Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jodi Picoult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jodi Picoult. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

Jodi Picoult - Przemiana

Niektóre książki sprawiają, że człowiek zaczyna mieć tremę przed rozpoczęciem zapoznawania się z nimi. Zdarzają się bowiem przypadki, gdy dla własnego dobra musimy przełożyć ten moment na czas bliżej nieokreślony. Nie zawsze jesteśmy w stanie należycie docenić problemów, które zostają poruszane w tworzonych przez pisarzy pozycjach literackich, a męczenie się z czymś na siłę nie ma według mnie najmniejszego sensu. Dlatego też niezwykle ważne wydaje się być odłożenie danej pozycji z powrotem na półkę i powrócenie do niej w o wiele bardziej sprzyjającej ku temu chwili. Z tych samych powodów zabrałam się za czytanie "Przemiany" prawie półtora roku po pierwszym zetknięciu się z nią i ani przez chwilę nie miałam sobie za złe tego, że została ona przeze mnie dokończona po tak długim czasie. Zdaję sobie sprawę z tego, że dopiero teraz tak naprawdę dojrzałam do tego, by w pełni zrozumieć poruszoną w tej książce tematykę i choć pisanie o niej w dalszym ciągu sprawia mi duże problemy to wydaje mi się, że powieść ta jest na tyle istotna, że nie potrafiłabym przejść obok niej obojętnie i nie wspomnieć o niej na blogu, choćby miałoby się to odbyć przy pomocy kilku krótkich zdań. 

June Nealon jest szczęśliwą żoną i matką, gdy nagle dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego pierwszego męża. Kobieta może jednak liczyć na wsparcie miejscowego funkcjonariusza policji, w którym jakiś czas później się zakochuje i postanawia z nim stworzyć szczęśliwy związek. Głównej bohaterce nie dane jest jednak żyć w pełnej rodzinie, bo już kilka lat później ponownie traci ważne dla siebie osoby: męża oraz córkę z poprzedniego małżeństwa. Co prawda sprawca zbrodni zostaje schwytany, a sąd skazuje go na karę śmierci, jednak nawet takie środki nie są w stanie ukoić serca kobiety, która w bestialski sposób została pozbawiona najbliższych. Przy życiu trzyma ją jedynie myśl, że nosi pod sercem dziecko swojego ukochanego i to właśnie dla niego musi nauczyć się walczyć z najrozmaitszymi przeciwnościami losu. Tym bardziej, że wraz z upływem czasu okazuje się, że Claire choruje na bardzo ciężką wadę serca i jedyną szansę na przeżycie umożliwia jej przeszczep organu, który dziewczynka mogłaby otrzymać od mężczyzny, który przed laty stał się mordercą jej bliskich. W jaki sposób zakończy się ta niezwykła historia?

Jodi Picoult stworzyła powieść, która podobnie jak jej poprzedniczki, na bardzo długi czas pozostanie w mojej pamięci. Nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć się na miejscu głównej bohaterki i mam nadzieję, że los nie doświadczy mnie w przyszłości podobnymi przeciwnościami losu jak June. Powinniśmy być dumni z pisarzy poruszających w swoich książkach trudne tematy, a w moim odczuciu amerykańska autorka stoi na samym szczycie listy tychże osób. Do tej pory przeczytałam około piętnastu powieści Jodi Picoult, ale chyba jeszcze żadna aż tak bardzo nie skłoniła mnie do szeroko pojętych przemyśleń. Gwarantuję więc, że nie jest to książka, z którą potencjalny Mól Książkowy byłby w stanie się zapoznać podczas jednego spotkania. Podobnie jak w przypadku innych powieści tej autorki i tym razem mamy do czynienia z pełną gamą różnorodnych emocji i tylko od nas samych zależy, w którą stronę podążać będą nasze wszędobylskie refleksje.  Warty uwagi w tej powieści jest bowiem nie tylko wątek kobiety, która straciła w życiu niemalże wszystko to co najważniejsze, ale i również historia mężczyzny skazanego na śmierć za podwójne morderstwo. Niektórym w tej powieści może nie odpowiadać fakt, iż znajdujemy w niej pewnego rodzaju nawiązanie do wierzeń religii chrześcijańskiej, a mianowicie cudów, których dopuścił się sam Jezus Chrystus. 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może to przypaść do gustu, choć osobiście uważam, iż całość doskonale się ze sobą komponowała. W każdym razie, o wiele bardziej niż ogólna sytuacja kapelana więziennego, który przychodził z posługą kapłańską do samego Shay'a Bourne'a. Miałam wrażenie, że ze strony kapłana była ona nieco sztuczna i choć do pewnego stopnia jestem w stanie to zrozumieć to wydaje mi się, iż nieco inaczej powinno się to wszystko potoczyć. Oczywiście jestem świadoma tego, że nigdy nie znalazłam się w podobnej sytuacji i niezwykle łatwo jest mi mądrować się na ten temat. Moim zdaniem, nie ma jednak rzeczy niemożliwych do wypracowania, więc zamiast mazać się, człowiek powinien zacząć działać i czym prędzej naprawiać popełniane błędy. Nie byłabym sobą, jeśli nie wspomniałabym o naprawdę zakończeniu tej powieści. W trakcie czytania kilkudziesięciu ostatnich stron, amerykańska pisarka zaskoczyła mnie aż czterokrotnie i na dobrą sprawę nadal nie uzyskałam odpowiedzi na niektóre z nurtujących mnie pytań. One zostały udzielone na łamach "Przemiany", jednak wymagają one niezwykle uważnego wczytania się w treść, ponieważ jest to jeden z tych utworów literackich, które można czytać wielokrotnie i za każdym razem odkrywa się coś nowego.


Moja ocena: 9/10

wtorek, 28 kwietnia 2015

Jodi Picoult - Już czas

Nie mam zielonego pojęcia jakimi słowami powinnam rozpocząć opinię na temat książki, która wywołała na mnie naprawdę duże wrażenie, a w dodatku jej autorką jest nie kto inny jak Jodi Picoult we własnej osobie. Wydawać by się mogło, że nie będzie już ona w stanie zaskoczyć swoich czytelników kolejnym oryginalnym pomysłem i że drobne schematy, mimowolnie wkradające się na poszczególne strony jej powieści sprawią, że ludzie zaczną odsuwać się niezwykłej twórczości tej pisarki. Tymczasem grono jej wiernych fanów ciągle ulega cudownemu rozmnożeniu, a i poszczególne książki autorki stają się coraz ambitniejsze i znajdują się na naprawdę wysokim poziomie. 

"Już czas" opowiada czytelnikom historię nastoletniej Jenny Metcalf. Dziewczyna za punkt honoru bierze sobie odnalezienie, zaginionej w niewyjaśnionych przez nikogo okolicznościach, ukochanej matki. Pomóc bohaterce w poszukiwaniach miała dwójka ludzi, którzy podobnie jak ona, dźwigali na swoich plecach spory bagaż doświadczeń. Serenity Jones przed laty uznawana była za jednego z najbardziej utalentowanych i zarazem skutecznych jasnowidzów w całych Stanach Zjednoczonych, któremu z czasem woda sodowa zaczęła nieco uderzać do głowy i między innymi przez to utraciła swój wewnętrzny dar. Virgil Stanhope natomiast był niegdyś detektywem prowadzącym śledztwo w sprawie zaginięcia Alice Metcalf oraz śmierci jednego z jej współpracowników. Czy bohaterom uda się rozwiązań zagadkę tajemniczego zniknięcia badaczki słoni? Do jakich informacji dojdą dzięki swojej współpracy i czy staną się one życiowym morałem każdej z tych osób? 

Najnowsza powieść Jodi Picoult została przeze mnie przeczytana przed kilkoma tygodniami i muszę przyznać, że od tamtej pory nie ma dnia bym nie wracała myślami do ukazanej na jej łamach, treści. Zostałam przez autorkę mile zaskoczona i zauroczona, a fragmenty książki, poświęcone Alice i jej badaniom nad słoniami rozkochały mnie w sobie bez pamięci. To właśnie one przybliżyły mi nieco bardziej życie tych egzotycznych zwierząt i zarazem ukazały, że są one o wiele bardziej wyjątkowe, aniżeli wydawało mi to do tej pory. Strasznie żałuję, że prawdopodobnie nigdy nie będzie mi dane poobserwować ich na wolności, ponieważ jestem pewna, że ludzie mogliby nauczyć się od tych istot żywych poszanowania dla osób ze swojego bliskiego otoczenia, ale i również wszystkich innych. Obcowanie z przyrodą stanowi najdoskonalszą lekcją pokory jaką moglibyśmy sobie wymarzyć. Szkoda tylko, że tak niewielki procent naszej społeczności zadaje sobie odrobinę trudu, by doświadczyć jej na własnej skórze. 

