Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 czerwca 2016

Veronica Roth - Niezgodna

Naprawdę trudnym zadaniem jest pisanie na temat książki, która w bardzo krótkim czasie osiągnęła aż tak wielki sukces. Cykl ten pokochały miliony czytelników na całym świecie i póki co nie zapowiada się, by miało to ulec jakiejkolwiek zmianie. Osobiście zapoznałam się z całością tej serii kilka tygodni po tym jak znajoma poleciła mi do obejrzenia ekranizację jej pierwszego tomu. Przez dłuższy czas biłam się z myślami, ponieważ kolejność ta była niezgodna z wyznawanymi przeze mnie zasadami. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że ani trochę nie ciągnęło mnie do serii stworzonej przez Veronice Roth, więc minęłyby lata zanim w ogóle udałabym się po nią do miejscowej biblioteki. W tym wypadku obejrzenie filmu wydawało mi się dość sensownym wyjściem z sytuacji, a ono z kolei pociągnęło za sobą wszystko inne co ostatecznie przyczyniło się do tego, że "Niezgodną" oraz jej kontynuacje pochłonęłam w tydzień. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to już któryś cykl z kolei, w którym autor porusza temat wizji świata w przyszłości, wcale nie było tak łatwo jakby się to mogło wydawać. Zanim jednak przejdziemy do ostatecznych wniosków jakie nasunęły mi się podczas obcowania z twórczością amerykańskiej autorki, chciałabym zacząć od krótkiego przedstawienia wymyślonej przez nią historii.

Społeczeństwo powstałe na ruinach Chicago zostało podzielone na pięć frakcji: altruizm (bezinteresowność), nieustraszoność (odwaga), erudycję (inteligencję), prawość (uczciwość) oraz serdeczność (życzliwość). Każda z nich spełnia w mieście określone funkcje i nie ma prawa wchodzić w kompetencje obywateli przynależących do innych grup. W chwili narodzin dziecko zostaje przyporządkowane do frakcji swoich rodziców i do szesnastego roku życia zobowiązane jest ją godnie reprezentować. Przychodzi jednak taki czas, gdy wszyscy nastolatkowie osiągający ten wiek przechodzą test predyspozycji, a następnie w krwawej ceremonii zobowiązani są do wybrania frakcji, w której przyjdzie im spędzić resztę swojego życia. Nie musi nią być oczywiście rodzima społeczność, należy jednak pamiętać, że osoba nie pasująca do żadnej z grup zostaje uznawana za bezfrakcyjną i zmuszona jest do dalszej egzystencji wraz z pozostałymi wykluczonymi. Przed podobnym wyborem staje szesnastoletnia Beatrice, która w dniu swojej inicjacji postanawia porzucić altruizm na rzecz silnej i jedynej w swoim rodzaju nieustraszoności. Zanim jednak stanie się ona pełnoprawną członkinią tej grupy, będzie musiała zmierzyć się ze swoimi największymi lękami, przejść brutalny trening oraz nauczyć się współżyć z pozostałymi nowicjuszami oraz rodzącą się między nimi rywalizacją...

Muszę przyznać, że zauroczyła mnie ta książka i choć od przeczytania jej minęły już ponad dwa miesiące to w dalszym ciągu czuję w stosunku do niej pewnego rodzaju sentyment. Co prawda nigdy nie obdarzyłam Tris jakimś szczególnym uczuciem, ponieważ od samego początku była mi dziwnie obojętna, a jej postępowanie co najmniej dziwne, jednak spodobał mi się ogólny koncept Veronicy Roth na całość tej historii. Dość często zdarza mi się sięgać po różnego rodzaju cykle dla młodzieży i choć spora część z tych spotkań usatysfakcjonowała mnie to cieszę się, ponieważ w końcu doczekałam się prawdziwej perełki. Oczywiście myślę tu w kategoriach serii, które poprzez swoją treść nawiązują do funkcjonowania świata w przyszłości, a przecież takich na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej. Amerykańska autorka potrafiła wybić się z tłumu innych pisarzy poruszających ten temat i myślę, że jeszcze przez bardzo długi czas nie znajdzie ona sobie równych. Od dawien dawna bowiem nie miałam do czynienia z równie dynamiczną i pełną emocji powieścią, która w bardzo prosty i przyjemny sposób uczy swoich czytelników tego czym jest prawdziwa przyjaźń i do czego może doprowadzić żądza władzy absolutnej. W całej tej sytuacji zaczęłam się nawet zastanawiać nad tym, skąd pisarka wzięła pomysł na powołanie do życia osób bezfrakcyjnych. Dopiero po dobrej chwili uzmysłowiłam sobie, że symbolizują oni ludzi wykluczonych społecznie, których każdego dnia zdarza nam się spotkać w naszym realnym życiu. Sam ogółu społeczeństwa do tychże obywateli został przez autorkę odwzorowany jeden do jednego i wydaje mi się, że fragmenty te były najlepszymi momentami tej książki, choć w tej części nie uraczymy ich aż tak wielu, jak w jej kontynuacjach.

Oczywiście książka ta bywa momentami nieco zbyt przewidywalna, choć wydaje mi się, że ma to miejsce w znacznie mniejszym stopniu niż w przypadku "Zbuntowanej" i "Wiernej", jednak w żaden sposób nie przeszkadza to w całościowym odbiorze tej lektury. Wydaje mi się, że "Niezgodna" jest pierwszym i zarazem ostatnim tomem, w którym byłam zafascynowana uczuciem rodzącym się między Tris a Tobiasem, ponieważ było ono niezwykle subtelne, ale i również pozbawione niekończących się kłamstw i kłótni o wszystko. Nie polecam również czytanie tej książki po wcześniejszym zapoznaniu się z jej ekranizacją, ponieważ jest ona wiernym odzwierciedleniem swojego pierwowzoru, a z doświadczenia wiem, że Mole Książkowe nudzą się, gdy mają do czynienia z powieściami, które są im bardzo dobrze znane. Momentami sama zastanawiałam się nad tym, czy jest sens dalej zapoznawać się z pierwszym tomem cyklu stworzonego przez Veronicę Roth skoro dzięki filmowi była mi ona doskonale znana. Nie mniej jednak uważam, że amerykańska autorka rozpoczęła swoją przygodę z pisaniem w naprawdę mocnym stylu i nie dziwię się, że została ona aż tak dobrze przyjęta wśród czytelników w różnym wieku. Całość tego tomu została napisana w fajnym stylu i nie ma w niej takiego momentu, w którym kompletnie nic by się nie działo, a w moim odczuciu jest to naprawdę duże osiągnięcie. 


Moja ocena: 8/10

sobota, 16 maja 2015

Jill Shalvis - Szczęśliwa przystań

Z twórczością Jill Shalvis zetknęłam się po raz pierwszy w maju 2012 roku i muszę przyznać, że niemalże w tej samej chwili straciłam dla niej głowę. Zupełnie nie spodziewałam się ze swojej strony aż tak pozytywnego odbioru jakiegokolwiek romansu i gdyby znalazł się życzliwy człowiek, który powiedziałby mi, że w towarzystwie "Oczarowanej" przepadnę, prawdopodobnie wyśmiałabym delikwenta i bez wątpienia podeszłabym do lektury tej książki ze sporym dystansem. Tymczasem dane mi było pominąć wszystkie te elementy i na spokojnie zaznajomić się z niezwykle subtelną historią, choć nie zabrakło w niej również mocniejszych momentów i to właśnie one sprawiły, że obiecałam sobie, że nie spocznę dopóki nie zdobędę i nie przeczytam pozostałych powieści amerykańskiej pisarki. 

Bajeczne miasteczko Lucky Harbor, te samo, które niegdyś połączyło losy trzech przyrodnich sióstr: Tary, Maddie oraz Phoebe, ponownie staje się miejscem, gdzie kobiety wspólnymi siłami starają się walczyć z dotykającymi je przeciwnościami losu. Kiedy życie najstarszej z nich rozpada się na milion małych kawałków, bohaterka postanawia na stałe osiedlić w miasteczku i pomóc najbliższym sobie osobom w renowacji i prowadzeniu, odziedziczonego po matce hotelu. Stopniowo Tara zaczyna odzyskiwać panowanie nad swoją egzystencją, jednak w tym samym czasie okazuje się, że pewien przystojny żeglarz stworzył dla niej zupełnie inny scenariusz na życie. Czy kobieta zrobi wszystko co w swojej mocy, by być szczęśliwą? Jaką rolę w całej tej sytuacji odegra nowa sympatia Stalowej Magnolii?

Zakochałam się w tej książce, choć muszę przyznać, że jest ona nieco słabsza od "Oczarowanej". Nie mniej jednak została ona naprawdę sprawnie napisana i spotkanie z nią można uznać za jak najbardziej udane. Obcując z historią przedstawioną nam przez Jill Shalvis poczułam się tak jakbym sama była częścią wydarzeń mających miejsce w Lucky Harbor. Z całą pewnością nie utożsamiałam się z głównymi bohaterami tej lektury, ale miałam nie odparte wrażenie, że dane mi jest obserwować to wszystko ze stosunkowo bliskiej odległości. Na kilka krótkich chwil sama stałam się mieszkanką tego bajecznego zakątka i całym sercem wspierałam ich decyzje. Po raz kolejny mamy do czynienia z bohaterami, którzy posiadają na swoim koncie spory bagaż doświadczeń, więc nic dziwnego, że w wielu przypadkach po prostu boją się zaryzykować, by ponownie spróbować zawalczyć o własne szczęście. Muszę przyznać, że Tara jest postacią, która intrygowała mnie od samego początku. Już w pierwszej chwili skojarzyła mi się z Natalią Anną Sucharską, bohaterką fenomenalnej powieści "Natalii5", choć to właśnie Stalowa Magnolia wywarła na mnie o wiele bardziej pozytywne wrażenie i z całą pewnością pozostanie ona w moich myślach na bardzo długi czas, choć jej siostrom również niczego nie brakowało.

"Szczęśliwą przystań" chciałabym polecić osobom lubującym się w lekkich i zarazem niezobowiązujących powieściach, które pozwalają im na przeniesienie się do zupełnie innej rzeczywistości. Książka ta z całą pewnością wpisze się w wasze gusta czytelnicze i sprawi, że spędzą one efektywnie czas w towarzystwie trzech uroczych kobiet, a także kręcących się wokół nich mężczyzn. Ponadto utwór został napisany przy pomocy całkiem fajnego języka, który dodatkowo podkręca mające w nim miejsce wydarzenia. Z całą pewnością powrócę do lektury tej pozycji literackiej za jakiś czas, ponieważ uważam, że naprawdę jest ona tego warta.

Moja ocena: 7/10

czwartek, 7 maja 2015

Jodi Picoult - Przemiana

Niektóre książki sprawiają, że człowiek zaczyna mieć tremę przed rozpoczęciem zapoznawania się z nimi. Zdarzają się bowiem przypadki, gdy dla własnego dobra musimy przełożyć ten moment na czas bliżej nieokreślony. Nie zawsze jesteśmy w stanie należycie docenić problemów, które zostają poruszane w tworzonych przez pisarzy pozycjach literackich, a męczenie się z czymś na siłę nie ma według mnie najmniejszego sensu. Dlatego też niezwykle ważne wydaje się być odłożenie danej pozycji z powrotem na półkę i powrócenie do niej w o wiele bardziej sprzyjającej ku temu chwili. Z tych samych powodów zabrałam się za czytanie "Przemiany" prawie półtora roku po pierwszym zetknięciu się z nią i ani przez chwilę nie miałam sobie za złe tego, że została ona przeze mnie dokończona po tak długim czasie. Zdaję sobie sprawę z tego, że dopiero teraz tak naprawdę dojrzałam do tego, by w pełni zrozumieć poruszoną w tej książce tematykę i choć pisanie o niej w dalszym ciągu sprawia mi duże problemy to wydaje mi się, że powieść ta jest na tyle istotna, że nie potrafiłabym przejść obok niej obojętnie i nie wspomnieć o niej na blogu, choćby miałoby się to odbyć przy pomocy kilku krótkich zdań. 

June Nealon jest szczęśliwą żoną i matką, gdy nagle dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego pierwszego męża. Kobieta może jednak liczyć na wsparcie miejscowego funkcjonariusza policji, w którym jakiś czas później się zakochuje i postanawia z nim stworzyć szczęśliwy związek. Głównej bohaterce nie dane jest jednak żyć w pełnej rodzinie, bo już kilka lat później ponownie traci ważne dla siebie osoby: męża oraz córkę z poprzedniego małżeństwa. Co prawda sprawca zbrodni zostaje schwytany, a sąd skazuje go na karę śmierci, jednak nawet takie środki nie są w stanie ukoić serca kobiety, która w bestialski sposób została pozbawiona najbliższych. Przy życiu trzyma ją jedynie myśl, że nosi pod sercem dziecko swojego ukochanego i to właśnie dla niego musi nauczyć się walczyć z najrozmaitszymi przeciwnościami losu. Tym bardziej, że wraz z upływem czasu okazuje się, że Claire choruje na bardzo ciężką wadę serca i jedyną szansę na przeżycie umożliwia jej przeszczep organu, który dziewczynka mogłaby otrzymać od mężczyzny, który przed laty stał się mordercą jej bliskich. W jaki sposób zakończy się ta niezwykła historia?

Jodi Picoult stworzyła powieść, która podobnie jak jej poprzedniczki, na bardzo długi czas pozostanie w mojej pamięci. Nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć się na miejscu głównej bohaterki i mam nadzieję, że los nie doświadczy mnie w przyszłości podobnymi przeciwnościami losu jak June. Powinniśmy być dumni z pisarzy poruszających w swoich książkach trudne tematy, a w moim odczuciu amerykańska autorka stoi na samym szczycie listy tychże osób. Do tej pory przeczytałam około piętnastu powieści Jodi Picoult, ale chyba jeszcze żadna aż tak bardzo nie skłoniła mnie do szeroko pojętych przemyśleń. Gwarantuję więc, że nie jest to książka, z którą potencjalny Mól Książkowy byłby w stanie się zapoznać podczas jednego spotkania. Podobnie jak w przypadku innych powieści tej autorki i tym razem mamy do czynienia z pełną gamą różnorodnych emocji i tylko od nas samych zależy, w którą stronę podążać będą nasze wszędobylskie refleksje.  Warty uwagi w tej powieści jest bowiem nie tylko wątek kobiety, która straciła w życiu niemalże wszystko to co najważniejsze, ale i również historia mężczyzny skazanego na śmierć za podwójne morderstwo. Niektórym w tej powieści może nie odpowiadać fakt, iż znajdujemy w niej pewnego rodzaju nawiązanie do wierzeń religii chrześcijańskiej, a mianowicie cudów, których dopuścił się sam Jezus Chrystus. 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może to przypaść do gustu, choć osobiście uważam, iż całość doskonale się ze sobą komponowała. W każdym razie, o wiele bardziej niż ogólna sytuacja kapelana więziennego, który przychodził z posługą kapłańską do samego Shay'a Bourne'a. Miałam wrażenie, że ze strony kapłana była ona nieco sztuczna i choć do pewnego stopnia jestem w stanie to zrozumieć to wydaje mi się, iż nieco inaczej powinno się to wszystko potoczyć. Oczywiście jestem świadoma tego, że nigdy nie znalazłam się w podobnej sytuacji i niezwykle łatwo jest mi mądrować się na ten temat. Moim zdaniem, nie ma jednak rzeczy niemożliwych do wypracowania, więc zamiast mazać się, człowiek powinien zacząć działać i czym prędzej naprawiać popełniane błędy. Nie byłabym sobą, jeśli nie wspomniałabym o naprawdę zakończeniu tej powieści. W trakcie czytania kilkudziesięciu ostatnich stron, amerykańska pisarka zaskoczyła mnie aż czterokrotnie i na dobrą sprawę nadal nie uzyskałam odpowiedzi na niektóre z nurtujących mnie pytań. One zostały udzielone na łamach "Przemiany", jednak wymagają one niezwykle uważnego wczytania się w treść, ponieważ jest to jeden z tych utworów literackich, które można czytać wielokrotnie i za każdym razem odkrywa się coś nowego.


Moja ocena: 9/10

niedziela, 3 maja 2015

Kiera Cass - Elita

Kiera Cass jest obiecującą pisarką książek dla młodzieży, która w naprawdę przystępny i zarazem ciekawy sposób podeszła do tematu wizji świata w przyszłości. Pierwszy tom stworzonej przez nią serii przypadł do gustu rzeszy czytelników i sprawił, że nie mogli się oni doczekać kontynuacji miłosnych perypetii Ami i jej dwóch adoratorów. Sam pomysł na stworzenie takiej, a nie innej historii, niewątpliwie wymagało od autorki sporej kreatywności i dobrze przemyślanego pomysłu na poszczególne wydarzenia. Czymś naturalnym wydaje się natomiast fakt, że po raz kolejny główną bohaterką serii jest nastolatka znajdująca się o wiele niżej w hierarchii społecznej (lub mentalnej) niż ma to miejsce, gdy przyjrzymy się pierwszoplanowej postaci męskiej. 

Akcja "Elity" rozpoczyna się w momencie, gdy w pałacu pozostaje już tylko sześć dziewczyn rywalizujących o serce księcia Maxona. Wśród nich znajduje się również America, która nie należy do ścisłego grona ulubienic rodziny królewskiej, czy chociażby mediów lub społeczeństwa. Bohaterka może jednak liczyć na poparcie zakochanego w niej księcia i gdyby tylko chciała, eliminacje zostałyby zakończone w jednej chwili, a ona sama rozpoczęłaby przygotowania do pełnienia jednej z najważniejszych funkcji w Illei. Panna Singer jednak w dalszym ciągu zastanawia się nad tym, którego z młodzieńców powinna wybrać na towarzysza swojego dalszego życia, a podjęcie ostatecznej decyzji staje się coraz trudniejsze ze względu na wychodzące na jaw fakty dotyczące historii zamieszkiwanego przez nią państwa. 

Podczas zapoznawania się z kontynuacją "Rywalek" towarzyszyły mi o wiele chłodniejsze uczucia, niż miało to miejsce w przypadku tomu rozpoczynającego całość tej serii. Nie żałują poświęconego jej czasu, ponieważ okazał się on nad wyraz produktywny, jednak muszę przyznać, że momentami zaczęło wiać ostrą nudą oraz schematem, który został powielony w kilku momentach tej pozycji literackiej. Na ten temat mogłabym napisać osobny post, choć wolałabym tego uniknąć ze względu na fakt, że musiałabym postąpić wbrew obowiązującym w blogowym świecie regułom, a spojlerować nie mam najmniejszego zamiaru. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że spory udział w tym wszystkim ma fakt, że autorka w sposób nieprawidłowy rozplanowała poszczególne wątki wymyślonej przez siebie historii. Takim sposobem w pierwszym tomie tego cyklu działo się naprawdę wiele, w efekcie czego większość kandydatek na żonę dla księcia powróciło do swoich domów, a w drugiej części było ich już znacznie mniej, a więc nie było już większych możliwości do popisania się własną wyobraźnią, ale i również warsztatem pisarskim. Szkoda, że jak zwykle ambicje twórcy odbijają się echem na spragnionych dobrej zabawy czytelnikach. Na całe szczęście nie było najgorzej, a wręcz ciekawie, choć bez wyczekiwanych przeze ze mnie fajerwerków. Wielka szkoda, bo mogło być fenomenalnie!

"Elita" z całą pewnością przypadnie do gustu nieco młodszym czytelnikom oraz wszystkim tym, którzy od tego typu książek nie oczekują niczego poza mile spędzonym czasem. Minęło już sporo czasu odkąd sama przeczytałam drugi tom "Rywalek" i nie jestem pewna, czy jeszcze kiedykolwiek będę miała ochotę, by powrócić do niego chociażby myślami. Niby nie był zły i można byłoby przymknąć oko na jego mankamenty, gdyby nie irytujące zachowanie głównej bohaterki, które przeważyło o całościowym odbiorze tej lektury. Zdaje sobie sprawę z tego, że Ami jest zwyczajną nastolatką, a wiek zobowiązuje ją do różnego rodzaju błędów, rozterek sercowych i wielu innych zachowań, charakterystycznych dla jej rówieśników. Nie rozumiem jednak bezmyślności tej bohaterki, a także jej zabawiania się kosztem młodzieńców, którzy obdarzyli ją szczerym uczuciem. Sytuację tę dodatkowo nakręca widmo zbliżającej się wojny oraz konieczność ciągłej obserwacji otoczenia w obawie przed zbliżającym się wrogiem. Poza tym motyw ten jest częstym gościem różnego rodzaju serii i wydaje mi się, że powoli zaczyna się to robić strasznie przewidywalne i przez to wręcz nudne...


Moja ocena: 4/10

wtorek, 28 kwietnia 2015

Jodi Picoult - Już czas

Nie mam zielonego pojęcia jakimi słowami powinnam rozpocząć opinię na temat książki, która wywołała na mnie naprawdę duże wrażenie, a w dodatku jej autorką jest nie kto inny jak Jodi Picoult we własnej osobie. Wydawać by się mogło, że nie będzie już ona w stanie zaskoczyć swoich czytelników kolejnym oryginalnym pomysłem i że drobne schematy, mimowolnie wkradające się na poszczególne strony jej powieści sprawią, że ludzie zaczną odsuwać się niezwykłej twórczości tej pisarki. Tymczasem grono jej wiernych fanów ciągle ulega cudownemu rozmnożeniu, a i poszczególne książki autorki stają się coraz ambitniejsze i znajdują się na naprawdę wysokim poziomie. 

"Już czas" opowiada czytelnikom historię nastoletniej Jenny Metcalf. Dziewczyna za punkt honoru bierze sobie odnalezienie, zaginionej w niewyjaśnionych przez nikogo okolicznościach, ukochanej matki. Pomóc bohaterce w poszukiwaniach miała dwójka ludzi, którzy podobnie jak ona, dźwigali na swoich plecach spory bagaż doświadczeń. Serenity Jones przed laty uznawana była za jednego z najbardziej utalentowanych i zarazem skutecznych jasnowidzów w całych Stanach Zjednoczonych, któremu z czasem woda sodowa zaczęła nieco uderzać do głowy i między innymi przez to utraciła swój wewnętrzny dar. Virgil Stanhope natomiast był niegdyś detektywem prowadzącym śledztwo w sprawie zaginięcia Alice Metcalf oraz śmierci jednego z jej współpracowników. Czy bohaterom uda się rozwiązań zagadkę tajemniczego zniknięcia badaczki słoni? Do jakich informacji dojdą dzięki swojej współpracy i czy staną się one życiowym morałem każdej z tych osób? 

Najnowsza powieść Jodi Picoult została przeze mnie przeczytana przed kilkoma tygodniami i muszę przyznać, że od tamtej pory nie ma dnia bym nie wracała myślami do ukazanej na jej łamach, treści. Zostałam przez autorkę mile zaskoczona i zauroczona, a fragmenty książki, poświęcone Alice i jej badaniom nad słoniami rozkochały mnie w sobie bez pamięci. To właśnie one przybliżyły mi nieco bardziej życie tych egzotycznych zwierząt i zarazem ukazały, że są one o wiele bardziej wyjątkowe, aniżeli wydawało mi to do tej pory. Strasznie żałuję, że prawdopodobnie nigdy nie będzie mi dane poobserwować ich na wolności, ponieważ jestem pewna, że ludzie mogliby nauczyć się od tych istot żywych poszanowania dla osób ze swojego bliskiego otoczenia, ale i również wszystkich innych. Obcowanie z przyrodą stanowi najdoskonalszą lekcją pokory jaką moglibyśmy sobie wymarzyć. Szkoda tylko, że tak niewielki procent naszej społeczności zadaje sobie odrobinę trudu, by doświadczyć jej na własnej skórze. 

Amerykańska pisarka ma to do siebie, że z niezwykłym wyczuciem i zaangażowaniem dobiera informacje, które chciałaby zawrzeć w pisanych przez siebie pozycjach literackich. Dlatego też poruszana przez nią tematyka w jej książkach wydaje się być jeszcze bardziej wyjątkowa i niepowtarzalna. Wielu autorów powinno więc brać przykład z Jodi Picoult i nieco bardziej ambitnie podchodzić do pisanych przez siebie powieści. Być może dzięki temu mieliby większą szanse na to, by tworzone przez nich pozycje literackie trafiały do szerszego grona czytelników i nie stawałyby się aż tak bardzo przewidywalne jak ma to miejsce w większości przypadków. Bohaterowie stworzeni przez twórczynią "Już czas" i tym razem są jedyni w swoim rodzaju. Każdy z nich został przez nią dokładnie przemyślany i dzięki temu stał się na swój sposób nietuzinkowy. Podobnie jak większość społeczeństwa popełniają oni liczne błędy, ale też dzięki ich postępowaniu jesteśmy w stanie nauczyć się o życiu co najmniej kilku wartościowych rzeczy. Tak samo było w przypadku perypetii, które dane nam jest przeżyć wraz z Jenny, Serenity i Virgilem. W końcu nie od samego początku ich relacje można było nazwać idealnymi lub chociaż poprawnymi. Każdy z nich posiadał trudną przeszłość, jednak na samym końcu czytelnikom dane było dojść do kilku pouczających wniosków, które nie wprost dane jest nam sformułować za pośrednictwem ich zachowania i różnych motywów kierujących tych bohaterów do poznania prawdy na temat tajemniczego zaginięcia Jenny. 

Najnowszą powieść Jodi Picoult chciałabym polecić zarówno wieloletnim fanom tej autorki, ale i również osobom nie mającym do tej pory do czynienia z jej twórczością. Pisarka po raz kolejny udowodniła, że tworzone przez nią książki zasługują na miano bestsellerów i są czymś znacznie więcej, niż zwyczajnymi czytadłami do poduszki. "Już czas" podobnie jak inne opiniowane przeze mnie powieści amerykańskiej autorki posiadają głębię, która nadaje im jeszcze większego uroku i wartości. Tak jak wspomniałam wcześniej, podziwiam ją za dokładność i pełne zaangażowanie w tworzone przez siebie książki. Moim zdaniem lepiej jest bowiem napisać jedną lub dwie książki rocznie i zrobić to z należytą dokładnością, aniżeli obrać sobie ambitniejszy temat na powieść i maksymalnie go spłycić, a niestety zdarzają się i tacy twórcy. Dlatego własnie uważam, że warto jest znaleźć odrobinę czasu i zapoznać się z historią Jenny i jej przyjaciół.


Moja ocena: 8/10

niedziela, 20 kwietnia 2014

Kiera Cass - Rywalki

Literatura młodzieżowa. Dla wielu dorosłych czytelników jest czymś nieosiągalnym i bynajmniej nie ma to związku z tym, że ktokolwiek zabrania im zapoznawania się z tego typu utworami. Chodzi raczej o powszechnie funkcjonujące przekonanie, że osiągnięcie pewnego wieku do czegoś zobowiązuje i koniec. Z drugiej strony obserwujemy również kreowanie się nastoletnich moli książkowych na niezwykle wymagających odbiorców i w związku z tym młodzieżówki niejednokrotnie traktowane są po macoszemu. Oczywiście powinniśmy sięgać po takie lektury, które przypadną nam do gustu i nie ma sensu katować się niezbyt pociągającymi nas powieściami. Czasami jednak warto jest dać im szansę, bo nigdy nie wiadomo, czy nie będziemy mieli do czynienia z naprawdę wciągającą i niezapomnianą lekturą.

America to nastoletnia dziewczyna, która zarabia na życie śpiewając podczas różnego rodzaju uroczystości u ludzi posiadających wyższy status społeczny. Wraz ze swoimi rodzicami i dwójką młodszego rodzeństwa żyją w skrajnym ubóstwie, ponieważ jako Piątki nie mają zbyt wielu możliwości, by wybić się ponad tłum bardziej uprzywilejowanych obywateli państwa. Główna bohaterka jednak nie poddaje się i stara się czerpać z mijających dni ile się tylko da. Nadchodzi czas, gdy książę Illei zaczyna oglądać się za odpowiednią kandydatką na żonę. Zostaje ogłoszony konkurs, w którym mogą wziąć udział wszystkie niewiasty w wieku od szesnastego do dwudziestego roku życia. Zaszczyt zamieszkaniu w zamku otrzyma jednak tylko część z nich i wtedy zabawa rozpocznie się na dobre.

Kiera Cass stworzyła niezwykle wciągającą i niezapomnianą powieść. To prawda, że zauważyłam w niej kilka mankamentów o których warto byłoby wspomnieć, jednak nie przesłoniły mi one tego co najważniejsze w tej lekturze. Autorce udało się wykorzystać drzemiący w niej potencjał i jestem pewna, że jeszcze nie raz zostaniemy mile zaskoczeni tekstami, które wypłyną spod jej pióra. Przyznaję, że na samym początku obawiałam się, że historia stworzona przez amerykańską pisarkę nie przypadnie mi do gustu, ponieważ okaże się ona łudząco podobna do kilku innych powieści i nie będę w stanie napisać o niej niczego pozytywnego. "Rywalki" są poniekąd zlepkiem pomysłów, które pojawiły się już w publikacjach zagranicznych twórców, jednak mam wrażenie, że w tym przypadku zostały one o niebo lepiej przemyślane i dopracowane. Po raz kolejny mieliśmy bowiem do czynienia z podziałem bohaterów na poszczególne klasy społeczne i choć strasznie żałuję, że autorka nie przedstawiła nam choćby ogólnej charakterystyki każdej z nich, to i tak zostały one o wiele lepiej i ciekawiej przybliżone, niż miało to miejsce chociażby w "Igrzyskach Śmierci" Suzanne Collins. Podejrzewam również, że autorka nie chciała zdradzać nam tych wszystkim informacji w jednym tomie i co nieco na ten temat pojawi się w kolejnej książce. 

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam Ami i poniekąd byłabym w stanie się z nią utożsamić. Niestety rozczarowuje mnie nieco fakt, że po raz kolejny mamy do czynienia z nad wyraz przeciętną nastolatką, która nie skarży się na swój los i do samego końca pragnie pozostać w cieniu. Ponadto dość sceptycznie patrzy na jakiekolwiek szanse wybicia się z tłumu, a jeśli już decyduje się coś zrobić, to robi to wyłącznie ze względu na swoich bliskich. W dalszym ciągu pozwala sobie na zachowywanie się wbrew zasadom i o dziwu nie ponosi z tego żadnych konsekwencji, a wręcz przeciwnie! Staje się jedną z największych faworytek Eliminacji i brnie przed siebie niczym burza. Oczywiście dokonałam tu sporego uogólnienia i jestem tego pełni świadoma. Zdaję sobie sprawę, że obecnie jest popyt na tego typu bohaterki i za żadne skarby świata tego nie zmienię. Jestem w pełni świadome tego, że poprzez takie zabiegi wiele czytelniczek wyobraża sobie siebie jako główną bohaterkę i w ich sercach pojawia się pewnego rodzaju nadzieja na lepsze jutro. Czytając ten utwór byłam w pełni podziwu dla Americy, ponieważ od początku do samego końca pozostała sobą. Nie udawała kogoś kim nie była, ale z drugiej strony znajdowała się w zupełnie innej sytuacji, niż reszta dziewcząt. Ogromny wpływ na to wszystko miał również fakt przynależenia do Piątek, więc wszystko to co spotkało ją na terenie pałacu traktowała jako dar od losu, a nie jako coś co jej się po prostu należało. Widać to było zarówno w rozmowach prowadzonych z księciem Maxonem, jak i również z czasu, który dane jej było spędzić w towarzystwie swoich pokojówek. Nie sądzę, by większość z nas postępowała podobnie.

Kiera Cass posługuje się niezwykle prostym i zrozumianym dla wszystkich językiem. Wydaje mi się, że już dawna nie miałam do czynienia z powieścią, którą czytałoby mi się równie dobrze. Lekkie pióro stanowi niepodważalną podstawę do tego, by twórca miał szansę na to, by w skuteczny sposób dotrzeć do wyobraźni odbiorców. Pod tym względem pisarka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie i nigdy w życiu nie kazałabym jej niczego zmieniać. Osobiście nie mogę się już doczekać czerwca, kiedy to na polskim rynku wydawniczym pojawi się kolejna publikacja amerykańskiej autorki. Jestem strasznie ciekawa przygód, które tym razem spotkają Ami, Maxona i Aspena. Czy będziemy mieli do czynienia z prawdziwą walką o serce głównej bohaterki? A może książę spośród wszystkim kandydatek wybierze na swoją żonę zupełnie inną dziewczynę? Jak to dobrze, że odpowiedź na te pytania otrzymam za kilka tygodni. Zachęcam Was do zapoznania się z "Rywalkami", ponieważ uważam ją za jedną z lepszych powieści dla młodzieży jaką kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie poruszyłam jeszcze wielu problemów, które zostały w niej poruszone, więc tym bardziej lećcie do księgarni lub biblioteki i czym prędzej oddajcie się tej przyjemności. 

Moja ocena: 9/10

sobota, 22 lutego 2014

Jus Accardo - Toksyna

Z natury jestem dość wybredną osobą i stosunkowo trudno jest mnie czymkolwiek zadowolić. Tak bardzo często bywa w moim życiu prywatnym, ale i również podczas spotkań z czytanymi przeze mnie powieściami. Ostatnie tygodnie i miesiące to czas, który spędzam niezwykle aktywnie i jeśli już pozwalam sobie na odrobinę lenistwa, dzielę ten czas z ogarniającą mnie potrzebą poznania niebanalnej i pełnej napięcia książki. Strasznie żałuję, że w chwili obecnej zaniedbuję swoją największą pasję, jednak jestem również świadoma tego, iż nic nie dzieje się bez przyczyny i już wkrótce zostanie mi to wynagrodzone.

Dez wraz ze swoim ukochanym trafia do hotelu, który miał stać się ich domem przez następnych kilka tygodni. Nigdy by się jednak nie spodziewali, iż przez ten czas zostaną wystawieni na poważną próbę. Kale spotyka na swojej drodze dziewczynę, której zdolności pozwalają mu na dotykanie ludzi bez większej obawy, że w ten sposób odbierze komuś życie. Główna bohaterka nie jest zadowolona ze nowej znajomości swojego ukochanego. Tym bardziej, że jej dotychczasowa odporność na zdolności chłopaka nagle zniknęła. Czy Dez i Kale przetrwają próbę czasu? Jakie niespodzianki szykują dla nich ich wrogowie? Czy dobro zwycięży nad chciwością i złem, a może jest w stanie rozbić nawet najbardziej zgrany zespół? Zacznijmy jednak od samego początku...

Takim właśnie sposobem sięgnęłam po kontynuację serii, która wywarła na mnie całkiem pozytywne wrażenie. Nie będę ukrywać, że darze tego typu utwory ogromnym sentymentem. Co prawda nie zawsze bywają one pełne napięcia i zwrotów akcji, ale warto jest po nie sięgnąć chociażby dla własnej przyjemności i odprężenia. Bardzo szybko przekonacie się, że nie taki diabeł straszny jak go malują, choć będą się zdarzały i takie sytuacje, w których będzie wam dane odbyć spotkanie z naprawdę marną powieścią i jedyne na co będziecie mieli ochotę to natychmiastowe odłożenie jej z powrotem na półkę. Przyznaję, że te ostatnie mają miejsce równie często i w związku z tym bardzo łatwo jest się zrazić do literatury młodzieżowej. Gdybym miała zaprzestać czytania książek dla młodzieży tylko dlatego, że "Igrzyska Śmierci" okazały się iście przereklamowaną i tandetną serią, nigdy w życiu nie poznałabym wielu naprawdę fantastycznych powieści. Dlatego uważam, że rezygnowanie ze studiowania danego gatunku literackiego nie zawsze bywa najlepszym wyjściem z sytuacji, choć ma to i pewne plusy.

Zapoznanie się z lekturą tej powieści zajęło mi zaledwie kilka godzin. Ucieszyłam się na spotkanie z jej bohaterami i byłam bardzo szczęśliwa, że nie rozczarowałam się wydarzeniami, które zostały mi w niej przedstawione. Niewątpliwie Jus Accardo posiada spory potencjał i cieszę się, że udaje mu się go w pełni wykorzystać. Jestem zauroczona bohaterami, którzy rozkochali mnie w sobie już po kilku przeczytanych stronach. Każdy z nich został dopracowany niemalże do perfekcji i w zasadzie nie spotkamy w tej książce dwóch identycznych postaci, a to już spory plus. Na korzyść tej serii przemawia również fakt, że ciągle coś się w niej dzieje i niemalże nie mamy czasu na odpoczynek. Zgodzę się z tym, iż niektóre momenty tej książki mogą się wydawać nieco schematyczne i jak coś zaczęło się układać to po chwili już musiało się skomplikować. Jest to widoczne, jednak nie wpływa znacząco na odbiór tej lektury. W moim odczuciu jest to jedna z lepszych serii dla młodzieży jakie do tej pory ujrzały światło dzienne na polskim rynku wydawniczym. Myślę, że mogłaby ona konkurować z niejednym bardziej popularnym cyklem. Dez jest nastolatką, której nie da się nie lubić, a niebezpieczeństwa z którymi przyjdzie jej się zmierzyć nie są wyssaną z palca wiązanką słów. Historia tej dziewczyny wydaje się być o wiele bardziej realna i wartościowa, niż wspomniane we wcześniejszym akapicie "Igrzyska...". Z tego właśnie względu wydaje mi się, że czasami lepsza jest mniejsza promocja danego tytułu, a wartościowa treść. W odwrotnej sytuacji jest to bardzo nie mile widziane, a po co komu później rozczarowania spowodowane niesłownością ze strony osób za to odpowiedzialnych. Odrzućcie więc swoje uprzedzenia i w wolnej chwili zapoznajcie się z twórczością amerykańskiego autora. Gorąco polecam!!!

Moja ocena: 7/10

niedziela, 9 lutego 2014

Jodi Picoult - To, co zostało

Jodi Picoult to amerykańska pisarka, której twórczość wielbię ponad wszystko inne na świecie. Nasza przyjaźń narodziła się kilka lat temu, gdy w moje ręce trafiła fenomenalna "Karuzela uczuć". To właśnie ona uświadomiła mi, że najprawdziwsze perełki literackie trafiają do człowieka przez czysty przypadek. Od tamtej pory mocno kibicuje autorce, by kolejne spotkania ze stworzonymi przez nią książkami, okazały się dla mnie równie intrygujące i niezapomniane. Mijały miesiące i do mojego domu trafiały następne powieści Picoult. Nie każda powieść otrzymywała ode mnie najwyższą ocenę, jednak ilekroć musiałam zakończyć czytanie którejś z nich, robiłam to z ogromnym żalem. Podobnie było i w tym przypadku. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści. 

Sage to dwudziestokilkuletnia kobieta, która od kilku lat uczęszcza na regularne spotkania "Pomocnych Dłoni". To właśnie tam poznaje ona uroczego staruszka, który z czasem staje się dla niej kimś w rodzaju przyjaciela. Pewnego dnia Josef prosi kobietę o wyświadczenie mu przysługi. Bohater zaczyna opowiadać jej wstrząsającą historię swojego życia. Z każdą kolejną chwilą dziewczyna jest coraz bardziej przerażona wyznaniami rozmówcy i w końcu decyduje się na powiadomienie o wszystkim FBI. Jak dalej potoczą się losy Sage i Josefa? Czy władzom uda się skazać mężczyznę za zbrodnie wojenne? Kim tak naprawdę jest spokojny staruszek, który w oczach całego miasta, uchodzi na niezwykle poczciwego i przyjaznego ludziom człowieka? Zacznijmy jednak od samego początku...

Muszę przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona do poruszonego przez autorkę tematu. Zastanawiałam się nawet, czy nie lepiej byłoby odłożyć książkę na półkę, by powrócić do niej za kilka miesięcy. Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się już bowiem masa tego typu powieści i mimo, że cenię sobie literaturę wojenną to zaczynam odczuwać w stosunku do niej zmęczenie materiału. Nie mniej jednak przemogłam się i rozpoczęłam jedną z największych przygód mojego życia. Jodi Picoult stworzyła poruszający i pełny napięcia utwór. Z przerażeniem spoglądałam na wydarzenia, które miały w nim miejsce i po raz kolejny dziękowałam Bogu, że mam to szczęście i nigdy nie musiałam przechodzić przez piekło na które zostali skazani Żydzi. Amerykańskiej pisarce niemalże w stu procentach udało się oddać klimat tamtych czasów i byłam pełna podziwu, że udało jej się wykonać aż tak dobrą robotę. Tym razem nie obeszło się jednak od pewnych zgrzytów, które raz po raz wybijały mnie z czytelniczego rytmu. Chodzi mi tutaj głównie o wydarzenia związane z życiem Minki. W czasie II Wojny Światowej przeżyła ona wiele ciężkich chwil, ale to właśnie do niej co rusz uśmiechało się szczęście. Obojętnie jak wielkie krzywdy nie spadałyby Żydów to dziewczyna wiecznie wychodziła z tego wszystkiego bez szwanku. Dla mnie osobiście było to strasznie naciągane i strasznie mi to w tej powieści przeszkadzało. Tak samo jak ostatnie sceny książki, które miały za zadanie wyjaśnić wszystko i oczywiście nikt niczego się nie domyślił.

Po przeczytaniu całości utworu uważam, że autorka mogłaby nieco dopracować postacie Minki i Sage. Osobiście czegoś mi w nich brakowało, a jeśli miałabym je porównać z przedstawionymi w powieści żołnierzami to wypadłyby one strasznie blado. Mole książkowi mogą się również przyczepić tego, iż amerykańska pisarka po raz kolejny skorzystała z charakterystycznego dla siebie schematu. Główna bohaterka oczywiście związała się z człowiekiem, który miał jej pomóc w rozwiązaniu problemu, a i wszystko wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości zmierzały do przeniesienia swojej akcji do doskonale wszystkim znanej sali sądowej. Mamy tu więc do czynienia z czymś typowym dla Picoult, choć mi osobiście w żadnym momencie lektury to nie przeszkadzało. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla wielu osób tak skonstruowana powieść może stanowić nie lada wyzwanie. Chciałoby się rzec wielka szkoda, ale ja wciąż mam nadzieję na to, że ludzie mimo wszystko postawią na wartości pojawiające się w publikacjach amerykańskiej autorki i całkowicie zignorują wspomniany wyżej schemat. Dopiero podczas spotkania z "To, co zostało" uświadomiłam sobie, że Jodi Picoult jest pierwszą autorką, która w sposób dosadny przedstawia okrucieństwa związane z wojną. Moje wcześniejsze spotkania z tego typu literaturą pokazały mi, że większość pisarzy łagodzi wydarzenia opisywane w swoich publikacjach. Robią to poprzez użycie odpowiednich sformułowań i to właśnie wpływa na ich niekorzyść. Skoro piszemy o czymś poruszającym to powinniśmy to jeszcze bardziej podkreślić, a nie sprawiać, że człowiek czytając mrożących krew w żyłach wydarzeniach, zaczyna się nudzić. Cieszę się, że chociaż amerykańska autorka nie bała się postawić wszystkiego na jedną kartę i pokazała swoim czytelnikom, że naprawdę fajne powieści dopiero przed nią. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Julianna Baggott - Nowy Przywódca

Partridge uciekł spod Kopuły, by odnaleźć swoją ukochaną matkę.  W tym celu postanawia dołączyć do grupy Wyrzutków, którzy zostali oszpeceni przez jego ojca, który okazał się odpowiedzialny za Wybuch. Główni bohaterowie zrobią wszystko, by znaleźć składniki potrzebne do stworzenia antidotum, które uchroni ludzi poddanych kodowaniu przed wiążącymi się z nim, skutkami ubocznymi. W tym samym czasie ojciec chłopaka szuka sposoby, by sprowadzić do domu swojego syna. Ma mu on posłużyć do wykonania własnego planu i jest niemalże pewny, że bez większego problemu będzie w stanie tego dokonać. Nadchodzi czas podjęcia ważnych decyzji. Czy bohaterowie postawią wszystko na jedną kartę i uda im się wykonać swój plan? Z jakimi przeciwnościami losu zmierzą się w drodze do osiągnięcia upragnionego celu?

O ile pierwszy tom tej serii mnie zachwycił to tym razem zabrakło mi słów, by w pełni opisać emocje, które towarzyszyły mi bezpośrednio po zakończeniu lektury tej książki. Nigdy bym się nie spodziewała, że spotkam na swojej drodze powieść dla młodzieży, która poprzez swoją treść okaże się o wiele bardziej przerażająca, niż uwielbiane przeze mnie utwory Jacka Ketchuma. Chyba nigdy nie przywyknę do okrucieństw, które ludzie wyrządzają sobie nawzajem. Jak dla mnie są one najlepszym dowodem na to, że nie jesteśmy do końca przystosowani do tworzenia prawdziwego świata i musimy popracować nad swoją życzliwością, tolerancją i dobrocią. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o pełnowartościowym świecie, który w dużej mierze oparty został na dążeniu do poprawy życia każdego z jego mieszkańców.

Julianna Baggott stworzyła powieść, która zostanie przeze mnie zapamiętana na bardzo długie lata. To niesamowite jak ogromny ładunek może posiadać książka i jaki może to mieć wpływ na czytelników, którzy decydują się na spotkanie z jej treścią. Nigdy bym się nie spodziewała, że nie będę w stanie oderwać się od tego utworu i zrobię wszystko co w mojej mocy, by jak najszybciej sięgnąć po kolejną publikację tej autorki. Zdaję sobie sprawę z tego, że w chwili obecnej jest to niemożliwe, jednak już teraz wiem, że gdy nadejdzie ta wiekopomna chwila, udam się do pobliskiej księgarni i dokonam zakupu, który pozwoli mi na spędzenie kolejnych godzin w naprawdę doborowym towarzystwie. W moim odczuciu amerykańska autorka spisała się na medal i strasznie żałuję, że pisane przez nią historię pochłania się w trybie niemalże natychmiastowym. Niewątpliwym plusem tej publikacji są liczne zwroty akcji, które dodatkowo zachęcają nas do zapoznania się z przygodami bohaterów tego utworu.

Jestem bardzo dumna z autorki, która zdecydowała się postawić wszystko na jedną kartę i ukazała swoim odbiorcom minusy świata przyszłości. Nikt z nas tak naprawdę nie wie co może spotkać nas za dziesięć, dwadzieścia, czy też pięćdziesiąt lat. Cieszę się, że Julianna Baggott postawiła wszystko na jedną kartę i oszczędziła nam lukru, który dane nam jest obserwować w większości powieści dla młodzieży. Muszę przyznać, że jest to dla mnie miła odmiana i z tego właśnie powodu, chciałabym polecić "Nowego Przywódce" wszystkim tym, którzy mają ochotę na spotkanie z niebanalną historią, która pozostanie w naszych sercach na bardzo długi czas. Jestem strasznie ciekawa innych opinii na temat tej pozycji literackiej.

Wydawnictwo Egmont, maj 2013
ISBN: 978-83-237-5250-9
Liczba stron: 560
Ocena: 9/10

sobota, 18 maja 2013

Liz Braswell - Dzięwięć żyć Chloe King. Upadła

Czytanie recenzji na temat tej książki ograniczyłam do minimum. Nie byłam do końca pewna, czy w moim życiu nadejdzie taki moment, w którym będę chciała się z nią zapoznać osobiście. Na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści, które zawierają w sobie motyw mitologiczny i sama nie wiem co powinnam na ten temat sądzić. Jestem niemalże pewna, że moje spojrzenie na lekturę tego utworu byłoby zupełnie inne, gdybym za punkt honoru wzięła sobie rady Moli Książkowych. Ominąłby mnie wtedy punkt zaskoczenia, który podczas spotkania z tą publikacją jest niezwykle ważny. Strasznie żałuję, że nie posiadam tego utworu na własność. Już teraz wiem, że będę do niego powracała, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.

Chloe King to nastoletnia dziewczyna, która od najmłodszych lat swojego życia była wychowywana przez zastępczą matkę. Kobieta bywa wobec niej nadopiekuńcza i wydaje się nie mieć ze swoją córką zbyt wiele wspólnego. Niemalże na każdym kroku zdarzają im się awantury, które dotyczą najrozmaitszych elementów ich wspólnej egzystencji, jednak główna bohaterka nawet nie podejrzewa, że zachowanie prawniczki ma spory związek z odejściem od nich ojca dziewczyny. Czy w życiu Chloe zacznie dochodzić do dziwnych zbiegów okoliczności? Czy upadek wysokości sprawi, że życie nastolatki zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni? Jak w zaistniałej sytuacji zachowają przyjaciele panny King? Czy obdarzą wsparciem, które jest jej teraz  potrzebne?

Liz Braswell stworzyła ciekawą powieść, która w naprawdę interesujący sposób ukazuje czytelnikom pewien odłam mitologii. Nie spodziewałam się po niej aż tak genialnej literatury i pewnie dlatego nie śpieszyłam się z ugoszczeniem jej w swoich skromnych progach. Całość tego utworu czyta się niezwykle sprawnie i niemalże w ogólnie nie odczuwa się czasu spędzonego w jej towarzystwie. To jedna z tych pozycji literackich, która wyzwala w Molach Książkowych pierwotne instynkty i sprawia, że wciąż mamy ochotę na więcej. Nie mogę się już doczekać chwili, w której będę mogła zabrać się za kontynuację tej serii. Jestem niemalże pewna, że nie rozczaruje się tym spotkaniem i po raz kolejny będę miała okazję na obcowanie z Chloe i jej przyjaciółmi. Podejrzewam, że i tym razem nie obejdzie się od momentów wzruszenia i grozy, które skupią na sobie całą naszą uwagę. Strasznie się cieszę, że w tak trudnych momentach swojego życia, znajduje czas na zapoznawanie się z tak intrygującymi dziełami. Być może nie każdemu przypadnie ona do gustu, a spora część Czytelników będzie wolała omijać ją szerokim łukiem ze względu na fakt, że "Dziewięć żyć Chloe King" jest książką stricte młodzieżowa. Moim zdaniem, każdy powinien przekonać się o jej wartości na własnej skórze. Amerykańska autorka posługuje się naprawdę fajnym językiem i widać, że posiada w głowie wiele pomysłów, które już nie długo otworzą się przed nami na dobre. Dlatego właśnie zachęcam Was do zapoznania się z tym cyklem.

Wydawnictwo Filia, marzec 2013
ISBN: 978-83-63622-14-5
Liczba stron: 300
Ocena: 7/10

czwartek, 9 maja 2013

Julianna Baggott - Nowa Ziemia

Od kilku dni posiadam czytelniczy przestój i ilekroć sięgam po jakąkolwiek książkę, odkładam ją z powrotem na półkę nie przeczytawszy nawet kilkudziesięciu stron. Wieczorny plan zajęć na uczelni nie sprzyja mojemu maniactwu i zrobiłabym naprawdę wiele dla chwili wytchnienia. Wtedy właśnie postanowiłam spróbować swoich sił z twórczością amerykańskiej pisarki, Julianny Baggott. Nie zachęcała mnie ona do siebie swoim wyglądam, zaintrygowana opisem i dość ciekawie zapowiadającą się lekturą, czym prędzej zabrałam się za zapoznawanie się z powieścią o tym, jak przypuszczalnie mógłby wyglądać nasz świat w przyszłości. Owa decyzja okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę i dzięki niej powróciłam do tego co najbardziej lubię.

Mieszkańcy Ziemi stali się świadkami ogromnych zmian, które zniosły za sobą pojawiające się zewsząd eksplozje. Nie dla każdego z ludzi znalazło się bezpieczne miejsce, które mogłoby im umożliwić w miarę normalne życie. Spora część społeczeństwa stała się jednak ofiarami krwiożerczego kataklizmu i od tej pory musieli nauczyć się egzystować niesprzyjających do tego warunkach. Spustoszenie świata sprawiło, że osoby znajdujące się poza Kopulą zostali również pozbawieni urody, która została zastąpiona licznymi znamionami po oparzeniach, a także bliznami, które już nigdy ich nie opuszczą. Czy nastoletniej Pressii uda się spełnić swoje największe marzenie? Czy będzie w stanie zapewnić lepszy byt sobie i swojemu schorowanemu dziadkowi?

"Nowa ziemia" to powieść, która bardzo mile mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele i starałam się traktować ją z pewnym dystansem. Na polskim rynku wydawniczym pojawia się cała masa podobnych pozycji literackich i obawiałam się, że w końcu trafiłam na trylogię, która nie sprosta moim oczekiwaniom i sprawi, że już nigdy więcej nie sięgnę po powieści utopijne. Na całe szczęście  ten moment jeszcze nie nadszedł i z nieukrywanym podekscytowaniem zabrałam się za kontynuowanie przygody, w której pierwsze skrzypce ogrywała Pressia, a także niezwykły młodzieniec o imieniu Partridge. Niemalże od samego początku podziwiałam ich charaktery i to, że za wszelką cenę starali się zmienić otaczającą ich rzeczywistości. Wielu z nas nie jest w stanie docenić tego co posiadamy i dość często pozwalamy sobie na narzekania, które dotyczą mało istotnych elementów naszej egzystencji. Rzadko kiedy myślimy o ludziach z krajów trzeciego świata, którzy każdego dnia toczą nieustający bój z licznymi przeciwnościami losu. Dla nas może się to wydawać abstrakcyjne, jednak takie właśnie są dzisiejsze realia i dobrze by było o nich pamiętać ilekroć zaczniemy narzekać na brak przedmiotów, które są tylko i wyłącznie naszymi wymysłami, a nie warunkami, które pozwalają nam na przetrwanie w dzisiejszych realiach.

W moim odczuciu Julianna Baggott spisała się rewelacyjnie i cieszę się, że zdecydowałam się na poświęcenie odrobiny czasu na zapoznanie się ze stworzoną przez nią lekturą. Oczywiście zdarzały mi się również chwile zwątpienia i dane mi było zauważyć również jej ciemniejsze strony. Na samym początku przeszkadzał mi język, którym posługuje się amerykańska autorka i miałam wrażenie, że jest on nieco zbyt toporny. W końcu jednak stwierdziłam, że to nie w pisarce i jej stylu tkwił problem, a w moim przemęczeniu, które uniemożliwiało mi skupienie się na czymkolwiek. Ku mojemu zadowoleniu nie trwało to zbyt długo i potem poszło już jak z płatka. Nie mogę się doczekać kontynuacji tego cyklu i już teraz wiem, że zostanie ona przeczytana poza kolejnością. Mam nadzieję, że decyzja ta zaowocuje mile spędzonym wieczorem. Tymczasem chciałabym Was zachęcić do poświecenia odrobiny czasu powieści, która swoim pomysłem przypomina nieco inne trylogie, jednak jest i na swój sposób oryginalna. Obcując z "Nową Ziemią" nie będziecie mieli czasu na nudę i niewątpliwie pozostanie ona z Wami jeszcze na długi czas.

Wydawnictwo Egmont, maj 2012
ISBN: 978-83-237-5242-4
Liczba stron: 472
Ocena: 7/10

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rick Riordan - Pamiętniki półbogów

Twórczość Ricka Riordana polubiłam dzięki interwencji mojego Brata, który przekonał mnie do sięgnięcia po pierwszy tom serii pod tytułem "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy". To właśnie ta powieść otworzyła mi drogę do zupełnie innego świata i do tej pory nie mogę przeboleć, że zwlekłam z tym tak długo. Okazało się bowiem, że twórczość amerykańskiego autora obdarzyłam tak szczerym uczuciem, że z niecierpliwością wyczekuję kolejnych publikacji, które łączą w sobie mitologię grecką i rzymską. Dlatego właśnie zdecydowałam się na zapoznanie się z "Pamiętnikami półbogów". Byłam świadoma tego, że być może nie przypadną mi one do gustu, ponieważ za opowiadaniami nie przepadam, a i sparzyłam się już spotkaniem z podobną publikacją tego autora, jednak wyszłam z założenia, że jeśli nie zaryzykuje to nigdy się o tym nie przekonam. 

"Pamiętniki półbogów" ukazują swoim czytelnikom historie, które przytrafiły się mieszkańców Obozu Herosów i które wymagały od nich niezwykłej kreatywności i umiejętności radzenia sobie w skrajnie niebezpiecznych sytuacjach. Pierwsza z nich przestawia nam przygody Luka i Thalii, którzy przemierzali Stany Zjednoczone w celu złapania legendarnej kozy, która była niezaprzeczalnym znakiem samego Zausa. Niespodziewanie docierają one do tajemniczej posiadłości i to właśnie w niej mają oni rozegrać walkę o dalsze przetrwanie. W następnej kolejności przenosimy się do Percy'ego i Annabeth, którzy obchodzą swoją pierwszą miesięcznicę. Niestety ich spokój zostaje zburzony przez Hermesa i zmuszeni są do ruszenia w pościg za zgubioną przez niego laską. Ostatnio opowiadanie zostało natomiast poświęcone Leo i jego przyjaciołom, którzy udają się w pościg za skonstruowanym przez półboga Bufordem. 

Podchodziłam do tej pozycji literackiej z lekkim dystansem. Niewątpliwie ma to wielki związek z tym, że niezbyt przypadło mi do gustu "Archiwum herosów", które podobnie jak omawiany w dniu dzisiejszym utwór, stanowi swojego rodzaju uzupełnienie całej serii. Tym razem moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne i już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron wiedziałam, że otrzymam odpowiedź na nurtujące mnie od dłuższego czasu pytania. Czas spędzony w towarzystwie tej książki upłynął mi naprawdę szybko i sama byłam zdziwiona, że wciąż miałam ochotę na więcej. Nie mogę się już doczekać chwili, w której na polskim rynku wydawniczym pojawi się kolejna książka Ricka Riordana. Obok stworzonych przez niego bohaterów nie można przejść obojętnie i do tej pory wspominam potyczki Percy'ego z bogiem wojny Aresem. To właśnie oni zapewnili mi największą rozrywkę i mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana w następnych publikacjach amerykańskiego autora. Strasznie podoba mi się w nich połączenie mitologii z realiami życia codziennego, a ukazanie Almatei jako kozy posiadającej wymiona, które służą do dojenia napojów w różnych smakach, rozłożyło mnie na łopatki. Podobnie zresztą było w przypadku, gdy dowiedziałam, że stolik obraził za na Leo, ponieważ heros odważył się go wyczyścić ajaksem, a nie cytrynowym pronto z ekstra nawilżaniem. W towarzystwie półbogów nawet mycie zębów nie może nam się nudzić i w mig staję się ono największą przygodą naszego życia.

"Pamiętniki półbogów" chciałabym polecić fanom twórczości Ricka Riordana, ale i również wszystkim tym, którzy nie mieli z nią do tej pory do czynienia. Jestem pewna, że przypadnie ona do gustu szerokiej szerzy czytelników i już na stałe zagości na ich półkach, by mogli do niej powracać w każdej wolnej chwili. Strasznie żałuję, że nie miałam możliwości poznać tych książek, gdy chodziłam do gimnazjum. Dzięki nim nauka mitologii okazałaby się jeszcze większą przyjemnością i nie miałabym żadnego problemu z odróżnianiem greckich bogów od tych, którzy zostali przypisani Rzymianom. Amerykański pisarz posługuje się naprawdę fajnym językiem, który jest w stanie od siebie uzależnić niejednego wymagającego Mola Książkowego. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz będę miała do czynienia z jego publikacjami i każda z nich okaże się równie imponująca, jak cała reszta. W tej książce znajdziecie ponadto kilka zadań, które w całkiem fajny sposób podsumują Waszą wiedzę na temat świata półbogów, a także zdjęcia poszczególnych bohaterów tej pozycji literackiej. W większym lub mniejszym stopniu odzwierciedlają one nasze wyobrażenie na temat ich wyglądu, jednak cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł, by nam to wszystko uporządkować. Czym prędzej sięgnijcie po zbiór czterech opowiadań. Naprawdę warto!

Wyd. Galeria Książki, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-62170-63-0
Liczba stron: 276
Ocena: 6/10

niedziela, 21 kwietnia 2013

Chandra Hoffman - Dziecko do wzięcia

Strasznie obawiałam się spotkania z lekturą tej powieści. Nie byłam do końca pewna jej tematyki i tego, czy uda mi się podźwignąć ciężar wydarzeń, które zostaną poruszone na jej stronicach. Ogromny wpływ na to wszystko miał mój stosunek do dzieci, a także traktowanie ich przez osoby dorosłe. Staram się nie potępiać ich zachowania, jednak czasami przychodzą chwilę, gdy cierpliwość i chęć zrozumienia usuwają się w cień, a do głosu dochodzi ogarniające mnie poczucie sprawiedliwości i walka o dobro niewinnych istot. Z tego własnie zdecydowałam się na zapoznanie z utworem, którego autorką jest amerykańska pisarka Chandra Hoffman.

Chloe Pinter to niezwykła kobieta, które mocno zaangażowała się w wykonywany przez siebie zawód. Jako młody pracownik miejscowego ośrodka adopcyjnego, zmuszona jest do radzenia sobie w naprawdę trudnych sytuacjach, które stawiają przed nią zarówno przełożeni, jak i również osoby odwiedzający jej miejsce pracy. Pomoc innym staje się dla niej drugim domem, który dość skutecznie odciąga ją od myślenia na temat problemów osobistych. Czy głównej bohaterce uda się pogodzić ze sobie wszystkie obowiązki i odnajdzie jakiś konsensus? W jaki sposób poradzi sobie z otaczającą ją rzeczywistością, a także sytuacją rodzinną par, które zwróciły się do niej o pomoc?

Nie będę ukrywać, że momentami byłam nieco zdegustowana postawą głównej bohaterki, a także jej stosunkiem do otaczającego ją świata. W swoim niespełna dwudziestotrzyletnim widziałam już dość wiele, jednak nigdy w życiu nie chciałabym, by życie zawodowe stało się dla mnie swojego rodzaju ucieczką od tego co jest tu i teraz. Nie oznacza to oczywiście, że na swój sposób nie ceniłam Chloe jako prawdziwego fachowca. Kobieta robiła bowiem wszystko, by jak najlepiej wypełniać swoje powinności, a jednocześnie nie była przy tym sztywną urzędniczką, która odgórnie traktuje wszystkich jako jedną masę i w zasadzie nie czerpie z tego żadnej przyjemności. Pod tym względem Pinter zaimponowała mi na tyle, że chętnie wynajęłabym ją jako specjalistę, który uczyłby innych ludzi życzliwego podejścia do swoich klientów. Oczywiście w owym szkoleniu wprowadzone zostałyby wcześniej drobne zmiany, jednak wychodzę z założenia, że tego typu kursy przydałyby się sporej części polskich urzędników. Obcowanie z Chloe i jej podopiecznymi, okazało się naprawdę ciekawym doświadczeniem, które pozwoliło mi jeszcze dogłębniej zrozumieć ludzi, którzy ze wszelkich sił chcieliby zostać rodzicami, jednak zrządzenie losu sprawia, że staje się to dla nich niemalże niemożliwe. Jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się być adopcja.

"Dziecko do wzięcia" ukazuje swoim czytelnikom powieść, która nie należy do najłatwiejszych i chyba nawet nikt nie odważy się przypisać jej podobnego określenia. W towarzystwie tego utworu spędziłam kilka wieczorów i jestem niemalże pewna, że posiada on ogromną szansę na dotarcie do serc setek tysięcy Moli Książkowych na całym świecie. Być może odebrałam jej treść zbyt osobiście i na swój sposób utożsamiłam się z parami, które nie miały możliwości spełniania się w roli kochających i zarazem troskliwych rodziców. Z drugiej strony autorka ukazuje nam również ludzi, którzy traktują potomstwo jako kartę przetargową do lepszego życia. Penny i Jason ledwo wiążą koniec z końcem. Z tego właśnie powodu decydują się na oddanie swojego nienarodzonego dziecka do adopcji. Do samego rozwiązania nie jest wiadome, czy utwierdzą się w swoim postanowienia, a może zmienią zdanie i zatrzymają je przy sobie. Pewne jest tylko tyle, że Chloe nie będzie miała z nimi łatwej pracy. Bardzo często dochodzi bowiem do sytuacji, w której ta dwójka zachowuje się nad wyraz roszczeniowo i traktuje swojego opiekuna jako osobę, która dopuściła się oszustwa i nie zrobiła wszystkiego, by w pełni wynagrodzić im ich stratę. Z tego właśnie powodu, chciałabym polecić publikację Chandry Hoffman osobą, które lubują się w tego typu historią i będą w stanie je w pełni docenić. Całość utworu czyta się naprawdę sprawnie i jeśli tylko nie będziecie potrzebowali chwili wytchnienia od wydarzeń w niej opisywanych, to jestem niemalże pewna, że nie zajmie Wam ona dłużej, niż jeden wieczór.

Wyd. Prószyński i S-ka, marzec 2013
ISBN: 978-83-7839-474-7
Liczba stron: 400
Ocena: 6/10

czwartek, 18 kwietnia 2013

Alyson Richman - Wojenna narzeczona

II Wojna Światowa jest etapem w historii świata, który interesuje mnie już od około dekady. Zdaję sobie sprawę z tego, że w przeciągu zaledwie kilku lat zginęło naprawdę wielu ludzi, a tysiące innych zostało rannych. Jestem również świadoma tego, że przyczynili się do tego ludzie, uważający się za wszechwiedzących bogów, którzy mają prawo decydować o losach całego świata. Dlatego właśnie staram się sięgać po różnego rodzaju zapiski z tamtych czasów, a także powieści umiejscowione na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku. Takim właśnie sposobem trafiłam na niezwykłą powieść Alyson Richman, która idealnie dostosowała się do moich czytelniczych preferencji.

Dwójka młodych ludzi zakochuje się w sobie tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Miłość ma dla nich ogromne znaczenie i z tego właśnie powodu, postanawiają spędzić z sobą resztę życia. Oboje zdają sobie sprawę z tego, że nie może być łatwo, jednak robią wszystko co w ich mocy, by osiągnąć choć namiastkę szczęścia, która należy się każdemu człowiekowi. Lena i Josef pobierają się i wydawać by się mogło, że spędzą z sobą wiele wspaniałych chwil. Niestety los ma dla nich zupełnie inne zadanie i już wkrótce zostają rozdzieleni na kilkadziesiąt długich lat. Czy uda im się poradzić z utratą długiej połówki? Czy będą w stanie ułożyć sobie życie na nowo, a może pozostaną sobie wierni aż do następnego spotkania?

Muszę przyznać, że "Wojenną narzeczoną" przeczytałam już kilka dni temu, ale dopiero dzisiaj poczułam się na siłach, by na spokojnie podzielić się z Wami uczuciami, które towarzyszyły mi w trakcie poznawania historii studentki Akadami Sztuk Pięknych i jej ukochanego. Stosunkowo często zdarza mi się sięgać po różnego rodzaju romanse, jednak żadnego z nich nie mogłabym porównać z publikacją Alyson Richman. Dzięki amerykańskiej autorce dane nam jest spojrzeć na miłość z nieco innej perspektywy. Bardzo często nie jesteśmy w stanie docenić piękna, które niesie za sobą prawdziwe uczucie i gdy tylko pojawiają się jakiekolwiek problemy, stajemy się bezwzględnymi egoistami i nie widzimy problemu w ciągłym zmienianiu swoich partnerów. Z perspektywy czasu widać, jak bardzo zmieniła się mentalność ludzi do związków i budowania rodziny. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu związek dwóch osób był traktowany jako coś nierozerwalnego, a w chwili obecnej wychodzimy z założenia, że możemy robić ze swoim życiem co nam się żywnie podoba i nie ważne są przy tym uczucia innych. Lena i Josef umożliwili mi powrót do opowieści moich dziadków, którzy poznali się niedługo po ukończeniu wojny i którzy mimo wielu przeciwności losu, przetrwali w swej miłości aż do śmierci. Cieszę się, że mogłam zapoznać się z ich historią, ponieważ otworzyła mi ona oczy na wiele spraw i sytuacji, które wydają się nie mieć w ogóle znaczenia. Nikt z nas nie zastanawia się bowiem nad tym co by było, gdybyśmy zostali rozdzieleni z naszymi partnerami, a w tle szalałaby krwiożercza wojna. Pokój wydaje nam się pewnikiem, który prawdopodobnie nie zostanie zburzony.

"Wojenna narzeczona" powinna stać się pozycją obowiązkową dla ludzi w różnym wieku. Już od dawna nie miałam do czynienia z lekturą, która w podobny sposób wpłynęłaby na moje postrzeganie świata. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie zmienić wszystkich i nie zmuszę nikogo zapoznania się z tym utworem. Chciałabym jednak przekonać Was do ofiarowania szansy powieści, która wywołuje w swoich odbiorcach ogrom emocji i niezapomnianych wrażeń. Bardzo często nie doceniamy własnej egzystencji i niestrudzenie narzekamy na swój los. Mimo wszystkich niedogodności możemy sobie pozwolić na naprawdę wiele rzeczy i nie musimy się przejmować się wytycznymi, które nieustannie nakładają na nas okupanci. Każdego dnia posiadamy na stole ciepły posiłek, ciepły kąt do spania, a także mamy możliwość do zagłębiania się w lekturach, które naprawdę nas zainteresują. Nie musimy się martwić o wiele rzeczy, które są obecnie dostępne, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu stanowiły swojego rodzaju luksus, albo w ogóle nie można ich było zdobyć. Dlatego właśnie uważam, że Alyson Richman stworzyła powieść, która powinna zaciekawić wielu czytelników w różnym wieku. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie należy ona do najłatwiejszych lektur i niekiedy możemy poczuć się przygnębieni niektórymi wydarzeniami. Nie bójmy się jednak trudnych tematów i róbmy wszystko, by zapobiec sytuacjom, które tak naprawdę nie są potrzebne.


Wyd. Prószyński i S-ka, marzec 2013
ISBN: 978-83-7839-478-5
Liczba stron: 384
Ocena: 8/10

wtorek, 16 kwietnia 2013

Melanie Gideon - Żona_22

Sięganie po literaturę piękną stanowi dla mnie miłą odskocznię od otaczającej mnie rzeczywistości. Uwielbiam nieść pomoc innym i choć nie zawsze bywa to dla mnie miłe i komfortowe, a bohaterowie książek bywają postaciami wyimaginowanymi, to sprawia mi to ogromną przyjemność. Myślę, że to właśnie ona powinna być najsugestywniejszym wyznacznikiem pasji, którą zaczęłam odczuwać prawie cztery lata temu i która mi umożliwia mi częsty kontakt ze słowem pisanym. W chwili obecnej nie wyobrażam sobie dnia bez przeczytania chociażby kilku stron powieści, a niekiedy bywa również tak, że nie starcza mi ona na cały wieczór i jestem z tego powodu bardzo niezadowolona.

Alice nie czuje się szczęśliwa w swoim związku. Z tego właśnie powodu główna bohaterka decyduje się na wzięcie udziału w badaniu, które umożliwi jej przemyślenie kilku ważnych kwestii. Dotychczas stanowiły one dla niej temat tabu, jednak pod wpływem korespondencji z tajemniczym mężczyzną, kobieta otwiera się coraz bardziej, a odpowiedzi na otrzymywane przez nią pytania, stają się aż do bólu szczere i nadzwyczaj rozbudowane. W między czasie jesteśmy również świadkami wydarzeń, które mają miejsce w domu rodziny Buckle. Czy uda im się ocalić swoje małżeństwo, a może dojdzie między nimi do całkowitego rozłamu?

Omawiana w dniu dzisiejszym powieść pozytywnie mnie zaskoczyła i sprawiła, że zarwałam przez nią większość wczorajszej nocy. Zapoznałam się z kilkoma opiniami na jej temat i choć spora część z nich przemawiała na jej korzyść, nie byłam pewna, że moje spotkanie z nią okaże się dobrym pomysłem. Melanie Gideon dość dokładnie przedstawiła nam portret psychologiczny kobiety w średnim wieku, która mając szansę na spełnienie swoich największych marzeń, zraziła się krytyką ze strony innych i już nigdy więcej nie zdecydowała się na zrobienie czegokolwiek w tym kierunku. Pozytywne wrażenie zrobiło na mnie zapoznanie się z poszczególnymi wydarzeniami z życia głównej bohaterki. Nie wszystkie z nich należały do najprzyjemniejszych i wymagały od Alice wiele nerwów, które odczuwała ilekroć życie wymykało jej się spod kontroli. Dzięki temu całość utworu wydaje się nam jeszcze bardziej realna i choć sama nie wyobrażam sobie wzięcia udziału w podobnych eksperymencie, to jestem pełna podziwu dla odwagi tej czterdziestolatki, że udało się jej pokonać własne słabości i w końcu zrobiła coś tylko i wyłącznie dla siebie. Nie zawsze było to dla niej łatwe i nie pomagał jej w tym wszystkim chłód, który odczuwała w każdorazowych kontaktach z córką.

"Żona_22" jest pozycją literacką, która pozwoliła mi na oderwanie się od rzeczywistości i spojrzenie na wiele problemów z zupełnie innej perspektywy. Nie obyło się oczywiście bez drobnych mankamentów, które utrudniały mi nieco zapoznanie się z treścią tej książki. Bywały w niej bowiem momenty przestoju i miałam nie odparte wrażenie, że niektóre fragmenty historii zostały napisane dla utrzymania pozorów. Nie było ich znowu tak wiele i publikację Melanie Gideon mogę polecić wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób poczuli się do niej zachęceni. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miała okazję sięgnąć po kolejny utwór, którego autorką będzie ta amerykańska pisarka. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu może ona przypaść do gustu i nie każdy będzie w stanie zrozumieć problemy z którymi borykała się czterdziestoletnia Alice. Myślę, że jest to jedna z tych książek, które wymagają od swoich czytelnikom dojrzałości i odrobiny zrozumienia. Moim zdaniem jest to zupełnie normalne i nie ma po co skazywać się na historię, która w praktyce może nas w ogóle nie zaciekawić, ponieważ stwierdzimy, że bohaterka robi z igły widły i zamiast odpowiadać na pytania dotyczące jej związku, mogłaby spożytkować ten czas zupełnie inaczej.

Wydawnictwo Otwarte, sierpień 2012
ISBN: 978-83-7515-218-0
Liczba stron: 456
Ocena: 7/10

sobota, 6 kwietnia 2013

Jodi Picoult, Samantha van Leer - Z innej bajki

Z wielkim zniecierpliwieniem wypatruje momentów, gdy na stronie internetowej lubianego przeze mnie wydawcy, ukazuje się informacja o zbliżającej się premierze książki Jodi Picoult. Amerykańska pisarka uzależniła mnie od siebie do tego stopnia, że nie jestem wstanie sięgnąć po utwory, które od wielu miesięcy oczekują na moment, w którym zdecyduje się na ich przeczytanie. Może to wydawać się dziwne, ale wszystko układa się w tym kierunku, aby pozostało mi coś na gorsze czasy, gdy potrzebna mi będzie wstrząsająca i pełna napięcia lektura. Dlatego właśnie skupiam się na świeżo wydawanych powieściach tej autorki i tym o to sposobem usłyszałam o historii, którą amerykańska pisarka stworzyła w duecie ze swoją córką. Czy współpraca wyszła im na dobre?

Delilah McPhee nigdy nie pogodziła się z odejściem ojca do zupełnie obcej kobiety. W chwili rozwodu rodziców dziewczyna miała niespełna dziesięć lat, a mimo to doskonale pamięta miesiące żałoby i smutku, które zagościły w jej domu tuż po jego wyprowadzce. Mijają dni i główna bohaterka przynosi z biblioteki książkę, która raz na zawsze odmienia jej dotychczasowe życie. Staje się ona najlepszą przyjaciółką dziewczyny i towarzyszy nastolatce w niemalże każdej czynności, którą zmuszona jest wykonywać w ciągu dnia. Tymczasem Delilah stara się pomóc bohaterowi ulubionej w przedostaniu się do realnego świata. Czy uda im się osiągnąć upragniony cel? Jak dalej potoczą się losy zamkniętej w sobie nastolatki i jej ukochanego?

Książki tworzone Jodi Picoult odnajdują swoje odzwierciedlenie w życiu tysięcy ludzi na całym świecie i chyba za to właśnie są one przez nas najbardziej lubiane. Amerykańska pisarka nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów i mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas tym zaskoczy. Tymczasem mamy do czynienia z utworem skierowanym do nieco młodszych czytelników i to właśnie z nim miałam o wiele więcej problemów, niż ze zrozumieniem życia osób, którym dane było egzystować w zupełnie innej kulturze. Myślę, że spotkanie z lekturą tej powieści powinno okazać miłym doświadczeniem dla Moli Książkowych w różnym wieku. Obawiam się nieco wyjawienia Wam zbyt dużej ilości faktów, które mogłoby zaważyć na niekorzyść tej książki. W końcu żaden czytelnik nie ma ochoty na obcowanie z lekturą, która została mu już w pełni opowiedziana. Samantha van Leer wpadła na naprawdę ciekawy pomysł i jestem strasznie ciekawa jej dalszych poczynań w zakresie literatury. "Z innej bajki" jest bowiem powieścią, która została poprowadzona przez autorki wielotorowo i mimo kilku niedogodności, czyta się ją z nieukrywaną fascynacją i przyjemnością.

Nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czy całość tej historii wywarła na mnie pozytywne wrażenie, czy też pozostawiłabym ją sobie do ponownej analizy. Mam wrażenie, że którejś z kolei spotkanie z jej lekturą tej powieści sprawi, że odkryję w niej wszystko to co najlepsze i wtedy już nie będę miała co do niej żadnych wątpliwości. Ciekawym przedsięwzięciem było również przybliżenie czytelnikom pierwowzoru historii Olivera. Przeplatały się one wraz z pozostałymi wątkami tej powieści i muszę przyznać, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jedyne co mi się na swój sposób nie podobało w tym utworze to zachowanie głównej bohaterki. Mam wrażenie, że wielu autorów bazuje ustalonym niegdyś stereotypie nastolatki i to właśnie na nim bazują w trakcie tworzenia swoich dzieł. Irytuje mnie to za każdym razem, gdy mam do czynienia z literaturą młodzieżową i właśnie wtedy zadaję sobie pytanie, czy nie warto byłoby oddać nas w ręce zupełnie innej dziewczyny? Jestem niemalże pewna, że sprawiłoby to wielką radość sporej grupie czytelników i niewątpliwie wpłynęłoby to na ogromny plus dla potencjalnej pozycji literackiej. Nie da się ukryć, że dużo bardziej cenię sobie Jodi Picoult jako autorkę nieco bardziej życiowych powieści, jednak i w tym przypadku zostałam mile zaskoczona i byłabym nawet skłonna na kolejne spotkanie z twórczością tej dwójki.

Wyd.Prószyński i S-ka, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-7839-497-6
Liczba stron: 312
Ocena: 6/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy