Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Magdalena Witkiewicz - Pensjonat marzeń

Nie oczekiwałam od tej powieści niczego konkretnego i nastawiałam się raczej na spędzenie miłego wieczoru w towarzystwie niezobowiązującej lektury, niż niezapomniane spotkanie z książką, która raz na zawsze odmieni moje podejście do otaczającego mnie świata. Doświadczenie nauczyło mnie cieszyć się każdą nowo poznaną historią i choć jestem świadoma tego, że nie wszystkie pozycje literackie są w stanie mnie oczarować, to wciąż wierzę w autorów, którzy wykazują chęci do ciągłego rozwoju i tworzenia coraz to fajniejszych dzieł. Powoli zaczynam jednak wątpić w twórczość Magdaleny Witkiewicz. Autorka oczarowała mnie trzema rewelacyjnymi powieściami i oddałabym naprawdę wiele, by zapoznać się z innymi publikacjami, które znajdowałyby się na równie wysokim poziomie. "Pensjonat marzeń" nie sprostał temu zadaniu nawet w połowie, a wielka szkoda.

Stosunkowo rzadko zdarza mi się nie opisywać fabuły omawianej lektury, ale tym razem zostałam do tego niemalże zmuszona. Muszę przyznać, że przez chwilę korciło mnie przedstawienie kluczowych wydarzeń z życia bohaterek tej powieści. Dopiero z czasem doszłam do wniosku, że jest to całkowicie bez sensu, ponieważ wtedy nie byłoby sensu, by inni czytelnicy zapoznawali się z perypetiami kobiet, które zostały nam w niej przedstawione. Jestem tym faktem naprawdę rozczarowana, ponieważ w "Szkole żon" widziałam ogromny potencjał na to, by w sposób widowiskowy napisać kontynuację, która mogłaby osiągnąć wielki sukces. Strasznie żałuję, że autorka nie zdecydowała się zawalczyć o jakość tej pozycji literackiej i od tak po prostu się poddała. Czyżby szum wokół jej osoby miał w tym swój udział?

Do zapoznania się z losami bohaterek tej powieści podchodziłam dwukrotnie. Za pierwszym razem nie byłam nawet w stanie się w nią wczytać i w końcu odpuściłam. Dopiero kilka dni później zdecydowałam się na ponowne spotkanie z tą pozycją literacką i wtedy pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin. Zupełnie przypadkowo wyszedł na jaw jedyny plus tej książki. Niewątpliwie Magdalena Witkiewicz posiada lekkie pióro, które mogłoby ją wynieść na wysokie szczyty i tym bardziej jestem rozczarowana, że nie zawsze potrafi to wykorzystać. W moim odczuciu w "Pensjonacie marzeń" nie wydarzyło się nic godnego uwagi, a całość fabuły została niemalże przegadana i nie było nawet szans ku temu, by można było wynieść z niej coś konstruktywnego. Każda z bohaterek ciągle mówiła nam to samo, a w przypadku Jadwigi zostało to pokazane w sposób niemalże mistrzowski. Jestem w stanie zrozumieć naprawdę wiele i zdaję sobie sprawę z tego, że ludziom postronnym bardzo łatwo jest wydawać osądy na jakiś temat, podczas gdy nigdy nie znaleźliśmy się w podobnej sytuacji. W bardzo fajny sposób te wszystkie problemy zostały opisane w "Szkole żon" i myślę, że nie było potrzeby na tak dokładną analizę życia każdej z kobiet. Wydaje mi się, że nie taka powinna być idea tej powieści, ponieważ to by oznaczało, że została ona napisana tylko po to, by oszukać moli książkowych i wycisnąć z nich trochę grosza. Zastanawiam się tylko, gdzie w tym wszystkim został zagubiony tytułowy pensjonat. Jak dla mnie było go naprawdę niewiele, a cała reszta tych ponad dwustu stron to zwykła gadanina o tym samym, tylko w nieco innych sceneriach. Takie są moje odczucia i nic tego nie zmieni.

