Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Magdalena Witkiewicz - Pensjonat marzeń

Nie oczekiwałam od tej powieści niczego konkretnego i nastawiałam się raczej na spędzenie miłego wieczoru w towarzystwie niezobowiązującej lektury, niż niezapomniane spotkanie z książką, która raz na zawsze odmieni moje podejście do otaczającego mnie świata. Doświadczenie nauczyło mnie cieszyć się każdą nowo poznaną historią i choć jestem świadoma tego, że nie wszystkie pozycje literackie są w stanie mnie oczarować, to wciąż wierzę w autorów, którzy wykazują chęci do ciągłego rozwoju i tworzenia coraz to fajniejszych dzieł. Powoli zaczynam jednak wątpić w twórczość Magdaleny Witkiewicz. Autorka oczarowała mnie trzema rewelacyjnymi powieściami i oddałabym naprawdę wiele, by zapoznać się z innymi publikacjami, które znajdowałyby się na równie wysokim poziomie. "Pensjonat marzeń" nie sprostał temu zadaniu nawet w połowie, a wielka szkoda.

Stosunkowo rzadko zdarza mi się nie opisywać fabuły omawianej lektury, ale tym razem zostałam do tego niemalże zmuszona. Muszę przyznać, że przez chwilę korciło mnie przedstawienie kluczowych wydarzeń z życia bohaterek tej powieści. Dopiero z czasem doszłam do wniosku, że jest to całkowicie bez sensu, ponieważ wtedy nie byłoby sensu, by inni czytelnicy zapoznawali się z perypetiami kobiet, które zostały nam w niej przedstawione. Jestem tym faktem naprawdę rozczarowana, ponieważ w "Szkole żon" widziałam ogromny potencjał na to, by w sposób widowiskowy napisać kontynuację, która mogłaby osiągnąć wielki sukces. Strasznie żałuję, że autorka nie zdecydowała się zawalczyć o jakość tej pozycji literackiej i od tak po prostu się poddała. Czyżby szum wokół jej osoby miał w tym swój udział?

Do zapoznania się z losami bohaterek tej powieści podchodziłam dwukrotnie. Za pierwszym razem nie byłam nawet w stanie się w nią wczytać i w końcu odpuściłam. Dopiero kilka dni później zdecydowałam się na ponowne spotkanie z tą pozycją literacką i wtedy pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin. Zupełnie przypadkowo wyszedł na jaw jedyny plus tej książki. Niewątpliwie Magdalena Witkiewicz posiada lekkie pióro, które mogłoby ją wynieść na wysokie szczyty i tym bardziej jestem rozczarowana, że nie zawsze potrafi to wykorzystać. W moim odczuciu w "Pensjonacie marzeń" nie wydarzyło się nic godnego uwagi, a całość fabuły została niemalże przegadana i nie było nawet szans ku temu, by można było wynieść z niej coś konstruktywnego. Każda z bohaterek ciągle mówiła nam to samo, a w przypadku Jadwigi zostało to pokazane w sposób niemalże mistrzowski. Jestem w stanie zrozumieć naprawdę wiele i zdaję sobie sprawę z tego, że ludziom postronnym bardzo łatwo jest wydawać osądy na jakiś temat, podczas gdy nigdy nie znaleźliśmy się w podobnej sytuacji. W bardzo fajny sposób te wszystkie problemy zostały opisane w "Szkole żon" i myślę, że nie było potrzeby na tak dokładną analizę życia każdej z kobiet. Wydaje mi się, że nie taka powinna być idea tej powieści, ponieważ to by oznaczało, że została ona napisana tylko po to, by oszukać moli książkowych i wycisnąć z nich trochę grosza. Zastanawiam się tylko, gdzie w tym wszystkim został zagubiony tytułowy pensjonat. Jak dla mnie było go naprawdę niewiele, a cała reszta tych ponad dwustu stron to zwykła gadanina o tym samym, tylko w nieco innych sceneriach. Takie są moje odczucia i nic tego nie zmieni.

