Z doświadczenia wiem, że coraz mniej osób sięga po lektury poświęcone wydarzeniom, które miały miejsce podczas II Wojny Światowej. Wiele osób nie zawraca sobie niby głowy, a przecież miały one ogromny wpływ na to co działo się w Polsce (i nie tylko) w ciągu następnych kilkudziesięciu lat. Zdaję sobie sprawę, że poruszana w tego typu dziełach, problematyka nie należy do najłatwiejszych, jednak z całą pewnością powinniśmy za nią chwytać ze względu na ludzi, którzy oddali życie za obronę tego co było dla nich najważniejsze...
"W kanałach Lwowa" to historia ludzi, którzy w trosce o własne przetrwanie, postanowili wykopać tunel, który w niedalekiej przyszłości miał ich zaprowadzić do bezpiecznego schronienia. To właśnie w nim wielu Żydów miało nadzieję przeczekać okres, który dla ich Braci i Sióstr okazał się zgubnym. W nowej rzeczywistości pomagała im trójka pracowników wodociągów - Stefan Wróblewski, Jerzy Kowalow i Leopold Socha. Ten ostatni traktuje zaistniałą sytuację jako swojego rodzaju pokutę za czyny, których dopuścił się w ciągu ostatnich miesięcy i lat. Nikt jednak nie przypuszczał, iż przyjdzie im spędzić czternaście miesięcy w skrajnej nędzy, która nieuchronnie przyczyniała się do śmierci wielu osób... Pozbawieni leków i najmniejszych racji żywnościowych, uciekali się do samobójstw, które wydawały się im o niebo lepsze, niż oczekiwanie na to co i tak było dla nich nieuchronne.