Magdalena Witkiewicz rozczarowała mnie w jeszcze jednym miejscu, które w poprzedniej powieści stało na naprawdę wysokim poziomie. Nie wnikam już w zaklasyfikowanie "Pensjonatu marzeń" do zacnego grona erotyków, a o ogólny wydźwięk tego typu scen w całości tego utworu. Zapoznając się z nimi miałam wrażenie, że czytam słowa napisane przez uczniów szkoły gimnazjalnej, którzy bawią się słowem i tworzą opowiadania na specjalnie do tego stworzonych blogach. Na dobrą sprawę zero przemyślenia i jakiejkolwiek głębi, która w przypadku "Szkoły żon" wręcz tryskała z jej poszczególnych stron. Jestem zła na autorkę, ponieważ ukazała nam seks jako zwyczajny popęd i nic więcej. Z miłą chęcią zacytowałabym kilka takich momentów i dla porównania zestawiłabym je ze scenami, które miały miejsce w pierwszym tomie przygód Julii i jej przyjaciół. Osobiście czuję się oszukana, ponieważ Magdalena Witkiewicz jakby sama nie wiedziała o czym chciałaby napisać. Mam wrażenie, że podobny efekt wyszedłby, gdy za stworzenie tej książki wzięłaby się zupełnie obca osoba i po prostu chciałaby wklepać do odpowiedniego pliku kilkadziesiąt tysięcy słów tworzących w miarę spójną opowieść. Smutny jest fakt, że w tym przypadku i tej spójności mi zabrakło. Najlepiej przedstawioną osobą mimo wszystko była chyba prywatna instruktorka Marty. Ona wniosła do tej lektury nieco świeżości i sprawiła, że chciałabym ją poznać nieco bliżej. Niestety jej postać została tak spłaszczona, że momentami brakowało mi słów. 

Komu chciałabym polecić "Pensjonat marzeń"? Najchętniej osobom, który mają dostęp do bibliotek i stamtąd będą mogły wypożyczyć najnowszą publikację Magdaleny Witkiewicz. Odradzałabym kupowanie tej książki na własność, ponieważ w moim mniemaniu jest to zwyczajne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Zupełnie nie tego spodziewałam się po tej pozycji literackiej i jak dla mnie nie powinna być ona promowana jako kontynuacja czegokolwiek, a już na pewno nie jako ciąg dalszy "Szkoły żon", bo jej tam nie było wcale. O wiele lepiej byłoby o niej napisać, że przedstawia dalsze losy bohaterek tej powieści. Wtedy na pewno i odbiór czytelników byłby o wiele bardziej przychylniejszy. Nie nastawialiby się oni na nic konkretnego i nie musiałoby ich spotykać pewnego rodzaju rozczarowanie. Cieszę się jedynie tym, że całość tego utworu została napisana całkiem sprawie pod względem językowym, jednak na przyszłość proponuje bardziej wczuć się i dopracować sceny łóżkowe, bo w przypadku tej książki wypadły one wręcz żałośnie. Każda z nich wyglądała niemalże identycznie, choć jak pewnie wiele osób zauważyło, miały one miejsce w innych miejscach, dotyczyły innych bohaterów, a i pozycje bywały zupełnie różne. Nie ukrywam, że sztuka jest zepsuć coś takiego i zarazem tak bardzo to wszystko spłycić. Rozumiem, że nie każdy potrafi opisać sztukę kochania, jednak skoro w poprzedniej powieści autorce się to udało, więc nie widzę powodów, które przemawiałyby za tym, że usprawiedliwia ją wypuszczenie na polski rynek wydawniczy czegoś o naprawdę niskim poziomie. 


