Muszę przyznać, że debiutancka powieść Marka Dryjera pt.: "Droga ślepców" zauroczyła mnie swoją przedmiotowością już od pierwszego spojrzenia na całość lektury. Z niewiadomych mi przyczyn przypadł mi do gustu opis tej książki, a rewelacyjna okładka zwieńczyła dzieło związane z moimi czytelniczymi planami na najbliższe godziny.Ameryka pokryta jest grubą warstwą pyłu wulkanicznego i wszystko wygląda jak po niewyobrażalnej katastrofie. Funkcjonujące do tej pory priorytety i zachowania moralne straciły rację bytu wśród ludzi, którym udało się przeżyć.
W takiej właśnie scenerii łączą się losy głównych bohaterów - chłopca i mężczyzny, który postanowił się nim zaopiekować. Wspólna wędrówka po opustoszałym kontynencie pełnym niebezpieczeństw i niespodziewanych zwrotów akcji, przez które nikt z żyjących nie może czuć się pewnie w otaczającej go rzeczywistości. Wśród lasy ludzkiej rozprzestrzenił się kanibalizm, który spowodowany był trudnymi warunkami żywnościowymi. Cały czas są zagrożeni, ponieważ reszta ludzkiej populacji przerzuciła się na kanibalizm, uznając ludzkie mięso za rarytas. Jednak mając w sobie nadzieję idą na południe, zmagają się z wieloma przeciwnościami losu, chcąc dowiedzieć się co tak na prawdę stało się z Ziemią. Ostatecznie wyjaśnia się apokaliptyczna wizja, niestety bohaterowie dogorywają na naszych oczach.