Na blogach książkowych miałam okazję przeczytać różne opinie na temat sagi Michaela Granta. Niektórzy spośród internautów byli nią oczarowani i z niecierpliwością oczekiwali kolejnych tomów. Inni zaś z ledwością wytrwali do końca lektury. Po rozważeniu wszystkich 'za' i 'przeciw' postanowiłam osobiście zbadać sprawę.
Początkowo podchodziłam do książki z lekkim dystansem. Miałam wrażenie, że została ona napisana dla typowej młodzieży i nie znajdę w niej niczego co mogłoby zainteresować moją osobę. Z czasem przekonałam się, że jest całkowicie inaczej. "Faza pierwsza: Niepokój" jest bowiem lekturą, w której nie zabraknie brutalności i przemocy, która momentami bywa aż nadto realistyczna. Nadchodzi dzień, w którym wszystkiego osoby powyżej piętnastego roku życia znikają, a w miasteczku pozostają jedynie nastolatkowie, uczniowie i niemowlęta. W jednej chwili telefony umilkły, a telewizja i internet przestały działać. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że z biegiem czasu zyskują oni niewyobrażalnie potężne i śmiercionośne moce. Nic więc dziwnego, że gdy zabrakło rodziców wśród wszystkich mieszkańców miasteczka zaczęło obowiązywać prawo silniejszego.

