Andrzej Pilipiuk należy do grona tych autorów, którzy poprzez swoją twórczość zwracają na mnie szczególną uwagę. Co prawda nigdy nie miałam większego do czynienia z książkami tego Pana, jednak za każdym razem kuszą mnie one niesamowitą oprawą i świetnie zapowiadającą się treścią. Nic więc dziwnego, że gdy w końcu dorwałam w swoje łapki omawianą w dniu dzisiejszym książkę, to nie mogłam się od niej oderwać aż do ostatniej strony.
Wampir z M-3 przedstawia czytelnikom historię, która w swoim zamierzeniu jest polską odpowiedzią na sagę Zmierzch. W całości utworu nie znajdziemy jednak zbyt wielu momentów, odnoszących się bezpośrednio do cyklu Stephenie Meyer, a wręcz przeciwnie. Będziemy mieli za to okazję, by na łamach tej pozycji literackiej spotkać się z wilkołakami, nadwampirami, zombiakami, czy też PRLowskimi wampirami. To właśnie oni uraczą nas swoją niezwykłą kreatywnością i sprawią, że z minuty na minutę zżyjemy się z nimi do granic swoich możliwości.
Wampir z M-3 przedstawia czytelnikom historię, która w swoim zamierzeniu jest polską odpowiedzią na sagę Zmierzch. W całości utworu nie znajdziemy jednak zbyt wielu momentów, odnoszących się bezpośrednio do cyklu Stephenie Meyer, a wręcz przeciwnie. Będziemy mieli za to okazję, by na łamach tej pozycji literackiej spotkać się z wilkołakami, nadwampirami, zombiakami, czy też PRLowskimi wampirami. To właśnie oni uraczą nas swoją niezwykłą kreatywnością i sprawią, że z minuty na minutę zżyjemy się z nimi do granic swoich możliwości.