Amerykańska pisarka ma to do siebie, że z niezwykłym wyczuciem i zaangażowaniem dobiera informacje, które chciałaby zawrzeć w pisanych przez siebie pozycjach literackich. Dlatego też poruszana przez nią tematyka w jej książkach wydaje się być jeszcze bardziej wyjątkowa i niepowtarzalna. Wielu autorów powinno więc brać przykład z Jodi Picoult i nieco bardziej ambitnie podchodzić do pisanych przez siebie powieści. Być może dzięki temu mieliby większą szanse na to, by tworzone przez nich pozycje literackie trafiały do szerszego grona czytelników i nie stawałyby się aż tak bardzo przewidywalne jak ma to miejsce w większości przypadków. Bohaterowie stworzeni przez twórczynią "Już czas" i tym razem są jedyni w swoim rodzaju. Każdy z nich został przez nią dokładnie przemyślany i dzięki temu stał się na swój sposób nietuzinkowy. Podobnie jak większość społeczeństwa popełniają oni liczne błędy, ale też dzięki ich postępowaniu jesteśmy w stanie nauczyć się o życiu co najmniej kilku wartościowych rzeczy. Tak samo było w przypadku perypetii, które dane nam jest przeżyć wraz z Jenny, Serenity i Virgilem. W końcu nie od samego początku ich relacje można było nazwać idealnymi lub chociaż poprawnymi. Każdy z nich posiadał trudną przeszłość, jednak na samym końcu czytelnikom dane było dojść do kilku pouczających wniosków, które nie wprost dane jest nam sformułować za pośrednictwem ich zachowania i różnych motywów kierujących tych bohaterów do poznania prawdy na temat tajemniczego zaginięcia Jenny. 

Najnowszą powieść Jodi Picoult chciałabym polecić zarówno wieloletnim fanom tej autorki, ale i również osobom nie mającym do tej pory do czynienia z jej twórczością. Pisarka po raz kolejny udowodniła, że tworzone przez nią książki zasługują na miano bestsellerów i są czymś znacznie więcej, niż zwyczajnymi czytadłami do poduszki. "Już czas" podobnie jak inne opiniowane przeze mnie powieści amerykańskiej autorki posiadają głębię, która nadaje im jeszcze większego uroku i wartości. Tak jak wspomniałam wcześniej, podziwiam ją za dokładność i pełne zaangażowanie w tworzone przez siebie książki. Moim zdaniem lepiej jest bowiem napisać jedną lub dwie książki rocznie i zrobić to z należytą dokładnością, aniżeli obrać sobie ambitniejszy temat na powieść i maksymalnie go spłycić, a niestety zdarzają się i tacy twórcy. Dlatego własnie uważam, że warto jest znaleźć odrobinę czasu i zapoznać się z historią Jenny i jej przyjaciół.


Moja ocena: 8/10

niedziela, 9 lutego 2014

Jodi Picoult - To, co zostało

Jodi Picoult to amerykańska pisarka, której twórczość wielbię ponad wszystko inne na świecie. Nasza przyjaźń narodziła się kilka lat temu, gdy w moje ręce trafiła fenomenalna "Karuzela uczuć". To właśnie ona uświadomiła mi, że najprawdziwsze perełki literackie trafiają do człowieka przez czysty przypadek. Od tamtej pory mocno kibicuje autorce, by kolejne spotkania ze stworzonymi przez nią książkami, okazały się dla mnie równie intrygujące i niezapomniane. Mijały miesiące i do mojego domu trafiały następne powieści Picoult. Nie każda powieść otrzymywała ode mnie najwyższą ocenę, jednak ilekroć musiałam zakończyć czytanie którejś z nich, robiłam to z ogromnym żalem. Podobnie było i w tym przypadku. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści. 

Sage to dwudziestokilkuletnia kobieta, która od kilku lat uczęszcza na regularne spotkania "Pomocnych Dłoni". To właśnie tam poznaje ona uroczego staruszka, który z czasem staje się dla niej kimś w rodzaju przyjaciela. Pewnego dnia Josef prosi kobietę o wyświadczenie mu przysługi. Bohater zaczyna opowiadać jej wstrząsającą historię swojego życia. Z każdą kolejną chwilą dziewczyna jest coraz bardziej przerażona wyznaniami rozmówcy i w końcu decyduje się na powiadomienie o wszystkim FBI. Jak dalej potoczą się losy Sage i Josefa? Czy władzom uda się skazać mężczyznę za zbrodnie wojenne? Kim tak naprawdę jest spokojny staruszek, który w oczach całego miasta, uchodzi na niezwykle poczciwego i przyjaznego ludziom człowieka? Zacznijmy jednak od samego początku...

Muszę przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona do poruszonego przez autorkę tematu. Zastanawiałam się nawet, czy nie lepiej byłoby odłożyć książkę na półkę, by powrócić do niej za kilka miesięcy. Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się już bowiem masa tego typu powieści i mimo, że cenię sobie literaturę wojenną to zaczynam odczuwać w stosunku do niej zmęczenie materiału. Nie mniej jednak przemogłam się i rozpoczęłam jedną z największych przygód mojego życia. Jodi Picoult stworzyła poruszający i pełny napięcia utwór. Z przerażeniem spoglądałam na wydarzenia, które miały w nim miejsce i po raz kolejny dziękowałam Bogu, że mam to szczęście i nigdy nie musiałam przechodzić przez piekło na które zostali skazani Żydzi. Amerykańskiej pisarce niemalże w stu procentach udało się oddać klimat tamtych czasów i byłam pełna podziwu, że udało jej się wykonać aż tak dobrą robotę. Tym razem nie obeszło się jednak od pewnych zgrzytów, które raz po raz wybijały mnie z czytelniczego rytmu. Chodzi mi tutaj głównie o wydarzenia związane z życiem Minki. W czasie II Wojny Światowej przeżyła ona wiele ciężkich chwil, ale to właśnie do niej co rusz uśmiechało się szczęście. Obojętnie jak wielkie krzywdy nie spadałyby Żydów to dziewczyna wiecznie wychodziła z tego wszystkiego bez szwanku. Dla mnie osobiście było to strasznie naciągane i strasznie mi to w tej powieści przeszkadzało. Tak samo jak ostatnie sceny książki, które miały za zadanie wyjaśnić wszystko i oczywiście nikt niczego się nie domyślił.

Po przeczytaniu całości utworu uważam, że autorka mogłaby nieco dopracować postacie Minki i Sage. Osobiście czegoś mi w nich brakowało, a jeśli miałabym je porównać z przedstawionymi w powieści żołnierzami to wypadłyby one strasznie blado. Mole książkowi mogą się również przyczepić tego, iż amerykańska pisarka po raz kolejny skorzystała z charakterystycznego dla siebie schematu. Główna bohaterka oczywiście związała się z człowiekiem, który miał jej pomóc w rozwiązaniu problemu, a i wszystko wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości zmierzały do przeniesienia swojej akcji do doskonale wszystkim znanej sali sądowej. Mamy tu więc do czynienia z czymś typowym dla Picoult, choć mi osobiście w żadnym momencie lektury to nie przeszkadzało. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla wielu osób tak skonstruowana powieść może stanowić nie lada wyzwanie. Chciałoby się rzec wielka szkoda, ale ja wciąż mam nadzieję na to, że ludzie mimo wszystko postawią na wartości pojawiające się w publikacjach amerykańskiej autorki i całkowicie zignorują wspomniany wyżej schemat. Dopiero podczas spotkania z "To, co zostało" uświadomiłam sobie, że Jodi Picoult jest pierwszą autorką, która w sposób dosadny przedstawia okrucieństwa związane z wojną. Moje wcześniejsze spotkania z tego typu literaturą pokazały mi, że większość pisarzy łagodzi wydarzenia opisywane w swoich publikacjach. Robią to poprzez użycie odpowiednich sformułowań i to właśnie wpływa na ich niekorzyść. Skoro piszemy o czymś poruszającym to powinniśmy to jeszcze bardziej podkreślić, a nie sprawiać, że człowiek czytając mrożących krew w żyłach wydarzeniach, zaczyna się nudzić. Cieszę się, że chociaż amerykańska autorka nie bała się postawić wszystkiego na jedną kartę i pokazała swoim czytelnikom, że naprawdę fajne powieści dopiero przed nią. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

sobota, 6 kwietnia 2013

Jodi Picoult, Samantha van Leer - Z innej bajki

Z wielkim zniecierpliwieniem wypatruje momentów, gdy na stronie internetowej lubianego przeze mnie wydawcy, ukazuje się informacja o zbliżającej się premierze książki Jodi Picoult. Amerykańska pisarka uzależniła mnie od siebie do tego stopnia, że nie jestem wstanie sięgnąć po utwory, które od wielu miesięcy oczekują na moment, w którym zdecyduje się na ich przeczytanie. Może to wydawać się dziwne, ale wszystko układa się w tym kierunku, aby pozostało mi coś na gorsze czasy, gdy potrzebna mi będzie wstrząsająca i pełna napięcia lektura. Dlatego właśnie skupiam się na świeżo wydawanych powieściach tej autorki i tym o to sposobem usłyszałam o historii, którą amerykańska pisarka stworzyła w duecie ze swoją córką. Czy współpraca wyszła im na dobre?

Delilah McPhee nigdy nie pogodziła się z odejściem ojca do zupełnie obcej kobiety. W chwili rozwodu rodziców dziewczyna miała niespełna dziesięć lat, a mimo to doskonale pamięta miesiące żałoby i smutku, które zagościły w jej domu tuż po jego wyprowadzce. Mijają dni i główna bohaterka przynosi z biblioteki książkę, która raz na zawsze odmienia jej dotychczasowe życie. Staje się ona najlepszą przyjaciółką dziewczyny i towarzyszy nastolatce w niemalże każdej czynności, którą zmuszona jest wykonywać w ciągu dnia. Tymczasem Delilah stara się pomóc bohaterowi ulubionej w przedostaniu się do realnego świata. Czy uda im się osiągnąć upragniony cel? Jak dalej potoczą się losy zamkniętej w sobie nastolatki i jej ukochanego?

