Piers Anthony zanim został pisarzem, pracował w najróżniejszych miejscach, m.in. w szpitalu psychiatrycznym oraz firmie produkującej sprzęt elektroniczny. W końcu zawarł z żoną umowę – ustalili, że ona pójdzie do pracy, a on zajmie się w tym czasie wyłącznie pisaniem. Dwa opowiadania znalazły nabywców i autor zarobił 160 dolarów. To jednak było za mało, by się utrzymać, zatrudnił się więc jako nauczyciel angielskiego. Dziesięć lat później ukazał się pierwszy tom serii "Xanth", a Piers Anthony stał się bestsellerowym pisarzem fantasy. Wydał ponad 145 książek.
Omawiana w dniu dzisiejszym powieść zwróciła ogromną uwagę mojego Brata, który po zapoznaniu się z jej opisem oświadczył, że jako pierwszy zabierze się za czytanie całości cyklu. Zanim jednak do tego doszło, zabrał się ponowne przestudiowanie książek J.K. Rowling i takim właśnie sposobem wywalczyłam sobie pierwszeństwo do tej lektury. Z nieco mieszanym uczuciami zasiadłam do zapoznania się z pierwszym tomem "Xanth" i po pierwszych kilkudziesięciu stronach okazało się, że w zasadzie nie miałam się czego obawiać. Co prawda styl, którym posługuje się amerykański pisarz nie należy do najprzyjemniejszych i należy podejść do niego w sposób odpowiedni. Z biegiem czasu przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie i wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak tylko oddać się przyjemności która spowodowana jest płynnością napływającego z zewsząd tekstu.
