Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 grudnia 2010

Rachel Hore - Okruchy przeszłości

Na przeczytanie książki autorstwa Rachel Hore - żony pisarza D.J. Taylora - miałam ochotę już od pierwszej chwili, w której zobaczyłam ją wśród listopadowych zapowiedzi wydawnictwa Prószyński i S-ka. Spodobała mi się w niej zarówno okładka, jak i opis znajdujący na ostatniej stronie. Wzbudził on we mnie wiele pozytywnych i zarazem intrygujących emocji, więc czym prędzej przygarnęłam ją do swoich zbiorów.

"Okruchy przeszłości" to historia młodej kobiety, która po tragicznej śmierci swojej matki pozostała pod opieką osamotnionego ojca. Wzajemne stosunki między dwójką bohaterów należały do jak najbardziej poprawnych, jednak brakowało w nich charakterystycznych - dla tego typu zależności - relacji. Mężczyzna po stracie ukochanej żony stał się osobą zamkniętą w sobie, a jego trudny charakter coraz częściej dawał o sobie znać. Po wielu latach takiego życia Fran wyniosła się z domu i zaczęła podróżować z orkiestrami po całym świecie. Muzyka była dla niej ucieczką od problemów dnia codziennego, a także pasją, którą pielęgnowała w sobie od wielu już lat. Pewnego dnia artystka dowiaduje się o poważnym wylewie swojego ojca i czym prędzej postanawia wrócić do swojego rodzinnego miasta. Stan zdrowia pana Morrisona nie wróży niczego dobrego, więc kobieta podejmuje decyzję o pozostaniu w aktualnym miejscu zamieszkania i oferuje pomoc pracownikowi swojego taty, który na czas jego choroby pozostał sam ze wszystkimi obowiązkami... Wspólnie z Zackiem podejmuje się rekonstrukcji strzaskanego witraża z pobliskiego kościoła, który odkrywa przed bohaterką wiele tajemnic...

Niewątpliwie powieść napisana przez Rachel Roche zawiera w sobie wiele cech charakteryzujących literaturę kobiecą. Ponadto jest ona książką pełną uczuć, ciepła, muzyki i lekkiej niepewności, która towarzyszy bohaterom w trakcie trwania fabuły. "Okruchy przeszłość" są raczej spokojną lekturą i na dobrą sprawę nie obserwujemy w niej zbyt wielu zwrotów akcji. Możemy za to zaobserwować sporą grupkę - całkowicie różnych - ludzi, którzy radzą sobie z życiem na swój sposób. Osobiście najbardziej polubiłam Fran, która była na swój sposób osobą naiwną, a także pragnącą miłości i ciepła drugiej osoby. Ilekroć bohaterka wiązała się z kimś i miała nadzieję na szczęśliwy związek, to po jakimś czasie okazywało się, iż wszystkie jej starania od samego początku były skazane na klęskę. Dopiero po przyjeździe do rodzinnego miasta kobieta zaczęła odnajdywać prawdziwą drogę w swoim ziemskim życiu.

Lekturę z czystym sumieniem chciałabym polecić każdemu. Stanowi ona bowiem prawdziwą odskocznię od otaczającej nas rzeczywistości i powoduję, iż na kilka godzin przenosimy się do całkiem innego świata. Dodatkowo książka została napisana przy pomocy naprawdę pięknego języka. Szkoda tylko, że w całości tekstu aż roi się od różnego rodzaju literówek, które momentami przyprawiają czytelnika o zawroty głowy..


Wydawnictwo Prószyński i S-ka, listopad 2010
ISBN: 978-83-7648-516-4

Ilość stron: 472
Ocena: 8/10

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Szymon Hołownia - Bóg. Życie i twórczość

Na zapoznanie się z twórczością Szymona Hołowni - polskiego dziennikarza i publicysty - miałam ochotę już od bardzo dawna. Wszystko za sprawą przyjaciółki, która wręcz szaleje na punkcie prowadzącego Mam Talent i posiada w swoich zbiorach wszystkie jego dotychczasowe książki. Ponadto dziewczyna nie mogła odmówić sobie tej przyjemności i gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, czym prędzej udała się na wieczór autorski felietonisty "Newsweeka" w Szczecinie. Teraz, gdy jestem już po lekturze najnowszego dzieła pana Hołowni, strasznie żałuję, iż nie dałam się jej wyciągnąć.

"Bóg. Życie i twórczość" - podobnie, jak poprzednie pozycje literackie dwukrotnego laureata nagrody "Grand Press" - porusza tematy religijne, które są bliskie sporej grupie społeczeństwa polskiego. Szymon Hołownia zabierając się za napisanie tej książki, postanowił przyjrzeć się dokładniej kilku wybranym punktom z dziejów relacji Boga Ojca ze stworzonym przez Niego światem. Autor w swoim dziele stara się odpowiedzieć na nurtujące ludzkość pytania dotyczące Stworzyciela i muszę przyznać, iż na podstawie przemyśleń polskiego dziennikarza moja ciekawość została w pełni zaspokojona.

Jeszcze nigdy nie spotkałam się z publikacją teologiczną, która zainteresowałaby mnie do tego stopnia co "Bóg. Życie i twórczość". Szczerze mówiąc swój udział w całym przedsięwzięciu miała drętwość i suchość faktów, która zwyczaj towarzyszy tego typu publikacjom. Na całe szczęście w lekturze stworzonej przez pana Hołownię tego nie doświadczymy, a wręcz przeciwnie. Autor w swoim dziele stara się rozprawić ze swoimi zamierzeniami w sposób swobodny, w którym nie brakuje również zdrowej dawki poczucia humoru. Dzięki temu czytelnik zagłębiający się w lekturze czuje się znacznie swobodniej i przy okazji zdobywa wiedzę, po którą - w normalnych warunkach - nawet by nie sięgnął.

Myślę, iż naprawdę warto jest sięgnąć po książkę napisaną przez prowadzącego Mam Talent. Jest ona całkowitą odmiennością dotychczasowych publikacji i z pewnością przypadnie do gustu sporej części czytelników. Z drugiej strony nie należy również czytać jej na siłę, ponieważ nie o to tu chodzi. Na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce, a i nie ukrywam: nie jest to lektura


Wydawnictwo Znak, 2010
ISBN: 978-83-240-1481-1
Liczba stron: 332
Ocena: 8/10


środa, 8 grudnia 2010

Małgorzata Kalinowska - Efekt kobiety

Od dawien dawna kobiety były uważane za płeć, która nadaje się jedynie do opieki nad domem i spełnianiem zachcianek swoich mężów. Wszystko w życiu podporządkowały innym i nie było nawet mowy o zaspokajaniu własnych potrzeb. W dzisiejszych czasach na świecie zaszło wiele istotnych zmian, które nadały płci pięknej różnych praw. Niestety w dalszym ciągu spotykamy na swojej drodze mężczyzn, którzy traktują swoje 'lepsze' połówki jako przedmiot i czują się przy tym całkowicie bezkarni. Bardzo często - pod wpływem miłości - zgadzamy się na poniżające nas traktowanie i za każdym razem szukamy winy tylko i wyłącznie w sobie.

Początkowo do lektury napisanej przez Małgorzatę Kalinowską podchodziłam bardzo ostrożnie. Mimo, że była ona wychwalana przez wielu internautów, to utrzymywałam w stosunku do niej pewien dystans, który z czasem został całkowicie wyeliminowany. Tym razem nie obyło się bez chwili zwątpienia, jednak w ostatecznym rozrachunku wszystko ułożyło się jak najbardziej pomyślnie...

"Efekt kobiety" przedstawia nam historię trzydziestokilkuletniej kobiety, która mimo przeciwności losu stara się w swoim życiu odbiec nieco od otaczającej wszystkich ludzi rutyny. Małgorzata przez wiele lat znosiła wszelkie zdrady męża, a także lekceważący stosunek wobec swojej osoby. Prawie nigdy się nie skarżyła, a winy za postępowanie Jacka za każdym razem brała na siebie. Po każdej awanturze analizowała ją ponownie i za każdym razem znalazła wytłumaczenie na to, iż to z nią jest coś nie tak. W dużej mierze irracjonalne zachowanie kobiety wynikało z uczucia jakim darzyła tego mężczyznę. Było on jej pierwszą - prawdziwą - miłością i wydawać by się mogło, że tak zostanie już zawsze. W książce wszystkie te wydarzenia ukazywane zostały w formie wspomnień głównej bohaterki i muszę przyznać, iż momentami przeskoki - między tym co miało miejsce kilka lat wstecz, a teraźniejszością - bywały mało czytelne. W tym miejscu jako przykład mogę przytoczyć moment, w którym Małgorzata przedstawia nam Bartka - mężczyznę, z którym związała się po rozwodzie z ojcem swoich córek. Podejrzewam, że dużo prościej byłoby czytelnikowi przyswajać tego typu zmiany czasowe gdyby poszczególne akapity zaopatrzone były w dodatkowy 'enter'.