Książki tworzone Jodi Picoult odnajdują swoje odzwierciedlenie w życiu tysięcy ludzi na całym świecie i chyba za to właśnie są one przez nas najbardziej lubiane. Amerykańska pisarka nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów i mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas tym zaskoczy. Tymczasem mamy do czynienia z utworem skierowanym do nieco młodszych czytelników i to właśnie z nim miałam o wiele więcej problemów, niż ze zrozumieniem życia osób, którym dane było egzystować w zupełnie innej kulturze. Myślę, że spotkanie z lekturą tej powieści powinno okazać miłym doświadczeniem dla Moli Książkowych w różnym wieku. Obawiam się nieco wyjawienia Wam zbyt dużej ilości faktów, które mogłoby zaważyć na niekorzyść tej książki. W końcu żaden czytelnik nie ma ochoty na obcowanie z lekturą, która została mu już w pełni opowiedziana. Samantha van Leer wpadła na naprawdę ciekawy pomysł i jestem strasznie ciekawa jej dalszych poczynań w zakresie literatury. "Z innej bajki" jest bowiem powieścią, która została poprowadzona przez autorki wielotorowo i mimo kilku niedogodności, czyta się ją z nieukrywaną fascynacją i przyjemnością.

Nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czy całość tej historii wywarła na mnie pozytywne wrażenie, czy też pozostawiłabym ją sobie do ponownej analizy. Mam wrażenie, że którejś z kolei spotkanie z jej lekturą tej powieści sprawi, że odkryję w niej wszystko to co najlepsze i wtedy już nie będę miała co do niej żadnych wątpliwości. Ciekawym przedsięwzięciem było również przybliżenie czytelnikom pierwowzoru historii Olivera. Przeplatały się one wraz z pozostałymi wątkami tej powieści i muszę przyznać, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jedyne co mi się na swój sposób nie podobało w tym utworze to zachowanie głównej bohaterki. Mam wrażenie, że wielu autorów bazuje ustalonym niegdyś stereotypie nastolatki i to właśnie na nim bazują w trakcie tworzenia swoich dzieł. Irytuje mnie to za każdym razem, gdy mam do czynienia z literaturą młodzieżową i właśnie wtedy zadaję sobie pytanie, czy nie warto byłoby oddać nas w ręce zupełnie innej dziewczyny? Jestem niemalże pewna, że sprawiłoby to wielką radość sporej grupie czytelników i niewątpliwie wpłynęłoby to na ogromny plus dla potencjalnej pozycji literackiej. Nie da się ukryć, że dużo bardziej cenię sobie Jodi Picoult jako autorkę nieco bardziej życiowych powieści, jednak i w tym przypadku zostałam mile zaskoczona i byłabym nawet skłonna na kolejne spotkanie z twórczością tej dwójki.

Wyd.Prószyński i S-ka, kwiecień 2013
ISBN: 978-83-7839-497-6
Liczba stron: 312
Ocena: 6/10

piątek, 28 grudnia 2012

Jodi Picoult - Pół życia

Twórczość Jodi Picoult jest bliska mojemu sercu już od ładnych kilku lat. Na tamten czas nie byłam w stanie określić, czy traktuję publikacje tej autorki jako jednorazową przygodę, która przeminie wraz z nadchodzącą zimą i już nigdy się nie pojawi, a może rozwinie się z tego coś o wiele bardziej dojrzałego i świadomego. Bardzo szybko okazało się, że nie będę w stanie opędzić się od powieści tej pisarki. Złożyło się na to wiele czynników i w dalszym ciągu nie jestem w stanie określić, który z nich sprawia, że gdy tylko widzę nazwisko tej pisarki w zapowiedziach wyd. Prószyński i S-ka, to moje obietnice o niekupowaniu książek, bezpowrotnie odchodzi w zapomnienie i nic nie jestem w stanie na to poradzić. 

"Pół życia" to powieści, która opowiada swoim czytelnikom historię Luke'a Warrena - wysoko cenionego badacza wilków, który dla dobra nauki poświęcił niemalże wszystko, na czele ze swoją najbliższą rodziną. Towarzyszyły mu one już od najmłodszych lat, jednak nawet on sam nie podejrzewał, że jego relacje z tymi zwierzętami, osiągną aż tak zaawansowany poziom. Zaczęło się całkiem niewinnie od uwolnienia z niewoli cyrkowych podopiecznych, by kilka lat później pracować jako dozorca w miejscowym zoo. To właśnie w nim główny bohater rozpoczyna swoje eksperymenty nad naturą wilków i robi niemalże wszystko, aby zostać zaakceptowanym przez tamtejszą watahę. 

Od tamtego momentu mijają lata, a Luke coraz dokładniej poznaje zwyczaje jakie panują wśród tej populacji. W międzyczasie mężczyzna rozwodzi się z żoną, bierze na wychowanie córkę, a także kłóci się z synem, który pod wpływem emocji wyprowadził się na drugi koniec świata. Nieszczęśliwy wypadek głównego bohatera sprawia, że jego rodzina spotyka się w komplecie nad jego szpitalnym łóżkiem, a między Edwardem i Carą zaczyna dochodzić do serii nieprzyjemnych kłótni... Czy rodzeństwu uda się podjąć wspólną decyzję w kwestii dalszego leczenia swojego ojca? Czy wyjaśnią oni sobie nieporozumienia, które przez ostatnie lata otoczyły ich morderczą pętlą? Czy prawda na temat ostatniej woli Luke'a sprawi, że rodzeństwo raz na zawsze zerwie ze sobą kontakt?

Jodi Picoult jest niezwykle zdolną pisarką, która podchodzi do swojej pracy z ogromną precyzją i dokładnie przeanalizowanym planem działania. Sięgając po utwory tej autorki możemy być pewni, że odnajdziemy w nich wiele wartościowych informacji, które wiążą się z omawianym w całości książki problemem. Każda z nich zostaje dokładnie skonsultowana z gronem specjalistów, którzy przeglądają ją pod względem merytorycznym i gdy oni stwierdzą, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, powieść trafia do druku. Dzięki temu możemy mieć pewność, że używane w nich terminy, posiadają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości i nie musimy obawiać się przypadkowego wprowadzenia w błąd, a o to w dzisiejszych czasach naprawdę nietrudno. Tym bardziej cieszę się, że Jodi Picoult udowadnia w ten sposób swój profesjonalizm, choć wiąże się to z ogromnym wysiłkiem.

"Pół życia" to dość specyficzna powieść, która już od pierwszych stron, wywołuje w czytelnikach wiele sprzecznych emocji. Niemalże na każdym kroku poznajemy problemy, z którymi muszą się zmierzyć bohaterowie tej książki i ani przez chwilę nie wydaje się to być przyjemne. Myślę, że nie ma wśród nas osoby, która chciałaby się znaleźć na miejscu Edwarda i Cary. Decyzja o odłączenia Luke'a od aparatury, stanowiła dla nich spore wyzwanie i doskonały powód do kłótni. Każde z nich posiadało własne stanowisko w tej sprawie i kierowało się nieco odmiennymi priorytetami, które niekoniecznie były zrozumiane dla drugiej strony. Duży udział w tym wszystkim miała również ich długoletnia rozłąka, która sprawiła, że dziewczyna nabrała nieco mylnego przekonania na temat wydarzeń, które miały miejsce kilka tygodniu po wyjeździe Edwarda za granice. Relacje między tą dwójką stanowią doskonały dowód na to, że niewyjaśnione sprawy mają swoje odzwierciedlenie w przyszłości.

Siedemnastoletnia Cary przekonała się o tym na własnej skórze. Dziewczyna w jednej chwili straciła niemalże wszystkich członków swojej rodziny. Stanowili oni dla niej ogromne wsparcie, więc gdy Georgie decyduje się na ponowny ślub i rodzicielstwo, nastolatka jest niemalże pewna, że nie ma tam dla niej miejsca i całą swoją uwagę skupia na ojcu i badanych przez niego zwierzętach. Nic więc dziwnego, że broni ona swojego stanowiska w całości sprawy i jest niemalże pewna o słuszności swojego postępowania. Do tego wszystkiego dochodzi również możliwość oddania narządów do transplantacji. Decyzję na ten temat podejmowane są dwutorowo i coraz częściej podejmuje ją osoba, której życzeniem jest przekazanie nadających się do tego organów innym. W tym wypadku sprzeciwy najbliższych po śmierci dawcy nie są brane pod uwagę, jeśli jednak okazuję się, że człowiek nie zadeklarował tego w żaden możliwy sposób, to wszystko zależy od dobrej woli rodziny. Jak w takich sytuacjach powinni się zachować osoby upoważnione do podejmowania tego typu decyzji? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być oczywista, jednak czy jest takie w rzeczywistości?

Tak jak wspomniałam na samym początku, Jodi Picoult serwuje swoim czytelnikom ogrom wrażeń i wzruszeń, które pozostają z nimi jeszcze przez długi czas po zakończeniu lektury. Co prawda na samym początku było mi dość trudno wczytać się w treść tej powieści, jednak bardzo szybko różnice te zostały zniwelowane i dalej poszło jak z płatka. Mam nieoparte wrażenie, że różni się ona od pozostałych dzieł amerykańskiej autorki i myślę, że wpływa to jedynie na jej plus. "Pół życia" chciałabym polecić osobom, które lubują się w tego typu pozycjach literackich i jednocześnie nie boją się podejmowania trudnych tematów. Jestem niemalże pewna, że nie pożałujecie czasu, który przeznaczycie na jej przeczytanie i nabierzecie jeszcze większej ochoty na obcowanie z twórczością tej pisarki. Posługuje się ona naprawdę fajnym piórek, które dodatkowo zachęca Moli Książkowych do sięgania po napisane przez nią historie.

Wyd. Prószyński i S-ka, listopad 2012
ISBN: 978-83-7839-382-5
Liczba stron: 464
Ocena: 9/10

sobota, 17 listopada 2012

Jodi Picoult - Czarownice z Salem Falls

Byłam strasznie ciekawa tej książki i choć nigdy nie miałam do czynienia z lekturą o podobnej tematyce, to podeszłam do niej z niegasnącym entuzjazmem i z jeszcze większą dawką chorobliwego zainteresowania. Bardzo się ucieszyłam, gdy trafiła ona do mojego domu i na spokojnie mogłam się rozkoszować wydarzeniami, które miały miejsce na poszczególnych stronach tego utworu. Na samym początku podchodziłam do niej dość sceptycznie i strasznie się bałam szeroko rozumianego rozczarowania. Na całe szczęście ominęło mnie ono szerokim łukiem i dane mi było odczuwać ogromną przyjemność, która daleka była od obaw, które kłębiły się w mojej głowie. Zacznijmy jednak od samego początku tej niezwykłej opowieści...

Jack St. Bride wyjeżdża ze swojego rodzinnego miasta, by z dala od ścigającej go przeszłości, rozpocząć nowe życie. Takim właśnie sposobem dociera on aż do Salem Falls w Nowej Anglii i trudni się jako pomywacz w miejscowej restauracji. Między mężczyzną, a jego pracodawczynią zaczyna iskrzyć. Niespodziewanie w ich życiu pojawia się grupka nastolatek, które w dość przemyślany sposób, upatrzyły sobie osobę Jacka. Za wszelką cenę chcą go wykorzystać do swoich niecnych celów, ściśle związanych z uprawianą przez nie magią. Czy bohaterom uda się przezwyciężyć przeciwności losu, które już niebawem pojawią się na ich drodze? Jak Addie zareaguje na prawdę, która wiąże się z dość burzliwą przeszłością ukochanego?

Obiektywnie rzecz biorąc książka jest bardzo fajna, jednak nie potrzebnie narobiłam sobie uprzedzeń. Wszystko dzięki grupce dziewczyn występujących w dziele Jodi Picoult. Strasznie nie lubię małolat, które wyobrażają sobie zbyt wiele, a potem chowają się za swoimi rodzicami tylko po to, aby wyjść z danej sytuacji obronną ręką. Branie odpowiedzialności za swoje czyny, powinno być bowiem podstawą funkcjonowania w każdym społeczeństwie. Niestety nieprzestrzeganie tej zasady jest zbyt mało egzekwowana i przez to właśnie, ludzie czują się całkowicie bezkarni. Doskonałym na to przykładem są bohaterki książki pt.: "Czarownice z Salem Falls", które dla własnego widzi mi się postanowiły utrzeć nosa człowiekowi, który zapragnął  ułożyć sobie życie na nowo. Szkoda, że na samym początku nie pozwolono mu dojść do słowa. Istniałby wtedy cień nadziei, że nie musiałby na nowo przeżywać piekła, z którego niedawno udało mu się uciec.

W całości utworu, nie podobały mi się również sytuacje, w których ludzie nie potrafili zrozumieć tragedii jaka dotykała drugiego człowieka. W całości powieści strasznie mi było szkoda Addie, która straciła swoje ukochane dziecko i  nie spotkała się z wyrazami głębokiego współczucia ze strony osób, które krytykowały ją niemalże na każdym kroku. Nie mam zielonego pojęcia, skąd się bierze tyle jadu i nienawiści, jednak wychodzę z założenia, że powinniśmy traktować bliźnich tak, jakbyśmy sami sobie tego życzyli. Dlatego właśnie, chciałabym polecić "Czarownice z Salem Falls" wszystkim tym, którzy mają ochotę na zapoznanie się z utworem pełnym bólu i cierpienia, który przeplata się z nieco bardziej entuzjastycznymi momentami. To właśnie one sprawiają, że powraca nam wiara w dobroć drugiego człowieka i zarazem ukazuje nam realia życia codziennego. Jodi Picoult posługuje się naprawdę przyjemnym językiem, więc myślę, że nikt nie będzie miał większych problemów z odkryciem prawdziwego przesłania tego utworu. Tego wszystkim z całego serca życzę!

Wyd. Prószyński i S-ka, styczeń 2008
ISBN: 978-83-7469-661-6
Liczba stron: 488
Ocena: 9/10


Książkę możecie kupić na: 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Jodi Picoult - Karuzela uczuć

Już zawsze będę odczuwała sentyment do tej książki. Była ona bowiem pierwszą powieścią Picoult, którą miałam okazję czytać w 2009 roku. Było to niedługo po jej premierze, a ja wybrałam ją spośród tysiąca innych na allegro, ponieważ spodobała mi się jej okładka, a także opis znajdujący się na jej końcu. To właśnie ona sprawiła, że dostałam bzika na punkcie twórczości amerykańskiej autorki i od tamtej pory, sięgam po jej publikacje dość regularnie. W tym roku pobiłam swój rekord, jeśli chodzi o obcowanie z twórczością Jodi Picoult i jest mi niesamowicie smutno, ponieważ zostało mi już tylko kilka książek tej pisarki, a potem będę z jeszcze większym zniecierpliwieniem oczekiwać bieżących premier.

"Karuzela uczuć" to niezwykła opowieść, która ukazuje swoim czytelnikom problemy, z którymi zmagają się dwie zaprzyjaźnione rodziny. Świat obu małżeństw wywraca się do góry nogami, gdy dowiadują się o nieszczęściu jakie przytrafiło się ich pociechom. Bohaterowie czym prędzej udają się w miejsce wyznaczone im przez policję by dowiedzieć się, że Emily zmarła wskutek postrzału, a Chris z obrażeniami głowy trafił do szpitala i w dalszym ciągu nie może dojść do siebie. Czy śledztwo policji sprawi, że między nimi już nigdy nie będzie tak samo? Jaką decyzję podejmie sąd w kwestii udziału siedemnastolatka w całości zamieszania? Jakie relacje łączyły rówieśników i co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy?

Muszę przyznać, że prócz kilku znaczących faktów, które na stałe odznaczyły się w moim umyśle, nie jestem w stanie powiedzieć na temat tej książki, niczego co byłoby w stanie kogokolwiek zaskoczyć. Stworzona przez Jodi Picoult powieść sprawiła, że spędziłam w jej towarzystwie kilka godzin i na tym na dobrą sprawę się skończyło. Amerykańska autorka po raz kolejny sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad sensem ludzkiego cierpienia, a także nad sytuacjami, które mają ogromny wpływ na naszą przyszłość. Harte'owie i Goldowie przekonali się o tym na własnej skórze. W jednej chwili stracili oni sens życia i choć jedna z tych rodzin, otrzymała szansę na rozpoczęcie wszystkiego od nowa, to i tak nie wymaże ona z ich pamięci krzywdy, jakiej wspólnie doświadczyli. Jestem niemalże pewna, że nikt z nas nie chciałby znaleźć się na miejscu tych ludzi. Tragedia, która dotknęła te rodziny sprawiła, że dziękuje losowi za całkiem przyziemne życie i mam nadzieję, że zostanie tak już na zawsze.

"Karuzelę uczuć" chciałabym polecić fanom twórczości Jodi Picoult. Co prawda nie należy do grona najlepszych powieści amerykańskiej autorki, jednak jestem pewna, że spędzicie w jej towarzystwie naprawdę fajne przygody. Wspólnie z bohaterami tej książki cofniecie się do czasów, gdy rodziny Chrisa i Emily dopiero się poznały, a w ich sercach zaczęła się zawiązywać nić przyjaźni i wzajemnego zaufania. Niemalże w tym samym momencie poznacie nastolatków, którzy od urodzenia spędzali z sobą każdą wolną chwilę, aż w końcu stali się parą. Być może wydaje się to nieco nie irealnie, jednak w trakcie obcowania z lekturą tej powieści, wszystkie te wydarzenia nabierają sensu. W całości książki zdarzały się również momenty, które dość mocno mną wstrząsnęły. W trakcie poznawania takich scen, dochodziłam do wniosku, że zachowanie Chrisa jest nieco absurdalne i powinien był podjąć zupełnie inne decyzje. Nie oznacza to oczywiście, że obwiniam go o to co się stało, a wręcz przeciwnie... Wystarczy, że wiele osób zrobiło to już przede mną.


Wyd. Prószyński i S-ka, październik 2009
ISBN: 978-83-7648-256-9
Liczba stron: 512
Ocena: 7/10



Książkę możecie kupić na: 

środa, 7 listopada 2012

Jodi Picoult - Bez mojej zgody

Przyszedł czas na powrócenie myślami do jednej z najbardziej wzruszających książek Jodi Picoult. Zastanawiałam się nad tym już od dłuższego czasu, jednak nigdy nie miałam motywacji na zrealizowanie swojego planu w pełni. Spisywanie swoich myśli na temat tej książki, pozostawiłam więc na okres, gdy wena twórcza będzie mi sprzyjać i znajdę odrobinę czasu, którą wykorzystam w bardzo przyjemny sposób. Jestem niemalże pewna, że powrót do dni, które przeznaczyłam na przeczytane tej książki, wyciśnie ze mnie sporo łez wzruszenia. Jakakolwiek styczność z tym utworem, zawsze kończy się w ten sposób, a to już o czymś świadczy.

Anna Fitzgerald została poczęta na potrzeby siostry, która od najmłodszych lat swojego życia cierpiała na ostrą odmianę białaczki. Dzięki stuprocentowej zgodności genów, Kate może pobierać od niej tkanki, które są jej niezbędne do walki z ciężką chorobą. Pewnego dnia matka dziewczyn otrzymuje zawiadomienie z sądu, informujące ją o tym, że najmłodsze z jej dzieci ubiega się o usamodzielnienie medyczne. Sara zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli przegra to Anna już nigdy więcej nie podda się zabiegom, które będą miały za zadanie pomóc Kate. Czy kobiecie uda się przekonać córkę do zmiany tej decyzji? Co skłoniło Annę do podjęcia takiej, a nie innej decyzji? Jak w tej sprawie wygląda stanowisko starszej z sióstr?

Walka o zdrowie rodzonego dziecka jest naprawdę ważna i trudna. Na własnym skórze przekonali się o tym rodzice nastoletniej Kate, której życie stało pod ciągłym znakiem zapytania. Gdyby nie poświęcenia Anny, to z całą pewnościa nie trwałoby ono tak długo. Czytając "Bez mojej zgody" zastanawiałam się, czy rodzice mają prawo do krzywdzenia jednego z dzieci, by w ten sposób pomóc drugiemu z nich.  Poniekąd rozumiem postępowanie Sary i starałam się jej nie oceniać, bo wiem, że rodzice gotowi są do wielu poświęceń, aby tylko ochronić swoich bliskich. W swoim życiu jeszcze nie byłam matką i mam nadzieję, że nie będę musiała podejmować podobnych decyzji, ponieważ bywają one naprawdę ciężkie i zarazem bolesne. O ile przyjemniejszy byłby świat, gdyby pozbawić go chorób i wojen. To straszne do ilu nieszczęść potrafią one doprowadzić i a my nie jesteśmy w stanie nic zrobić, by im zapobiec. Pozostaje nam jedynie walka, która z góry i tak bywa przesądzona, a także wiara, która potrafi czynić cuda i sprawia, że mimo wszystko się nie poddajemy...

"Bez mojej zgody" to wzruszająca powieść o rodzinie, która mimo przeciwności losu, nie poddaje się i walczy o każdy dzień życia dla Kate. Od dość dawna nie było mi dane obserwować ludzi, którzy darzyli się aż tak wielka miłością i oddaniem. Nie oznacza to jednak, że w wielu przypadkach zachowanie Sary było dla mnie nieco zbyt stanowcze i zarazem prostolinijne, ponieważ wszystko co ona robiła, było ściśle związane ze starszą z córek. Najwięcej na tym wszystkim stracił syn Fitzgeraldów, który został pozostawiony samemu sobie i co za tym idzie, zszedł z drogi, którą wymarzyli sobie dla niego rodzice. Widać jednak, że amerykańska autorka nie boi się podejmowania trudnych tematów, które nie zawsze bywają dla nas zrozumiałe, a które wypracowują naszą wrażliwość na krzywdę innych. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych powieści Jodi Picoult i dlatego właśnie, chciałabym zachęcić do jej przeczytania wszystkich tych, którzy jeszcze tego nie uczynili. Mogę się założyć, że takich osób nie będzie zbyt wiele, jednak jeśli by mnie akurat odwiedziły, to wiedzcie, że naprawdę warto jest sięgnąć po ten utwór.

Prószyński i S-ka, październik 2009
ISBN:  978-83-7648-166-1
Liczba stron: 526
Ocena: 8/10


Książkę możecie kupić na: 

sobota, 3 listopada 2012

Jodi Picoult - Jesień cudów

Jakiś czas temu nabrałam ochotę na zrecenzowanie książek, które przeczytałam przed założeniem bloga. Co prawda nie było tego zbyt wiele, jednak to właśnie one sprawiły, że moja przygoda z czytaniem rozwinęła się na dobre i mogę być tu teraz z Wami. Wydaje mi się, że pozostaną one ze mną już zawsze i choć nie wszystkie z nich mnie zachwyciły, to uważam je za te pierwsze. Aż jestem ciekawa, czy pamiętam je tak dobrze, jak miało to miejsce przez kilku laty.

"Jesień cudów" przedstawia nam historię kobiety, która wiedziecie szczęśliwe życie u boku kochającego męża i córki. Mariah nigdy by się nie spodziewała, że z dnia na dzień dowie się o zdradzie swojego partnera i będzie musiała rozpocząć wszystko od nowa. Głównej bohaterce dość trudno jest się pozbierać po wydarzeniach, które doprowadziły do rozpadu jej związku. Oliwy do ognia dolewa sytuacja, w której samotna matka zauważa dziwne zachowania swojej pociechy. Faith zaczyna bowiem prowadzić konwersacje z wyimaginowaną przyjaciółką i wykazuje tajemnicze zdolności uzdrowicielskie. Niespodziewanie na jej ciele zaczynają pojawiać się również stygmaty, które wywrócą ich życie do góry nogami, a o prywatności będą mogły tylko pomarzyć. Jak zakończą się losy Maiah i Fith? Czy Colinowi uda się pozbawić swoją byłą żonę praw do opieki nad ich córką? Jak rolę odgrywa w tym wszystkim prezenter telewizyjny, Ian Fletcher?

Przez kilka ostatnich miesięcy nie byłam pewna czuć, które pozostały we mnie po przeczytaniu tej książki. Co prawda bardzo mi się ona podobała, jednak była szczerze przerażona zachowaniami ludzi, którzy raz po raz pojawiali się w życiu głównej bohaterki. Przedmiotowe traktowanie siedmioletniego dziecka, jako własności ludu było ponad moje siły i myślałam, że nie wytrzymam kilku kolejnych stron. Ze wszelkich sił starałam się zrozumieć postępowanie ludzi, którzy tak licznie gromadzili się pod domem Mariah  i pragnęli aby jej córeczka uzdrowiła ich bliskich. Każdy z nich pragnął dostąpić błogosławieństwa z rąk Faith, jednak czy musieli oni ukazywać swoje uczucia w tak drastyczny sposób? Czy głównym bohaterkom nie wystarczyły ataki, których nieustannie doświadczały ze strony osób, które oskarżały je o głoszenie rzeczy nieprawdziwych? Dlaczego nikt nie próbował się odnaleźć w ich sytuacji? 

Powieść Jodi Picoult czytało się bardzo przyjemnie, choć już nie tak szybko, jak inne pozycje tej autorki. Stosunkowo ostrożnie podchodzę do książek, które w jakikolwiek sposób poruszają temat religii. W przypadku tej powieści nie miała ona aż takiego znaczenia, ponieważ pojawiło się w niej wiele innych problemów i to właśnie one zdominowały temat wiodący tego utworu. Bardzo się z tego powodu cieszę i mimo, że uważam "Jesień cudów" za jedną ze słabszych pozycji amerykańskiej autorki, to jestem w stu procentach pewna, że w niedalekiej przyszłości powrócę do tej historii i na nowo przeżyje wzloty i upadki jej bohaterów. Zachęcam do tego również osoby, którym przypadła do gustu twórczość Jodi Picoult. Nie polecałabym ją jednak osobom, które dopiero zaczynają przygodę z pisanymi przez nią książkami. Szkoda byłoby bowiem, gdybyście już na samym początku się do nich zniechęcili...

Wyd. Prószyński i S-ka, czerwiec 2007
ISBN: 978-83-7469-523-7
Liczba stron 424
Ocena: 6/10 


Książkę możecie kupić na: 

niedziela, 21 października 2012

Jodi Picoult - Świadecwo prawdy

Pisałam o tej książce już wiele miesięcy temu. Było to na początku mojej blogowej kariery, gdy opinie na temat przeczytanych utworów nie były dłuższe, niż 3-4 sklecone po chińsku zdania. Gdy patrze na nią z perspektywy czasu, to jestem niemalże pewna, że teraz nigdy bym już czegoś takiego nie opublikowała. Zdaje sobie sprawę z tego, że i nie teraz nie wszystko jest idealnie i mogłabym poprawić jeszcze wiele rzeczy, jednak najważniejsze jest to, aby robić to co się lubi. Cała reszta przyjdzie z czasem.

"Świadectwo prawdy" opowiada swoim czytelnikom historię Ellie Hathaway - czterdziestoletniej pani adwokat, która znalazła się przed największym wyzwaniem swojego życia. Nie mając innego wyjścia, postanawia wziąć sprawę osiemnastoletniej Katie Fischer, która jest podejrzana o zabójstwo niemowlęcia, którego na domiar złego była matką, a bynajmniej tak sądzi wymiar sprawiedliwości i osoby odpowiedzialne za zbieranie dowodów przeciwko niej. Tymczasem dziewczyna do niczego się przyznaje, a z biegiem czasu zaczyna się gubić we własnych zeznaniach. Zadanie przed którym stanęła mecenas Hathaway, nie należy do najłatwiejszych. Nie chodzi tu tylko o kwestie związane z prawem obowiązującym w zamieszkałym przez Katie stanie. W tym momencie liczy się również fakt, że oskarżona przynależy do społeczności Amiszów, która nie należy do najłagodniejszych, jeśli chodzi o stosunki z ludźmi z zewnątrz. Podobnie jest zresztą z przekonaniami, jakie panują wśród ludzi, którzy urodzili się w tego typu rodzinach. Czy Ellie uda się więc pomóc swojej klientce? Czy to ona dopuściła się czynu karalnego, a może sprawdzą zabójstwa był ktoś zupełnie inny? Jak zakończy się ta zaskakująca opowieść?

Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona książka amerykańskiej autorki i chyba już nigdy się to nie zmieni. Nie oznacza to jednak, że Jodi Picoult nie posiada równie wybitnych dzieł. Moim zdaniem jest ich naprawdę wiele, a "Świadectwo prawdy" podbiło moje serce z kilku powodów. Szczerze mówiąc jest to jeden z pierwszych utworów tej pisarki, z którym dane mi się było zapoznać i który utwierdził mnie w przekonaniu, że inwestycja w jej twórczość, zaowocuje w przyszłości. Od zawsze jestem miłośniczką poznawania nowych kultur. Nigdy wcześniej nie spotkałam jednak społeczności, która byłaby ze sobą zżyta aż tak bardzo i potrafiłaby się obejść bez wielu udogodnień. Wielu z nas (zwłaszcza tych zamieszkujących miasto), nigdy nie dałaby sobie rady będąc na ich miejscu. Podejrzewam nawet, że nie wyraziłaby chęci na to, aby spędzić chociażby tydzień w wiosce Amiszów. Podobnie zresztą byłoby także w drugą stronę, choć zdarzają się również przypadki, że Amisze pragną żyć nieco inaczej, niż tak jak było im to wpajane od wczesnego dzieciństwa. 

Niektórzy czytelnicy uważają "Świadectwo prawdy" za monotonną i zarazem bezsensowną książkę, która obraża oczernia, opisywaną w niej społeczność. Osobiście nie odniosłam takiego wrażenia, a wręcz przeciwnie. Jodi Picoult po raz kolejny wykazała się znajomością tematu i dzięki temu, całość tego utworu jest jak najbardziej rzetelna. Niemalże na każdej stronie dowiadujemy się czegoś więcej o ludziach, którzy żyją w zupełnie innej kulturze, a także posiadają odrębny system wartości. Dlatego właśnie uważam, że powinniśmy być otwarci na tego typu pozycje literackie. To właśnie one sprawiają, że stajemy się otwarci na szeroko pojętą odmienność, której w dzisiejszym świecie nie brakuje. Jeśli zaś chodzi o samą zagadkę kryminalną, to muszę przyznać, że stała ona na naprawdę wysokim poziomie. Amerykańska autorka w sposób idealny stopniowała emocje, których tak szybko się nie zapomina. Mam nadzieję, że również i na Was wywrze ona podobne wrażenie.

Wyd. Prószyński i S-ka, czerwiec 2006

ISBN: 978-83-7648-212-5
Liczba stron: 439
Ocena: 9/10 


Książkę możecie kupić na: 

niedziela, 30 września 2012

Jodi Picoult - W naszym domu

Uwielbiam sięgać po książki, które opowiadają swoim czytelnikom historie osób niepełnosprawnych. To właśnie one sprawiają, że pogłębiam swoją wiedzę o zagadnienia, które do tej pory stanowiły dla mnie sporą tajemnicę. Po raz kolejny przekonałam się, że dużo przyjemniej jest czytać o jakichś schorzeniach, gdy przedstawione są one w formie historii, która niesie za sobą głębokie przesłanie, niż mając przed sobą podręcznik akademicki. Dzięki temu dane nam jest wczuć się w sytuacje osób, którym niejednokrotnie jest bardzo ciężko, a mimo to, nie poddają się i walczą o lepsze jutro.

"W naszym domu" opowiada swoim czytelnikom historię osiemnastoletniego Jacoba, który od najmłodszych lat cierpi na zespół Aspergera. Wysokofuncjonująca forma autyzmu sprawia, że nastolatek ma poważny problem w kontaktach z innymi ludźmi i nawet najmniejsze odstępstwo od wcześniej zaplanowanych zajęć, potrafi wyprowadzić go z równowagi na długi czas. Niemniej jednak jest on również człowiekiem, który ma ogromną wiedzę na temat szeroko pojętej kryminalistyki. Dzięki swoim zainteresowaniom i policyjnemu radiu, Jacob jest w stanie znaleźć się na miejscu przestępstwa na równi ze stróżami prawa. Czy zdobyte przez lata wiadomości, obrócą się przeciwko niemu? Jaką rolę odegrała w tym wszystkim Jess Ogilvy?

Zapoznanie się z tym utworem, miałam w swoich czytelniczych planach już od jakiegoś czasu. W chwili obecnej nie żałuję, że z lekturą tej książki poczekałam do momentu rozpoczęcia praktyk w szkole integracyjnej. To właśnie one sprawiły, że podeszłam do tej pozycji literackiej z należytym dla niej szacunkiem i zrozumieniem. Na własnej skórze przekonałam się, że praca z osobą, która cierpi na zespół Aspergera wiąże się z ogromnym wysiłkiem, który rodzice i pedagodzy specjalni muszą włożyć, w każdą wykonywaną  z nią czynność. Doskonałym na to przykładem jest czterdziestoletnia Emma, która po rozwodzie męża, samotnie wychowuje Jacoba i jego młodszego brata. Sama przyznaje, że nie zawsze było jej łatwo i co rusz nachodzą ją chwile zwątpienia, które stara się tłumić dzięki matczynej miłości. To właśnie ona stanowi siłę napędową całej rodziny i to dzięki niej nastolatek doszedł tak daleko w swoim rozwoju. To właśnie dzięki niej jest on wstanie poradzić sobie w sytuacjach, które dotychczas sprawiały mu wiele trudności i były ponad jego siły.

"W naszym domu" to kolejna publikacja, która ukazuje nam życie osób niepełnosprawnych. Być może się powtórzę, jednak mam cichą nadzieję, że w przyszłości zacznie ich wychodzić jeszcze więcej. Sądzę, że są one ważne nie tylko dla mnie, ale i również dla Moli Książkowych, którzy nie stronią od nieco poważniejszej literatury. W końcu to od niej zależy przyszłość naszego społeczeństwa, a także stopień rozszerzenia się tolerancji. Muszę przyznać, że pod tym względem jest znacznie lepiej, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat temu. Coraz częściej widujemy tych ludzi na ulicach i staje się to dla nas zupełnie zwyczajne. Bardzo się z tego cieszę i mam nadzieję, że w przyszłości będzie tylko lepiej. Wierzę w to całym sercem i z ogromnym wzruszeniem obserwuje dzieciaki, które podczas prowadzonych przeze mnie prelekcji na temat niepełnosprawności w społeczeństwie, tworzą cudowne teksty, które niejednokrotnie mnie już wzruszyły. Wróćmy jednak do tematu.

Jodi Picoult stworzyła przepiękną powieść o walce i determinacji, która towarzyszy rodzinie dziecka chorego na zespół Aspergera. Amerykańska autorka po raz kolejny wykazała się niezwykłą wiedzą na temat problemy, z którym przyszło jej się zmierzyć i muszę przyznać, że wyszło jej to rewelacyjnie. Muszę przyznać, że "W naszym domu" czytało mi się nieco wolniej, niż poprzednie utwory tej pisarki. Nie oznacza to jednak, że odbiegała od poziomu, do którego przyzwyczaiła mnie twórczyni bestselleru "Bez mojej zgody". Podobnie jak w poprzednich przypadkach, nie obyło się bez chwil wzruszenia i bezradności, które pozwoliły mi przeżyć wewnętrzne katharsis. Dlatego właśnie, chciałabym polecić historię Jacoba każdemu z Was. Mam nadzieję, że dostrzeżecie w tej publikacji prawdę, która daje o sobie znać już od pierwszych stron.

Wyd. Prószyński i S-ka, styczeń 2011
ISBN: 978-83-7648-532-4
Liczba stron: 696
Ocena: 9/10 


Książkę możecie kupić na: 

niedziela, 2 września 2012

Jodi Picoult - Krucha jak lód

Po przeczytaniu niektórych książek czuję, że cały mój dotychczasowy spokój zrzucił z siebie skorupę i na nowo zaczął pokazywać światu swoje prawdziwe ja. Literatura wywołuje w nas wiele skrajnych emocji i tak naprawdę nikt z nas nie wie, jak będziemy reagować na sytuacja, które autor ukazuje nam w swoich publikacjach. Oczywiście niektórzy z nich stają się dla nas przewidywalni, a przez to niezbyt atrakcyjni czytelniczo. Muszę przyznać, że poświęciłam sporo czasu aby zapoznać się ze skalą tego problemu i doszłam do dość oczywistego wniosku. Każdy z pisarzy posiada swój indywidualny styl, który mimo najszczerszych chęci odbija piętno na tworzonych przez niego historiach. Na co dzień nie jest to odczuwalne, jednak gdy zaczniemy czytać jedną książkę za drugą, to wtedy faktycznie może pojawić się nie mały problem. Dlatego właśnie wolę dawkować sobie emocje, a po twórczość Jodi Picoult sięgam w różnych odstępach czasowych. 

"Krucha jak lód" jest już dziesiątą książką amerykańskiej autorki, którą miałam okazję przeczytać i choć wiedziałam, czego mniej więcej mogę się po niej spodziewać, to w dalszym ciągu nie jestem w stanie zapanować nad emocjami, które zaczęły kłębić się w mojej głowie tuż po zakończeniu lektury. Co prawda katharsis jeszcze nie przeżyłam, jednak spotkanie z tym utworem wzbogaciło mnie o równie silne i pasjonujące doświadczenia, które zostaną ze mną już na zawsze. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zostaną one odpowiednio wzmocnione i będę mogła podzielić się z Wami kolejnymi spostrzeżeniami na temat twórczości autorki, którą cenię sobie naprawdę wysoko i mam nadzieję, że taki stan rzeczy nigdy się nie zmieni. 

Willow to pięcioletnia dziewczynka, która od urodzenia choruje na Osteogenesis Imperfecta, czyli samoistną łamliwość kości. Mimo wielu wyrzeczeń i pracy, którą muszą włożyć w rehabilitacje córki, rodzice głównej bohaterki nie poddają się i robią wszystko, aby zapewnić swoim pociechom dostatnie i zarazem szczęśliwe, dzieciństwo. Niestety rosnące wydatki sprawiają, że w rodzinie O'Keefe zaczyna dochodzić do drobnych sprzeczek, które z biegiem czasu zyskują na sile i zaczynają niszczyć uczucie, które tak silnie połączyło Charlotte i Seana. Czy upragniona wycieczka do Disneylandu na zawsze odmieni życie tej rodziny? Jak dalej potoczą się losy osób, które z niezwykłym uporem będą walczą o szczęście Wiki? Czy dla każdego z nich będzie ono wyglądać tak samo, a może między Charlotte i jej mężem dojdzie do wyraźnej kłótni i sprzeczności interesów?

To niesamowite, jak wiele emocji może zostać zawartych w jednej książce. Niby powinnam się do tego przyzwyczaić, jednak jeśli w grę wchodzi zdrowie i dobro dzieci, to nie potrafię od tak po prostu stać się obojętna. Nie ważne, że problem omawiany jest tylko i wyłącznie na łamach książki. Jodi Picoult jest autorką, która w niezwykle obrazowy sposób zwraca nam uwagę na niedogodności, z którymi borykają się tysiące ludzi na całym świecie. Amerykańska pisarka ukazuje swoim czytelnikom bariery, które utrudniają osobom niepełnosprawnym funkcjonowanie w dzisiejszym świecie. W sposób umiejętny pokazuje nam, że rodziców nie stać na otoczenie swoich bliskich opiekom, która w wielu przypadkach jest niezbędna do utrzymania czynności życiowych tych osób. Nie każdego jest stać na zakup specjalistycznych sprzętów, czy też leków od których zależy przyszłość danego człowieka. Ubezpieczenie zdrowotne bardzo często nie uwzględnia refundacji, które powinny stanowić podstawę w każdym państwie. Wielka szkoda, że tak niestety nie jest. 

Willow O'Keefe jest dziewczynką niezwykle inteligentną i pogodną. Mimo swojego młodego wieku, czyta na poziomie ucznia klasy szóstej i posiada ogromną wiedzę, której mógłby jej pozazdrościć niejeden dorosły. W wielu sytuacjach życiowych, wydaje się nie zwracać uwagi na swoją przypadłość i choć nie może wykonywać czynności, które sprawiają wiele przyjemności jej rówieśniczkom, to jest świadoma, że inni ludzie mają znacznie gorzej. Dojrzałość głównej bohaterki ujawnia się w wielu momentach książki i potrafi wzruszyć czytelnika do łez. Jestem niemalże pewna, że moglibyśmy się od niej nauczyć rzeczy, która w chwili obecnej bywają nieuchwytne i niezrozumiane, choć powinny takimi być. Myślę, że docenili to także rodzice Wiki. To oni spędzali z nią każdą wolną chwilę, a matka poświęciła dla jej dobra własną karierę. Czy wiedząc wcześniej, że urodzi niepełnosprawne dziecko, zdecydowałaby się na aborcję? Jak postąpiłaby w chwili obecnej?


"Krucha jak lód" to powieść, która wiele mówi nam o ludzkim cierpieniu i bezgranicznej miłości do istoty, która stanowi cząstkę nas samych. Dzięki tej książce możemy zobaczyć rzeczy, które do tej pory znaliśmy jedynie z teorii. Opieka nad osobą niepełnosprawną kosztuje nas wiele wyrzeczeń, ale i ogromną ilość radości, której nikt nam nie odbierze. Myślę, że w tym utworze zostało to ukazane w sposób naprawdę fajny i rzeczowy. Cieszę się, że przed napisaniem tej książki autorka zapoznała się z ogromną ilością informacji na temat OI. Dzięki temu widać, że praca nad tym utworem była dla niej czymś więcej, niż zwyczajną pracą.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka, maj 2010
ISBN: 978-83-7648-396-2
Liczba stron: 616
Ocena: 8/10


* * *


Korzystając z okazji, chciałabym Was zaprosić do lektury bloga, którego autorem jest Robert - tata sześcioletniej Ani, która podobnie jak Willow cierpi na Osteogenesis Imperfecta. Osobiście podczytuję ich już od wielu lat i pamiętam jeszcze czasy, gdy posty były publikowane przez założycielkę bloga, Ewę  mamę Nulki. Zachęcam Was do lektury tego bloga. KLIK


Książkę możecie kupić na: 

niedziela, 3 czerwca 2012

Jodi Picoult - Głos serca

Jane Jonas od najmłodszych lat walczyła o uwagę swoich rodziców, a także dbała o to, by młodszemu bratu nie stała się krzywda. Ojciec dziewczyny nie szczędził bowiem swoich pięści dla członków swojej rodziny, czego doskonałym dowodem była główna bohaterka, a także jej matka. Jedynie Joley'owi udało się przeżyć spokojnie dzieciństwo, które i bez przemocy, pełne było niekończących się awantur i zmartwień. Gdy kilka lat później w jej życiu pojawia się Olivier, wszystko zaczyna wychodzić na prostą. Młodzi spędzają ze sobą wiele czasu i z biegiem czasu, postanawiają się pobrać. 

Po latach małżeństwa Jane zaczyna zauważać, że początkowa fascynacja mężczyzny wielorybami, zaczyna wpływać na niekorzyść ich rodziny. Olivier zamiast skupić się na żonie i córce, coraz więcej czasu spędza na badaniu stworzeń, które dały mu rozgłos i sławę. W rozmowach ze swoją kobietą, wydaje się nie widzieć problemu i niemalże całkowicie ignoruje potrzeby swoich bliskich. W głębi duszy tęskni on za czasami, gdy wraz z brunetką wyruszali na wyprawy pełne przygód, które przeżyli nie raz i nie dwa. Niestety z biegiem czasu jest coraz gorzej, a ignorowanie przez Jonasa Rebeki sprawiło, że Jane nie wytrzymuje... Całość sytuacji zaostrza moment, w którym kobieta odkrywa, że jej mąż zrobił sobie z jej półek, miejsce do przechowywania wyników badań. Między małżeństwem dochodzi do awantury, która ostatecznie kończy się wyjazdem nastolatki i jej rodzicielki... Czy bohaterką uda się odnaleźć spokój? Jakie przygody czekają je w trakcie podróży do Joley'a? Co w zaistniałej sytuacji zrobi Olivier? Zajmie się swoimi sprawami, a może wyruszy w pogoń za ukochaną rodziną? 

"Głos serca" od samego początku ukazuje swoim czytelnikom wydarzenia, które wiele mówią nam na temat głównych bohaterów. Każdy z nich jest na swój sposób oryginalny i posiada indywidualne cechy charakteru, które odróżniają go na tle pozostałych postaci. Całość historii opowiedziana została z pięciu różnych perspektyw, a co więcej, nie odnajdziecie w niej sztywnej chronologii. Niektóre opowieści powtarzają się kilkukrotnie, narratorzy zadbali o to aby każda z wersji różniła się nieco od poprzedniej, a autorka porozrzucała je dodatkowo po różnych częściach książki. Podczas czytania tej powieści bywały momenty, w których miałam ochotę nieco ją przekartkować. Najczęściej miało to miejsce, gdy spędzałam czas wspólnie z Olivierem i jego wyimaginowanymi pretensjami do całego świata. Momentami zaczęłam się zastanawiać, jak Jane była w stanie wytrzymać z nim te wszystkie lata. Od bardzo dawna musiała ona radzić sobie sama, ponieważ jej mąż ciągle tkwił w rozjazdach. Potrzeby rodziny z roku na rok stawały się mniej istotne i choć jestem w stanie zrozumieć czyjeś zamiłowanie do jakiejś czynności, to nigdy nie zaakceptuję sytuacji, w których człowiek robi coś kosztem swoich najbliższych.

Jodi Picoult po raz kolejny pokazała swoim odbiorcom, że nie boi się poruszać trudnych tematów. "Głos serca" jest debiutancką powieścią amerykańskiej autorki i oczekiwałoby się po niej czegoś mniej ambitnego i niedopracowanego. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, chociaż brakowało mi w niej większej ilości wydarzeń, które miałyby miejsce w sadzie Sama. Opisana w nim została wielka miłość, która trwała niewiele ponad kilka dni. Bohaterowie stosunkowo rzadko przebywali w swoim towarzystwie, a jeśli już to nie pałali do siebie sympatią. Jak to więc możliwe, że w ich przypadku mówimy o tym niezwykłym uczuciu? Niewątpliwie Jane i Sama łączy coś niezwykłego i dlatego właśnie ubolewam nad tym, że poświęcono im aż tak mało czasu. Prawdopodobnie postawiłabym na taki obrót sprawy, zamiast w kółko opisywać te same wydarzenia. Co prawda umożliwiły nam one lepsze poznanie poszczególnych postaci, jednak w niektórych przepadkach wpływało to na niekorzyść całego utworu. Nie mniej jednak dane nam jest znaleźć w niej momenty, w których autorka ukazuje nam różne odcienie miłości, a także radzenia sobie w trudnych sytuacjach.  

"Głos serca" chciałabym polecić zarówno wielkim fanom Jodi Picoult, jak i również osobom, które do tej pory nie miały styczności z twórczością tej autorki. Myślę, że każdy odnajdzie w niej coś dla siebie i spędzi czas w towarzystwie ludzi, których naprawdę warto jest poznać. Ponadto amerykańska autorka posługuje się przystępnym dla czytelników językiem, który intensywnie działa na ich wyobraźnię i sprawia, że nie możemy oderwać się od lektury tej książki aż do samego końca. Być może nie należy ona do najwybitniejszych dzieł tej pisarki, jednak z całą pewnością posiada ogromny potencjał. Sądzę, iż byłby z niej nie najgorszy film. 


Wyd. Prószyński i S-ka, maj 2012
ISBN:  978-83-7839-150-0
Liczba stron: 560
Ocena: 8/10 



 Książkę można nabyć w Księgarni Internetowej:

sobota, 21 stycznia 2012

Jodi Picoult - Tam gdzie ty

Chyba nikomu nie muszę mówić, że Jodi Picoult jest autorką, którą wielbię ponad wszystko inne na świecie. Historie pisane przez amerykańską pisarkę są na tyle niesamowite, że ilekroć muszę zakończyć czytanie którejś z nich, to za każdym razem czuję w sercu niewyobrażalną pustkę. To właśnie one sprawiły, że zaczęłam bardziej doceniać swoje życie. Dają mi one nadzieję na lepsze jutro i pokazują, że nie wszystko jest białe albo czarne...

Zoe i Max są małżeństwem od niemalże dziesięciu lat. Sporą część tego czasu poświęcili w różnego rodzaju klinikach, które miały pomóc im w staraniach o upragnione dziecko. Niestety każda z tych prób kończy się niepowodzeniem, jednak w dalszym ciągu mają nadzieję na to, iż kolejny zabieg okaże się tym szczęśliwym. Gdy główna bohaterka zachodzi w ciążę, a termin porodu zbliża się wielkimi krokami, oboje z mężem nie potrafią opisać swojej radości. Wszystko było by dobrze, gdyby w dwudziestym ósmym tygodniu ciąży, kobieta nie zauważyła obfitego krwawienia. 

Kolejne rozczarowanie sprawia, że w życiu czterdziestolatków dochodzi do drastycznych zmian. Relacje małżonków ulegają znacznemu osłabieniu i w ostateczności utwierdzają Maxa w decyzji o złożeniu do sądu dokumentów, które umożliwią mu uzyskanie rozwodu. Życie każdego z nich rozpoczyna się na nowo. Każde z nich stara się uporać z zaistniałą sytuacją na swój sposób. Mężczyzna topi swoje smutki w alkoholu, a Zoe powraca do prowadzonych przez siebie zajęć z muzykoterapii. W końcu jednak odnajdują oni nowe ścieżki, które pozwalają im na zaznanie szczęścia i oddech pełną piersią, którego przez wielu lat brakowało im ze względu na niepowodzenia związane z doczekaniem się potomstwa. Niespodziewanie na ich drodze pojawia się kolejny problem, który poróżnia byłych małżonków jeszcze bardziej.

"Tam gdzie ty" jest powieścią dość kontrowersyjną. Opisuje ona bowiem stosunek konserwatystów do związków, które tworzone są przez osoby tej samej płci. Amerykańska autorka skłania nas do refleksji na ten temat i pozwala nam na dość dokładną obserwację kobiet, które na różnych etapach własnego życia, odkryły prawdę na temat ich własnego "ja". Po drugiej stronie barykady stoją ludzie, którzy dwadzieścia cztery godziny na dobę propagują hasła, które tylko pozornie mają  związek z  religią. To czego zdolne są osoby, dla których liczy się niekończąca medialność? Czy ujawniana powszechnie niechęć jest aż tak mile widziana? Jak zakończą się losy Zoe i Maxa, którzy drogą sądową walczą o przechowywane przez klinikę zarodki? Trudno jest mi powiedzieć, czy najnowsza powieść Jodi Picoult jest lepsza, czy też gorsza od pozostałych. Niewątpliwie podjęła się ona niezwykle trudnego tematu, który wymaga od ludzi czegoś więcej, niż mogą nam zaoferować dobre chęci. Większość z nas posiada wyrobione zdanie na temat homoseksualizmu i nie sądzę, by przedstawiona w dniu dzisiejszym pozycja literacka, mogła coś zmienić. Nie mniej jednak uważam, że naprawdę warto jest się z nią zapoznać i zaobserwować nieco inny punkt widzenia. 

Prószyński i S-ka, styczeń 2012
ISBN: 978-83-7839-013-8
Liczba stron: 568
Ocena: 8/10

środa, 7 grudnia 2011

Jodi Picoult - Jak z obrazka

Chyba nikomu nie muszę mówić, że Jodi Picoult jest autorką, którą wielbię ponad wszystko inne na świecie. Historie pisane przez amerykańską pisarkę są na tyle niesamowite, że ilekroć muszę zakończyć czytanie którejś z nich, to za każdym razem czuję w sercu niewyobrażalną pustkę. To właśnie one sprawiły, że zaczęłam bardziej doceniać swoje życie. Dają mi one nadzieję na lepsze jutro i pokazują, że nie wszystko jest białe albo czarne...

"Jak z obrazka" przedstawia czytelnikom historię kobiety, która przez wiele lat swojego życia była maltretowana przez własnego męża. Para poznałam się całkiem przypadkiem i pierwsze miesiące ich wspólnego życia mijały w zupełnej harmonii. Zarówno Cassie, jak i Alex cieszyli się z chwil, które mogli spędzać razem i ponad wszystko doceniali fakt, iż spotkali w swoim życiu osoby rozumiejące ich dotychczasowe doświadczenia. Z biegiem czasu mężczyzna zaczyna bić swoją żonę, a każdy z jego ataków kończy się wielogodzinnymi przeprosinami, który Cassandra przyjmuje. W końcu jednak nie wytrzymuje i ucieka z dale od posiadłości, w której mieszkała dotychczas...

W życiu zdarzają się różne problemy, z którymi boryka się spora część społeczeństwa. Wiążą się ona z różnego rodzaju uzależnieniami, czy też przemocom stosowaną wobec najbliższym. Ofiary tego typu zachowań bardzo często tłumaczą swoich oprawców, a winę na popełnione przez nich czyny biorą całkowicie na siebie. Nie dopuszczają one do myśli, że wyrządzane im krzywdy są czymś niewłaściwym i złym. W tego typu przypadkach nie liczy się status materialny rodziny, a o wiele większa liczba czynników, które łączą się w ciąg przyczynowo-skutkowy. W bardzo wielu przypadkach musi dojść do zdarzeń tragicznych, by żyjące w terrorze osoby po wielu latach wreszcie przejrzały na oczy. W takiej właśnie sytuacji znalazła się jedna z bohaterek, przedstawionych nam przez Jodi Picoult. Cassandra Barrett jest bowiem kobietom, która do czasu poznania swojego oprawcy, pracowała w wyuczonym zawodzie i była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Spotkanie Alexa było dla niej nie małym ciosem i musiało minąć sporo czasu, zanim zaczęła mu całkowicie ufać. U boku gwiazdy filmowej jej życie uległo sporym zmianom, jednak w dalszym ciągu spełniała się jako przykładna żona i wyśmienity archeolog. W końcu jednak oczekiwania, które przez całe życie ojciec stawiał przed młodym Riversem, wzięły górę i skierowane zostały przeciwko najbliższej mu osobie.

Amerykańska autorka po raz kolejny udowodniła, że nie obce jej są tematy, które w dalszym ciągu nie wzbudzają w nas takiego zainteresowania, jak powinny. W dalszym ciągu społeczeństwo patrzy obojętnie na krzywdę innych i ani myśli interweniować. "Jak z obrazka" ukazuje nam portret psychologiczny osoby, która w sposób nieświadomy stała się ofiarą przemocy ze strony swojego miejsca. Ośmieliłabym się nawet o stwierdzenie, iż jest ona na podręcznikowym przykładem całości tego procesu. Mimo wszystko kocha ona swojego męża i nie jest w stanie od niego odejść. Dopiero bieg wydarzeń sprawił, że Cassie postanowiła pomyśleć nad całością swojego postępowania w nieco innych kategoriach. W czytanych przeze mnie książkach, cenię sobie bardzo odwoływanie się do różnego rodzaju kultur. Jodi Picoult zaimponowała mi już tego typu zabiegiem podczas spotkania ze "Świadectwem prawdy", cieszę się więc, że tym razem miałam okazję spotkać się plemieniem Indian, a także towarzyszącym ich życiu tradycjom. Poza tym Jogdi Picoul posługuje się stylem, który jest w stanie spodobać się czytelnikom, jednak wymaga też od niech sporego skupienia. Napisane przez tą pisarkę powieści czyta się przyjemnie ale z całą pewnością nie z prędkością światła...



Wydawnictwo Prószyński i S-ka, październik 2008

ISBN: 978-83-7648-058-9
Liczba stron: 360
Ocena: 7/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy