Muszę przyznać, że coraz rzadziej sięgam po lektury, które przeznaczone są dla nieco młodszych odbiorców. Ostatnimi czasy nie odczuwałam takiej potrzeby... Nieustannie ciągnęło mnie do całkiem odmiennej literatury. Wywoływała ona u mnie określone emocje i było mi z tym bardzo dobrze. Wszystko do momentu, w którym wpadła mi w ręce pierwsza część cyklu napisanego przez Mary-Claire Helldorfer. To właśnie ona sprawiła, że moje początkowe postanowienia spaliły na panewce i czym prędzej musiałam zabrać się za "Pocałunek anioła".
Ivy jest nastolatką, która w ciągu całego swojego życia przeżyła naprawdę wiele. Po śmierci ojca zamieszkała ona wraz z matką i młodszym bratem w niewielkim mieszkaniu, które z biegiem czasu pomogło jej w dojściu do siebie. W powieści poznajemy ją jako dziewczynę, która posiada wszystko co potrzebne jest jej do szczęścia a wolny czas przeznacza na spotkania z przyjaciółmi i ukochanym chłopakiem. Wszystko do czasu, gdy Tristan ginie w wypadku samochodowym, a główna bohaterka nie potrafi się z tego otrząsnąć. Czy znajdzie się osoba, która pomoże Ivy pozbierać się z wydarzeń, które bezpowrotnie odbiły się na jej psychice?
