nie może doprosić się o choćby odrobinę uwagi z jego strony. Nie widzi on niczego złego w przejawianym przez siebie zachowaniu i choć codziennie przeprasza żonę za to, że każdego dnia zmuszona jest do samodzielnego prowadzenia domu i opieki nad trójką (a wkrótce już czwórką) pociech. Marta Sokołowska zaczyna powoli wątpić w sens swojego małżeństwa z cenionym w środowisku lekarskim, mężem. Kocha go jednak miłością tak wielką i czystą, że raz po raz wybacza mu jego niedoskonałości. W dniu trzecich urodzin Antosia, kobieta zawozi swojego najmłodszego syna do szpitala, by zapracowany ojciec mógł mu złożyć życzenia. Nikt by się jednak nie spodziewał, że wieczór ten zakończy się aż tak wielką tragedią, a obwiniać się o nią będzie cały sztab ludzi bezpośrednio i pośrednio związanych z całą tą sprawą. Jakie przeciwności losu będą czekały na Michała Sokołowskiego? Czy uda mu się dojść do siebie po tej nieoczekiwanej stracie i wyciągnie wnioski ze swojego postępowania?

Muszę przyznać, że Katarzyna Michalak miała bardzo fajny pomysł na napisanie tej powieści i gdyby zrobiła to porządnie, "Nie oddam dzieci" stałoby się moją ulubioną książką, której autorką byłaby nasza rodzima pisarka. Tymczasem już od pierwszych stron zauważyłam, że Kejt Em nieco poniosło i zamiast naprawdę fajnej pozycji literackiej, mamy do czynienia z marnej jakości kiczem. Szczerze mówiąc wolałabym nie pamiętać faktu, że kiedykolwiek miałam do czynienia z tą historią i to jeszcze w tak beznadziejnej formie! Chyba po raz pierwszy w swojej blogowej karierze, wzięłam w dłoń długopis i wszystkie te absurdalne momenty zaznaczałam, by nie zapomnieć ich wypunktować. Zacznijmy może od stworzonych przez autorkę bohaterów, którzy w moim mniemaniu zostali aż do bólu przerysowani. Nie chodzi mi oczywiście o to, że na świecie nie istnieją pracoholicy, narkomanii, czy też lubujący się w przemocy psychopaci, ponieważ tacy ludzie rzeczywiście żyją wśród nas i dopóki nie stanie się jakaś większa tragedia, nie ma chętnych do tego, by zrobić z nimi jakikolwiek porządek. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, że Katarzyna Michalak wydaje się nie znać granicy między realizmem opisywanej sytuacji, a swoją wybujałą wyobraźnią, która w moim odczuciu niszczy wszystko co danej pozycji mogłoby znaleźć się na naprawdę wysokim poziomie. Tadeusz i Alfred stali się tak skrajnie zbezczeszczonymi bohaterami, których zachowanie ani przez chwilę mnie nie przeraziło, a co najwyżej rozśmieszyło. Czytanie o ich poczynaniach mogłabym porównać do nieudolnych prób zwrócenia na siebie uwagi uczniów przez nauczyciela matematyki - uda mu się to tylko w nielicznych przypadkach. Nie rozumiem w ogóle, dlaczego ludzie biorą się za coś o czym nie mają zielonego pojęcia. Jeśli ktoś decyduje się pisać o wyjątkowo bestialskich wydarzeniach to niech to zrobi odpowiednim do tego językiem, a nie próbuje udawać kogoś kim w ogóle nie jest. Rzadko decyduje się na umieszczanie cytatów w swoich powieściach, jednak czego nie robi się dla pisarki chlubiącej się tym, że z nie wiadomo jakich powodów, trafiają one na czołowe miejsca list bestsellerów i przez bardzo długi czas, nikt nie jest wstanie ich stamtąd zepchnąć.

"Wyglądała na jakieś piętnaście lat, uśmiech miała tak niewinny, że niemalże dziewiczy, ale spod kurtki wystawał rąbek kusej sukienki, a z dekoltu wyrywała się na wolność para okrągłych piersi. Tadek zerknął w rowek między nimi i poczuł, że jest gotów. Gdyby dziewczyna usiadła na miejscu pasażera, bez wahania wyciągnąłby fiuta i zmusił ją, by wzięła go do ust"[1].

Muszę przyznać, że przytoczony wyżej fragment powieści, prezentuje się całkiem przyzwoicie w porównaniu do innych kwiatków, które w możemy w niej znaleźć. Niejednokrotnie poraził mnie brak empatii autorki w stosunku do opisywanych przez nią wydarzeń. Rozumiem, że w tego typu przypadkach należy się wczuć w określoną sytuację, by w jak najbardziej produktywny sposób przelać swoje myśli na papier jednak, czy trzeba robić to w tak prostacki i niczego niewnoszący sposób? Zapewne Katarzyna Michalak obrała sobie za główny cel wzbudzenie w czytelnikach wielkich emocji, w końcu sama pisarka zapłaciła spora cenę za wyprodukowanie historii Michała, szkoda tylko, że nie była ona w stanie ochronić tej pozycji literackiej przed swoją zgubną wyobraźnią. Zresztą, bohaterowie to nie tylko Alfred Niro i Tadeusz Marszak, ale i również sztab wielu innych osób, które mimowolnie pojawiały się na poszczególnych kartach "Nie oddam dzieci". Na temat każdej z nich mogłabym napisać kilkustronicowy referat, bo prócz sierżanta Jacka Drozda, którego postać została przedstawiona w miarę realnie, wszystkie inne są doskonałym dowodem na to, że Kejt Em powinna wyjść nieco do ludzi i poznać ich zachowania, aniżeli wklepywać w komputer coś co jako całość nie posiada nawet racji bytu. Weźmy chociaż pod uwagę postać policjanta, który dziwnym trafem na służbie był sam i jakoś w żadnym momencie tej powieści nie zostało powiedziane, że pełni on służbę w towarzystwie swojego partnera, a tak to chyba powinno wyglądać w rzeczywistości.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Katarzyna Michalak z wydarzeń, które zasługiwały na choćby odrobinę szacunku, urządziła wielki kicz. Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne wspominałam już o tym we wcześniejszych fragmentach swojej opinii, ale w dalszym ciągu nie jestem w stanie zrozumieć: jak tak w ogóle można? Pierwsze miejsce w tej kategorii należą się bez wątpienia scenie, w której Michał Sokołowski informuje swoje dzieci, rodziców i teściów o tragicznym wypadku. Byłam przygotowana na skrajnie różne reakcje poszczególnych bohaterów, ponieważ w fazie szoku człowiek ucieka się do najrozmaitszych zachowań i w żadnym wypadku nie jest w stanie ich kontrolować, jednak autorka nie wytrzymała i jej podświadomość musiała wtrącić swoje trzy grosze do opisu tych chwil. Nie jestem w stanie ubrać tego w odpowiednie słowa, bo ten cyrk należałoby po prostu zobaczyć. Zadziwiające jest również to, że niemalże w jednej chwili bliscy odwracają się od Michała Sokołowskiego i zamiast wspierać go w trudnych dla niego chwilach, obie ze stron szykują się do frontalnego ataku, który będzie miał na celu odebranie głównemu bohaterowi trzynastoletnią Maję, sześcioletniego Zbynia oraz dopiero co narodzonego Stasia. Jakim prawem autorka z ich tragedii uczyniła niskiej jakości sensację, która w ogóle nie powinna była ujrzeć światła dziennego.

"Zabrać ich do siebie, miejsca w wilii na Mokotowie jest dosyć, i zajmować się nimi dotąd, aż Michał, jej syn, stanie się dawnym sobą, spokojnym, zrównoważonym człowiekiem, przejdzie terapię, wróci do domu i będzie mógł opiekować się dziećmi. Ale... dwoje dzieci w ich domu... Przecież ona, Maria, ze swoim reumatyzmem i kłopotami ze wzrokiem nie poradzi sobie z opieką nad sześcioletnim Zbyniem i trzynastoletnią Mają! O niemowlęciu jakoś wszyscy zapomnieli (...) Maria podjęła decyzję. Obok chmurnie milczał mąż. Nawet nie zająknął się, by to oni mogli wziąć wnuki do siebie. Wahał się jedynie, czy dać szansę synowi..."[2].

Czy tego rodzaju kipisz miałby rację bytu w realnym życiu? Fragmentarycznie być może i tak, ale na pewno nie jako spójna całość i ale to i tak po wcześniejszym przeredagowaniu wszystkich opisów i dialogów. Mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie wskazać choćby kilku fragmentów przemawiających na korzyść "Nie oddam dzieci", ponieważ fakt, że utwór ten czyta się naprawdę lekko i sprawnie, dla nikogo nie jest już żadną nowością. Zadziwiające wydaje się również to, że z pomocą Michałowi ruszyli zupełnie obcy ludzie, a rodzina w bardzo krótkim czasie wypięła się na niego i o mało nie doprowadziła do jeszcze większej tragedii. Wątpię by jacykolwiek szanujący się rodzice, odwrócili się od swojego dziecka. To już polityk Niro bardziej się postarał, choć tym kierowały zupełnie inne pobudki. Śmiechu warte wydają się również wszystkie te przemyślenia, w których poszczególne postacie oskarżają się o śmierć Marty Sokołowskiej i bynajmniej nie chodzi mi o samo odczuwanie przez nich poczucia winy, a o podkreślanie tego niemalże na każdym kroku. Podobny zabieg stosuje ona również w odniesieniu do innych wątków tej historii (m.in ciągle powtarzanie faktu, że "gnidy" żyją, a biedna Martusia i Antoś nie). Takim sposobem autorka nie wzbudzi w swoich czytelnikach jeszcze większego współczucia dla zmarłej i jej najbliższych, a wzbudzi w nich jeszcze większy gniew i chęć wyrzucenia tej powieści do kosza. 

"Michał, Tadek i Alfred... Losy tych trzech tak różnych mężczyzn już niedługo splotą się nieodwracalnie. Jeden ocali ludzkie życie. Drugi zabije dwie niewinne istoty. Trzeci zawiśnie w więziennej celi. A bezprawiu i niesprawiedliwości jak zwykle stanie się zadość"[3].

Niewątpliwie mamy do czynienia z jedną z najsłabszych książek stworzonych przez Katarzynę Michalak, choć od wczoraj zastanawiam się, czy ten tekst aby na pewno zasługuje na to, by nazywać go mianem powieści. W tym miejscu należałoby również wspomnieć o sztywnych opisach, które momentami sprawiały, że czułam się tak jakbym czytała tę pozycję literacką podczas niezbyt udanych wakacji na Grenlandii - szczękościsk murowany i bynajmniej nie z powodu gromadzących się w organizmie czytelnika emocji i uczuć. Na potępienie zasługują również wszelkie wstawki autorki, które mają miejsce bezpośrednio przed przeniesieniem akcji od jednego bohatera to drugiego. Czy Kejt Em nie widzi, jak bardzo te elementy wpływają na niekorzyść tej powieści? Czy tak trudno było jej poczekać, aż czytelnicy sami poznają dalszy ciąg wydarzeń, że musiała uciekać się do umieszczania w niej samonośnych spolejrów? Tego typu fragmentów podczas czytania zaznaczyłam chyba najwięcej i wydawały mi się być do duszy.


"Gdy za sześć minut dostanie wezwanie do wypadku i zobaczy, że to samo bmw, które własnie przepuścił zabiło kobietę z dzieckiem..."[4].

Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo jestem wściekła na autorkę, że w ten sposób podeszła do obranego przez siebie tematu. Pomysł sam w sobie wydaje się być naprawdę trafiony, ale wydaje mi się, że jeśli człowiek nie potrafi podejść do niego w odpowiedni sposób to nie powinien w ogóle się za niego zabierać. Zdaję sobie sprawę z tego, że Katarzyna Michalak uważa się za nadzwyczaj ambitną osobę, ale może przyszedł czas, by realnie oceniła swoje szansę i nieco odpuściła, bo być może to jej chciejstwo przyczynia się do tych wszystkich literackich tragedii. Strasznie żałuję, że problematyka ta nie została poruszona przez kilku innych pisarzy, bo jestem pewna, że wtedy można byłoby charakteryzować "Nie oddam dzieci" jako dramatyczną, wstrząsającą i do bólu prawdziwą. W chwili obecnej mamy raczej do czynienia z czarnym humorem w czystej postaci i ciemno można byłoby stwierdzić kto jest twórcą. Nie da się ukryć, że w podobnym tonie nagrywane są przez pisarkę filmiki na jej autorski vlog i już raczej nic nie będziemy w stanie na to poradzić, jeśli ona sama nie zechce czegoś zmienić. Głupio mi tylko, że zostałam postawiona w sytuacji, w której zmuszona jestem postawić niską notę lekturze, która w samym zamyśle na to w ogóle nie zasługuje. Nikt jednak nie mówił, że życie jest sprawiedliwe...


Moja ocena: 2/10

sobota, 2 maja 2015

Katarzyna Michalak - W imię miłości

Książki Katarzyny Michalak można kochać lub nienawidzić i bynajmniej nie ma to żadnego związku z poruszaną przez autorkę tematyką. Chodzi tu raczej o nadzwyczajne szybkie tempo pracy autorki, która niewątpliwie odbija się na jakości wydawanych przez nią dzieł, choć bez wątpienia znajdą się osoby uważające, że wcale tak nie jest. Wydaję mi się, iż tak naprawdę punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nigdy nie oceniam gustów czytelniczych innych Moli Książkowych, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że każdy z nas jest inny i potrzebuje do szczęścia czegoś innego, jednak nie oszukujmy się, istnieją również takie osoby, które podświadomie będą wychwalać danego autora ze względu na utrzymywany z nim kontakt. 

Wieloletnie doświadczenie udowodniło mi, że w sumie to jest jedyny sposób, by taka znajomość trwała. Wystarczy jedna negatywna opinia, a niektórzy z polskich autorów potrafią obrazić się do tego stopnia, że nie zwracają nawet uwagi na to, że obrabiają tyłek danemu blogerowi z jego bardzo dobrym znajomym. Inni jeszcze grupa pisarzy ma w naturze błyskawiczne usunięcie nieschlebiających im czytelników ze wszystkich możliwych komunikatorów, a co poniektórzy nawet roszczą sobie prawo do tego, by wybierać blogerom strona, na które mogą oni wchodzić, a które czym prędzej powinni znielubić tylko dlatego, że opublikowano na nich niesprzyjający dla nich post. Wróćmy jednak do faktycznego tematu dzisiejszej opinii, a mianowicie do kilku słów dotyczących mojego spotkania z jedną z bestsellerowych powieści pani Katarzyny Michalak. 

Dziesięcioletnia Ania nie ma łatwego życia. W odróżnieniu od innych dzieci, nie może sobie pozwolić na beztroską zabawę ze swoimi rówieśnikami, ani nawet na napełnianie swojego brzuszka pysznymi obiadkami autorstwa mamy. W jej domu to właśnie ona została obarczona wszystkimi obowiązkami, ponieważ rodzicielka bohaterki ciężko zachorowała, a ojciec ją porzucił. Pewnego dnia matka Ani zostaje zabrana do hospicjum, a dziewczynka w obawie przed zabraniem jej do domu dziecka, decyduje się odnaleźć dom człowieka, który przed wielu laty wyrzucił je obie za drzwi. Dziesięciolatce dość trudno jest się zaadaptować do nowej sytuacji i bynajmniej nie pomaga jej w tym wyjątkowo złośliwa kuzynka, która robi wszystko co w swojej mocy, by uprzykrzyć życie nieakceptowanego przez nią członka rodziny. Jakie tajemnice kryje przed wnuczką jej dziadek? Dlaczego w tak niegodziwy sposób zachował się on wobec najważniejszych kobiet w swoim życiu? Jaką rolę w całej tej historii odegra ojciec dziewczynki i czy uda mu się dojść do porozumienia ze swoją dziesięcioletnią córką?

"W imię miłości" dane było mi przeczytać na przełomie lipca/sierpnia 2013 roku, jednak w dalszym ciągu pamiętam towarzyszące mi wówczas emocje. Dzięki tej powieści ponownie uwierzyłam w to, że Katarzyna Michalak jeśli tylko się postara to jest w stanie napisać naprawdę przyzwoitą książkę, która skłania człowieka do licznych refleksji, a jednocześnie pobudza w nim wytwarzanie się endorfin. Strasznie żałuję, że nie wszystkie pozycje literackie tworzone przez tę pisarkę mogę pochwalić i polecić swoim znajomym, bo po prostu nie wszystkie na to zasługują. Jakość tworzonych przez nią historii jest bowiem uzależniona od poziomu rozbudowania planu wydawniczego na dany rok. Oczywiście jestem świadoma tego, że podobne zdanie powtarzam w dzisiejszym poście już po raz drugi, ale naprawdę tęsknie za powieściami tej autorki, które momentami były lekkie i niezobowiązujące, jednak przez cały ten czas znajdowały się na dość fajnym poziomie. Po niezbyt udanym "Mistrzu" i "Sklepiku z Niespodzianką. Lidka" polska pisarka ponownie powróciła na dobry tor i choć sytuacja ta nie trwała zbyt długo, ponieważ niedługo potem na rynek wydawniczy trafiły dużo słabsze pozycje literackie, to cieszę się, że miałam okazję przeczytać "W imię miłości". Książka ta bowiem w stosunkowo fajny sposób ukazuje nam cierpienie dziecka, które o wiele za wcześnie zmuszone jest do usamodzielnienia się i walki o lepsze jutro. Bardzo podziwiam Anię i jej determinację w dążeniu do postawionego sobie celu, ale zachowanie tej dziewczynki świadczy również o wielkiej mocy bezwarunkowej i zarazem szczerej miłości najmłodszych istot tego świata do swoich bliskich. Chociażby dla tych dwóch niezwykle mocnych akcentów tej książki należałoby czym prędzej ją przeczytać i zastanowić się nad tym, jak wiele dzieci znajduje się w podobnej sytuacji, a my nie robimy na dobrą sprawę niczego, by im pomóc, chociażby poprzez okazanie im swojego wsparcia.

Moja ocena: 8/10

wtorek, 25 grudnia 2012

Świąteczny konkurs u Leny - zmiana regulaminu

Z okazji Bożego Narodzenia, chciałabym Was zaprosić do wzięcia udziału w organizowanym przeze mnie konkursie. Większości regulamin jest już znany. Ze swojej strony dodam jeszcze tylko, że z okazji trwającego święta, postanowiłam nieco zmodyfikować regulamin. Odpowiedzi na pytanie konkursowe możecie przesyłać w formie maila (tak jak było to do tej pory), albo w postaci komentarza. Obie formy będą przeze mnie brane pod uwagę!!!

KONKURS PRZEDŁUŻONY DO 20.01.2013 (23:59)!!!

* * * 

Od jakiegoś czasu prowadziłam rozmowy z Wydawcami, które umożliwiłyby mi zorganizowanie dla Was tego konkursu. Mam nadzieję, że moja propozycja się Wam spodoba i tłumnie weźmiecie udział w przygotowanej z okazji świąt Bożego Narodzenia, zabawie. Muszę przyznać, że sama widziałabym wśród poniższych nagród takie, które z ogromną przyjemnością, widziałabym na swojej półce. Zanim jednak do nich przejdziemy, zapraszam Was do zapoznania się z REGULAMINEM:

Regulamin:

  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Recenzje Leny".
  2. Konkurs trwa od 06.12.2012 r. do 31.12.2012 r. (do godziny 23.59).
  3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
  4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres rywalizacja.swiateczna@gmail.com w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  5. Sponsorem nagród są : Wydawnictwo Muza S.A., Wydawnictwo Papierowy Księżyc, Wydawnictwo Hachette Polska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Innowacyjne Novae Res, Wydawnictwo Galeria Książki, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Wydawnictwo Literackie, Księgarnia Internetowa Selkar.
  6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić komentarz, zawierający Wasz nick, a także adres mailowy, z którego będziecie wysłać do mnie prace konkursowe.
  7. Każdy uczestnik konkursu zobowiązany jest również odpowiedzieć na pytanie: W jakim miejscu chciałbyś (chciałabyś) spędzić swoje wymarzone święta?
  8. Prace konkursowe należy przesyłać na adres: rywalizacja.swiateczna@gmail.com. Mogą to być odpowiedzi bezpośrednie, jak i również opowiadania, wiersze itd. 
  9. Całość pracy nie powinna przekraczać 2500 tysiąca znaków, natomiast granica dolna zależy od inwencji twórczej osób biorących udział w konkursie. W przypadku odpowiedzi bezpośrednich, prosiłabym o uzasadnienie swojego wyboru.
  10. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce. 
  11. Do dobycia są cztery zestawy książek, których fundatorami są wymienione wyżej wydawnictwa, a wartość nagród jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na ich okładkach.
  12. Zwycięzcami konkursu zostaną osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu jury, w skład którego wchodzą: autorka bloga "Recenzje Leny", a także dwie wybrane przez nią osoby. Decyzja o ogłoszeniu zwycięzcy jest całkowicie subiektywna.  
  13. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: rywalizacja.swiateczna@gmail.com.

* * *

Przyszła pora na przyjemniejszą część dzisiejszego postu. O to zestawy książek, które już niedługo trafią do czterech laureatów. Z góry przepraszam za kiepską jakość zdjęć. Niestety aparat odmówił mi posłuszeństwa i zmuszona byłam do użycia w tym celu kamery.

 
 PIERWSZE MIEJSCE:


Do tego zestawu na 50% dołączy "Podróż do Miasta Świateł" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.

DRUGIE MIEJSCE:

  
Podobnie jak w przypadku nagrody głównej, do tego zestawu na 50% dołączy "Podróż do Miasta Świateł" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.

 TRZECIE MIEJSCE:


 WYRÓŻNIENIE:


Do tego zestawu dołączy "Morze ognia. Władca Barcelony II" Chufo Llorens 

 * * *



Byłabym wdzięczna, jeśli informacja o konkursie pojawiła się również na Waszych blogach. 
  Możecie w tym celu wykorzystać powyższy baner. Nie jest to jednak obowiązkowe.

* * *

Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tego konkursu i przekazali na jego potrzeby wspaniałe nagrody. Są wśród nich oczywiście: Wydawnictwo Muza S.A., Wydawnictwo Papierowy Księżyc, Wydawnictwo Hachette Polska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Innowacyjne Novae Res, Wydawnictwo Galeria Książki, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Wydawnictwo Literackie, Księgarnia Internetowa Selkar. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się tu w takim składzie. Za wszystkich biorących udział w tej rywalizacji, trzymam kciuki!!! Niech wygra najlepszy!!! Pozdrawiam Lena173

    czwartek, 20 grudnia 2012

    Agnieszka Pilaszewska - Przepis na życie

    Przed przeczytaniem tego utworu, obejrzałam dla pewności kilka odcinków serialu, którego scenarzystką okazała się być Agnieszka Pilaszewska. Jestem wielką miłośniczką porównywania do siebie książek i ich ekranizacji, jednak strasznie żałuję momentów, w których jedna od stron okazuje się być znacznie gorsza od drugiej. Byłam strasznie ciekawa jak to wszystko będzie wyglądać po przeczytaniu przeze mnie "Przepisu na życie". Muszę przyznać, że sama jestem zdziwiona emocjami, które dzięki niej odkryłam. Zacznijmy od samego początku.

    W dniu szesnastej rocznicy ślubu, Anna zostaje poinformowana przez swojego męża o istnieniu tej trzeciej. Niedługo później na jaw wychodzi różniej informacja o tym, że główna bohaterka jest w ciąży i wraz z szesnastoletnią córką nie są już na tym świecie same. Z początku kobieta wydaje się być przytłoczona tymi informacjami i nie ma ochoty na nic z wyjątkiem leżenia w łóżku, jednak z biegiem czasu powraca ona do w miarę normalnego funkcjonowania. Mniej więcej w tym samym czasie, w życiu brunetki pojawia się dwóch tajemniczych mężczyzn, który raz na zawsze odmienią jej dotychczasową egzystencję. Co prawda każdy z nich jest zupełnie inny, jednak czy tak jest w rzeczywistości? Jakie elementy łączą ich ze sobą, a jakie dzielą? Jak dalej potoczą się losy atrakcyjnej Warszawianki?

    Nigdy przedtem nie spotkałam się z tak dosłowną książką. Nie było w niej sceny, która w jakikolwiek sposób zachęciłaby mnie do dalszego czytania tego utworu. Większość poznałam już przy okazji oglądania serialu i myślę, że więcej nie było mi do szczęścia potrzebne. Obcując z tą powieścią miałam wrażenie, że poruszam się po własnym mieszkaniu i nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne. Szkoda tylko, że znam je już na pamięć i nic nie jest w stanie mnie w nim zaskoczyć. Strasznie żałuję, że przygodę z tym utworem rozpoczęłam od obejrzenia serialu, ponieważ wtedy miałabym szansę na uczciwe ocenienie tej historii. Obie te formy przekazu wydają mi się aż nad to bliźniacze i przez to nie byłam w stanie ich obiektywnie ocenić. 

    "Przepis na życie" jest pozycją literacką, której nie powinniśmy czytać po bezpośrednim zapoznaniu się z jej adaptacją filmową. Dzięki temu uda nam się stworzyć dystans między obiema formami przekazu, a czytanie książki okaże się dla nas dzięki temu wielką przyjemnością, a nie męką. Osobiście strasznie żałuję, że nie zrobiłam sobie kilku tygodni przerwy, tylko od razu pochłonęłam ten utwór i nieco się rozczarowałam. Wydaje mi się, że one do siebie aż nadto podobne i przez to moje uczucia w stosunku do tej pozycji literackiej są takie a nie inne. Jeśli jednak miałabym oceniać historię Anki bez wcześniejszego oglądania serialu, to powiedziałabym, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z równie intrygującą i zarazem odprężającą pozycją literacką. Co prawda nie odnalazłam w niej niczego co mogłoby ją zakwalifikować do grona literatury wybitnej, jednak z całą pewnością nadaję do czytania na zimowe wieczory. Myślę, że nie ma na tym świecie osoby, która nie chciałaby odpocząć od szarej rzeczywistości, a ta lektura idealnie się do tego nadaje.

    Wydawnictwo Literackie, listopad 2012
    ISBN: 978-83-08-05009-5
    Liczba stron: 470
    Ocena: 6/10


    * * *

    ZACHĘCAM DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KONKURSIE.
    NA ZWYCIĘZCÓW CZEKAJĄ WSPANIAŁE NAGRODY!!!

    UWAGA KONKURS!!!!

    piątek, 14 grudnia 2012

    Stosik 21/2012

    Dzisiaj krótko i treściwie. Powolutku mam już dosyć swojej uczelni. Niby zaliczeń jako takich nie mam, ale Instytut Pedagogiki i bez tego zapewnia nam różnego rodzaju atrakcje, które przestają być śmieszne. W dniu dzisiejszym rozpoczęłam na przykład zajęcia, które z powodu choroby wykładowcy, do tej pory się nie odbywały. W zeszłym tygodniu otrzymaliśmy informację, że będą się one odbywać do końca semestru po trzy godziny co dwa tygodnie. Być może byśmy to jakoś znieśli, gdyby nie to, że osoba prowadząca przedmiot stwierdziła, że musimy wyrobić 30h i że będziemy się umawiać nadprogramowo. Po prostu świetnie... Mam nadzieję, że wszystko uda się załatwić na naszą korzyść. Póki co babka odpowiedzialna za całą sytuację odpoczywa na zwolnieniu lekarskim. Korzystając z chwili wolnego, przedstawiam Wam stosik, który niezwykle cieszy moje przemęczone oczy. Irenka, gdy dowiedziała się, że dodam go na blogu, o mało nie oszalała z radości. Coś w tym jest...


    Od góry:

    1. "Niechciana prawda" Agata Kołakowska
    2. "Wiśniowy Dworek" Katarzyny Michalak
    3. "Wróżbiarze" Libba Bray
    4. "Miasto Zagubionych Dusz" Cassandra Clare
    5. "Trafny wybór" J.K. Rowling
    6. "Przepis na życie" Agnieszka Pilaszewska

    No i co ja mam Wam powiedzieć? Myślę, że powyższe tytuły mówią same za siebie i nie mogę się już doczekać chwili, w której dane mi będzie je przeczytać. Co prawda "Wiśniowy Dworek" i "Miasto Zagubionych Dusz" są już za mną i gorąco zachęcam Was do ich lektury, jednak jestem na 100% pewna, że powrócę do nich jeszcze nie raz. "Przepis na życie" zaczęłam czytać kilka dni temu i nieco mnie rozczarowała. Póki co mam wrażenie, że jest ona wiernym odzwierciedleniem serialu i nie jestem pewna, czy   dalsze zagłębianie się w tym utworze ma jakikolwiek sens. 

    * * *

    ZACHĘCAM DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KONKURSIE.
    NA ZWYCIĘZCÓW CZEKAJĄ WSPANIAŁE NAGRODY!!!

    UWAGA KONKURS!!!!

    Zobaczymy jak to dalej będzie, a tymczasem znikam do swoich zajęć, a zapowiada się ciekawy weekend. A jak tam Wasze plany dwa najbliższe dni? Czytaliście już którąś z powyższych powieści? Podobały się Wam?

    piątek, 30 listopada 2012

    Katarzyna Michalak - Wiśniowy dworek

    Jestem święcie przekonana, że jeszcze dwa lata temu, moje zdanie na temat twórczości tej autorki byłoby mocno podzielone. Stosunkowo rzadko sięgałam po tego typu utwory i niestety byłam do nich dość mocno uprzedzona. Dopiero stopniowe oswojenie się z tego typu literaturą sprawiło, że nauczyłam się czerpać z niej przyjemność i zadowolenie. Publikacje Katarzyny Michalak mają to do siebie, że bardzo szybko uzależniają od siebie Moli Książkowych i nie pozwalają im na zbyt wczesne odłożenie ich na półkę. Oczywiście ma to  swoje dobre strony i gdy tylko sięgam po utwory napisane przez tą autorkę, mogę być całkowicie pewna, że najbliższe godziny spędzę w towarzystwie osób, które dane będzie mi obdarzyć szeroko pojętą sympatią i zrozumieniem. Dlaczego właśnie ucieszyłam się, gdy "Wiśniowy dworek" trafił do mojego domu i czym prędzej zabrałam się za jego czytanie.

    "Wiśniowy dworek" opowiada swoim czytelnikom historię dwóch kobiet, które poznały się podczas wyjazdu do Jastrzębiej Góry. Informacja o istnieniu tej drugiej spadła na nie zupełnie niespodziewanie. Nie przeszkodziło im to jednak we wzajemnym zrozumieniu swojej bliźniaczej połówki, a także w nadrobieniu zaległości, które wiązały się z rozdzieleniem sióstr tuż po narodzinach. Po kilku dniach znajomości Danusia i Danka wpadają na pewien szalony pomysł, który raz na zawsze zmieni ich dotychczasowe życie. Czy dziewczynom uda się spełnić swoje największe marzenia? Jakie tajemnice kryje przed nimi zatajona niegdyś prawda? Kim okaże się mężczyzna, który przygląda się im z niezwykłą uwagą?

    Gdy trzy dni temu zakończyłam lekturę tej książki, byłam niemalże pewna, że opinia na temat tego utworu będzie strasznie rozbudowana. Oczywiście jak zwykle nie spisywałam swoich wrażeń na bieżąco i w związku z tym, połowa z nich umknęła z mojej pamięci bezpowrotnie. Strasznie tego żałuję, bo były wśród nich myśli, które raz na zawsze odmieniły moje spojrzenie na niektóre sytuacje, jak jestem niemalże pewna, że powrócą one do mnie, gdy po raz kolejny spotkam się z bohaterami tego utworu. Katarzyna Michalak jest mistrzynią w przekazywaniu swoim czytelnikom emocji, które nie zawsze znajdują się w zasięgu naszego wzroku. W tego typu publikacjach jest to niezwykle ważne, więc cieszę się, że po raz kolejny było mi dane tego doświadczyć. Co prawda na samym początku sądziłam, że "Wiśniowy dworek" jest pod pewnym względem kopią "Lata w Jagódce", jednak bardzo szybko okazało się, że prawda na temat tej książki jest zupełnie inna i o wiele bardziej złożona.

    Bohaterowie tego utworu sprawili, że spędziłam czas w naprawdę doborowym towarzystwie. Mam nawet cichą nadzieję, że autorka zdecyduje się na kontynuację tej powieści, bo muszę przyznać, że jestem strasznie ciekawa, jak dalej potoczą się losy niezwykłego mężczyzny, który pojawił się w tej publikacji i który bezpowrotnie skradł moje dwudziestodwuletnie serce. Dlatego właśnie chciałabym Was skłonić do zapoznania się z treścią tej książki. Jestem niemalże pewna, że nie pożałujecie czasu, który będziecie musieli przeznaczyć na jej przeczytanie. Katarzyna Michalak posługuje się naprawdę przyjemnym językiem, a tworzone przez nią historie bywają niezwykle przyjemne w odbiorze. Być może dla niektórych nie należą one do grona literatury wybitnej, jednak chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejsze jest to, aby słowo pisane dawało nam radość i rozluźnienie. W dzisiejszych czasach bywa go coraz mniej i cieszę się, że dzięki powieściom tej autorki, dane nam jest zapomnieć o troskach dnia codziennego.


    Wydawnictwo Literackie, listopad 2012r.
    ISBN:  978-83-08-05012-5
    Liczba stron: 312
    Ocena: 7/10 


    Książkę możecie kupić na: 

    piątek, 28 września 2012

    Stosik 17/2012 (Bujaczkomania)

    Nie zdążyłam dobrze wrócić z praktyk, gdy napisała do mnie Irenka z pytaniem, czy zawitał już do mnie listonosz. Nieco zdziwiona pobiegłam do skrzynki i chwilę później trzymałam w swoich dłoniach, pozostawione przez pracownika Poczty Polskiej awizo. Czym prędzej sięgnęłam po telefon i po pięciu długich minutach, okazało się, że wspomniany wcześniej 'Paczkonosz', zawita do mnie około godziny szesnastej. Nie muszę chyba mówić, że ucieszyłam się z tego powodu niemiłosiernie? 


    Takim o to akcentem zostałam przywitana przez uroczenie Listonosza. Muszę przyznać, że był całkiem, całkiem i sama nie wiedziałam, czy mam się skupić na trzymanych przez nich książkach, czy raczej na jego skromnej osobie. Miłość do literatury zwyciężyła w tej walce i nie dalej, jak kilka minut później, ruszyłam do kuchni po swojego największego przyjaciela...


    Z tego wszystkiego, nie zdążyłam nawet porządnie wytrzeć noża... Tak to już jest, gdy mentalnie czuje się na sobie wzrok Irenki, która po drugiej stronie monitora, nerwowo przebierała kopytkami. Tak niecierpliwego człowieka, to ja jeszcze nie widziałam!!!


    Także i ja musiałam wykazać się opanowaniem. Od kilku miesięcy, gdy wysyłamy sobie z Irenką książki, ona ciągle marudzi, że tak zakleję karton, że ona przez pół dnia musi go potem otwierać. Tym razem nie była jednak lepsza. Gdy cieszyłam się już, że pokonałam największą barierę, okazało się, że pod papierem znajdował się zaklejony szczelnie karton i po raz kolejny zmuszona byłam tępić swój ulubiony nóż.

     

     Pomijam już fakt, że Irenka chce mnie chyba utuczyć... Na całe szczęście Domownicy bardzo się ucieszyli na myśl o tych cudownościach!!!


    Tak o to prezentowały się moje perełki, bo dostaniu się do ogromnego pudła. Jestem nieco rozczarowana tym zdjęciem... Za wszelką cenę chciałam nabrać nieco Irenkę i już nawet powiedziałam jej, że jednej z poniższych książek nie otrzymałam. Dopiero przez kilkoma sekundami zauważyłam, że znajdowała się ona na samym wierzchu...


    Na swoim blogu Irenka twierdzi, że jestem Wariatką... Być może i ma Ona trochę racji, jednak to samo określenie tyczy się również jej osoby. Patrzcie jakie cudowności dla mnie wyszperała!!! Kocham Cię i to nawet bardzo, bardzo!!!! Sprawiłaś mi ogromną przyjemność tymi powieściami. Ty jedna wiedziałaś, jak mi na nich zależało. Nie wiem jak Ci się odwdzięczę!!! Obiecuję Ci, że na Święta wymyśle dla Ciebie coś równie fantastycznego. Przy okazji uduszę Cię!!! Umawiałyśmy się na dziewięć, a nie dziesięć książek!!!

    środa, 4 kwietnia 2012

    Marta Fox - Zuzanna nie istnieje

    Marta Fox - pisarka, poetka, prozaik, felietonistka i eseistka. Jej wiersze tłumaczone były na język angielski, niemiecki, hiszpański. Autorka przeszło dwudziestu książek, w tym powieści "Kobieta zaklęta w kamień", wydanej przez WL, w 2009 roku. Dwukrotna zdobywczyni Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Literatury Miłosnej. W 2006 roku otrzymała honorowe odznaczenie Zasłużony dla Kultury Polskiej. Laureatka wyróżnienia Polskiej Sekcji IBBU za cykl autorski "Pierwsza miłość".

    Zapoznanie się z twórczością Marty Fox znalazło się na liście moich priorytetów już kilka miesięcy temu. Zachęcona pozytywnymi recenzjami, nie mogłam doczekać się chwili, w której osobiście zasiądę do lektury którejś z jej powieści. Moment ten nadszedł całkiem niespodziewanie, a gdy już do niego doszło, nie mogłam oprzeć się pokusie, by nie przeczytać całości utworu jednym tchem. Niestety koleżanka, która towarzyszy mi niemalże każdego dnia, podstępem podebrała mi "Zuzannę" i zmuszona byłam poczekać z jej dokończeniem do momentu, w którym lektura ponownie trafiła w moje ręce. Nie obyło się oczywiście bez ponagleń ze strony znajomej, która miała zamiar opowiedzieć mi całość fabuły, nie zawracając sobie przy tym głowy, że tym samym ominęłaby mnie największa frajda. 

    "Zuzanna nie istnieje" przedstawia swoim czytelnikom dwójkę dorosłych ludzi - tytułową Zuzannę i Pawła. Oboje przeżyli stracę bliskiej osoby, która uniemożliwiła im prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Nie byli oni w stanie zaufać ludziom, których spotykali na swojej drodze i nie ważne, czy byli to znajomi z pracy, czy też najbliższa rodzina. To czym zajmowali się na co dzień, stało się dla tej dwójki automatyczne i pozbawione większego sensu, mimo że uzyskiwali w niej większe lub mniejsze sukcesy. Wszystko do czasu, w którym spragniona męskiego dotyku, kobieta udała się do jednego z wrocławskich klubów. To właśnie w nim spotkała trzydziestolatka, który miał stanowić dla niej odskocznię od szarej rzeczywistości. W bardzo krótkim czasie okazał się on być dla Zuzanny kimś znacznie bliższym. Oboje czuli to całymi sobą, jednak gdy po przebudzeniu Paweł zorientował się, że jego towarzyszki, nie ma w mieszkaniu a wszystko wygląda tak jakby w ogóle nie istniała, obiecuje sobie, że nie spocznie dopóki jej nie odnajdzie. 

    Marta Fox stworzyła powieść, która przez pierwszych kilkadziesiąt stron, zapierała dech w piersiach. Co prawda zbyt wiele się w nich nie działo, jednak przemyślenia głównych bohaterów na temat własnego życia. Każde z nich posiadało już swój bagaż doświadczeń i nie wierzyło, że może spotkać ich coś dobrego. Sądzili, że prócz potrzeb seksualnych, nie będą w stanie na nowo nikogo pokochać. W końcu jednak nadszedł taki moment, w którym zdezorientowanie zaistniałą sytuacją wzięło górę. Idealnie widać to na przykładzie Zuzanny, która przez dłuższy czas broniła się przed swoimi uczuciami i była okazywała się być dość niezdecydowana.  Podczas zagłębia się w całość lektury, poznajemy historię zarówno kobiety jak i Pawła, który w trakcie nocy spędzonej z nowo poznaną osobą, wreszcie poczuł się w pełni szczęśliwy. Niemalże na każdej stronnicy poznajemy uczucia, które dotyczą tego, co dzieje się we wnętrzach tej dwójki. 

    W przemyśleniach Zuzanny i Pawła znajdziemy wiele kwestii, które wpływają na spojrzenie czytelnika na całość sytuacji. Oboje dzielą się z nami swoim doświadczeniem, a także swoimi spostrzeżeniami, które udało im się zebrać na przestrzeni lat. Niestety momentami bywa to bardzo nudne, bohaterowie niemalże stoją w miejscu i powtarzają kwestię swojego poprzednika. Oczywiście robią to całkowicie nieświadomie, ponieważ nie mogą wiedzieć, co w tym samym czasie myśli drugie z nich. Nie mniej jednak dla czytelników takie powtarzanie kwestii, zmienione jedynie o narratora przedstawiającego sytuację, może być nieco nudne i bezcelowe. Na całe szczęście autorka posługiwała się dość ciekawym językiem, który w dużym stopniu rekompensował pozostałe braki. To właśnie dzięki niemu, książkę czytało się z niezwykłą łatwością i jakikolwiek zainteresowaniem. Dlatego właśnie powieść "Zuzanna nie istnieje" chciałabym polecić wszystkim tym, którzy poszukują mniej zobowiązującej lektury. Prawdopodobnie odnajdziecie w niej to czego oczekujecie.

    Wydawnictwo Literackie,  czerwiec 2011
    ISBN: 978-83-08-04736-1
    Liczba stron: 247
    Ocena: 5,5/10 

    sobota, 11 lutego 2012

    Stosik 02/2012

    Zdaję sobie sprawę, iż obiecywałam wstawiać stosiki jedynie raz w miesiącu. Niestety moje pierwotne założenia zostały nieco zniwelowane przez nadejście przesyłek, które w dużej mierze pochodzą z licznych wymian. Planowałam uszczuplić swojego zbiory o romanse paranormalne i jednocześnie zrobić miejsce na półkach, a tymczasem znowu wyszłam na zero. 


    Lewy stosik zdominowany jest przez twórczość Katarzyny Michalak, która ostatnimi czasy gości - w moich skromnych progach - dość często. Została ona okrzyknięta dobrym duszkiem sesji zimowej, która w całości jest już za mną. Recenzje "Roku w Poziomce" i "Powrotu do Poziomki" zamieściłam już jakiś czas temu. W niedalekiej przyszłości natomiast, chciałabym się zabrać za "Zmyśloną", "Sekretnik" i "Grę o Ferrin". W tym samym stosiku znajdują się również "Straceni" Jacka Ketchuma - jednego z moich ulubionych autorów, a także "Dziewczyna, która widziała zbyt wiele" Małgorzaty Wardy i "Ocal mnie" Lisy Scottoline, czyli nowości od Prószyńskiego.

    Środkowa sterta, to od góry: "Pocałunek anioła" E. Chandler, "Cudze życie" Frederique Deghelt, "Ładne kwiatki" Sue Morgolis, "Śmiertelne zespolenie" F. Tallis, "Pretty Little Liars. Zepsute" Sary Shepard, "Europa Blues" Arne Dahl, "Biały gołąbek z Kordoby" Dina Rubina, "Spadkobiercy" K.H.Hemmings, "Nie jestem seryjnym mordercą" i "Pan Potwór" Dana Wellsa.

    No i na koniec została nam trylogia Stiega Larssona, którą chciałam już poznać od dawien dawna, a która rozkochuje mnie w sobie coraz bardziej. Na dniach powinna się pojawiać recenzja pierwszego tomu tego cyklu, a po niej kolejne. Nieco wyżej widzimy zaś "Drugie życie pana Roosa" autorstwa H. Nessera , a także "Niech to się nigdy nie skończy" A. Edwardsona. 

    Macie swoje typy wśród tych książek?

    Tymczasem wracam do "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" i pozdrawiam Was spod ciepłego kocyka :)

    czwartek, 9 lutego 2012

    Katarzyna Michalak - Powrót do Poziomki

    Życie w Poziomce płynie własnym rytmem i wydawać by się mogło, że nikt (i nic) nie będzie w stanie zburzyć spokoju, który od dłuższego czasu panuje u Jasielskich. Ewa, Witold i mała Julijka cieszą się nawzajem z własnego towarzystwa i z nieukrywaną radością goszczą w swoich czterech kątach, przyjaciół. 

    Mijają tygodnie, a główna bohaterka dowiaduje się o planowanym przez męża wyjeździe do Korei. Kobieta robi wszystko aby móc towarzyszyć ukochanemu w podróży, jednak bardzo szybko okazuje się, iż cierpi ona na dość poważną alergię, która zmusza ją do zmiany planów. Podczas nieobecności Witolda, trzydziestolatce wpada do głowy wiele różnych pomysłów. Bywają one nieco uciążliwe dla jej znajomych, którzy z anielską cierpliwością znoszą najrozmaitsze dziwactwa Ewy. Z biegiem czasu kłopoty dopadają również mężczyznę, w którym Jasielska (wtedy jeszcze Złotowska) przez wiele lat się podkochiwała. Życie przyjaciół wywraca się do góry nogami, a wokół kręci się niejaka Michalak, która nie dość, że pojawia się nagle, to w dodatku obiera sobie ku temu najmniej odpowiedni moment. Czy związek Ewy i Witolda przerwa rozłąkę? Jakie tajemnice kryje w swoje Jasia, która podjęła się opieki nad małą Julijką?

    Zagłębiając się w lekturze "Powrotu do Poziomki" towarzyszyły mi mieszane uczucia. Co prawda jest to powieść, która przekonała mnie do siebie, jednak zanim do tego doszło, musiałam na nowo przyzwyczaić się do temperamentu bohaterki, który do najłatwiejszych niestety nie należy. W swojej czytelniczej karierze spotkałam wiele zwariowanych osób, jednak dopiero Ewa sprawiła, iż miałam ochotę do popełnienia czynu karalnego. Charakteryzowała się ona bowiem tendencją do spontanicznego działania i wpadania w panikę za każdym razem, gdy jej wyobraźnia dawała o sobie znać. Nawet najmniejsze objawy sprawiały, że kobieta sięgała po telefon by postawić do pionu Andrzeja, który musiał prócz własnych problemów, musiał również zapanować nad życiem swojej przyjaciółki. Jasielska taka po prostu była - najpierw siała zamęt, a dopiero z czasem dochodziła do wniosku, iż był on zupełnie nie potrzebny. 

    Na całe szczęście z biegiem czasu dziewczyna nieco się uspokoiła i można było skupić się na wydarzeniach, które mimo, iż czasami bywały zbyt sielankowe i nieco nieprawdopodobne, to nie dało się ich nie polubić. Posiadają one bowiem w sobie swojego rodzaju magię, która nie pozwala czytelnikom na bezkarne odłożenie lektury na półkę. Każdy z bohaterów posiada w sobie wiele pozytywnych cech i to one sprawiają, iż wiele osób nie potrafi przejść obok nich obojętnie.  Każdorazowe spotkanie z Jasią, Karoliną i całą resztą w mig przemienia się w ukazanie Molom Książkowym problemów, z którymi większość z nas boryka się na co dzień. Być może nie są one widoczne na pierwszy rzut oka, jednak dość sukcesywnie ukazują nam, że coraz większa ilość ludzi ma problem z akceptacją przypadłości, na które osoby zainteresowane nie mają najmniejszego wpływu. 

    Katarzyna Michalak po raz kolejny stworzyła powieść, która być może nie przypadnie do gustu czytelnikom wymagającym od książki wartkiej akcji i niekończącej się ilości ubarwień, jednak z całą pewnością znajdzie swoich odbiorców wśród ludzi, które w czytanych przez siebie pozycjach literackich, poszukują odrobiny swobody i dobrej zabawy. W końcu po to większość z nas sięga po słowo pisane. To prawda, że w przypadku "Powrotu do Poziomki" występuje zbyt wiele zdrobnień, jednak one także mają swój udział w pozytywnym odbiorze utworu. Bez nich nie byłby on już tym samym, jednak nie obraziłabym się, gdyby cudny owczarek niemiecki uszedłby z życiem, a pojawiająca się w całości lektury Katarzyna Michalak nieco częściej dawała do myślenia bohaterom, którzy nie raz i nie dwa gubili się w swoim postępowaniu.

    Wydawnictwo Literackie, listopad 2011
    ISBN: 978-83-08-04770-5
    Liczba stron: 295
    Ocena: 7/10

    czwartek, 2 lutego 2012

    Katarzyna Michalak - Rok w Poziomce

    Katarzyna Michalak jest polską autorką, która pisze od niepamiętnych czasów. Od zawsze chciała zostać lekarzem weterynarii. Po skończonych studiach pracowała przez jakiś czas w ogrodzie zoologicznym, jednak jej prawdziwym powołaniem okazała się literatura, dla której zdecydowała się opuścić Warszawę i zamieszkała malowniczym domku, zwanym Poziomką. Spod jej pióra wyszło do tej pory kilka bestsellerów, a z każdym kolejnym rokiem pojawiają się rynku wydawniczym kolejne. 

    "Rok w Poziomce" przedstawia czytelnikom historię trzydziestoletniej kobiety, która ma na swoim koncie wiele nieprzyjemnych sytuacji. Wychowywana przez matkę i jej męża, zmuszona była do zaakceptowania niezbyt przyjemnego mężczyzny. W końcu jednak Ewa założyła własną rodzinę, a po kilku kolejnych miesiącach okazało się, że nie wszystko jest tak piękne, jakby się to wydawać mogło. Główna bohaterka tkwiła w toksycznym związku, aż w końcu zdecydowała się go zakończyć. Mimo licznych gróźb ze strony byłego męża, udało jej się przetrwać i od tamtej pory zdecydowała się skupić tylko i wyłącznie na sobie. Nic więc dziwnego, że gdy tylko odnajduje w internecie ofertę sprzedaży uroczego domku, to nie waha się ani chwili, tylko sięga po telefon i umawia się na spotkanie z właścicielem posiadłości...

    Od tej pory życie Ewy zmienia się diametralnie. Mając u swego boku najwierniejszych przyjaciół, na których zawsze może liczyć, dziewczyna zabiera się za remont swojego przybytku. Kiedy w końcu zamieszkuje go wraz ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi, staje się najszczęśliwszą osobą pod słońcem. W między czasie spełnia się także zawodowo, przyszła mama i inicjatorka akcji, która ma na celu odnajdywanie dawców szpiku. Dzięki temu zyskuje ona nie małą sławę ale i również wartościowe doświadczenia, które pomagają bohaterce w odnalezieniu swojego własnego 'ja'. Czy trzydziestolatce uda się osiągnąć pełnie szczęścia? 

    Muszę przyznać, że dość trudno było mi się zagłębić w treść czytanej przeze mnie powieści. Wszystko za sprawą zbiegów okoliczności, które zostały przedstawione czytelnikom na początku tekstu. Dość trudno było mi przyswoić, iż dwie książki napisane przez Katarzynę Michalak zostały wspomniane w "Roku w Poziomce". Sam fakt ich istnienia być może nie byłby niczym dziwnym, gdyby nie fakt, iż autorkami "Lata w Jagódce" i "Poczekajki' okazały się dwie różne osoby. Niby nie ma w tym nic dziwnego, jednak znając dorobek pisarki p. Kasi, nieco mi się to w oczy rzuciło. Na całe szczęście w dalszej części powieści było już znacznie lepiej, a historia stworzona przez polską autorkę sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać aż do samego końca.

    "Rok w Poziomce" jest bez wątpienia pozycją literacką, która wzbudzi ogromne emocje w niejednej czytelniczce. Być może i wydaje się przewidywalna i błaha, jednak czy w naszym życiu tak właśnie nie jest? Czy nie poznajemy swoich partnerów skutek zbiegu okoliczności? Czy nie zdarza nam się spełniać marzeń? Tego typu sytuacje zdarzają się wokół nas dość często, jednak wydaje nam się to zupełnie zwyczajne i bardzo często nie jesteśmy w stanie tego należycie docenić. Katarzyna Michalak pozwala swoim czytelnikom na autoocenę własnej egzystencji. Dzięki takim książką, jak ta jesteśmy w stanie zastanowić się nad własnym postępowaniem i obiektywnie ocenić wszystko to co chcielibyśmy w nim zmienić. Ponadto całość lektury czyta się w zaskakującym tempie, więc nic dziwnego, że zamiast się uczyć, uciekam właśnie do łóżka, gdzie czeka już na mnie druga część tej niezwykłej powieści. 

    Wydawnictwo Literackie, listopad 2010
    ISBN: 978-83-08-04542-8
    Liczba stron: 310
    Ocena: 7/10

    sobota, 14 stycznia 2012

    Katarzyna Michalak - Lato w Jagódce

    Katarzyna Michalak jest polską autorką, która pisze od niepamiętnych czasów. Od zawsze chciała ona zostać lekarzem weterynarii. Po skończonych studiach pracowała przez jakiś czas w ogrodzie zoologicznym, jednak jej prawdziwym powołaniem okazała się literatura, dla której zdecydowała się opuścić Warszawę i zamieszkała malowniczym domku, zwanym Poziomką. Spod jej pióra wyszło do tej pory kilka bestsellerów, a z każdym kolejnym rokiem pojawiają się rynku wydawniczym kolejne. 

    "Lato w Jagódce" opowiada swoim czytelnikom historię kobiety, którą od najmłodszych lat wychowywała ciotka Stefania. Znalazła ją ona na progu własnego domu i od tej chwili stały się niemalże nierozłączne. Starsza kobieta dała swojej podopiecznej wszystko o czym tylko zamarzyła: począwszy od poczucia bezpieczeństwa, a skończywszy na dobrym wykształceniu. Pewnego dnia Gabriela otrzymuje wymarzoną prace i wyprowadza się z rodzinnego domu. Jako zaklinaczka koni czuje się niezwykle dobrze i zarazem cieszy się, że jej niepełnosprawność nie stanęła na przeszkodzie do spełnienia marzeń. W życiu dziewczyny zaczynają pojawiać się osoby, które diametralnie zmieniają jej dotychczasową rzeczywistość. Podjęte przez nią decyzje sprawiają, że na nowo zaczyna dostrzegać rzeczy, które do tej pory stanowiły dla niej coś niezauważalnego. Te wszystkie wydarzenia sprawiają, iż życie głównej bohaterki wywraca się do góry nogami. Czy najskrytsze marzenia Gabrysi spełnią się? Jakie niespodzianki przygotował dla niej los? Czy wydarzenia mające miejsce w przeszłości dadzą o sobie znać i odpowiedzą dziewczynie na dręczące je pytania?

    Muszę przyznać, że sam początek spotkania z tą lekturą nie należał do najłatwiejszych. Tak naprawdę trudno jest mi powiedzieć czego się po niej spodziewałam, jednak sam początek sprawił, że wahałam się nad odłożeniem jej z powrotem na półkę. Nie byłam chyba gotowa na sielankową historię, która kojarzyła mi się z powyższym tytułem. Na całe szczęście podeszłam do czytania tej książki na spokojnie i po kilku przeczytanych stronach okazało się, iż stopniowo zaczyna mnie ona wciągać. Z biegiem czasu moje uczucia w stosunku do pozycji literackiej zaczęły nabierać odpowiednich kształtów i gdy tylko dobrnęłam do samego końca powieści było mi bardzo smutno, ponieważ już nigdy nie spotkam się z Gabrysią, Pawłem, Alkiem i całą resztą bohaterów, których polubiłam z całego serca. Katarzyna Michalak posługuje się prostym i zrozumiałym dla czytelnika językiem, który sprawia, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury aż do samego końca. Opisane przez polską autorkę wydarzania wydają się na tyle realistyczne, iż jesteśmy w stanie utożsamić się z wybranymi bohaterami. Zagłębiając się w lekturze obserwujemy również liczne przeciwności losu, które zbliżają do siebie występujące w całości utworu osoby. To zaskakujące, że w stosunkowo niedługim utworze jesteśmy w stanie zaobserwować tak wiele uczuć, które przeplatają się na poszczególnych stronach powieści.

    Być może "Lata w Jagódce" nie możemy zaliczyć do grona literatury wybitnej, jednak z całą pewnością posiada ona w sobie ogromny przekaz. Główna bohaterka dążyła bowiem do spełnienia marzeń, które dla osoby niepełnosprawnej wydawać by się mogły nieuchwytne. W całości lektury zawarte zostały również wspomnienia z czasów, które dla żadnego z ludzi nie należały do najłatwiejsze. Ciągłe ukrywanie się i klepanie biedy, nie należały przecież do najłatwiejszych. Podobnie zresztą było z wolnością słowa, która w pewnym okresie była surowo zabroniona... Lekturę z czystym sumieniem chciałabym polecić wszystkim tym, którzy lubują się w tego typu literaturze. Nadaje się ona bowiem do czytania zarówno dla młodszych, jak i tych starszych odbiorców. Szczególną uwagę kładę tutaj na Pedagogów Specjalnych, którzy moim zdaniem powinni się nieco interesować literaturą, której bohaterami są właśnie osoby niepełnosprawne. Jeśli zaś chodzi o minusy "Lata w Jagódce" to znalazłam jeden znaczący... Książka jest stanowczo zbyt krótka!!!

    Wydawnictwo Literackie, kwiecień 2011
    ISBN: 978-83-08-04662-3
    Liczba stron: 284
    Ocena: 7/10
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

    Obserwatorzy