Sama nie wiem, czego się spodziewałam po tej książce. Na pewno nie czegoś aż tak oryginalnego i nadzwyczaj wciągającego. Co prawda na samym początku podchodziłam dość sceptycznie, jednak z biegiem czasu zaczęłam się do niej przekonywać. Nigdy bym nie przypuszczała, że historia z podróżami międzyplanetarnymi w tle, będzie w stanie aż tak mnie zaciekawić i na swój sposób zaintrygować. Mam wrażenie, że w przypadku "Spirali czasu", Nora Roberts zastosowała nieco inną taktykę podczas wymyślania fabuły i dzięki temu zostałam nieco zaskoczona.
Sunny to nietuzinkowa kobieta, która postanowiła zmienić coś w swoim życiu. W tym celu przenosi się do domku w górach i stara się rozpocząć wszystko od nowa. Niespodziewanie w jej chatce pojawia się tajemniczy nieznajomy, który pochylał się nad gazetą w jej osobistej sypialni. Główna bohaterka bierze go za zwykłego włamywacza i nie ze wszelkich sił stara się go unieruchomić i wyrzucić na bruk. Przez przypadek okazuje się, że Jacob przyjechał z wizytą do szwagra dziewczyny, który jest jego biologicznym bratem. Relacje między Sunny i jej towarzyszem, nie wróżą niczego dobrego. Niemalże na każdym kroku kłócą się i wymieniają uwagi na temat małżeństwa bliskich im osób. Czy coś między nimi zaiskrzy?