W kolejnych rozdziałach dowiadujemy się, że Małgorzata cierpi na niebezpieczną chorobę przed której skutkami stara się obronić swoich najbliższych. Początkowo - oprócz przyjaciółek - wie o niej tylko jej matka, a dopiero z czasem informacja dochodzi także do ojca kobiety, a także jej byłego męża. Ten ostatni dowiadując się o zmaganiach kobiety ze zdrowiem postanawia odzyskać jej względy i muszę przyznać, że początkowo bywa całkiem przekonujący. Myślę, że na tym etapie nie jedna z osób czytających książkę zastanawiała się nad tym, czy taki stan rzeczy mógł trwać wiecznie...

Moim zdaniem "Efekt kobiety" jest lekturą, z którą warto byłoby się zapoznać. Autorka pokazuje w niej bowiem, że płeć piękna wcale nie musi być tą uległą i poniewieraną przez mężczyzn. Tak samo, jak oni mamy prawo do wyrażania własnych emocji, a także cieszenia się pełnią życia. Główna bohaterka jest doskonałym przykładem na to, że nawet z najcięższej sytuacji możemy wyjść obronną ręką. Wszystko jest tylko kwestią czasu i zdobycia pewności siebie. Dzięki książce Małgorzaty Kalinowskiej wiele kobiet z pewnością przekona się, iż nie wszystko musi wyglądać tak, jak tego chce los i nie musimy wcale być podporządkowane drugiej płci.

Pisarka w swoim dziele przybliża nam także kwestię odkrywania mistyfikacji, kłamstw i prawd, które mimowolnie pojawiają się w poszczególnych wątkach powieści. Czytelnik ma okazję przekonać się, jak bardzo krucha potrafi być przyjaźń. Na podstawie tej książki okazuje się, iż bardzo często osoby, które życzą nam nadzwyczaj dobrze okazują się tymi, które czekają by uderzyć w nasz czuły punkt z pełnią mocy. Z tego właśnie względu - w całości lektury - najbardziej irytowała mnie Edyta , która była osobą strasznie dwulicową i obłudną postacią. Z jednej strony doradzała głównej bohaterce, a już w następnej próbowała uwieść jej partnera i w myślach życzyła swojej koleżance szybkiej śmierci.

Po przeanalizowaniu całości myślę, że "Efekt kobiety" jest książką godną uwagi. Lekturę czyta się niezwykle przyjemnie, a oprócz problemów z którymi boryka się główna bohaterka znajdziemy w niej także porządną dawkę zdrowego humoru. Nie brakuje w niej bowiem zabawnych dialogów na przeróżne tematy, a także zwierzeń dotyczących partnerów seksualnych Gośki i jej koleżanek. Dodatkowo książka napisana przez Małgorzatę Kalinowską jest wciągająca i zaskakująca dzięki czemu czytelnik jeszcze bardziej zatraca się w historii stworzonej przez polską autorkę. Osoby występujące w powieści są w stanie w pełni zaspokoić ciekawość czytelnika aczkolwiek zagłębienie w powieści wymaga od niego sporego skupienia.



Wydawnictwo Novae res, 2010
ISBN: 978-83-7722-069-6
Liczba stron: 398
Ocena: 8/10



Z góry przepraszam za jakość tej recenzji. Przysiadłam do niej już wczoraj, jednak moje starania po godzinie poszły na marne. Dzisiaj jest już dużo lepiej ale i tak nie jestem z niej w pełni zadowolona. Jutro postaram się ją nieco poprzerabiać.

sobota, 27 listopada 2010

Jakub Żulczyk - Instytut

Z doświadczenia wiem, że bywają w życiu takie momenty, w których nie warto jest nastawiać się pozytywnie na cokolwiek, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że się rozczarujemy. Tak jest niestety ze wszystkim, a świat literatury stanowi na to najlepszy dowód. Dlatego czasami lepiej jest podejść do pewnych spraw z dystansem, by później cieszyć się z nich na całego. Biorąc w swoje łapki książkę Jakuba Żulczyka pt.: "Instytut" spodziewałam się niesamowitej i mrożącej krwi w żyłach przygody, która nie pozwoli mi zmrużyć oka jeszcze przed wiele dni. Co prawda poprzez swoją postawę złamałam - wyznawane do tej pory - zasady, jednak los uśmiechnął się do mnie i pierwsze spotkanie z twórczością polskiego pisarza mogę zaliczyć do udanych.

Ogólnie rzecz biorąc książka przedstawia nam historię siedmiu osób, które zostały zamknięte w stumetrowym mieszkaniu. Nikt nie może z niego wyjść, ani do niego wejść, ponieważ zarówno winda, jak i schody 'nie nadają' się do użytku publicznego. Najlepsze w całej sytuacji jest to, że tak naprawdę nikt nie wie o co w tym wszystkim chodzi. Prześladowcy za wszelką cenę starają się zniszczyć swoje ofiary psychicznie i co rusz podsyłają im wiadomości typu: "TO NASZE MIESZKANIE", albo "TO, CO NASZE, MA BYĆ PUSTE". Do głów naszych bohaterów przychodzą różne, dziwne rzeczy, jednak jak to się skończy nie wie nikt. Całość lektury zaopatrzona została również w dosyć obszerną biografię trzydziestopięcioletniej Agnieszki, która po kilkunastu latach małżeństwa przeniosła się do Krakowa opuszczając tym samym swoją biologiczną córkę Elżbietę. W nowym miejscu zamieszkania kobieta podjęła pracę w knajpce i zaczęła nadużywać alkoholu...


Muszę przyznać, że Jakub Żulczyk pisząc "Instytut" wykonał kawał dobrej roboty. Książka nie tylko została napisana łatwym i przyjemnym dla czytelnika językiem ale i także z nutą wyczucia i stopniowania narastających z biegiem trwania fabuły emocji. Dużym plusem lektury są także umiejętnie stworzone postacie, które towarzyszą głównej bohaterce w trakcie trwania opisywanego dramatu. Mają one w sobie to 'COŚ' i chyba nie zamieniłabym ich nawet na najbardziej idealne osoby świata...


Na sam koniec pozwolę sobie przytoczyć słowa, którymi główna bohaterka rozpoczyna przytoczoną przeze mnie wyżej historię swojego życia:


"Mam na imię Agnieszka. Moje mieszkanie ma na imię Instytut. Dwanaście godzin temu zostałam w nim uwięziona. Mój dom jest moim więzieniem. Nie mogę z niego wyjść. Nikt nie może do niego wejść."


Z pozoru jest to tylko sześć - dosyć krótkich - zdań, jednak według mnie są one na tyle mocne i intrygujące, iż to właśnie dzięki nim zatraciłam się w treści lektury od początku do samego końca. Dlatego też z czystym sumieniem mogę polecić 'Instytut' osobom o mocnych nerwach oraz takim, które otwarte są na poszerzanie własnych horyzontów. Zapewniam, że nie pożałujecie!


Wydawnictwo Znak, 2010

ISBN: 978-83-240-1433-0

Liczba stron: 240

Ocena: 8/10


Recenzja została napisana dla portalu Lubimyczytać.pl, od którego też otrzymałam książkę!

Przypominam także o KONKURSIE MIKOŁAJKOWYM!!! Do wygrania trzy egzemplarze książki "Aż śmierć nas rozłączy", których fundatorem jest Wydawnictwo Albatros.




czwartek, 25 listopada 2010

Ewa Kopsik - Uciec przed cieniem

Zapewne każdy z nas ma jakieś marzenia dotyczące skończenia studiów, przyszłego miejsca zamieszkania, czy też życiowego partnera. Podejrzewam również, iż większość z nas posiada tyle mocny charakter, że bez problemu jesteśmy w stanie poradzić sobie w samodzielnym funkcjonowaniu. Potrafimy o siebie zadbać i co rusz podejmujemy najrozmaitsze decyzje. Niestety nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Są osoby, które - w większym lub mniejszym stopniu - nie potrafią odnaleźć się w otaczającym je społeczeństwie. Tacy ludzie za wszelką cenę starają się zamknąć we własnym świecie i najlepiej czują się w samotności...

Napisana przez Ewę Kopsik powieść pt.: "Uciec przed cieniem" przedstawia nam właśnie historię kobiety, która w dużej mierze pasuję do wcześniejszego opisu postaci nie potrafiącej do końca współistnieć w otaczającej ją rzeczywistości. Już po kilkunastu stronach można dostrzec, iż są cechy, które łączą główną bohaterkę z jej twórczynią - m.in. obie są absolwentkami Uniwersytetu Wrocławskiego, a także los zaprowadził je do Wiednia. Myślę, że dzięki temu czytelnikowi dużo łatwiej jest wczytać się w losy bohaterów przedstawionych nam przez Panią Ewę.

Narratorką powieści, a zarazem jej główną bohaterką jest młoda kobieta pochodząca ze wsi położonej niedaleko Jeleniej Góry. Nie długo po podjęciu studiów na wrocławskim uniwerku poznaje ona Tadeusza - przyszłego śpiewaka operowego - który swoją osobą zwrócił na siebie uwagę dziewczyny. Wszystko układa się w miarę dobrze do czasu ich ślubu, kiedy to świeżo upieczona żona wprowadza się do domu swoich teściów. Wtedy zaczyna ona zauważać chore relacje panujące w tej rodzinie. Wszystkie ważne decyzje podejmowane są w niej przez wujaszka, który w moim odczuciu pełni tam rolę 'pana i władcy' - nikt nie ma prawa mu się sprzeciwić. Ogólnie rzecz biorąc kobieta jest świadoma wielu z tych rzeczy już wcześniej, jednak dopiero z biegiem czasu zaczęła zauważać, jak bardzo jej to przeszkadza.

Pewnego dnia Tadeusz wraz wujem podejmują decyzję o emigracji śpiewaka operowego wraz żoną do Wiednia. Dziewczyna mimo wielu zastrzeżeń wsiada ze swoim małżonkiem do samochodu, który ma zawieść ich w miejsce, w którym rozpoczną swoje życie od nowa...

"Uciec przed cieniem" jest niewątpliwie lekturą napisaną w sposób profesjonalny i twórczy. Mimo, iż nie jestem zwolenniczką książek pozbawionych dialogów, to tym razem uważam ten fakt za jeden z największych plusów lektury. Dodatkowo Ewa Kopsik w wielu momentach uraczyła nas przyjemnym poczuciem humoru swojej bohaterki, która była niezwykle oczytana. To miłe, że są jeszcze osoby, które w swoich dziełach tak często odwołują się do innych tytułów lub postaci literackich. Dzięki temu być może znajdą się osoby, które w niedalekim czasie - zachęcone tą lekturą - sięgną do wspomnianych w całości pozycji.

Podczas czytania książki bardzo często zdarzały się momenty, w których strasznie irytowała mnie osoba głównej bohaterki. Poprzez traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa woli ona pozostać kimś biernych i nie podejmującym decyzji. Kobieta niemalże ze stoickim spokojem znosiła wszystkie zdrady swojego męża, który o wszystko i tak obwiniał ją. Przez wiele lat nie potrafiła od niego odejść w obawie, że wtedy musiałaby sama o siebie dbać, podczas gdy do tej pory nie robiła prawie nic. Nawet sprzątanie i gotowanie niekiedy było dla niej czymś zbytecznym...

W dużej mierze starałam się ją sama przed sobą usprawiedliwiać. Odwoływałam się przy tym do różnych aspektów takich jak: przeżycia bohaterki z dzieciństwa - wychowywanie dziewczyny od pewnego momentu bez rodziców, czy też czasy w których przyszło jej żyć. Dzięki temu nadszedł w końcu moment, w których w 100% mogłam oddać się przyjemności lektury.

"Uciec przed cieniem" przedstawia nam również sytuację polskich emigrantów w Wiedniu. Autorka zapewne dzięki własnym spostrzeżeniom opisała stosunek rodowitych Austriaków do przyjeżdżających do ich ojczyzny obcokrajowców. Dodatkowo w lekturze możemy również zaobserwować zachowania, która sprawiły, iż mieszkańcy zamieszkałego przez główną bohaterkę miasta postrzegają Polaków tak, a nie inaczej...

Książkę z czystym sumieniem chciałabym polecić wszystkim miłośnikom literatury. Jest ona bowiem doskonałym przykładem pięknego języka, przy pomocy którego została napisana całość lektury. Dodatkowo chylę pokłony w stronę wydawcy - okładka jest fantastyczna!


Wydawnictwo Novae Res, październik 2010
ISBN: 978-83-61194-38-5
Liczba stron: 342
Ocena: 8/10

Książkę oczywiście możecie nabyć na stronie księgarni internetowej Wydawnictwa Novae Res. Dodatkowo chciałabym przeprosić za lekki chaos pojawiający się w dzisiejszej recenzji. Ewentualne błędy poprawie w najbliższych godzinach. Z tego miejsca chciałabym również zaprosić Was wszystkich do wzięcia udziału w KONKURSIE MIKOŁAJKOWYM!!! Do wygrania trzy egzemplarze książki "Aż śmierć nas rozłączy", których fundatorem jest Wydawnictwo Albatros.

sobota, 20 listopada 2010

Carlos Ruiz Zafon - Książę Mgły

Już od jakiegoś czasu byłam strasznie ciekawa debiutem powieściowym wielkiego, hiszpańskiego pisarza. Jak już wspomniałam jakiś czas temu Carlos Ruiz Zafon zdobył moje serce wydaną w zeszłym roku "Mariną", a zważywszy na to, że "Cień wiatru" i "Gra anioła" czekają już na swoją kolej na półce, to nie mogłam dopuścić do tego, by nie zapoznać się z dziełem wydanym chwilę temu przez Wydawnictwo Muza.

We wstępie do lektury autor ma nadzieję, że książka mimo, iż została zakwalifikowana do powieści młodzieżowej, to równie ciepło zostanie przyjęta w gronie starszych czytelników. Carlos Ruiz Zafon podobnie, jak wielu pisarzy przed nim i zapewne po nim chciał w swoim dziele przedstawić nam uniwersalne przesłanie, które sprawi wielu osobom wiele podczas czytania niesamowitą frajdę.

"Książe Mgły" opowiada nam losy trójki przyjaciół - Maxa, Alicji i Rolanda, którzy spotykają się niedługo po tym, jak dwójka z nich wraz z rodzicami i młodszą siostrą przeprowadzają się w roku 1943 do małej osady rybackiej na wybrzeżu Atlantyku. Już od pierwszego dnia wokół nich zaczynają się dziać mrożącę krew w żyłach rzeczy. Wszystkie te zdarzenia dają do myślenia najmłodszemu z nich - Maxowi Craverowi - już od samego początku kiedy to w nocy chłopiec odwiedza tajemniczy ogród pełen posągów artystów cyrkowych. Ciekawość nastolatka wzmaga się podczas zorganizowanego przez ojca seansu filmowego, podczas którego pan Carver puszcza swojej rodzinie film przedstawiący amatorskie nagranie widzianego wcześniej przez trzynastolatka ogrodu... Podczas oglądania projekcji Max zauważa, iż owe rzeźby stoją w zupełnie innych pozycjach niż to zapamiętał w rzeczywistości...

Moim zdaniem napisana przez Carlosa Ruiza Zafona książka spełniła swoją rolę niemalże w całości. Jest ona bowiem naprawdę przyjemną, łatwą w odbiorze i zarazem wartościową lekturą. Czytając ją możemy się przekonać ile tak naprawdę warta jest ludzka przyjaźń. Roland znał rodzeństwo Carverów raptem kilka dni, a mimo to był w stanie zrobić dla nich niemalże wszystko. Czuł między nimi wyjątkową więź, która byłaby w stanie przetrwać nawet najgorsze próby.

Kolejnym poruszonym w tekście problemem jest kwestia - złego do szpiku kości - Księcia Mgły, który spełniał życzenia potrzebujących jego pomocy osób i tym samym umiejętnie wciągał je do grona swoich dłużników. Czytanie o tego typu zdarzeniach było dla mnie o tyle ważne, iż autor stara się uświadamiać swoich czytelników - poprzez niezwykle dopracowany pomysł -o istnieniu niezwykle niebezpiecznych sekt, które od zawsze były, są i być będą...

W całości ważne jest również to, że "Książę Mgły" nie jest historią pełną sielanki. Omawiana pozycja literacka pełna jest tajemniczości, niepewności, a także bezwzględności. Nie nie jest takie, jak to się wydaje w rzeczywistości. Bohaterowie muszą się w nie zmierzyć z prawdziwymi i niebezpiecznymi przeciwnościami losu.

Lekturę polecam każdemu bez względu na wiek - nawet tym, którym nie przypadły do gustu poprzednie pozycję tego autora. Naprawdę warto! Osobiście czekam z niecierpliwością na kolejne książki tego autora, która mają ukazać się w Wydawnictwie Muza w przyszłym roku i mam nadzieję, że wspomniany na samym początku "Cień wiatru" i "Gra anioła" doczekają się wreszcie swojej kolejki.


Wydawnictwo Muza, listopad 2010
ISBN: 978-83-7495-850-9
Liczba stron: 200
Ocena: 8/10

wtorek, 16 listopada 2010

Zenon Chmielewski - Taksiarska ballada

Ostatnimi czasy czytałam sporo książek, w których pojawiała się mroczna tematyka. Kilka dni temu postanowiła zmienić nieco repertuar i w tym celu sięgnęłam po lekturę wydaną jakiś czas temu przez Wydawnictwo Novae res.