Magdalena Witkiewicz rozczarowała mnie w jeszcze jednym miejscu, które w poprzedniej powieści stało na naprawdę wysokim poziomie. Nie wnikam już w zaklasyfikowanie "Pensjonatu marzeń" do zacnego grona erotyków, a o ogólny wydźwięk tego typu scen w całości tego utworu. Zapoznając się z nimi miałam wrażenie, że czytam słowa napisane przez uczniów szkoły gimnazjalnej, którzy bawią się słowem i tworzą opowiadania na specjalnie do tego stworzonych blogach. Na dobrą sprawę zero przemyślenia i jakiejkolwiek głębi, która w przypadku "Szkoły żon" wręcz tryskała z jej poszczególnych stron. Jestem zła na autorkę, ponieważ ukazała nam seks jako zwyczajny popęd i nic więcej. Z miłą chęcią zacytowałabym kilka takich momentów i dla porównania zestawiłabym je ze scenami, które miały miejsce w pierwszym tomie przygód Julii i jej przyjaciół. Osobiście czuję się oszukana, ponieważ Magdalena Witkiewicz jakby sama nie wiedziała o czym chciałaby napisać. Mam wrażenie, że podobny efekt wyszedłby, gdy za stworzenie tej książki wzięłaby się zupełnie obca osoba i po prostu chciałaby wklepać do odpowiedniego pliku kilkadziesiąt tysięcy słów tworzących w miarę spójną opowieść. Smutny jest fakt, że w tym przypadku i tej spójności mi zabrakło. Najlepiej przedstawioną osobą mimo wszystko była chyba prywatna instruktorka Marty. Ona wniosła do tej lektury nieco świeżości i sprawiła, że chciałabym ją poznać nieco bliżej. Niestety jej postać została tak spłaszczona, że momentami brakowało mi słów. 

Komu chciałabym polecić "Pensjonat marzeń"? Najchętniej osobom, który mają dostęp do bibliotek i stamtąd będą mogły wypożyczyć najnowszą publikację Magdaleny Witkiewicz. Odradzałabym kupowanie tej książki na własność, ponieważ w moim mniemaniu jest to zwyczajne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Zupełnie nie tego spodziewałam się po tej pozycji literackiej i jak dla mnie nie powinna być ona promowana jako kontynuacja czegokolwiek, a już na pewno nie jako ciąg dalszy "Szkoły żon", bo jej tam nie było wcale. O wiele lepiej byłoby o niej napisać, że przedstawia dalsze losy bohaterek tej powieści. Wtedy na pewno i odbiór czytelników byłby o wiele bardziej przychylniejszy. Nie nastawialiby się oni na nic konkretnego i nie musiałoby ich spotykać pewnego rodzaju rozczarowanie. Cieszę się jedynie tym, że całość tego utworu została napisana całkiem sprawie pod względem językowym, jednak na przyszłość proponuje bardziej wczuć się i dopracować sceny łóżkowe, bo w przypadku tej książki wypadły one wręcz żałośnie. Każda z nich wyglądała niemalże identycznie, choć jak pewnie wiele osób zauważyło, miały one miejsce w innych miejscach, dotyczyły innych bohaterów, a i pozycje bywały zupełnie różne. Nie ukrywam, że sztuka jest zepsuć coś takiego i zarazem tak bardzo to wszystko spłycić. Rozumiem, że nie każdy potrafi opisać sztukę kochania, jednak skoro w poprzedniej powieści autorce się to udało, więc nie widzę powodów, które przemawiałyby za tym, że usprawiedliwia ją wypuszczenie na polski rynek wydawniczy czegoś o naprawdę niskim poziomie. 


Moja ocena: 4/10

piątek, 31 stycznia 2014

Katarzyna Michalak - Czarny Książę

Nie miałam w swoich czytelniczych planach zapoznawania się z tą powieścią. Po niezbyt udanym spotkaniu z "Mistrzem" stwierdziłam, że nie warto sobie zawracać głowy erotykami napisanymi przez panią Michalak, ponieważ i tak nic z dobrego tego nie wyniknie. Polemizowałabym również z tym, czy książki tej autorki można w ogóle nazwać erotykami, bo jak na mój gust to mają one z tym gatunkiem tyle wspólnego co ja z fizyką jądrową. Ciekawość zwyciężyła jednak nad rozsądkiem i takim właśnie sposobem do moich rąk trafiła najnowsza publikacja polskiej powieściopisarki. 

"Czarny Książę" opowiada swoim czytelniczkom historię niespełna osiemnastoletniej Konstancji. Dziewczyna w wyniku pewnych zdarzeń została oddana na służbę ciotce Klarze, która darzyła ją nieukrywaną nienawiścią. Otrzymawszy obskurną celę zamiast wygodnego pokoju musiała być na każde zawołanie swojej opiekunki. Ani przez chwilę nie pomyślała jednak, że starsza kobieta przygotowuje dla niej coś specjalnego. Dwa miesiące po zamieszkaniu w jej domu, nastolatka została zabrana przez nią na coś w rodzaju imprezy. Konstancją zaczęła się interesować większość mężczyzn zamieszkujących ich Miasto. Klara jednak postanowiła oddać bratanicę w ręce Czarnego Księcia - księcia Maksymiliana Romanowa, który od pierwszego wejrzenia zakochał się w głównej bohaterce i obiecał sobie, że zrobi wszystko, by niedalekiej przyszłości ją poślubić.

Najnowsza publikacja Katarzyny Michalak strasznie mnie zawiodła i gdybym wiedziała, że okaże się ona tak beznadziejna to w ogóle nie zabierałabym się za jej czytanie. Powstanie tej książki jest dla mnie niczym więcej jak zwyczajną kpiną. Osobiście wychodzę z założenia, że jeśli się czegoś nie potrafi to lepiej tego nie robić wcale. Oczywiście są liczne wyjątki od tej reguły i bardzo szanuję ludzi, którzy ucząc się się na własnych błędach starają się dojść do perfekcji, ale bez przesady. Od jakiegoś czasu obserwuję tendencję tej autorki do tworzenia coraz to gorszych powieści. Mam wrażenie, że w tym wszystkim nie chodzi już o jakość rodzących się historii, a o zwyczajną ilość, która dość sowicie może wzmocnić konto pisarki. Bardzo często zastanawiam się, gdzie jest ta Michalak od książek takich, jak: "Poczekajka", "Lato w Jagódce", czy też "W imię miłości". Czy nie warto jest odchodzić od utartych przez siebie schematów i tworzyć powieści na miarę powyższych tytułów? Wydaje mi się, że według niektórych liczy się tylko i wyłącznie produkcja na akord. No i oczywiście to, że zdaniem autora książka powinna się podobać, bo jeśli jednak nie przypadnie ona do gustu to pojawia się wielka obraza majestatu i udawanie, że problemu nie ma. Sama osobiście przekonałam się o tym na własnej skórze, jak po jednej z recenzji dowiedziałam się, że autorka nie ma zamiaru polemizować z kimś takim jak ja. Jestem również świadoma tego, że nikt mnie nie zmusza do czytania wszystkich powieści, które są wydawane przez powieściopisarkę, jednak chyba wciąż mam nadzieję, że przypomni ona sobie czasy swojej prawdziwej świetności.


Wracając do treści "Czarnego Księcia" powiem tylko tyle, że dawno nie czytałam tak beznadziejnej powieści. Co prawda czytało się ją stosunkowo szybko i o dziwo nie miałam ochoty, by odłożyć ją z powrotem na półkę, jednak o pomstę do nieba woła w niej niemalże wszystko. Nikogo chyba nie zdziwił fakt, że Konstancja okazała się kolejną bohaterką-idiotką, która stosunkowo często robiła sobie "dobrze", albo marzyła o tym, by Czarny Książę wziął ją jak najprędzej. Komizm całej sytuacji polegał na tym, że niemalże za każdym razem, gdy coś takiego się wydarzyło, osiemnastolatka zaraz leciała do ołtarzyka, by żałować za grzechy. Komedia, a nie erotyk! Jeśli natomiast chodzi o wątek kryminalny to powiem tylko tyle, że wiązałam z nim ogromną nadzieję. Myślałam, że chociaż on postawi na nogi całość tego utworu i dzięki niemu będę mogła powiedzieć o tej pozycji literackiej coś pozytywnego. Niestety tak się nie stało i jestem z tego powodu bardziej niż wściekła. Autorka w połowie książki zdradza swoim czytelnikom zabójcę i tak naprawdę cała reszta jest już bez sensu. Nie ważne, że można byłoby to pominąć na kilka różnych sposobów. Najlepiej jest zepsuć odbiorcom całą zabawę związaną z wymyśloną przez siebie intrygą i przejść do opisywania kolejnych wątków, którym odebrano wszystko co mogłoby być w nich najpiękniejsze. Jednym słowem wstyd! Nie wspomnę już o tym, że pisarka strasznie zbezcześciła również wątek historyczny. Na drugi raz proponowałabym dość dokładnie zapoznać się z prawdziwymi losami obranych przez siebie bohaterów, a dopiero później dopisywać do nich wydarzenia, które pozostają fikcją literacką. 

Przeczytałam w swoim życiu wiele kryminałów, obejrzałam setki seriali i filmów kryminalnych, nigdy jednak nie spotkałam się z tak żałosnymi aresztowaniami. Rozumiem, że powieść napisana przez Katarzynę Michalak ma miejsce w XIX wieku, jednak miałam nadzieję, że chociaż w tej kwestii autorka będzie miała dla swoich czytelników choć odrobinę litości. No i oczywiście zakończenie. Zapoznam się jeszcze z kilkoma publikacjami tej autorki i chyba sama zaproponuje jej, by wynajmowała sobie kogoś do tworzenia końcówek swoich historii. Jak zwykle akcja przez cały utwór wydaje się być strasznie powolna, a przez ostatnich kilka stron szaleje ostre tornado i zbyt wiele z tego nie wynika. Książka ginie śmiercią tragiczną i nawet jeśli cała reszta była niczego sobie, to ostatnie strony niszczą wszystko. W moim odczuciu "Czarny Książę" w ogóle nie powinien ujrzeć światła dziennego. Osobiście nie polecę go nikomu z moich znajomych, a i tu na blogu będę go szczerze odradzać. W końcu "Gra o Ferrin" znalazła godnego siebie następce, który zrzucił ją z piedestału najbardziej beznadziejnych i niedorzecznych książek Katarzyny Michalak. Oczywiście szanuję również zdanie czytelników, którzy tą powieścią są wręcz zachwyceni, chociaż na LC zdążyłam już zaobserwować, że takich osób jest stosunkowo mało i dominują raczej bardzo słabe oceny, więc coś w tym chyba musi być. Mam nadzieję, że polska powieściopisarka weźmie sobie w końcu co serca rady swoich czytelników i zamiast pisać na akord, zacznie w końcu o wiele bardziej dopracowywać swoje "córeczki" i w niedalekiej przyszłości zachwyci nas czymś na miarę "Poczekajki", czy chociażby pierwszych dwóch tomów "Sklepiku z Niespodzianką".


Moja ocena: 1/10 


*cytat pochodzi z książki Katarzyny Michalak pt.: "Czarny Książę"

sobota, 18 maja 2013

Liz Braswell - Dzięwięć żyć Chloe King. Upadła

Czytanie recenzji na temat tej książki ograniczyłam do minimum. Nie byłam do końca pewna, czy w moim życiu nadejdzie taki moment, w którym będę chciała się z nią zapoznać osobiście. Na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści, które zawierają w sobie motyw mitologiczny i sama nie wiem co powinnam na ten temat sądzić. Jestem niemalże pewna, że moje spojrzenie na lekturę tego utworu byłoby zupełnie inne, gdybym za punkt honoru wzięła sobie rady Moli Książkowych. Ominąłby mnie wtedy punkt zaskoczenia, który podczas spotkania z tą publikacją jest niezwykle ważny. Strasznie żałuję, że nie posiadam tego utworu na własność. Już teraz wiem, że będę do niego powracała, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.

Chloe King to nastoletnia dziewczyna, która od najmłodszych lat swojego życia była wychowywana przez zastępczą matkę. Kobieta bywa wobec niej nadopiekuńcza i wydaje się nie mieć ze swoją córką zbyt wiele wspólnego. Niemalże na każdym kroku zdarzają im się awantury, które dotyczą najrozmaitszych elementów ich wspólnej egzystencji, jednak główna bohaterka nawet nie podejrzewa, że zachowanie prawniczki ma spory związek z odejściem od nich ojca dziewczyny. Czy w życiu Chloe zacznie dochodzić do dziwnych zbiegów okoliczności? Czy upadek wysokości sprawi, że życie nastolatki zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni? Jak w zaistniałej sytuacji zachowają przyjaciele panny King? Czy obdarzą wsparciem, które jest jej teraz  potrzebne?

Liz Braswell stworzyła ciekawą powieść, która w naprawdę interesujący sposób ukazuje czytelnikom pewien odłam mitologii. Nie spodziewałam się po niej aż tak genialnej literatury i pewnie dlatego nie śpieszyłam się z ugoszczeniem jej w swoich skromnych progach. Całość tego utworu czyta się niezwykle sprawnie i niemalże w ogólnie nie odczuwa się czasu spędzonego w jej towarzystwie. To jedna z tych pozycji literackich, która wyzwala w Molach Książkowych pierwotne instynkty i sprawia, że wciąż mamy ochotę na więcej. Nie mogę się już doczekać chwili, w której będę mogła zabrać się za kontynuację tej serii. Jestem niemalże pewna, że nie rozczaruje się tym spotkaniem i po raz kolejny będę miała okazję na obcowanie z Chloe i jej przyjaciółmi. Podejrzewam, że i tym razem nie obejdzie się od momentów wzruszenia i grozy, które skupią na sobie całą naszą uwagę. Strasznie się cieszę, że w tak trudnych momentach swojego życia, znajduje czas na zapoznawanie się z tak intrygującymi dziełami. Być może nie każdemu przypadnie ona do gustu, a spora część Czytelników będzie wolała omijać ją szerokim łukiem ze względu na fakt, że "Dziewięć żyć Chloe King" jest książką stricte młodzieżowa. Moim zdaniem, każdy powinien przekonać się o jej wartości na własnej skórze. Amerykańska autorka posługuje się naprawdę fajnym językiem i widać, że posiada w głowie wiele pomysłów, które już nie długo otworzą się przed nami na dobre. Dlatego właśnie zachęcam Was do zapoznania się z tym cyklem.

Wydawnictwo Filia, marzec 2013
ISBN: 978-83-63622-14-5
Liczba stron: 300
Ocena: 7/10

środa, 10 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Szkoła żon

Na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek, które zaliczane są przez swoich twórców do gatunku jakim bez wątpienia są erotyk. Nie będę ukrywać, że do wszystkich tego typu publikacji podchodzę z lekkim dystansem i nigdy nie nastawiam się na odczuwanie pełnej satysfakcji. Zniechęcili mnie do tego zarówno zagraniczni autorzy, ale i również niezapomniana przeze mnie Katarzyna Michalak. Nic więc dziwnego, że mimo pozytywnych recenzji, które pojawiły się na kilku blogach, wolałam nie zapeszać. Do lektury tego utworu podeszłam dość swobodnie i bez jakikolwiek uprzedzeń, które mogłoby mieć wpływ na mój odbiór. Po kilkudziesięciu przeczytanych stronach przekonałam się, że moja decyzja okazała się jedną z najlepszych w moich czytelniczym życiu i oto spotkałam na swojej drodze publikacje, która w pełni spełniła moje najskrytsze oczekiwania.

"Szkoła żon" opowiada swoim czytelnikom historię kobiet, które w różny sposób i z różnych powodów trafiły udały się na trzytygodniowe wczasy do luksusowego ośrodka na Mazurach. Takim właśnie sposobem poznajemy: Julię - świeżo upieczoną rozwódkę, która za nic w świecie nie chce myśleć o kolejnym związku; Jadwigę - kobietę po pięćdziesiątce, nauczycielkę matematyki i zarazem żonę mężczyzny, który co rusz ją zdradza; Michalinę - dziewiętnastoletnią barmankę bez perspektyw na ukończenie jakiejkolwiek szkoły; a także Martę - na pozór szczęśliwą posiadaczkę nadprogramowych kilogramów. Każda z nich podchodzi do wyjazdu z lekkim dystansem i mogłyby podać tysiące powodów, które stanowiły doskonały pretekst do pozostaniu w domu. Nie mniej jednak decydują się na ryzyko i już po kwadransie przebywania w nowym miejscu, zaczynają być atrakcji, które zostały dla nich przygotowane przez Ewelinę.

Prawdziwą nagrodą dla każdego Mola Książkowego jest spotykanie publikacji, które są w stanie wywołać w nim ogrom niezapomnianych emocji. Książka wcale nie musi należeć do grona literatury wybitnej i niekoniecznie trzeba jej szukać wśród wysoko cenionych rankingów, aby zauważyć w niej spory potencjał i poczuć, że jest ona jedyną w swoim rodzaju. To właśnie odkryłam w trakcie zapoznawania się ze "Szkołą żon" i choć istnieje wiele innych powieści, które  mogłabym zaliczyć do tego zacnego grona i to jestem niemalże pewna, że to właśnie utwór polskiej autorki zostanie przeze mnie zapamiętany na bardzo długi czas. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobną lekturą i jestem zadowolona z tego, że pisarce udało się połączyć wątki erotyczne z życiowymi problemami czterech kobiet, którym dane było odpocząć od trudu dnia codziennego i które dzięki swojej wzajemnej pomocy, były w stanie zapanować nad własną egzystencją. Z wielką chęcią przytoczyłabym wiele ważnych momentów, które miały miejsce w całości tej pozycji literackiej. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że podobne sytuacje moglibyśmy spotkać w swoim codziennym życiu. Skąd mamy pewność, że nasi życiowi partnerzy nie biorą przykłady z męża Jadwigi i nie zabawiają się ze wszystkimi kobietami, które pojawiają się na ich drodze? Czy możemy być pewni, że raz wypowiedziane 'tak' sprawi, że spędzimy resztę życia u boku towarzyszącego nam człowieka?

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz pozytywnie mnie zaskoczyła i sprawiła, że w dalszym ciągu odczuwam pewnego rodzaju niedosyt. Z miłą chęcią udusiłabym autorkę za stworzenie książki, której nie byłam w stanie przeczytać w normalnym tempie i już po niespełna czterech godzinach obcowania z ciekawie skonstruowanymi bohaterkami, zmuszona byłam do odłożenia tego woluminu z powrotem na półkę. Stosunkowo rzadko zdarzają mi się sytuacje, gdy robię to z ogromnym bólem serca i jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości sięgnę po nią ponownie. Niestety zmuszona jestem poczekać, aż moje uczelniane koleżanki skończą ją sobie wzajemnie przekazywać i będę miała okazję się nią w pełni nacieszyć. Nigdy bym się nie spodziewała, że o to trzymam w rękach erotyk, który w pełni zasługuje na słowa uznania ze strony szerokiej rzeszy czytelników. Napisana on został przy pomocy fajnego stylu, a same wydarzenia i sceny erotyczne pojawiają się na kartach tej powieści w niezwykle subtelny i nienapraszający się nikomu sposób. Jestem niemalże pewna, że wiele kobiet pozazdrości bohaterkom takich wczasów i będę ubiegać się o stworzenie tak fantastycznego ośrodka z tak wyszkoloną i zarazem urodziwą kadrą i cudowną opiekunką, która nauczy nas prawdziwej rozkoszy i jak najlepszej strony wykorzystywania naszej kobiecości. Dlatego właśnie uważam, że naprawdę warto jest poświęcić odrobinę czas na poznanie historii Julii, Jadwigi, Michaliny i Marty.

Wydawnictwo Filia, premiera 17.04.2013r.
ISBN: 978-83-63622-17-6
Liczba stron: 256
Ocena: 8/10

sobota, 23 lutego 2013

Katarzyna Michalak - Mistrz

Długo zastanawiałam się nad słowami, które w pełni odzwierciedlą moje myśli na temat tej książki. Oczekiwałam na nią przez wiele miesięcy i miałam nadzieję, że okaże się ona niezwykle przyjemną lekturą z erotyką w tle. Jak dzisiaj pamiętam bowiem dzień, w którym miałam okazję zapoznać się z perypetiami Christiana Grey'a i tym samym - mocno się nimi rozczarowałam. Miałam nadzieję, że tym razem będzie zupełnie inaczej. W końcu twórczość Katarzyny Michalak znam nie od dziś i zawsze było nam ze sobą dobrze. Co więc się stało, że tym razem poczułam lekki zawód i pewnego rodzaju niezadowolenie?

Sonia to dwudziestokilkuletnia mieszkanka Warszawy, uczęszczająca na regularne treningi taekwondo. Dziewczyna po wyczerpujących ćwiczeniach, wraca do domu taksówką, która jak na złość psuje się, a główna bohaterka zmuszona jest do pokonania pozostałego jej odcinka na pieszo. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie tajemniczy mężczyźni, którzy w tym samym czasie, postanowili wyrównać między sobą rachunki. W przejściu podziemnym dochodzi do strzelaniny, a pragnąca ucieczki kobieta, zostaje przez uprowadzona i przewieziona do rezydencji szefa mafii, która znajduje się w malowniczej okolicy na Cyprze. Czy Sonia będzie w stanie poradzić sobie w zaistniałej sytuacji? Jaką osobą okaże się jej porywacz i o co będzie ją podejrzewał? Czy w przypadku tej historii możemy liczyć na pełen napięcia i romantyzmu happy end?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy