Bardzo się ucieszyłam, gdy na stronie wydawnictwa Papierowy Księżyc, ukazała się informacja na temat najnowszej publikacji Jacka Ketchuma. Co prawda, ostatnie spotkanie z twórczością tego autora, okazało się być dla mnie wielkim rozczarowaniem, jednak stwierdziłam, że nie warto jest zrażać się do ulubionego pisarza tylko i wyłącznie z powodu dwóch, zdecydowanie słabszych, utworów. Takim właśnie sposobem dotarłam do książki, która na swój sposób mnie intrygowała i zarazem ciekawiła.
"Rudy. Prawo do życia" to dwa niezależne od siebie utwory, które z pewnych przyczyn znalazły się w jednej książce. Muszę przyznać, że nieco się zdziwiłam, gdy po otrzymaniu tej pozycji literackiej, zastałam taką postać rzeczy. Byłam bowiem święcie przekonana, że "Prawo do życia", czyli zapowiadana na okładce książki minipowieść, będzie sobie liczyć zaledwie od kilkunastu do kilkadziesiąt stron, które szybko przeminą, a po nowo poznanej historii, pozostanie niedosyt. Po przeczytaniu obu historii stwierdzam, iż niewiele im do siebie brakowało, a czas spędzony z nimi, został w pełni wykorzystany. Nie mogę uwierzyć, że to już kolejna książka, którą dane mi było przeczytać w ciągu ostatniego tygodnia, i która okazała się być naprawdę wartościową lekturą. Niezmiernie cieszę się z tego powodu i mam nadzieję, że jeszcze wiele przede mną.