"Taksiarska ballada" jest zbiorem 34 historii, które przydarzyły się - w przeciągu kilku lat - warszawskim taksówkarzom. Książka zainteresowała mnie tym bardziej, iż jej autorem jest osoba, która zna to środowisko od podszewki i sama przeżyła kilka spośród opisanych tutaj scen.

Niektóre przedstawione czytelnikowi epizody były naprawdę ciekawe. Ich bohaterowie przyprawili mnie o niesamowitą dawkę humoru, który udzielił się także - towarzyszącym mi w momencie czytania - znajomym z uczelni. W szczególny sposób wspominam kilka z nich - "Grzesznicę", "Pogrzeb i stypa", "Diabeł jeździ z ELE", "Gruzini dwaj" i "Honor kobiety pracującej". Jestem niemalże na sto procent pewna, że będę do nich wracać przy każdej nadającej się okazji.

Ponadto - jak w niemalże każdej lekturze - spotykamy na swojej drodze historię już dużo bardziej zwyczajne. Niektóre z nich były wręcz irytujące i jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem cierpliwości jaką mogą się poszczycić osoby pracujące w tym zawodzie. Sama pewnie bym wysiadła już po pierwszy kursie, a już nie wspomnę o tym, że wcześniej musiałabym zrobić w końcu prawo jazdy i zdobyć potrzebną w tym fachu licencję.

Ogólnie rzecz biorąc napisana przez Zenona Chmielewskiego książka jest pozycją niezwykle ciekawą i nadającą się - ze względu na swoją budowę - do czytania na raty. Nie jest też ona książką zbyt wymagającą, a za to prostą i przyjemną w czytaniu.

Dużym plusem "Taksiarskiej ballady" jest również fakt, iż znalazły się w niej zwroty charakterystyczne dla taksówkarzy. Przez to całość zdawała się być jeszcze bardziej naturalna i ciekawa. Oczywiście przy każdym słowie - mogącym być nie zrozumiałym dla odbiorcy - znajdowało się krótkie ale klarowne wytłumaczenie.

Myślę, że przeczytanie tej książki jest naprawdę ciekawym doświadczeniem. Polecam ją każdemu kto znajdzie na zaglądnięcie do niej choć kilka minut dziennie. Z wielką przyjemnością przytoczyłabym Wam nieco bardziej obrazowo niektórych bohaterów tej lektury, jednak zważywszy na to, iż większość historii jest strasznie krótka to musiałabym w swojej wypowiedzi zbyt dużo spojlerować. Dlatego zachęcam was do osobistego spotkania z nimi.

Poza tym albo mi się wydaje, albo po raz kolejny w ostatnim czasie jestem wyjątkowo oczarowana z okładką...


Wydawnictwo Novae res, 2010
ISBN:
978-83-7722-074-0
Liczba stron: 204
Ocena: 8/10


Książkę można nabyć na stronie internetowej www.zaczytani.pl

Przypominam o trwającym do piątku konkursie, do którego udziału serdecznie zachęcam. Pobijmy rekord z poprzedniego losowania, bo naprawdę warto. Zapraszam również do odwiedzania naszego profilu na Facebooku.

Katarzyna Berenika Miszczuk - Ja, diablica

Wydana przez Wydawnictwo W.A.B. książka zwróciła na siebie moją uwagę już jakiś czas temu. Spotykałam ją niemalże codziennie podczas odwiedzić w kiosku znajdującym się w poczekalni miejskiego PKP, a ja nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności i nie podczytywać od czasu do czasu tej niezwykłej książki pt.:"Ja, diablica". Na całe szczęście w końcu nadeszła uroczysta chwila i od tamtej pory lektura napisana przez Katarzynę Berenikę Miszczuk gości na mojej domowej półce.

Muszę przyznać, że omawiana w chwili obecnej pozycja literacka zaskoczyła mnie i to naprawdę pozytywnie. Historia diablicy Wiktorii przeszyła mnie wskroś i sprawiła, że nie mogłam od niej odejść aż do czasu, gdy pod swoją prawą dłonią nie poczułam ostatniej kartki. No ale zacznijmy może od początku.

Główną bohaterką powieści jest młodziutka studentka, która po nocnej imprezie zostaje zamordowana w ciemnym parku i niezwłocznie trafia do piekła, gdzie czeka już na nią zadanie charakterystyczne dla jej podobnych osób. W swoim nowym miejscu zamieszkania Wiktoria spotyka na swojej drodze nowych 'przyjaciół', który wprowadzają dziewczynę w skomplikowana podziemne układy. Być może wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że na ziemi pozostał ukochany bohaterki - Piotr - a w obecnym świecie na każdym kroku musi się bronić przed 'zalotami' Beletha, który ma wielką ochotę na pozbawienie cnoty nowej koleżanki. Tymczasem Wiktoria stara się z wszelkich sił przekonać zmarłych, by podobnie jak ona wstąpili do piekła. Nie straszne dziewczynie jest to jakiego sposobu w tym celu użyje, bo jak mówi doskonale wszystkim znane powiedziecie: 'Cel uświęca środki'

Jak już wspomniałam wyżej książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka przy tworzeniu swojego dzieła posłużyła się narracją pierwszoosobową, która bardzo często ułatwia czytelnikowi zagłębianie się w lekturze. Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła naprawdę ciekawy i oryginalny pomysł. Z tego co wiem spodobał się on nie tylko mnie, więc jest mi tym bardziej miło, że miałam okazję zapoznać się z twórczością dwudziestodwuletniej pisarki. Z nią nie straszna jest mi już fantastyka połączona z miłosnymi potyczkami ani nawet nieco sztuczne dialogi, które pojawiły się w pewnych momentach lektury. W sumie dodawały one całości jeszcze większy urok. W książce "Ja, diablica" nie zabrakło także zdrowej dawki poczucia humoru, który wręcz zachęca do dalszego zagłębiania się w lekturze. Gorąco polecam!


Wydawnictwo W.A.B, październik 2010

ISBN: 978-83-7414-824-5
Liczba stron: 416
Ocena: 8/10


Przypominam o trwającym do piątku konkursie, do którego udziału serdecznie zachęcam. Pobijmy rekord z poprzedniego losowania, bo naprawdę warto. Zapraszam również do odwiedzania naszego profilu na Facebooku.

niedziela, 14 listopada 2010

Tosca Lee - Diabeł. Autobiografia

Kilka lat temu zastanawiałam się, jakby to było spotkać na swojej drodze samego Diabła. Nie chodziło mi o to, by zmienić swój punkt widzenia na coś nieco bardziej drapieżnego lecz po to, by sobie z nim chociaż przez chwilę pogawędzić. Chodziłam wtedy do klasy o profilu dziennikarskim, więc tego typu postać idealnie nadawałaby się do przeprowadzenia z nią wywiadu. Niestety moje malutkie marzenia nie spełniły się, jednak od tamtej pory z miłą chęcią sięgam po lektury, w których pojawiają się - chociażby w wątkach epizodycznych - piekielni władcy.

"Diabeł. Autobiografia" zainteresował mnie w chwili, w której dostałam w swoje łapki pierwszy rozdział powieści będący jeszcze egzemplarzem promocyjnym. Do premiery książki pozostało jeszcze trochę czasu, a ja już wiedziałam, że za nic w świecie jej sobie nie odpuszczę.

Historia opisana w książce przedstawia nam losy rozwiedzionego agenta literackiego, który wciąż nie może się pozbierać po zdradzie żony. Życie Claya toczy się pomiędzy ponurym, pustym mieszkaniem, a monotonną pracą. Wszystko zmienia się, gdy mężczyzna spotyka na swojej drodze Luciana, a ten wypowiada w jego kierunku na pozór niewinne zdanie: "Opowiem ci swoją historię, a ty ją spiszesz i opublikujesz". Początkowo bohater stara się jakoś zbyt nowo spotkaną osobę myśląc, że jest kolejnym pisarzem próbującym za wszelką cenę sprzedać komuś swoje 'pisadło'. Bardzo szybko przekonuje się, że całkowicie się mylił. Od tamtej pory z coraz większym zainteresowaniem słucha historii podjętej przez Diabła.

Przed przeczytaniem książki zapoznałam się z wieloma różnymi opiniami na temat powieści napisanej przez Tosca Lee. Muszę przyznać, że naszły mnie wtedy chwilowe obawy, czy aby na pewno powinnam ją czytać. Ostatecznie postanowiłam przekonać się na własnej skórze, że jak to w końcu jest z tą autobiografią diabła.

Na samym początku uderzyło mnie lekkie podobieństwo książki amerykańskiej pisarki do powieści napisanych przez Anne Rice. W końcu w wielu z nich główne postacie udawały się z prośbą spisania historii ich życia do osób mających smykałkę do praktycznej literatury. Dopiero po kilku stronach wczytałam się w lekturę na tyle dobrze, że dalsza część poszła mi już jak z płatka - łatwo i przyjemnie.

Tosca Lee stworzyła kawał dobrej literatury, która zawiera wiele ważnych i na dobrą sprawę uniwersalnych informacji dotyczących między innymi miłości, odrzucenia, nienawiści i pokusach. Każdy w niej znajdzie coś dla siebie. W dużo rzadszych przypadkach czytelnik odnajdzie, w którymś z fragmentów - stojącego przez jakimś wyborem - samego siebie. Momentami miałam wrażenie, że piekło w tej książce zostało ukazane jako poczucie odrzucenia i braku wybaczenia...

Dodatkowo autorka posługuje się językiem przystępnym dla czytelnika mimo, że zawiera wiele informacji natury religijnej. Całość sprawia, iż lekturę czyta się nadzwyczaj dobrze. Być może nie ma w niej zbyt wielu opisów, jednak moim zdaniem to kolejna rzecz, która sprawia, że "Diabeł. Autobiografia" staje się - poprzez swoją formę - działem jeszcze bardziej wyjątkowym.

Powieść chciałabym polecić wszystkim chętnym. Z miłą chęcią przeczytam kolejne opinie na temat tej lektury. Proponowałabym nie zniechęcać się tematyką, bo a nóz widelec Wam się spodoba.

Osobiście przypadła mi również do gustu okładka książki, która jest cudna! Serdecznie chciałabym podziękować Wydawnictwu Initium za jakże odmienną pozycję literacką. Na koniec pozwolę sobie zamieścić krótką informację dotyczącą autorki, a która została zamieszczona na tyle lektury:

Tosca Lee jest autorką wysoko ocenianych przez krytyków książek: 'Diabeł. Autobiografia' oraz 'Havah. Historia Ewy'. Zakwalifikowała się do czołówki rankingu Christy Award w kategorii prozy chrześcijańskiej. Jest również zdobywczynią drugiego miejsca w konkursie na książkę roku 'Fore-Word Magazine'. Mieszka na Środkowym Zachodzie, jej pasje to podróże, historia i teologia.


Wydawnictwo Initium, październik 2010

ISBN: 978-83-62577-02-6
Liczba stron: 280
Ocena: 8/10



Przypominam o trwającym do piątku konkursie, do którego udziału serdecznie zachęcam. Pobijmy rekord z poprzedniego losowania, bo naprawdę warto. Zapraszam również do odwiedzania naszego profilu na Facebooku.

sobota, 13 listopada 2010

Jaye Wells - Rudowłosa

Autorka "Greywalker" Kat Richardson opisała działo Jaye Wells jako "pełną dynamiki podróż przez mroczny i niebezpieczny świat wampirów, nimf, magów i demonów". Muszę przyznać, że w tych słowach znajduje się wiele prawdy...

Mimo, że w chwili obecnej w księgarniach aż roi się od lektur o podobnej tematyce, to jednak z wielką przyjemnością sięgnęłam po "Rudowłosą". W dużej mierze przyczynił się do tego fakt, iż w moim odczuciu Dom Wydawniczy Rebis jeszcze nigdy mnie nie rozczarował w kwestii doboru literatury.

Jaye Wells w swojej debiutanckiej książce przedstawia nam losy pół wampirzycy Sabiny, która od urodzenia szkolona jest przez swoją babkę na niebezpieczną morderczynię. Pannę Kane poznajemy w momencie, gdy kobieta wykonuje wyrok - ustanowiony przez Radę Dominii - na swoim przyjacielu, Davidzie. Niedługo później główna bohaterka otrzymuje od swoich władczyń kolejne zadanie. Tym razem musi wkraść się w kręgi Clovisa Trakiya, zdobyć plan działania tamtejszej sekty na najbliższy czas, a następnie z zimną krwią pozbyć się przywódcy wrogów. Nikt nie podejrzewa jednak, że plan działania może się trochę skomplikować.

Podczas wykonywania zadania Sabina spotyka na swojej drodze wiele postaci, z którymi - mimo wcześniejszych wierzeń - nawiązuje bliższy kontakt. Z czasem kobieta przekonuje się, że w rzeczywistości ni nie jet takie, jak od urodzenia wykładała jej babka. Panna Kane w obliczu niebezpieczeństwa musi dojrzeć do tego co jest prawdą, a co tylko kłamstwem.

"Rudowłosa" jest lekturą, którą będę mile wspominać przez jeszcze długi czas. Czytelnik nie doświadczy w niej przesadnej sielanki, a wręcz przeciwnie. Akcja ciągle wrze, a Sabina ma pełne roboty. Jak zakończy się pierwsze starcie? Po czyjej stronie opowie się ostatecznie główna bohaterka?

Jaye Wells piszę przedstawioną wyżej lekturą sprawiła, że spędziłam kilka, miłych godzin w doborowym towarzystwie. Pisarka brała w słowa ciekawie wymyślony przez siebie pomysł. Książka o Sabinie Kane jest tomem rozpoczynającym cały cykl, więc z niecierpliwością oczekuję na kolejne.



Dom Wydawniczy Rebis, 2010
ISBN:
978-83-7510-481-3
Liczba stron: 348
Ocena: 8/10

piątek, 5 listopada 2010

Dina Rubina - Pismo Leonarda

"Piąta powieść Diny Rubiny w wydawnictwie Muza, przenosi czytelnika do wielu krajów, miast i miasteczek. Jest tu i nostalgiczny, kipiący życiem Kijów, i zapomniane małe miasteczka nad Renem czy na amerykańskiej prowincji, tętniące życiem, mieniące się barwami, jak na płótnach malarzy - bohaterką powieści jest kobieta - cyrkówka, kaskaderka - posiadająca niezwykły dar przewidywania oraz umiejętność pisania odwróconą, lustrzaną wersją pisma, znanego jako "pismo Leonarda". Ów dar boży jest jednak dla niej nie nagrodą a przekleństwem, dominującym jej życie Niuta jest "dziwnym dzieckiem" dla krewnych z prowincji, którzy nie chcą się nią zaopiekować po śmierci matki, "dziwną dziewczynką" dla wykształconej bezdzietnej pary z Kijowa, "dziwną uczennicą" w radzieckiej szkole, gdzie niezwykłość jest uznawana za nienormalność i bezwzględnie tępiona. Jest także "dziwną studentką" szkoły cyrkowej - chociaż w środowisku cyrkowców dziwaków akurat nie brakuje, "dziwną Ruską" - w słynnym kanadyjskim cyrku, w którym przygotowuje lustrzane show."



Recenzja: "Pismo Leonarda" jest piątą książką napisaną przez genialną pisarkę Dinę Rubina, która zadebiutowała w wieku szesnastu lat na łamach czasopisma "Junost". Autorka dzięki swoim powieściom zdobyła wiele izraelskich nagród, a jej dzieła dodatkowo zostały przetłumaczone na 15 języków.

Historia przedstawiona przez autorkę przybliża nam losy Anny - niezwyklej kobiety, która nie tylko potrafii czytać ludziom w myślach ale także w sposób niemalże perfekcyjny posługuje się pismem Leonarda. Każda chwila spędzona w towarzystwie tej bohaterki jest dla czytelnika czymś niezwykłym i pełnym niekończących się zagadek. Postać stworzona przez Dinę Rubina zyskuje sympatię moli książkowych od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna być może i posiada obniżone poczucie własnej wartości, jednak mimo wszystko jest z niej uczuciowa i wrażliwa osoba.


Chwile, które spędziłam na czytaniu tej lektury uważam w pełni za udane. Jest ona nie tyko doskonałym przykładem autorskiego profesjonalizmu i ciekawie ubranego w słowa pomysłu ale i dowodem na to, że w dzisiejszych czasach pojawia się wiele ciekawych i godnych polecania pozycji. "Pismo Leonarda" zostało napisane ciekawym stylem, a bohaterowie opisani w niej pozostawili w mojej głowie wiele przemyśleń, z którymi zmagam się jeszcze do tej pory. Nic bowiem w tej książce nie jest do końca jasne dzięki czemu staję się jeszcze bardziej tajemnicze i pożądane przez czytelnika.

Pozycję serdecznie chciałabym polecić każdemu z Was, a Wydawnictwu MUZA serdecznie dziękuje za ofiarowanie mi tej niezwykłej lektury.


Muza, październik 2010
ISBN: 978-83-7495-848-6
Liczba stron: 464
Ocena: 8/10


Kochani przypominam o konkursie!!! Z przyczyn wyzszych zgłoszenia przyjmowane są jedynie do godziny 15.30, a ogloszenie wyników nastąpi około godziny 16. Za utrudnienia przepraszam!

sobota, 23 października 2010

Wojciech Scelina - Ostatni lot nad Kongo

"Nathan opuścił statek i wszedł na wydeptany plac, na którym nie uświadczył nawet jednego źdźbła trawy. Dzień był tak gorący, że kiedy spojrzał w kierunku odległych wzgórz, ujrzał pulsujące, wibrujące ku górze masy powietrza, skutecznie kryjące granicę między niebem a ziemią. Osoby, które dostrzegał, przypominały mu starą opowieść dziadka o ciałach bez dusz: odziany w białą marynarkę gentleman, kilka postaci, jakby handlowców i robotników, w końcu Murzyni skuci albo nieskuci; wszyscy krzątali się pośród niechlujnych zabudowań, byli markotni i nie zdradzali żadnych pozytywnych emocji. Ten krajobraz i atmosfera były Nathanowi nieznane, a ci wszyscy ludzie niezmiernie obcy, powiązani ze sobą relacjami, których nie rozumiał i które go przeraziły."


Recenzja:
"Ostatni lot nad Kongo" zainteresował mnie już od pierwszej chwili, w której to znalazłam się w moich rękach. Szczerze mówiąc ostatnimi czasy miałam okazję zapoznać się z kilkoma książkami opowiadającymi o "czarnym" kontynencie, jednak to chyba ta wywarła na mnie najwięcej sprzecznych uczuć.

Wojciech Scelina oferuje nam w swoim dziele wycieczkę do XIX-wiecznego - rządzącego przez Belgów Wolnego Państwa Kongo. Na własny sposób przedstawia nam świat opisany już niegdyś przez innych pisarzy. To zadziwiające, jak kilka różnych osób w sposób odmienny potrafi opisać te same wydarzenia. Swoją drogą i tak większą uwagę zwróciłam na zmiany jakie zachodzą w człowieku, gdy tylko przenosi się do miejsca, w którym znane dotychczas zasady nie funkcjonują. Do jak wielkich niegodziwości jesteśmy się w stanie posunąć w chwilach bezkarności.

"Ostatni lot na Kongo" przedstawia nam bestialską kolonizację mającą miejsce w XIX wieku. Dodatkowo lektura porusza również wiele problemów, z którymi boryka się wielu z nas - trwanie w błędzie, wybieranie mniejszego zła i próby życia zgodnie z własnymi przekonaniami, które może i nie zabijają innych ale równie boleśnie ich ranią.

Podsumowując książka została napisana ładnym i ciekawym językiem, a przedstawione w niej postacie i wydarzenia na tyle wyraziste, że pozostaną w sercach czytelników na bardzo długi czas. Lekturę polecam wszystkim zainteresowanym tą pozycją. Nie ma sensu czytanie jej na siłę. Z niecierpliwością czekam na Wasza zdanie na jej temat!


Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2010
ISBN: 978-83-7722-043-6
Liczba stron: 260
Ocena: 8/10

poniedziałek, 18 października 2010

Andrzej Klawitter - Śmierć i dziewczyna

"Śmierć i dziewczyna" jest książką znakomitego polskiego autora, który swoją twórczością zadebiutował w konkursie IV Programu PR w 1984 roku. Do dnia dzisiejszego w swojej pisarskiej karierze pan Andrzej Klawitter miał do czynienia z różnymi gatunkami literackimi, jednak to właśnie powieści młodzieżowe zdobyły największe uznanie czytelników.

Dorota wraz z rodzicami przyjeżdża do Szubina, gdzie w mieszkaniu ich bliskich odnaleziono sześć otrutych osób. Ku rozpaczy Państwa Malików policyjne śledztwo nadal stoi w miejscu, a mieszkańcy dziesięciotysięcznego miasteczka zgodnie twierdzą, że Maryla i Janusz nie mieli wśród nich żadnych wrogów. Jakiś czas po pogrzebie główna bohaterka postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci brata i jego rodziny.

Wyzwanie wydaje się przewyższać umiejętności dziewczyny, a mimo to osiemnastolatka nie poddaje się. Z czasem odnajduje odpowiedzi na nurtujące ją pytania, aż w końcu poznaje druzgoczącą prawdę.

"Śmierć i dziewczyna" jest lekturą poruszającą wiele - aktualnych w dzisiejszych czasach - problemów. Obserwując ludzi bardzo łatwo możemy zaobserwować to, do czego są zdolni ''pod wpływem" biedy. Jedni korzystają z pomocy opieki społecznej ile wlezie, natomiast Ci posiadający honor stokroć wolą głodować. Podobnie było w domu Janusza i Maryli, których dzieci nie raz chodziły niedożywione. Ich posiłki sprowadzały się do kanapek z powidłami i tym podobnych rzeczy otrzymywanych w większości od zaprzyjaźnionych sąsiadów. Głowa rodziny nie pracowała nigdzie już od jakiegoś czasu, dlatego też mieszkańcy Szubina zdziwili się, gdy w mieszkaniu Malików nagle zaczęły pojawiać się najrozmaitsze sprzęty.

Szczerzę mówiąc odkryłam prawdę śmierci bliskich Doroty kilkanaście stron przez bohaterką, a mimo to byłam nią strasznie wstrząśnięta. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której musiałabym postawić się na ich miejscu. Trudno mi powiedzieć, jak postąpiłabym na miejscu Janusza. Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy nie będę.

Gdy czytałam książkę Andrzeja Klawittera co rusz grała mi na nerwach osiemnastoletnia pani detektyw. Mimo, że starała się jak mogła rozwiązać zagadkę śmierci swojego brata, to co jakiś czas musiała zabłysnąć swoją młodzieńczą biernością. Kilkunastokrotnie miałam okazję przeczytać jaka to Dorotka jest piękna i jak to nie działa na mężczyzn. Niby nic w tym złego, jednak dla mnie momentami było tego typu wypowiedzi zbyt wiele.

Poza tym nie mam w stosunku do tej powieści większych zastrzeżeń. "Śmierć i dziewczyna" idealnie nadaje się do przeczytania dla każdego, chociaż nie ukrywam, że w tym momencie kładę nacisk głównie na nastoletnie grono czytelniczek. W przyszłości mam nadzieję zajrzeć do innych pozycji Andrzej Klawittera wydanych przez wydawnictwo Telbit.


Wydawnictwo Telbit, Warszawa 2008 (?)
ISBN: 978-83-60848-53-1
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10


Z tego miejsca chciałabym również przypomnieć o wciąż trwającym konkursie, którego finał przewiduję na środę 20 października!!! Gorąco zachęcam do zgłaszania się ;) Szczegóły w etykiecie Konkurs!

niedziela, 10 października 2010

Scott Mariani - Proroctwo sądnego dnia

"Ben Hope, były komandos SAS, służb specjalnych Jej Królewskiej Mości, rezygnuje z pracy polegającej na poszukiwaniu porwanych osób i podejmuje decyzję o powrocie na przerwane wiele lat temu studia teologiczne. Nie zdaje sobie sprawy, że los znów spłata mu figla… Szukając zaginionej badaczki, Zoe Bradbury, zajmującej się archeologią biblijną, zostaje wplątany w wyjątkowo niebezpieczną misję. Jaką starożytną tajemnicę odkryła Zoe? Kto zrobi wszystko, aby sekret ten nie ujrzał światła dziennego?
Z Grecji akcja książki przenosi się na głębokie amerykańskie Południe i do świętego miasta, Jerozolimy. Tam Ben orientuje się, że walczy nie tylko o siebie i Zoe, lecz także o życie wielu milionów ludzi. Stawka jest przerażająco wysoka, czasu zaś na uniknięcie katastrofy, która może być początkiem Apokalipsy, jest coraz mniej. "


Recenzja: Po przeczytaniu brawurowej lektury Scotta Mariani pt.: "Spisek Mozarta" nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności i sięgnęłam po kolejne dzieło tego autora. Początkowo obawiałam się, że spotkanie z pisarzem okaże się totalnym niewypałem, jednak już po kilku rozdziałach moje uczucia w stosunku do "Proroctwo sądnego dnia" wróciły na właściwe tory.

Po raz drugi spotykamy się z Benem Hope, któremu los w ostatnim czasie uwielbia płatać figle. Tym razem główny bohater wyrusza na poszukiwania badaczki i archeologa biblijnego i - jak to bywa w tego typu książkach - zostaje wplątany w niezwykle niebezpieczną misję. W tej odsłonie były żołnierz SAS walczy nie tylko o życie swoje i towarzyszącej mu kobiety ale także milionów niczemu winnych ludzi. Czy Benowi uda się pokrzyżować szyki niebezpiecznym osobnikom?

Muszę przyznać, iż lektura zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Spragniona kolejnych stron czytałam ją nie tylko w domu ale również w autobusie, tramwaju i pociągu. Scott Mariani doskonale zaplanował fabułę powieści, której zagadki i odpowiedzi dawkowane były czytelnikowi równomiernie. Przez cały czas coś się działo, dzięki czemu przez większość książki nie nudziłam się. Już sam plan porwania osobistości mówił sam za siebie. Dodatkowo autor posługuje się charakterystycznym dla siebie stylem, który mi osobiście odpowiada. Swoją drogą i wydawnictwo MUZA zaopatrzyło powieść w okładkę podobną do tej, która zdobiła poprzedni tom przygód Bena Hope'a. Myślę, że dzięki temu "Proroctwo sądnego dnia" zyska jeszcze większą rzeszę potencjalnych odbiorców.

Tradycyjnie polecam książkę fanom Dana Browna!



Wydawnictwo Muza, sierpień 2010
ISBN 978-83-7495-841-7
Liczba stron: 363
Ocena: 8/10

czwartek, 7 października 2010

Michał Giedroyć - Na krawędzi krateru

Muszę przyznać, że okres II Wojny Światowej jest tym czasem, który w historii powszechnej zawsze interesował mnie najbardziej. Przede wszystkim z tego powodu zdecydowałam się na przeczytanie książki Michała Giedroyć.

"Na krawędzi krateru" przedstawia nam wspomnienia autora, który na własnej skórze przeżył przymusową odyseję. Książka ukazuje nam piekło setek tysięcy zesłańców i uchodźców. Bardzo często byli oni bezdomni, a także niedożywieni. Czymś strasznym było czytać o tym, jak w tamtych czasach traktowani byli nasi rodacy.

W odróżnieniu od wielu lektur opowiadających o tym okresie historii, to ta napisana przez Michała Giedroyć wydaje się być najbardziej realistyczną. Bardzo często pamiętniki i inne pamiątkowe przedmioty ujawniane są przez rodziny osób przeżywających tragedię, które ze wszelkich sił starają się upamiętnić poszczególne zdarzenia. Tym razem jest zupełnie inaczej! Dodatkowym walorem "Na krawędzi krateru" są zamieszczone na poszczególnych stronach zdjęcia. Szczerze mówiąc jestem pełna podziwu dla pana Michała który po tym wszystkim co przeżył był wstanie nam o tym opowiedzieć i to z taką dokładnością. Zdaję sobie sprawę, że od tych wydarzeń minęło już kilkadziesiąt lat ale mimo to zastanawiam się, czy na jego miejscu potrafiłabym postąpić tak samo. Książkę chciałabym polecić przede wszystkim miłośnikom historii.


Wydawnictwo Literackie, wrzesień 2010
ISBN: 978-83-08-04503-9
Liczba stron: 438
Ocena: 8/10

niedziela, 3 października 2010

Kate DiCamillo - Magiczny słoń

"Przedstawienie historii magika i słonia, Piotra i Adeli było dla mnie głębokim i przejmującym doświadczeniem. Chciałabym, abyście czytając tę historię, znaleźli w niej pocieszenie, nadzieję i magię, a także poczuli jej uzdrawiającą siłę, które ja czułam, pisząc tę opowieść. Kate DiCamillo

Kate DiCamillo w swojej nowej powieści wyczarowuje zapadającą w pamięć baśń o tym, żeby z wiarą otwierać się na nieoczekiwane oraz o tym, że to, co wyjątkowe i niezwykłe może być prawdziwe.
"



Recenzja:
Po przeczytaniu książek pt. "Dzielny Despero" i "Cudowna podróż Edwarda Tulana" w mojej biblioteczce przyszedł czas na kolejne dzieło Kate DiCamillo, a mianowicie na cudowną historię "Magiczny słoń".


Lektura przedstawia nam losy dziesięcioletniego chłopca, który po śmierci rodziców był wychowywany przez starego żołnierza. Ze wszelkich sił stara się dowiedzieć czegokolwiek o siostrze, więc gdy tylko do miasteczka przyjeżdża wróżka udaje się do niej w celu uzyskania pomocy. To właśnie dzięki niej w życiu małego Baltese'a dochodzi do zmian, którym przygląda się tytułowy słoń wskazany podczas przepowiedni. Od tej pory młodzieniec jest świadkiem niezwykłych rzeczy, do których z inicjatywy opiekuna prawego głównego bohatera nigdy by nie doszło. W końcu to on wmawiał swojemu podopiecznemu, że jego siostrzyczka urodziła się martwa. Dopiero odpowiednio nieprzyciśnięty decyduje się powiedzieć Baltese'mu prawdę.

"Magiczny słoń" jest baśnią, która uświadamia swoim czytelnikom czym jest odwaga, wytrwałość i miłość. Wiele osób mogłoby się czegoś nauczyć z tej lektury, bowiem coraz mniej ludzi zdaje sobie sprawę, które wartości życiowe należą do najważniejszych.

Książkę polecam dosłownie każdemu, by choć na chwilę oderwał się od szarej rzeczywistości. Lektura nie jest długa i z pewnością przeczytanie jej nie zajmie nikomu więcej niż 2-3 godziny. Podobnie, jak poprzednim razem baśń zaopatrzona jest w tematyczne rysunki wykonane tym razem przez Yoko Tanaki.


Philip Wilson, 2009
ISBN: 978-83-7236-246-9
Liczba stron: 192

sobota, 2 października 2010

Orhan Pamuk - Cevdet Bej i Synowie

Gdy Wydawnictwo Literackie zaproponowało mi zrecenzowanie książki Orhana Pamuka pt. "Cevdet Bej i Synowie", to przyjęłam tą propozycję z wielką przyjemnością. Tym bardziej, że tego typu książki ostatnimi czasy bardzo mnie fascynują. W końcu poznawanie innej kultury poniekąd kształtuje nasz rozwój.

"Cevdet Bej i Synowie" jest lekturą będącą debiutem literackim tureckiego pisarza. Opowiada o losach trzydziestosiedmioletniego mężczyzny, który marzy o założeniu rodziny i pomnożeniu wypracowanego przez siebie majątku. W końcu Cevdet żeni się, a nie długo potem w jego domu pojawiają się także dzieci. Gdy synowie muzułmanina dorośli ojciec oddał im we władanie firmę, na której rozwój ciężko pracował przez wiele lat. Mimo, że założyli własne rodziny, to w dalszym ciągu zamieszkiwali wspólnie z żonami i dziećmi okazałą ojcowską kamienicę.

Orhan Pamuk dzięki swoim talentom literackim zabrał nas w niezwykłą podróż po życiu mieszczańskiej rodziny. Dzięki niemu mogliśmy obserwować ludzką wytrwałość, bez której główny bohater nigdy by się nie dorobił. "Cevdet Bej i Synowie" przedstawia nam swoistą kronikę ludzkiego życia i obyczajów. Wspólnie z bohaterami mieliśmy także okazję zapoznać się ze zmianami jakie na przestrzeni siedmiu dziesięcioleci zaszły wśród tamtejszego społeczeństwa.

Całość zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Lektura została napisana ładnym i zarazem charakterystycznym językiem, do którego na samym początku musiałam się przyzwyczaić. Powieść składa się z trzech części po kilka rozdziałów w każdej. Dodatkowym walorem książki jest oryginalna okładka, która idealnie oddaje jej nastrój. Z tego miejsca chciałabym serdecznie zaprosić wszystkich do odwiedzenia w dniu szóstego października pobliskich księgarni. To właśnie wtedy będzie miała miejsce premiera przedstawionej Wam wyżej lektury Orhana Pamuka, do której kupna gorąco zachęcam.


Wydawnictwo Literackie, październik 2010
ISBN: 978-83-08-04507-7

Liczba stron: 800
Ocena: 8/10

piątek, 1 października 2010

Kate DiCamillo - Dzielny Despero

"Dzielny Despero" to zadziwiająca trzymająca w napięciu baśń, łącząca elementy opowieści przygodowej, fantastyki i horroru. Głównym bohaterem jest Despero, mała myszka z wielkimi uszami, która wraz z rodziną mieszka we wspaniałym zamku. Jest niezwykłą myszką, uwielbia muzykę, czyta książki, zakochuje się w księżniczce. Zarówno te cechy, jak i wygląd tak różniące ją od innych myszy, sprawiają, że Despero jest odrzucony przez najbliższą rodzinę i otoczenie. W książce występują też inne niezwyczajne postaci: śliczna księżniczka, nierozgarnięta służąca i całkiem sympatyczny szczur. Wszyscy oni mają wspaniałe marzenia i dążą do czegoś.



Recenzja:
Bajki towarzyszą większości z nas już od najmłodszych lat. Bardzo często bohaterami tych niezwykłych opowieści są zwierzęta, które poprzez alegorię przekazują nam wiele życiowych mądrości. Z przykrością obserwuję sytuacje, w których genialne i zarazem edukacyjne filmy animowane zostają zastępowane ukazującymi przemoc. Dzisiejszy świat coraz częściej się pod tym względem psuje.

Na całe szczęście istnieją jeszcze autorzy, którzy poprzez swoje dzieła chcą pokazać zarówno dzieciom, jak i ludziom dorosłym co tak na prawdę się w życiu liczy.

Do książek Kate DiCamillo zajrzałam przez czysty przypadek i szczerze powiedziawszy nie żałuję tego. "Dzielny Despero" została napisana przez autorkę specjalnie dla synka przyjaciółki, któremu zamarzyła się lektura z nieprawdopodobnym bohaterem o wyjątkowo dużych uszach.

Opowieść o niezwykłej myszce wciąga od początku aż do samego końca. Poruszone są w niej kwestie ohydnej zdrady, niemożliwej miłości, odwagi, a także staroświeckiego męstwa. Jak najbardziej nadaje się do czytania dla najmłodszych czytelników.

Dużym plusem książki Kate DiCamillo są znajdujące się w niej obrazki, które dodatkowo wzbudzają wyobraźnię czytelnika. Osobiście przeszkadzała mi w niej jedynie zbyt duża - jak dla mnie - czcionka, jednak dla najmłodszych odbiorców jest ona wręcz idealna.

Myślę, iż spokojnie mogę ją polecić każdemu bez względu na wiek. Sama czytałam ją przez jeden wieczór i wcale tego nie żałuję.



Wydawnictwo Philip Wilson, październik 2005
ISBN: 83-7236-189-4
Liczba stron: 278
Ocena: 8/10

poniedziałek, 27 września 2010

Gregory Maguire - Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu.

"Kiedy w klasycznej książce L. Franka Bauma Dorotka triumfuje nad Złą Czarownicą z Zachodu, poznajemy tylko jej część historii. A jak to wyglądało z punktu widzenia strasznej nemezis, tajemniczej Czarownicy? Skąd się wzięła? Dlaczego stała się taka zła? I jaka w ogóle jest prawdziwa natura zła? Gr iwa natura zła? Gregory Maguire stworzył świat tak bogaty i żywy, że już nigdy więcej nie będziecie patrzeć na krainę Oz tymi samymi oczami. Wicked opowiada o miejscu, gdzie zwierzęta mówią i walczą o swoje prawa obywatelskie, gdzie Manczkinowie starają się wejść do klasy średniej, a Blaszany Drwal pada ofiarą przemocy w rodzinie. No i jest jeszcze ta mała zielono skóra dziewczynka o imieniu Elfaba, która wyrośnie na osławioną Złą Czarownicę z Zachodu. Bystre, zjadliwe i nierozumiane stworzenie, które zmusi was do ponownego przemyślenia swoich przekonań na temat natury dobra i zła."

Recenzja: Muszę przyznać, że na przeczytanie tej książki miałam ochotę już od dawna. Niestety, gdy wpadłam na nią w księgarni, to nie posiadałam przy sobie na tyle gotówki by ją do siebie przygarnąć. Z kolei na owocną wizytę w Bibliotece Miejskiej nie miałam co liczyć. Dopiero nie dawno dzięki uprzejmości Wydawnictwa Initium moje marzenia spełniły się. Nie muszę mówić, że w związku z tym pochłonięcie lektury zajęło mi nie całe dwa dni.

Według Gregory'ego Maguire'a historia Złej Czarownicy z Zachodu wcale nie wyglądała tak, jak przedstawili ją twórcy "Czarnoksiężnika z krainy Oz". W rzeczywistości przyczyną wszystkich problemów bohaterki wśród otaczającego ją społeczeństwa nie była wcale jej złośliwość, a zielona skóra, z którą się urodziła. W związku z tym była gorzej traktowana nawet w domu, gdzie cała rodzicielska miłość zostawała przelewana na siostrę Elfaby - Złą Czarownicę ze Wschodu. Dziewczyna od najmłodszych lat nie przejawiała ciągot do czarnoksięstwa. Była raczej skupiona na aspektach życia, gdzie z determinacją próbowała walczyć o prawa zwierząt. Tak, jak wszyscy posiadała namiętne uczucia, a także momenty zwątpienia w swoje ideały...

Ogólnie rzecz biorąc "Wicked" jest książką dającą czytelnikom do myślenia. Nie banalna fabuła sprawiła, że nie mogłam odejść od lektury nawet na chwilę. Gregory Maguire tworząc tą książkę dokonał rzeczy niezwykłych. Dzięki wymyślonym przez niego przygodom Złej Czarownicy z Zachodu mieliśmy okazję zapoznać się z czymś nowym i zarazem wyjątkowym w literaturze. Autor pozwolił zarysom oryginalnej historii jedynie wpleść się w tło wydarzeń.

Napisana na podstawie "Czarnoksiężnika z krainy Oz" książka niewątpliwie nie nadaje się do czytania dla najmłodszych. Znajduje się w niej cała masa żartów na tle erotycznym, z którymi lepiej jest poczekać kilka lat. Oczywiście część z nich powodowała na mojej twarzy coś na wzór przysłowiowego "banana", a z części nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. W każdym bądź razie dodawały one książce swojego rodzaju uroku. Przyznaję również, że niektórym w tej lekturze może przeszkadzać język jakim posługują się bohaterowie. Na kilku już blogach czytałam pozytywne opinie skierowane w stronę "Wicked", więc myślę, że nie powinno być większych problemów z dostosowaniem powieści do gustów większości Moli Książkowych. Nawet mój brat z wielkim zaangażowaniem wczytuje się w lektury mówiąc, że mu się podoba. Gorąco polecam!



Wydawnictwo Initium, luty 2010
ISBN:
978-83-927322-3-5
Liczba stron: 463
Ocena: 8/10

niedziela, 26 września 2010

William Kamkwamba - O chłopcu, który ujarzmił wiatr

"Niezwykła opowieść o dociekliwym, malawijskim chłopcu i jego pełnym inwencji umyśle. O nadziei we współczesnej Afryce, o ludzkiej pomysłowości i jej potędze w walce z przeciwnościami losu. „O chłopcu, który ujarzmił wiatr” to lektura obowiązkowa dla tych, którzy ośmielają się marzyć.
Kiedy w 2002 roku susza niszczy zbiory na polach Malawi i tysiące ludzi umiera z głodu, William Kamkwamba ma 13 lat i z ciężkim sercem musi porzucić szkołę. Nie czeka na cud, niewiele myśląc bierze sprawy w swoje ręce. Z odrobiną kukurydzianego kleiku w żołądku, z książką z wiejskiej biblioteki w ręku, uzbrojony w ciekawość i determinację, zabiera się do realizacji śmiałego planu: dać swojej rodzinie elektryczność. Całymi miesiącami grzebie w śmietnikach i na złomowisku, wyprasza od ojca zepsuty rower, wykopuje spod ziemi stare rury PCW..."


Recenzja: Książka "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" jest autobiograficznym działem napisanym przez Williama Kamkwamba - studenta African Leadership Academy w Johannesburgu, a także przez odpowiedzialnego za przelewanie na papier historii chłopca - korespondenta Associated Press Bryana Mealera.

Po raz kolejny jestem zafascynowana i zarazem przerażona kontynentem, który zsyła na swoich mieszkańców całą masę nieszczęść. To trochę niesprawiedliwe, że na świecie żyją w dostatku ludzie niedoceniający tego co mają, a osoby na to zasługujące co rusz wystawiane są przez Boga na chwilę próby. Niestety taka jest rzeczywistość i nie wiele w tym kierunku możemy zrobić.

Williama Kamkwamba poznajemy w chwili, gdy ma trzynaście lat i z wielkim zaangażowaniem dąży do tego, by dać swojej rodzinie elektryczność. Chłopak mimo przeciwności losu zbiera po śmietnikach wszystkie potrzebne mu to tego przedmioty i dzięki swojej pomysłowości dopina swego.

"O chłopcu, który ujarzmił wiatr" przedstawia nam także problem suszy, która niszczy uprawy na polach w Malawi niosąc za sobą cierpienie, głód, a nawet śmierć. To dobrze, że w takich miejscach mieszkają osoby pokroju Williama posiadające hart ducha.

Dużym plusem tej książki jest jej naturalność. Razem z autorem poznajemy tradycje panujące w afrykańskim państwie, a także obserwujemy codzienne życie tubylców. Głównym bohater przedstawia nam doskonale znane mu miejsca, które są dla czytelnika niezwykle ciekawym doświadczeniem.

Myślę, że możemy wynieść z tej lektury naprawdę wiele pożytecznych informacji, a przystępny dla czytelnika język sprawia, że ma się ochotę na jeszcze więcej.



Wydawnictwo Drzewo Babel, 2010
ISBN:978-83-89933-21-8
Liczba stron: 312
Ocena: 8/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy