Od dłuższego już czasu miałam ochotę na nieco lżejszą literaturę, która sprawiłaby, że chociaż na kilka godzin zapomnę o otaczającej mnie rzeczywistości. Korzystając z okazji postanowiłam bliższej zapoznać się z twórczością amerykańskiej pisarki Becci Fitzpatrick, o której w ostatnim czasie słyszałam dużo dobrego.
Muszę przyznać, że po przeczytaniu pierwszego cyklu moje oczekiwania w stosunku do lektury zostały zaspokojone w dużej mierze. Co prawda znalazły się w nich również momenty, które pozostawiały - potencjalnemu czytelnikowi - wiele do życzenia, jednak z drugiej strony nie było ich wcale tak wiele. "Szeptem" czytało się lekko i przyjemnie, więc nie widziałam powodu, dla którego miałabym nie sięgnąć po kolejną część sagi. Swoją drogą nienawidzę czegoś zaczynać, a potem tego nie kończyć.
Nie da się ukryć, że sięgając po "Crescendo" miałam już wyrobioną opinię na temat poprzedniej pozycji. Mimo to za wszelką cenę starałam się nie snuć wobec niej jakichkolwiek oczekiwań. Ostatecznie stanęło na tym, że pewnego dnia - po skończeniu zajęć na uczelni - przysiadłam do lektury mając nadzieję, iż tym razem Becca Fitzpatrick zaskoczy mnie jeszcze bardziej.
Muszę przyznać, że po przeczytaniu pierwszego cyklu moje oczekiwania w stosunku do lektury zostały zaspokojone w dużej mierze. Co prawda znalazły się w nich również momenty, które pozostawiały - potencjalnemu czytelnikowi - wiele do życzenia, jednak z drugiej strony nie było ich wcale tak wiele. "Szeptem" czytało się lekko i przyjemnie, więc nie widziałam powodu, dla którego miałabym nie sięgnąć po kolejną część sagi. Swoją drogą nienawidzę czegoś zaczynać, a potem tego nie kończyć.
Nie da się ukryć, że sięgając po "Crescendo" miałam już wyrobioną opinię na temat poprzedniej pozycji. Mimo to za wszelką cenę starałam się nie snuć wobec niej jakichkolwiek oczekiwań. Ostatecznie stanęło na tym, że pewnego dnia - po skończeniu zajęć na uczelni - przysiadłam do lektury mając nadzieję, iż tym razem Becca Fitzpatrick zaskoczy mnie jeszcze bardziej.