Moja ocena: 4/10

środa, 10 kwietnia 2013

Magdalena Witkiewicz - Szkoła żon

Na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek, które zaliczane są przez swoich twórców do gatunku jakim bez wątpienia są erotyk. Nie będę ukrywać, że do wszystkich tego typu publikacji podchodzę z lekkim dystansem i nigdy nie nastawiam się na odczuwanie pełnej satysfakcji. Zniechęcili mnie do tego zarówno zagraniczni autorzy, ale i również niezapomniana przeze mnie Katarzyna Michalak. Nic więc dziwnego, że mimo pozytywnych recenzji, które pojawiły się na kilku blogach, wolałam nie zapeszać. Do lektury tego utworu podeszłam dość swobodnie i bez jakikolwiek uprzedzeń, które mogłoby mieć wpływ na mój odbiór. Po kilkudziesięciu przeczytanych stronach przekonałam się, że moja decyzja okazała się jedną z najlepszych w moich czytelniczym życiu i oto spotkałam na swojej drodze publikacje, która w pełni spełniła moje najskrytsze oczekiwania.

"Szkoła żon" opowiada swoim czytelnikom historię kobiet, które w różny sposób i z różnych powodów trafiły udały się na trzytygodniowe wczasy do luksusowego ośrodka na Mazurach. Takim właśnie sposobem poznajemy: Julię - świeżo upieczoną rozwódkę, która za nic w świecie nie chce myśleć o kolejnym związku; Jadwigę - kobietę po pięćdziesiątce, nauczycielkę matematyki i zarazem żonę mężczyzny, który co rusz ją zdradza; Michalinę - dziewiętnastoletnią barmankę bez perspektyw na ukończenie jakiejkolwiek szkoły; a także Martę - na pozór szczęśliwą posiadaczkę nadprogramowych kilogramów. Każda z nich podchodzi do wyjazdu z lekkim dystansem i mogłyby podać tysiące powodów, które stanowiły doskonały pretekst do pozostaniu w domu. Nie mniej jednak decydują się na ryzyko i już po kwadransie przebywania w nowym miejscu, zaczynają być atrakcji, które zostały dla nich przygotowane przez Ewelinę.

Prawdziwą nagrodą dla każdego Mola Książkowego jest spotykanie publikacji, które są w stanie wywołać w nim ogrom niezapomnianych emocji. Książka wcale nie musi należeć do grona literatury wybitnej i niekoniecznie trzeba jej szukać wśród wysoko cenionych rankingów, aby zauważyć w niej spory potencjał i poczuć, że jest ona jedyną w swoim rodzaju. To właśnie odkryłam w trakcie zapoznawania się ze "Szkołą żon" i choć istnieje wiele innych powieści, które  mogłabym zaliczyć do tego zacnego grona i to jestem niemalże pewna, że to właśnie utwór polskiej autorki zostanie przeze mnie zapamiętany na bardzo długi czas. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobną lekturą i jestem zadowolona z tego, że pisarce udało się połączyć wątki erotyczne z życiowymi problemami czterech kobiet, którym dane było odpocząć od trudu dnia codziennego i które dzięki swojej wzajemnej pomocy, były w stanie zapanować nad własną egzystencją. Z wielką chęcią przytoczyłabym wiele ważnych momentów, które miały miejsce w całości tej pozycji literackiej. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że podobne sytuacje moglibyśmy spotkać w swoim codziennym życiu. Skąd mamy pewność, że nasi życiowi partnerzy nie biorą przykłady z męża Jadwigi i nie zabawiają się ze wszystkimi kobietami, które pojawiają się na ich drodze? Czy możemy być pewni, że raz wypowiedziane 'tak' sprawi, że spędzimy resztę życia u boku towarzyszącego nam człowieka?

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz pozytywnie mnie zaskoczyła i sprawiła, że w dalszym ciągu odczuwam pewnego rodzaju niedosyt. Z miłą chęcią udusiłabym autorkę za stworzenie książki, której nie byłam w stanie przeczytać w normalnym tempie i już po niespełna czterech godzinach obcowania z ciekawie skonstruowanymi bohaterkami, zmuszona byłam do odłożenia tego woluminu z powrotem na półkę. Stosunkowo rzadko zdarzają mi się sytuacje, gdy robię to z ogromnym bólem serca i jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości sięgnę po nią ponownie. Niestety zmuszona jestem poczekać, aż moje uczelniane koleżanki skończą ją sobie wzajemnie przekazywać i będę miała okazję się nią w pełni nacieszyć. Nigdy bym się nie spodziewała, że o to trzymam w rękach erotyk, który w pełni zasługuje na słowa uznania ze strony szerokiej rzeszy czytelników. Napisana on został przy pomocy fajnego stylu, a same wydarzenia i sceny erotyczne pojawiają się na kartach tej powieści w niezwykle subtelny i nienapraszający się nikomu sposób. Jestem niemalże pewna, że wiele kobiet pozazdrości bohaterkom takich wczasów i będę ubiegać się o stworzenie tak fantastycznego ośrodka z tak wyszkoloną i zarazem urodziwą kadrą i cudowną opiekunką, która nauczy nas prawdziwej rozkoszy i jak najlepszej strony wykorzystywania naszej kobiecości. Dlatego właśnie uważam, że naprawdę warto jest poświęcić odrobinę czas na poznanie historii Julii, Jadwigi, Michaliny i Marty.

Wydawnictwo Filia, premiera 17.04.2013r.
ISBN: 978-83-63622-17-6
Liczba stron: 256
Ocena: 8/10

sobota, 16 marca 2013

Pamela Rochford - Specjalistka

Po udanym spotkaniu z "Blue Angel" autorstwa Logan Belle, postanowiłam dać szansę kolejnej powieści, która na polskim rynku wydawniczym, pojawiła się dzięki inicjatywie Wydawnictwa Otwarte. Myślałam, że spędzę w jej towarzystwie intrygujące i zarazem niezapomniane chwile, które spowodowane będą połączeniem ciekawej fabuły z odrobiną erotyzmu. Nigdy wcześniej nie zdobyłabym się jednak na stwierdzenie, że okaże się ona jednym z największych rozczarowań w moim czytelniczym życiu.

Rachel to urocza doktorantka, która od wielu miesięcy nie jest w stanie dokończyć pisania pracy dyplomowej. Kobieta robi wszystko co w jej mocy, aby usatysfakcjonować swojego promotora. Mężczyzna bywa jednak nieugięty i co rusz zarzuca podopieczną kolejnymi wymysłami na temat tego, jak jego zdaniem powinna wyglądać prawidłowo uporządkowana praca. Główna bohaterka zaczyna mieć tego serdecznie dość, gdy niespodziewanie w jej życiu pojawia się Luke Holloway. Od tej pory jej życie zmienia się nie do poznania i nikt by się nie spodziewał, że wszystko potoczy się w tak zawrotnym tempie. Z biegiem czasu Rachel udaje się do posiadłości najlepszego przyjaciela mężczyzny i tam zostaje jej przedstawiona propozycja, którą przyjmuje bez mrugnięcia okiem. Jak dalej potoczą się losu bohaterów tej książki? Jakie niespodzianki czekają na dziewczynę w trakcie znajomości z największym przystojniakiem świata?

"Specjalistka" to dość przeciętna powieść, która pomimo naprawdę ciekawego opisu i intrygującego początku, nie posiada w sobie niczego więcej. Być może oczekiwałam po niej zbyt wiele i sama jestem sobie winna. Niestety jeśli ktoś mi pisze, że spory udział w całym tym utworze będzie odgrywać złożona głównej bohaterce propozycja, która zapowiada się naprawdę interesująco, a w rzeczywistości jest o niej tylko wspomniane i w zasadzie nie ma ona większego związku z czytaną powieścią, to nie ma co się dziwić, że czytelnik pozostaje niezadowolony i prawdziwie rozczarowany. Strasznie żałuję, że autorce nie udało się stanąć na wysokości zadania i zepsuła potencjał, który czekał tylko na to, aby go w pełni wykorzystać. Jest mi z tego powodu bardzo źle, ponieważ Pamela Rochford posługuje się naprawdę fajnym stylem, a zapoznanie się z jej twórczością to kwestia zaledwie kilku godzin, których prawie w ogóle się nie odczuwa. Gdyby nie irytacja związana z merytoryczną stroną tego utworu, to pewnie pokusiłabym się o stwierdzenie, że w końcu poczułam się jak w niebie.

Napisanie opinii na temat tej książki zajęło mi kilka dni, które niemalże w pełni poświęciłam na zawirowania związane z życiem uczelnianym. Nie osłabiło to jednak mojej niechęci do dzieła angielskiej pisarki, a wręcz przeciwnie. Dystans do tej powieści sprawił, że zaczęłam zauważać błędy, które nieco wcześniej mi umknęły. Dlatego decyzję o przeczytaniu "Specjalistki" pozostawiam Wam. Jestem strasznie ciekawa opinii na temat tego utworu i nie chciałabym narzucać nikomu swojej woli. Z miłą chęcią zapoznam się z cudzymi opiniami na temat poznanej lektury i przekonam się, czy tylko ja podeszłam do niej tak krytycznie, a może to we mnie tkwi jakiś problem? Jakiś czas temu stwierdziłam, że istnieje tyle wiele wartościowych książek, którym chciałabym poświęcić swój czas, więc nie ma sensu żałować czegoś co okazało się naprawdę słabe...

Wydawnictwo Otwarte, luty 2013
ISBN: 978-83-7515-250-0
Liczba stron: 280
Ocena: 4/10

wtorek, 12 marca 2013

Natasha Walker - Tajemnice Emmy: początki

W dobie literatury o zabarwieniu erotycznym, postanowiłam zapoznać się z trylogią, która została zauważona przez tego samego wydawcę, który jako pierwszy zdecydowała się na opublikowanie "50 twarzy Greya". Nie jestem pewna motywów, które skłoniły mnie do poświęcenia odrobiny czasy na przeczytanie powieści Natashy Walker, jednak miało to związek z zatarciem śladów po dość nieudanym obcowaniu z lekturą "Mistrza" Katarzyny Michalak. Po poznaniu obu historii, mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że w tym przypadku trafiłam na zupełnie inną pozycję literacką. Muszę przyznać, że uśmiechnęłam się na samą myśl o porównaniu ze sobą tych powieści. Szkoda, że polska autorka nie wzięła przykładu z Australijki i nie zaskoczyła swoich Czytelników prawdziwym pieprzykiem, a nie subtelną imitacją erotyzmu. 

Emma to trzydziestodwuletnia kobieta, która szczyci się niezwykle barwnym życiem erotycznym. W jej egzystencji nie ma czasu na nudę, więc robi wszystko, aby urozmaicić ją sobie o nowe niezapomniane doznania. To właśnie w trakcie stosunków seksualnych, czuje się ona w pełni spełniona i piękna. Moment zbliżenia sprawia jej wiele przyjemności i podejrzewam, że byłaby w stanie zrobić dla niej naprawdę wiele. Gdy w kobiecie budzi się namiętna natura łowcy, to za nic ma sobie fakt, że od kilku miesięcy trwa w związku małżeńskim. Zahamowania nie należą do jej mocnych stron, więc nic dziwnego, że gdy spotyka ona na swojej drodze niedoświadczonego osiemnastolatka, niemalże od razu postanawia udzielić mu kilka lekcji prawdziwej miłości. Czy Jasonowi uda się spełnić oczekiwania swojej kochanki? Czy będą w stanie utrzymać swój związek w tajemnicy?

Jakiś czas temu narzekałam, że w czytanym przeze mnie erotyku brakowało mi scen, które świadczyłyby o przynależności "Mistrza" do gatunku, który od kilku miesięcy króluje na polskim rynku wydawniczym. Wydawać by się mogło, że debiutancka powieść Natashy Walkes w pełni zaspokoi moją ciekawość i wszelkie wymagania w tej kwestii. Czy jej się to jednak udało? Czy w trakcie obcowania z lekturą tego utworu, odnalazłam swojego rodzaju spełnienie i poczułam się na swój sposób wyjątkowa? Powiem szczerze, że zostałam mile zaskoczona tą pozycją literacką. Mając na uwadze swoje dotychczasowe doświadczenia z tego typu literaturą, spodziewałam się po tej powieści większej subtelności i akcji, której w tym utworze po prostu nie ma. Na około dwieście stron seksu, ponad sto pięćdziesiąt zostało przeznaczone na opis aktów seksualnych, a także ciągłe przemyślenia głównej bohaterki na temat tego, co chciałaby robić z Jasonem. Niby nie było źle, jednak brakowało mi w niej kilku przerywników, które pozwoliłyby mi na doskonalsze poznanie Emmy i tego jaka jest naprawdę. Mam nadzieję, że nieco więcej na ten temat zostanie powiedziane w kolejnych tomach tego cyklu. Co prawda, nie spodziewam się po nich czegoś wielkiego, jednak z nieukrywaną przyjemnością spędzę w ich towarzystwie kolejne wolne wieczory.

"Tajemnice Emmy: początki" to dość specyficzna powieść, która nie każdemu będzie w stanie przypaść do gustu. Zanim na dobre zagości w domach wielu czytelników, zostanie przekreślona przez tematykę którą porusza, ale i samą jej treść. Język, którym posługuje się australijska pisarka, nie należy do wyszukanych i pewnie można byłoby się do niego przyczepić, jednak biorąc pod uwagę rozluźniający charakter tej powieści, nie jest on w tym przypadku najważniejszy. Oczywiście nie oznacza to, że jestem pod wielkim wrażeniem tej lektury i będę wychwalać ją pod niebiosa. W porównaniu do wielu innych książek, które miałam okazje czytać w swoim życiu, dzieło stworzone przez Natashe Walker wypadło dość średnio i nic nie jestem w stanie na to poradzić. Być może w przyszłości odnajdę erotyk, który w pełni mnie zadowoli i wtedy będę mogła wystawić mu maksymalną liczbę punktów. Jestem pewna, że omawiana w dniu dzisiejszym pozycja literacka, odnajdzie również swoich zwolenników, którzy będę w stanie w pełni docenić jej piękno i niepowtarzalność. Jestem strasznie ciekawa Waszych opinii na temat "Tajemnic...", więc liczę, że w niedalekiej przyszłości, dane mi będzie się z nimi zapoznać. Tymczasem wracam do kolejnej intrygującej powieści, która czeka na mnie już od ładnych kilkudziesięciu minut!

Wydawnictwo Muza, luty 2013
ISBN: 978-83-7758-313-5
Liczba stron: 208
Ocena: 5/10

niedziela, 10 marca 2013

Logan Belle - Blue Angel

Muszę przyznać, że zaintrygował mnie opis tej powieści. Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele, jednak w wielki napięciu oczekiwałam momentu, w którym zagości ona w moim domu. Temat burleski stosunkowo rzadko gości w czytanej przeze mnie literaturze, więc tym bardziej było mi miło, gdy w końcu rozpoczęłam swoje spotkanie z Mallory i jej przyjaciółmi. Początku trochę się go obawiałam, ponieważ nie miałam zbyt wielkiego doświadczenia z tego typu pozycjami literackimi, jednak z biegiem czasu, akcja książki rozwinęła się na tyle, że pochłonęłam ją w trakcie jednego wieczoru.

Mallory to dwudziestokilkuletnia prawniczka, która po wielu latach studiów, zamieszkała z mężczyzną swojego życia i rozpoczęła pracę w szanowanej kancelarii adwokackiej. Kobieta czuje się szczęśliwa w swoim związku i choć nie zawsze bywa w nim kolorowo, nie może narzekać na ciągnącą się w nieskończoność nudę. Kiedy w dniu jej urodzin, Alec zabiera swoją partnerkę do nowojorskiego klubu nocnego o intrygującej nazwie Blue Angel, kobieta pochodzi do niego ze sporym dystansem. W trakcie wieczornej randki, oboje uczestniczą w niezwykle zmysłowym pokazie, który przygotowały pracujące w nim tancerki. Mimo początkowych obaw, główna bohaterka zauważa w ich tańcu prawdziwą sztukę i pod wpływem emocji, dołącza do gwiazdy wieczoru, Bette Noir. Czy wieczorne wyjście do Blue Angel, odmieni dotychczasowe życie Mallory? Z jakimi przeciwnościami losu będzie się musiał zmierzyć jej związek? Jaką rolę odegra w tym wszystkim utalentowana Bette? Czy pomoże ona głównej bohaterce w odnalezieniu prawdziwego ja, a może będą nią kierowały jedynie własne pobudki?

"Blue Angel" to książka, która bardzo mile mnie zaskoczyła i strasznie żałowałam, że nie dane mi było poznać dalszych losów nowo poznanych bohaterów. Odnalazłam w niej coś więcej, niż zwyczajną powieść erotyczną i cieszę się, że zdecydowałam się na poświęcenie jej odrobiny czasu. Być może nie zaliczymy tego utworu do literatury wysokich lotów, jednak jestem niemalże pewna, że nie powinniśmy też pozostawać wobec niej obojętni, Ukazuje nam ona bowiem życie młodej kobiety, która poświęciła wiele lat swojego życia na ciężką naukę w kierunku, który podświadomie wybrali dla niej rodzice. Być może nie uczynili tego bezpośrednio, ale wychowywanie się w domu prawników sprawiło, że jej decyzja o kierunku podejmowanych studiów, nie mogła być inna. Dopiero wizyta w nocnym klubie i znajomość z Bette Noir uświadomia dziewczynie, że życie jest dużo bardziej skomplikowane i złożone, niż mogłoby się to wydawać. Dzięki kobiecie decyduje się na zmiany, które odbiją piętno na jej dotychczasowej egzystencji. Całość tej książki sprzyja przemianie głównej bohaterki, jednak czy Mallory odnajdzie swój cel w życiu i wreszcie poczuje się naprawdę szczęśliwa?

Logan Belle stworzyła lekką i zarazem przyjemną lekturę, która otworzyła mi nieco oczy na artystyczne walory burleski. Nie twierdzę oczywiście, że dla piękna tej sztuki byłabym w stanie zmienić własną ścieżkę zawodową, jednak jestem otwarta na literackie nowości tego świata i nic co ludzkie nie jest mi obce. Nigdy wcześniej nie zdecydowałam się na zagłębienie wiedzy w tym zakresie, więc cieszę się, że wraz z jej bohaterami przeżyłam swój 'pierwszy raz' i poszerzyłam nieco horyzonty na rzeczy, które były mi do tej pory nieznane. Jestem również świadoma tego, że poruszany temat w dalszym ciągu bywa kontrowersyjny, dlatego też ta książka może być negatywnie odbierana przez sporą część czytelników. Ciekawa jestem kolejnej powieści tej autorki i mam nadzieję, że okaże się ono równie udane, jak miało to miejsce w przypadku "Blue Angel". W całości tego utworu pojawiło się również kilka niedoskonałości, jednak nie odgrywają one istotnej roli w ogólnym odbiorze tej lektury. Logan Belle zadbała bowiem o to, aby historię Mallory czytało się naprawdę miło i bez większych uniedogodnień, a to jest chyba w tym przypadku najważniejsze.

Wydawnictwo Otwarte, luty 2013

ISBN: 978-83-7515-251-7
Liczba stron: 264
Ocena: 6/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy