Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Beata Andrzejczuk - Pamiętnik nastolatki cz. 1 i 2

Główną bohaterką książki napisanej przez Beatę Andrzejczuk jest Natalia - uczennica gimnazjum, córka swoich rodziców, a także lojalna powierniczka swoich przyjaciół. Czytelnicy mają okazję poznać ją jako niezwykle inteligentną i szanującą bliźnich osobę, która prócz zalet posiada także i wady, do których - z całą pewnością - możemy zaliczyć powściągliwość. Dziewczyna ma milion pomysłów na minutę i równie dużo problemów związanych z okresem dorastania.

"Nie wiem, czy jestem normalna... Kapcie zamiast glanów? Jacek czy Bartosz? Miłość do dwóch chłopaków jednocześnie? Rozlatujące się przyjaźnie czy zmyślone problemy? Normalna szkoła czy wstrętna buda? Dom...wariatów czy kochany domek? Czy tylko mnie się takie rzeczy przytrafiają? A Ty nie masz czasem podobnych kłopotów? Bo może mój pamiętnik jest także dla Ciebie. Nikt nas przecież lepiej nie zrozumie, niż my siebie nawzajem!!"*

Powyższy fragment przedstawia tylko niektóre z nich. Być może dla osób starszych tego typu dylematy wydają się czymś błahym i nie godnym uwagi, jednak dla nastolatków stanowią one sprawę życia i śmierci. Nikt ich nie rozumie, a rodzice zamiast wspierać ciągle wymagają od swoich pociech coraz więcej. Według nich najważniejsza jest szkoła i bardzo dobre stopnie, a poza tym nie ma niczego, czym warto byłoby zawracać sobie głowę.

niedziela, 19 grudnia 2010

Richard Paul Evans - Stokrotki w śniegu

Muszę przyznać, ze zupełnie nie miałam pomysłu na napisanie recenzji książki Richarda Paula Evansa. Ilekroć zabierałam się za tę czynność, to po stworzeniu zaledwie kilku zdań wymazywałam je i rozpoczynałam swoją pracę od początku. W pewnym momencie postanowiłam wziąć się za siebie i na poważnie przystąpić do wykonywanego zadania.

"Stokrotki w śniegu" przedstawiają nam historię bezwzględnego rekina biznesu, którego nie interesuje nic poza powiększeniem własnego majątku. James Kier przez 7 dni w tygodniu - 24h na dobę - czerpie przyjemność z poniżania ludzi i odbierania im godziwych warunków do życia. Krzywda innych upewnia go w poczuciu własnej wartości, które z kolei mobilizuje mężczyznę do dalszego działania. Taki stan rzeczy trwa aż do momentu, w którym biznesmen zapoznaje się z treścią - umieszczonego w gazecie - nekrologu. Główny bohater - pod wpływem impulsu, a także przeczytanej na swój temat rozmowy - podejmuje jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Właściciel firmy - ze wszelkich sił - stara się wynagrodzić innym swoim winy i mimo wielu przeciwności losu nie poddaje się...

W moim odczuciu "Stokrotki w śniegu" spełniają swoje zadanie niemalże w całości. Richard Evans zabiera swoich czytelników w niezwykłą podróż, która uświadamia każdemu z nas wiele istotnych kwestii. Autor ukazuje nam do czego - w skrajnych wypadkach - może doprowadzić chęć zapewnienia swoim bliskim przyzwoitych warunków życia. Po wnikliwej analizie okazuję się, że tak naprawdę bardzo dużo zależy od charakteru człowieka. W sposób jawny musimy dbać o otaczającą nas rzeczywistość, a także o to, byśmy podczas - popularnego w dzisiejszych czasach - 'wyścigu szczurów' nie zapomnieli o naszym prawdziwym JA.

Zagłębiając się w kolejnych rozdziałach książki miałam wrażenie, iż jest ona pewną przestrogą przed popełnianiem błędów, które mogą nas drogo kosztować. Czasami lepiej jest ugryźć się w język i przemyśleć kilka spraw na spokojnie, by potem nie okazało się, iż zgubimy się w wirze własnych decyzji. Panu Kierowi udało się przejrzeć na oczy dopiero po wielu latach bezmyślnych decyzji, które doprowadziły do rozpadu jego małżeństwa, a także braku jakichkolwiek więzi z własnym synem.

Czytając lekturę napisaną przez Richarda Evansa bardzo łatwo można dostrzec jej nawiązanie do powieści stworzonej niegdyś przez Charlesa Dickensa. Autor mówi o tym od samego początku, więc bez wątpienia można uznać, iż "Stokrotki w śniegu" są współczesną wersją "Opowieści Wigilijnej". Oczywiście brakuje w niej tego czegoś co posiadać może tylko oryginał, jednak mimo wszystko uważam, iż naprawdę warto jest zapoznać się z tą pozycją literacką... Z czystym sumieniem polecam tą pozycję literacką każdemu - bez względu na wiek.


Wydawnictwo Znak, Listopad 2010
ISBN: 978-83-240-1460-6
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10


wtorek, 14 grudnia 2010

Michelle Zink - Proroctwo sióstr

Na przeczytanie trylogii amerykańskiej pisarki Michelle Zink miałam ochotę od czasu, gdy po raz pierwszy odwiedziłam stronę internetową Wydawnictwa Telbit. Moje zainteresowanie tą powieścią miało bowiem związek z fascynacją autorki dawnymi mitami, a także legendami. Zachęcona tą informacją postanowiłam na własnej skórze przekonać się, czy twórczyni książki przeleje swoją pasję na kartkę papieru.

"Proroctwo sióstr" opowiada nam historię bliźniaczek Milthorpe, które po śmierci swoich rodziców stały się dla siebie śmiertelnymi wrogami. Z biegiem czasu każda odkrywa rolę jaką spełnia dla proroctwa, które odwraca od siebie kolejne pokolenia sióstr. Z każdą kolejną stroną okazuje się również, że bohaterki zostały uwikłane w przerażającą tajemnicę.

Michelle Zink w swojej powieści zabiera czytelników w zupełnie inny wymiar. Szczerze mówiąc każdy kto zagłębi się w fabule tej lektury nie spocznie dopóki jej nie skończy. A wszystko dzięki dobrze przemyślanej akcji i umiejętnej taktyce odkrywania kolejnych zdarzeń. Potencjalny Mol Książkowy pożera kolejne strony tej pozycji literackiej w zawrotnym tempie i nie może doczekać się spotkania z bohaterkami w kolejnych dwóch tomach. Dodatkowo wartka akcja i liryczna proza w połączeniu ze znakomicie prowadzoną narracją tylko wzmacnia ten efekt.

Z jednej strony jest tak jak napisałam, a z drugiej wciąż nie jestem w stanie - w sposób dokładny - sklasyfikować tej powieści. Nie jest ona bowiem książką tylko dla młodzieży, ani tylko dla dorosłych. Posiada ona wypośrodkowane cechy i każdy powinien znaleźć w niej coś dla siebie. Z pewnością znajdą się wśród nas zarówno zwolennicy "Proroctwa sióstr", jak i przeciwnicy tej lektury. Osobiście zajęłam sobie bezpieczne miejsce w połowie tej stawki. Czytając tą powieść byłam nią naprawdę zaskoczona, jednak po chwili wytchnienia stwierdzam, iż czegoś mi w tym tomie brakuje. Myślę, że zapoznanie się z drugą części sagi pozwoli mi odpowiedzieć sobie na nurtujące mnie w chwili obecnej pytania.

Na sam koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o przepięknym wydaniu tej książki. Wręcz nie mogę się napatrzeć na cudnie przyozdobione strony na których znajdują się kolejne rozdziały powieści itd. Chylę czoła!


Wydawnictwo Tebit, Październik 2009
ISBN: 978-83-60848-87-6
Liczba stron: 368
Ocena: 7/10

niedziela, 12 grudnia 2010

Karolina Janowska - Opowieści celtyckie

Będąc kilka lat temu spotkałam na swojej drodze chłopaka, który interesowałam się krajem Celtów. Z racji tego, że byliśmy ze sobą bardzo blisko, to co rusz serwował mi jakieś ciekawostki związane z tym narodem, a ja dzielnie ich wszystkich wysłuchiwałam. Być może wtedy miewałam go już trochę dosyć, jednak teraz - gdy kontakt nam się całkowicie urwał - coraz bardziej zaczyna mi brakować opowieści dobrego kolegi.

Muszę przyznać, że tego typu literatury nie czytałam już od dosyć dawna. W moim domu to raczej brat specjalizuje się w książkach wchodzących w skład gatunków fantastycznych i historycznych. Dopiero jakiś czas temu postanowiłam zwalczyć swoje dotychczasowe uprzedzenia - bo w końcu jak można nie przepadać za czymś z czym nie miało się do tej pory nic do czynienia. Takim sposobem dotarłam do powieści polskiej pisarki, która została wydana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae res.

"Opowieści Celtyckie" jak już sama nazwa wskazuje opowiada nam historię narodu, któremu grozi niebezpieczeństwo ze strony rosnącej w siłę potęgi Rzymu. Gdy na świat przychodzi syn wodza Arvenów, Galvan, druidzi widzą w nim nadzieję, która zjednoczy wszystkie plemiona, dając początek wielkiemu imperium. Po tragicznej śmierci ojca bohater rozpoczyna długą naukę sztuki wojennej, która odbywa się pod okiem - rozporządzającej starożytną magią - kapłanki. Od tego czasu Galvan wkracza na niełatwą ścieżkę swojego przeznaczenia. W międzyczasie musi stoczyć również wewnętrzną walkę między obowiązkiem narzuconym mu przez bogów, a zakazaną miłością, która rodzi się między nim, a córką jego mistrzyni. W tym samym czasie po drugiej stornie Alp tragedia rodzinna popycha młodego bohatera rzymskiego na szlak wiodący do władzy i szczytów, okupionych wolnością i krwią Celtów. Pewnego dnia skrzyżuje się on z linią życia Galvana i ciekawe co z tego wyniknie...

Jak na moje pierwsze spotykanie z tego typu literaturą jestem bardzo zadowolona. Język którym w swoim dziele posłużyła się Karolina Janowska był na tyle jasny i przejrzysty, że czas spędzony z "Opowieściami Celtyckimi" mogę uznać za jak najbardziej udany. Co prawda w trakcie czytania książki bywały momenty, w których nachodziły mnie swojego rodzaju chwile zwątpienia, jednak nie trwały one zbyt długo. Ogólnie rzecz biorąc jestem niezwykle zadowolona ze spotkania z tą lekturą. Uświadomiła mi ona bowiem, że czasami warto jest sięgać po rzeczy, które do tej pory nie były nam znane. Możemy bowiem zostać mile zaskoczeni tym co mają nam one do zaoferowania. Poza tym należy najpierw należy się z czymś zapoznać, a dopiero potem wyrabiać sobie opinię na dany temat.

Powieść Karoliny Janowskiej chciałabym polecić każdemu bez względu na wiek. Być może nie należy ona do jakichś wybitnych lektur, jednak z całą pewnością nadaje się dla osób, które nigdy wcześniej nie miały nic wspólnego z książkami o podobnej tematyce. Osobiście podczas zagłębiania się w lekturze miałam wrażenie, że obok mnie znajduje się tajemnicza osoba, która z niezwykłą charyzmą opowiada mi bajkę na dobranoc.


Wydawnictwo Novae res, październik 2010
ISBN: 978-83-611-9487-3

Liczba stron: 324
Ocena: 7/10

Conn Iggulden - Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci

Biorąc w swoje ręce książkę napisaną przez Conn Iggulden spodziewałam się kilku godzin w doborowym towarzystwie. Co prawda dwudziestka na karku sugeruje mi, że powinnam zająć się nieco poważniejszą literaturą, jednak wychodzę z założenia, że czasami powrót do świata bajek jest człowiekowi niezbędny niczym woda dla ryb...

Do zapoznania się z historią Tolinów zaprosiłam swojego pięcioletniego siostrzeńca, który z niezwykłą uwa
gą wsłuchiwał się w każdą - czytaną przeze mnie na głos - stronę. Dzięki temu rodzice Damiana mieli wolny wieczór, a ciocia nie była samotna w swoich poczynaniach z książeczką i jej częściowe wyrzuty sumienia wyciszyły nie bezgranicznie.

Muszę przyznać, że od pierwszej chwili, w której dzieło Conn Iggulden trafiło do moich rąk jestem pod naprawdę miłym wrażeniem wydania, które w sposób genialny zostało dostosowane nawet dla tych najmłodszych słuchaczy. Jest to bowiem książeczka (a raczej sporej wielkości książka), która pełna jest różnorodnych obrazków związanych z treścią lektury. Twórcy tej pozycji literackiej w początkowych kartach przedstawiają nam bowiem mapki miejsc bliskich Tolinom, a także ukazują nam oblicza bohaterów, z którymi przyjdzie nam spędzić kilka kolejnych ch
wil. Myślę, że tego typu wstęp jest miłą zachętą dla małych odkrywców, którzy dzięki licznym urozmaiceniom sami próbują dopowiadać sobie poszczególne momenty fabuły i dzięki temu wydają się jeszcze bardziej aktywne, a o to przecież w tym wszystkich chodzi.

"Toliny" przedstawiają nam historię istot większych od duszków i potrafiących wyśpiewać dźwięk his. W tajemnice i prawa tych istot wprowadza nas Iskrzak, który w obronie swoich najbliższych jest w stanie zrobić dosłownie wszystko. Dodatkowo Toliny są postaciami, które uwielbiają psocić, znajdować się w centrum uwagi, a także znęcać się nad słabszymi od nich. Bardzo często bywają również egoistyczne, jednak po zagłębieniu się w całości lektury przekonujemy się, że posiadają one nie tylko wady ale i liczne zalety. Dzięki temu możemy na bieżąco tłumaczyć towarzyszącemu dziecku różnice między dobrym, a złym postępowaniem. Jest to o tyle ważne, iż w dzisiejszych czasach coraz trudniej jest o wytwór, który w tak doskonały sposób byłby poświęcony dzieciom. Jak wszystkim wiadomo obecnie twórcy (głównie filmowi) kładą duży nacisk na p
rzemoc, która - nie oszukujmy się - nie nadaję się do oglądania dla najmłodszych...

Bardzo cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z książką stworzoną przez Conn Iggulden. Jest ona bowiem doskonałą pozycja przeznaczoną dla nawet tych najmłodszych dzieci, które jeszcze nie potrafią czytać, a zostaną przez nas zainteresowane znajdującymi się w niej ilustracjami. Z drugiej strony "Toliny" mogę spokojnie polecić także dorosłym, którzy mają ochotę - chociaż przez chwilę - zagłębić się w świecie pełnym niesamowitych przygód.



Wydawnictwo Świat książki, listopad 2010
ISBN: 978-83-247-1867-2
Liczba stron: 176
Ocena: 7/10


Recenzja została napisana dla portalu Lubimyczytać.pl, od którego też otrzymałam książkę.



Dag Solstad - Patynozielone!

"Patynozielone!" jest książką napisaną przez jednego z najbardziej cenionych współczesnych pisarzy norweskich, który zadebiutował jako dwudziestoczterolatek, wydając zbiór nowel pt.: "Spirale". Uznanie autor zdobył jednak kilka lat później dzięki powieści "Patynozielone!", która napisana została pod wyraźnym wpływem Gombrowicza.

Osobiście będąc w liceum nigdy nie przeczytałam "Ferdydurke" mimo, że uczęszczałam do klasy o profilu humanistycznym. Nigdy nie lubiłam sięgać po lektury, które zostały mi odgórnie narzucone i myślę, że tak już zostanie. Pod wpływem literatury Daga Solstada postanowiłam, że w najbliższym czasie postaram się, jednak nadrobić te drobne zaległości ze średniej.

Norweski pisarz przedstawia nam historię dorastającego Geira Brevika, który na różne sposoby próbuje uciec od roli młodego człowieka oraz od narzuconej przez "starość" formy, która kryje się za tym określeniem. Nieustannie toczy on walkę z formą, która w jego mniemaniu jest źródłem wszelkiego zła i zniewolenia. Mężczyzna wykorzystując do swoich celów Brit Winkel stara się zedrzeć maskę z twarzy kobiety, którą jest urzeczony i zarazem chce ośmieszyć ją jako symbol i tym samym odebrać jej przewagę. Ciekawe tylko, czy to wszystko jest takie proste jak Geirowi się wydaje?

Muszę przyznać, że książka napisana przez Daga Solstada zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Została ona napisana przystępnym dla czytelnika językiem dzięki czemu odbiór jej wydawał się dużo przyjemniejszy. Osobiście posiadam jedynie wątpliwości w stosunku do powiązania powieści "Patynozielone!" z twórczością Witolda Gombrowicza. Jak już wspomniałam wcześniej - nigdy nie czytałam "Ferdydurke" i nie wiem na ile została ona 'przytoczona' w dziele norweskiego autora. Być może znajdą się wśród nas osoby, którym pod tym względem - omawiana w dniu dzisiejszym lektura - nie przypadnie do gustu.

Nie wiem dlaczego ale sięgając po tą książkę zwróciłam dużą uwagę na okładkę, która zarówno pod względem kolorystyki, jak i rozmieszczenia na niej elementów jest według mnie wręcz cudowna. Zdaję sobie w pełni sprawę ze znanego wszystkich powiedzenia "Nie oceniaj książki po okładce", jednak tym razem już na samym początku dałam się ponieść pozytywnym emocjom.


Wydawnictwo Smak Słowa, październik 2010
ISBN: 978-83-62122-13-4

Liczba stron: 200

Ocena: 7/10


Kochani!!! Serdecznie Wam dziękuje za tak licznie odwiedzanie Recenzji Leny. Swoją aktywnością sprawiliście, iż liczba komentarzy powoli dobija już do 1000. Gdy tak się stanie zaproszę Was wszystkich do losowania nagrody - niespodzianki, która czeka już cierpliwie na swojego właściciela!

niedziela, 5 grudnia 2010

Magdalena Maria Kałużyńska - Ymar

Biorąc w swoje ręce powieść napisaną przez Magdalenę Marię Kałużyńską spodziewałam się lektury, która pozostanie w moim sercu jeszcze przez wiele dni. Szczerze mówiąc nie brałam nawet pod uwagę opcji, iż stworzona przez miłośniczkę fantastyki, a także prozy Stephena Kinga lektura mogłaby nie przypaść mi do gustu.

"Ymar" przedstawia nam historię pracownika wydziału zabójstw, który ma już na swoim koncie kilka braw
urowo rozwiązanych zagadek kryminalnych. Pewnego dnia Aleksander Wojciechowski pojawia się na miejscu popełnienia kolejnej zbrodni. Tym razem ofiarą przestępstwa zostaje - znaleziona w starej kamienicy - młoda kobieta. Nie byłoby niczego w tym niczego niezwykłego gdyby nie fakt, że dziewczyna ożywa... Dodatkowo całej sprawie zaczynają towarzyszyć dziwne - i nie śniące się nikomu - rzeczy. Główny bohater oraz jego towarzysz - Michał Smolik - będą mieli za zadanie nie tylko rozwiązać tajemniczą kryminalną zagadkę ale również zmierzyć się z siłami, których do tej pory nie śmieli sobie nawet wyobrażać... A przecież historia lubi się powtarzać...

Podczas czytania lektury przekonałam się, iż Magdaleny Kałużyńska z niezwykłą łatwością konstruuje intrygującą czytelnika intrygę. Autorka nie tylko wprowadza do swojego dzieła mnogość wątków i miejsc ale również z niezwykłą precyzją pozwala sobie na przeskakiwanie w czasie i przestrzeni. Dzięki temu książka wydaje się być nieco bardziej oryginalna od wszystkich i przyciąga do siebie coraz większą rzeszę czytelników, którzy są wręcz spragnieni tego typu literatury. Co prawda na samym początku dosyć trudno było mi zagłębić fabule, jednak już po kilkunastu stronach wszystko unormowało się i od tego czas mogłam bez zbędnych przeszkód oddawać się - wciąż narastającej - przyjemności. Z biegiem trwania historii zaczęłam coraz bardziej utożsamiać się z Aleksandrem Wojciechowskim, by wspólnie z nim głowić się nad rozwiązaniem tajemniczej zagadki, która nie dawała mi spokoju niemalże do ostatniej strony tekstu.

Podczas spotkania z powieścią pt.: "Ymar" czytelnik wielokrotnie ma wrażenie, iż jest bliski odkrycia prawdy. Niestety za każdym razem okazuje się, jak bardzo nasze myśli są mylne i musimy rozpoczynać swoje poszukiwania od początku. Dodatkowo dzięki pisarskim umiejętnościom autorki nie jesteśmy do końca pewni, które z przedstawionych nam faktów miały swoje odzwierciedlenie w całości powieści i wydarzyły się naprawdę, a które były jedynie luźną interpretacją pojawiających się - w trakcie trwania fabuły - bohaterów.

Mimo, iż bardzo często łączenie gatunków literackich w powieściach bywa dla pisarza czymś zgubnym, to jednak w przypadku dzieła Magdaleny Marii Kałużyńskiej taki stan rzeczy nie miał racji bytu. Autorka doskonale odnalazła się na obranej przez siebie drodze, dzięki czemu mamy okazję obserwować interesującą powieść, która jest w stanie przypaść do gustu wielu Molom Książkowym. W końcu nie brakuje w Polsce miłośników horrorów, kryminałów, czy też Archiwum X. Tym razem mamy okazję zaobserwować - charakterystyczne dla wymienionych wcześniej gatunku - elementy w jednej lekturze. Oczywiście niektóre z wątków wypadają nieco słabiej od pozostałych, jednak myślę, że w tego typu literaturze bywa to dosyć zrozumiałe.

Podczas czytania lektury duże wrażenie zrobiły na mnie także stworzone przez autorką postacie, które moim zdaniem zostały dosyć trafnie skonstruowane. Każda z nich była - na swój sposób - wyjątkowa i dzięki temu pozostaną one w moim sercu jeszcze przez jakiś czas. Nie da się również ukryć, iż pod wpływem wielu zdarzeń bohaterowie zmienili się i pokazali swoje drugie oblicza, których mimo pozorów nie da się nie lubić. W tym miejscu warto również wspomnieć o budujących całość dialogach, które dzięki swój dynamice budują nastrój większości zdarzeń. Dzięki nim najpierw dużo prościej było mi zaznajomić się z całością książki, a następnie żal się z nią rozstawać.

Powieść "Ymar" z pełną świadomością chciałabym polecić osobom, które lubują się w tego typu tematyce i chcieliby spróbować własnych sił podczas rozw
iązywania - przedstawionej w treści - zagadki detektywistycznej. Moim zdaniem warto jest poświęcić tych kilka godzin i mimo wszystko zapoznać się z dziełem stworzonym przez Magdalenę Kałużyńską.


Wydawnictwo FoxPublishing, październik 2010 (?)
ISBN: 978-83-930452-0-4

Liczba stron: 248

Ocena: 7/10




Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa FoxPublishing.
Jeszcze raz serdeczni
e dziękuję!



wtorek, 30 listopada 2010

Melissa Marr - Krucha wieczność

Od dłuższego już czasu miałam ochotę na nieco lżejszą literaturę, która sprawiłaby, że chociaż na kilka godzin zapomnę o otaczającej mnie rzeczywistości. Korzystając z okazji postanowiłam bliższej zapoznać się z twórczością amerykańskiej pisarki Melissy Marr, o której w ostatnim czasie słyszałam dużo dobrego.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów cyklu pt.: "Wróżki" moje oczekiwania w stosunku do lektury zostały zaspokojone w dużej mierze. Co prawda znalazły się w nich również momenty, które pozostawiały - potencjalnemu czytelnikowi - wiele do życzenia, jednak z drugiej strony nie było ich wcale tak wiele. Zarówno "Królową lata", jak i "Króla mroku" czytało się lekko i przyjemnie, więc nie widziałam powodu, dla którego miałabym nie sięgnąć po kolejną część sagi. Swoją drogą nienawidzę czegoś zaczynać, a potem tego nie kończyć.

Nie da się ukryć, że sięgając po "Kruchą wieczność" miałam już wyrobioną opinię na temat poprzednich pozycji. Mimo to za wszelką cenę starałam się nie snuć wobec niej jakichkolwiek oczekiwań. Ostatecznie stanęło na tym, że pewnego dnia - po skończeniu zajęć na uczelni - przysiadłam do lektury mając nadzieję, iż tym razem Melissa Marr zaskoczy mnie jeszcze bardziej.

Tym razem mamy okazję poznać całą historię z perspektywy Setha, który - w moim odczuciu - przebywał do tej pory w cieniu innych postaci. Autorka kładzie duży nacisk na uczucia i emocje tego też bohatera, dzięki czemu czytelnik ma okazję zapoznać się z jego poglądami na temat zaistniałych w całości lektury zdarzeń. Odkąd Aislinn objęła rządy nad Letnim Dworem wróżek widać, iż chłopak stał się zazdrosny o ukochaną. Biorąc pod uwagę swoje starzeje się oraz fakt, iż Król i Królowa lata z każdą chwilą stają się sobie coraz bliżsi Seth postanawia działać. Czy uda mu się osiągnąć swój cel?

Po przeczytaniu całości upewniłam się w przekonaniu, iż Melissa Marr stworzyła dla swoich czytelników niebezpieczny świat magii, który diametralnie różni się od tych, które są nam już doskonale znane z powieści innych autorów. Podczas czytania lektury poznajemy wiele - nie pozwalających nam się nudzić - postaci mitologicznych i baśniowych, które wnoszą do całości wiele znaczących informacji, a także - towarzyszących czytelnikowi - uczuć. Niektórych z nich wręcz nie da się nie lubić - do tej grupy mogę z całą pewnością zaliczyć wspomnianego już wcześniej Setha. W "Kruchej wieczności" znajdziemy również postacie, które dla wielu z nas będą totalnie obojętne, a także te, które wywołają w nas antypatię. Mamy więc pełen zestaw charakterystyczny dla tego typu literatury ale i nie tylko.

Duże wrażenie podczas czytanie książki zrobiło na mnie ogromne uczucie, które nieustannie towarzyszyło Sethowi. Szczerze powiedziawszy jestem pełna podziwu w stosunku do jego tolerancji, w stosunku do zachowań Keenana. Nie jestem pewna, czy na jego miejscu potrafiłabym postąpić tak samo. Swoją drogą miłość podobno potrafi znieść wiele rzeczy, więc na wszelki wypadek nie będę się zapierać.

Trzecia część cyklu "Wróżki" trzyma swoich czytelników w napięciu już od pierwszych kilkunastu stron. Stopniowanie wzbudzanych w odbiorcach emocji było mistrzowskim posunięciem, którego Melissie Marr mogą pozazdrościć inni pisarze tworzący powieści dla młodzieży. "Krucha wieczność" jest także lekturą pełną magii, dramatyzmu, a także przyjaźni, która - w dzisiejszych czasach - jest niezwykle ważna.

Myślę, że powieść tą mogę spokojnie polecić każdemu bez względu na wiek. Każdy znajdzie w niej bowiem coś dla siebie - dla młodszych czytelników być może stanie się pozycją, która zachęci ich do dalszych książkowych poszukiwań. Dla osób wymagających od pozycji literackich większego zaangażowania seria "Wróżki" może stać się znakomitym przerywnikiem i chwilą zapomnienia - tak, jak to było w moim przypadku.

Dodatkowo chciałabym zwrócić również uwagę na okładkę, która moim zdaniem ma w sobie to coś, co przyciąga do siebie czytelników. Być może na zdjęciu nie wygląda ona tak atrakcyjnie, jak w rzeczywistości ale mimo wszystko oddaje nastrój lektury. Z lekkim zniecierpliwieniem będę oczekiwać na kolejnym tom cyklu, który w Polsce ukaże się w bliżej nie określonym czasie dzięki staraniom wydawnictwa Nasza Księgarnia.


Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wrzesień 2010
ISBN:
978-83-10-11800-4
Liczba stron: 424
Ocena: 7/10



środa, 17 listopada 2010

Magdalena Kordel - Sezon na cuda

Czy wspominałam kiedykolwiek, że nienawidzę czytać serii książek nie zaczynając od pierwszego tomu? W sumie mogę się założyć, iż nikt z nas tego nie lubi i nie ważne, czy poczętek powieści ma coś wspólnego ze swoją kontynuacją, czy też nie.

Nie mając jeszcze tej pozycji na swojej półce zauważyłam, że wielu bloggerów porównuje twórczość Magdaleny Kordel do historii opowiadającej o Judycie - bohaterce stworzonej przez Katarzynę Grocholę. Osobiście lektur tych nie czytałam, jednak biorąc pod uwagę ich ekranizację, to w pełni zgadzam się z większością recenzentów. Nie uważam by było w tym nic złego bowiem podobieństwa nie rzucają się aż tak strasznie w oczy, a wręcz przeciwnie.


"Sezon na cuda" jest książką opowiadającą o życiu Mai - rozwódki, która po rozstaniu z mężem wraz z córką przeprowadza się do niewielkiego miasteczka w Sudetach. Tam jej przygoda rozpoczyna się na nowo. Wokół niej jest sporo osób, którym kobieta służy swoją pomocą. Nadchodzi czas Bożego Narodzenia i główna bohaterka postanawia zaprosić wszystkich samotnych mieszkańców do siebie. Nie przewiduje jednak tego, że spadnią na nią nie tylko problemy uczuciowe znajomych ale także zauroczenie córki. Jaką rolę w całej sytuacji - ale i nie tylko - odegra Czaruś?


"Sezon na cuda" jest lekturą, która mimo braku brawurowej fabuły posiada w sobie to "coś". Autorka posługuje sie w swojej pracy ładnym i zrozumiałym dla wszystkich językiem, a co więcej... Nie wymaga wielkiego skupienia i spokoju wokół siebie. Bez przeszkód mozna ją czytać w pociągu, czy tez w przerwie między zajęciami. Pozycję tę mogę spokojnie polecić fanom Katarzyny Grocholi i wszystkim tym, którzy na chwilę obecną poszukują czegoś lżejszego do czytania.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka, październik 2010

ISBN: 798-83-7648-490-7

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10


Przypominam o trwającym do piątku konkursie, do którego udziału serdecznie zachęcam. Pobijmy rekord z poprzedniego losowania, bo naprawdę warto. Zapraszam również do odwiedzania naszego profilu na Facebooku.


niedziela, 14 listopada 2010

Jerzy Franczak - Da capo

Jerzy Franczak jest autorem kilku zbiorów opowiadań, esejów, powieści, a także rozpraw o literaturze nowoczesnej. Wśród swoich dzieł pisarz ma na swoim koncie lekturę opowiadającą nam o losach Emila Króla - brata głównego bohatera książki pt.: "Da capo"

Wydana przez Wydawnictwo Literackie pozycja przedstawia nam historię mężczyzny, który podczas swojego dotychczasowego życia z uporem odgrywał przypisany mu scenariusz. Skończył szkołę, znalazł pracę, a następnie założył rodzinę. Byłoby dobrze, gdyby pewnego dnia Kamil nie wplątał się w niebezpieczny romans. Wszystko zaczyna się sypać, a główny bohater musi zmierzyć się z cieniem ojca. Czy towarzysząca nam od wieków teoria sprawdzi się w przypadku pana Króla?

Przedstawiony bliżej w książce "Nieludzka komedia" Emil był całkiem odmienną postacią od brata, który od najmłodszych lat był wyszydzany przez swoich rówieśników. Kamilowi nie było łatwo także w domu zwłaszcza, że za nic w świecie nie potrafił się przeciwstawić ojcu, który poprzez bycie rzeźbiarzem wprowadził do życia swojej rodziny pełno zakazów i nakazów. W powieści Kamil jest osobą, która na dobrą sprawę nie odnajduje spełnienia w tym kim jest, ani w swoim związku z Alicją. Dlaczego mężczyzna dopiero przy finiszu odnajduje spokój w bliskości z matką?

Być może książki nie czytało się szybko, jednak jak najbardziej przyjemnie. Jerzy Franczak w swoim dziele poruszył swojego rodzaju teorie, które od wieków idealnie przejawiają się w życiu codziennym. Człowiek dorastając wiele wskazówek czerpie z domu rodzinnego, w którym przez lata był wychowywany. Nawet, gdy jesteśmy świadomi, że niektóre wzorce osobowe nie nalezą do najlepszych, to z biegiem czasu większość z nas łapie się na tym, iż postępujemy w sposób podobny do rodziców i nie mamy na to większego wpływu. W moim odczuciu "Da capo" jest poniekąd lekturą psychologiczną, a jej autor w sposób profesjonalny przelał swój pomysł na 'kartkę'. Zadziwiająco łatwo było mi wczuć się w rolę Kamila Króla, więc tym bardziej miło mi, że miałam tą okazję, by na spokojnie zagłębić się w lekturze Jerzego Franczaka pt.: "Da capo".


Wydawnictwo Literackie, 2010
ISBN: 978-83-08-04495-7
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10

Przypominam o trwającym do piątku konkursie, do którego udziału serdecznie zachęcam. Pobijmy rekord z poprzedniego losowania, bo naprawdę warto. Zapraszam również do odwiedzania naszego profilu na Facebooku.

sobota, 13 listopada 2010

Krzysztof T. Dąbrowski - Anima vilis

Szczerze powiedziawszy, gdy sięgnęłam po zbiór opowiadań "Anima vilis" zdziwiłam się widząc, że został on stworzony przez polskiego pisarza. W sumie nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jednak to chyba znak by wybrać się w końcu do okulisty.

Zagłębiając się w lekturze natknęłam się na okładce na dość ciekawą informację dotyczącą publikacji prac Krzysztofa T. Dąbrowskiego. Otóż jedno z jego opowiadań w 2009 roku ukazało się nawet w "Playboyu". Pomyślałam wtedy, że najbliższe godziny z tym autorem zapowiadają się naprawdę ciekawie. Jak te nastawienia przeniosły się na praktykę?

"Anima vilis" składa się z siedmiu opowiadań grozy. Co prawda są one różnej długości, jednak i tak doskonale spełniają swoją rolę. Każdy z tekstów zaopatrzony został w szczyptę czarnego humoru, groteski i cynizmu. Dodatkowo wszystkie z nich są oryginalne i sprawiają, że czytelnik chce więcej. W końcu nie ma się co dziwić, skoro podczas zagłębiania sie w lekturze spotykamy na swojej drodze między innymi słowiańskie demony, UFO kosmitów i wiedźmy. Dodatkowo działo "Anima vilis" nie tylko trzyma w napięciu i wywołuje w ludziach odrobinę strachu ale i także zaskakuje mola książkowego.

Nie spodziewałam się, że ta pozycja zostanie odebrana przeze mnie aż tak entuzjastycznie. Będę musiała obejrzeć się za innymi pracami pisarza, który z niezwykłą łatwością i fantazją posługuje się piórem.

Jeśli chodzi o samą okładkę, to muszę przyznać, że całkiem mi się ona podoba, a co najważniejsze jest skromna. Przez chwilę zastanawiałam się jakby to było zastąpić postać znajdującą się na niej, na coś innego, jednak już po chwili obaliłam swój pomysł. Gdyby tak postąpiono całość nie miałaby już takiego uroku.

Na zakończenie chciałabym polecić "Anima vilis" wszystkim zainteresowanym. Biorąc pod uwagę, że książka jest zbiorem opowiadań, to każdy powinien znaleźć w niej coś dla siebie. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na temat tej lektury.


Wydawnictwo Initium, maj 2010
ISBN: 978-83-927322-6-6
Liczba stron: 368
Ocena: 7/10

Przypominam o trwającym do piątku konkursie, do którego udziału serdecznie zachęcam. Pobijmy rekord z poprzedniego losowania, bo naprawdę warto. Zapraszam również do odwiedzania naszego profilu na Facebooku.

czwartek, 28 października 2010

Ewa Barańska - Pierwiastek zero

Pani Ewa Barańska zyskała moją sympatię niedługo po tym, jak skończyłam czytać jej genialną lekturę "Ostatni Wielki Kahun". Już wtedy wiedziałam, że moja styczność z tą pisarką nie skończy się na jednej powieści. Świadoma walorów artystycznych autorki postanowiłam czym prędzej zagłębić się w kolejnej pozycji, która dzięki Wydawnictwu Telbit trafiła na moją półkę.

"Pierwiastek zero" historią opowiadającą nam o pewnym chemiku, który po dokładnym przyjrzeniu się Tablicy Mendelejewa zauważył, że brakuje w nim pierwiastka, który odpowiedziałby wielu naukowcom na pytania dotyczące stworzenia materii ożywionej. Alfred był świadomy, że jego odkrycie odkrycie byłoby wielkim przełomem w świecie badań i z całych sił dążył do osiągnięcia postawionego sobie celu. Niestety jego entuzjazmu nie podzielały osoby z jego bliskiego otoczenia. Jego koledzy i koleżanki z "firmy" uważali pomysł mężczyzny za szalony i nie możliwy do zrealizowania. Takie podejście do całej sprawy podzielała również partnerka życiowa mężczyzny, która nie dość, że była sceptycznie nastawiona do całości, to dodatkowo nie zgodziła się wyjechać z nim do Polski, gdzie chemik miał przeprowadzić upragnione badania dla firmy, która zobaczyła w jego pomyśle wielki potencjał. Być może nie było co się jej dziwić, ponieważ sama prowadziła własne badania i podobnie, jak Alfred posiadała własne ambicje i priorytety. Po wyjeździe głównemu bohaterowi było dane zobaczyć całkiem inny świat odkryć naukowych bowiem miejsce, w których dane mu zostało pracować, okazało się istnym rajem na Ziemi. Mężczyzna poznał wielu ciekawych i zarazem wierzących w niego osób, dla których w świecie naukowym niemalże nie było rzeczy, na których myśl byłoby im szkoda czasu.


Książka została napisana w ładny i ciekawy sposób, który nie pozwala oderwać się od niej nawet na chwilę. Autorka w sposób profesjonalny opisała kolejne etapy badań przeprowadzanych przez głównego bohatera nie zapominając przy tym o subtelnym wątku romantycznym, który doskonale wkomponował się w całość lektury. Myślę, że tego typu powieści - mimo, że przeznaczone głównie dla młodszych czytelników - nie tylko stają się pretekstem do mile spędzonego z nią wieczoru ale także dostarczają nam delikatne źródło wiedzy. Z doświadczenia wiem, że jest to nie zwykle ważne, ponieważ wielu uczniów nauka jest czymś abstrakcyjnym i "nie potrzebnym" do dalszego funkcjonowania. Wielu z nich zachowawczo podchodzi w szkole do przedmiotów ścisłych otwarcie mówiąc, że są one dla nich czymś abstrakcyjnym, a wielu przypadkach chodzi jedynie o chęć do pochłaniania wiedzy. Tego typu książki sprawiają, iz być może co któraś osoba zmieni nieco swoje podejście w tej kwestii. Sama znam kilka takich osób, które bardzo długo były nauce na "NIE" a po przeczytaniu jakieś lektury i po zapoznaniu się historiami jej bohaterów stopniowo zaczęły zmieniać swoje nastawienie do szkoły. Kto wie - może coś w tym jest?


Wydawnictwo Telbit, styczeń 2009
ISBN: 978-83-60848-73-9
Liczba stron: 316
Moja ocena: 7/10

środa, 13 października 2010

Leopold Tyrmand - Pokój ludziom dobrej woli

"Opowiadania, jak większość prozy Tyrmanda, można odczytywać jako zbeletryzowane fragmenty jego biografii. W pierwszym okresie, po powrocie do Polski, pisarz wracał do swoich przeżyć wojennych. Potem coraz bardziej angażował się w otaczającą go rzeczywistość. Wraz z tą zmianą odchodził od formy realistycznej na rzecz pastiszu i pure nonsense'u. Ale niezależnie jaki temat obierał, zawsze było to pisanie wbrew regułom. Może dlatego do dziś tak znakomicie się go czyta."


Recenzja: "Pokój ludziom dobrej woli" to książka będąca zbiorem dziesięciu - nie wydanych nigdy wcześniej - tekstów Leopolda Tyrmanda. Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, więc uważam je za całkowicie udane. Moje oczekiwania w stosunku do lektury zostały zaspokojone niemalże w 100%.

Każdy z zamieszczonych dzieł wybitnego autora wnosi do życia czytelników coś wyjątkowego. Całość jest niczym innym, jak tylko umieszczoną w fabule biografią pisarza. Otwarcie opowiada nam o swoich doświadczeniach wojennych, a także zaangażowaniu w otaczającą go rzeczywistość.

Myślę, że przeczytanie tego typu pozycji literackiej dla potencjalnego mola książkowego jest naprawdę czymś niezwykłym. Leopold Tyrmand nie posługuje się w swoich tekstach trudnym językiem, więc spokojnie mogę polecić "Pokój ludziom dobrej woli" nieco młodszym czytelnikom. Z pewnością nie pożałujecie swojej decyzji i być może co poniektórzy wesprą grono fanów tego autora. Sama nie mogę doczekać się chwili, w której sięgnę po kolejne dzieło pana Tyrmanda.


Wydawnictwo MG, wrzesień 2010
ISBN:978-83-61297-90-1
Liczba stron: 204
Ocena: 7/10

wtorek, 5 października 2010

C.S.Lewis - Problem cierpienia

"Cierpienie dotyka każdego z nas: towarzyszy nam od dziecka, doznają go ludzie starzy. Wydaje się, że obok miłości jest najważniejszym tematem literatury. Z problemem bólu fizycznego, psychicznego i duchowego próbowały zmierzyć się najbardziej fundamentalne dzieła światowej kultury, nic więc dziwnego, że odważył się na to również C.S. Lewis. Życie jego literackich bohaterów, takich jak Aslan czy Orual, naznaczone było piętnem bólu i poświęcenia. Cierpienie to również bardzo intymne doświadczenie samego Lewisa – trochę ponad trzy lata po ślubie stracił ukochaną żonę, Joy. Problem cierpienia to książka, która temat ten porusza w sposób kompleksowy. Lewis stara się opisać jedno z najsilniejszych przeżyć właściwych każdemu człowiekowi – cierpienie, którego przyczyną może być śmierć, odrzucenie, zdrada, ludzka złość, ale także choroba, doświadczenie czysto fizyczne. Problem cierpienia poszukuje także odpowiedzi na pytanie, dlaczego człowiek doświadcza bólu w świecie stworzonym przez dobrego Boga. "


Recenzja: "Problem cierpienia" jest kolejna pisarską odsłoną C.S. Lewisa - autora znanych wszystkim "Opowieści z Narni". Mimo, że po książce spodziewałam się czegoś zupełnie innego, to uważam, iż mężczyzna tworząc swoje dzieło pokazał klasę.

Przedstawiona nam przez wydawnictwo Espirit lektura ukazuje nam - na podstawie Boga i Biblii - problem cierpienia, który obecny jest w życiu każdego z nas, ale też o istnienie zła, Bożą dobroć i wszechmoc, a także zagadnienia dotyczące natury człowieka.

Muszę przyznać, że w moim odczuciu lekturę czytałoby się dużo lepiej, gdyby pan Lewis napisał ją w sposób bardziej swobodny. W chwili obecnej kojarzy mi się bardziej z dziełem naukowym, niż książką, która ma za zadanie umilić czytelnikowi czas.

"Problem cierpienia" składa się z rozdziałów tematycznych, a każdy z nich dodatkowo poprzedzony jest pasującym do całości cytatem. Dzięki nim całość staje się dla potencjalnych odbiorców jeszcze bardziej interesująca.

Dodatkowym walorem lektury jest brawurowy przekład, a także szata graficzna, która rozkochała mnie w sobie od samego początku. Mimo swoich wątpliwości chciałabym polecić książkę C.S. Lewisa każdemu bez wyjątku. Być może Wam przypadnie ona do gustu w stu procentach. Osobiście mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze kiedyś zagłębić się w dziele tego wielkiego pisarza.



Wydawnictwo Espirit, 2010
ISBN-13: 978-83-61989-10-3
Liczba stron: 230
Ocena: 7/10

poniedziałek, 4 października 2010

Kate DiCamillo - Tygrys się budzi

Czytając książki wielokrotnie zastanawiam się, jakby to było być bohaterką jednej z nich. W swoim życiu dosyć często zdarzyło mi się współczuć i zazdrościć postaciom z moich ulubionych lektur. Kiedyś nawet sama zaczęłam pisać coś na wzór opowiadania autobiograficznego.

"Tygrys się budzi" przedstawia nam historię dwójki dzieci, a także tygrysa, który ze wszelkich sił stara się pomóc swoim towarzyszom przełamać dystans w stosunku do otaczającego ich świata.

Muszę przyznać, że Kate DiCamillo pisząc tą książkę spisała się na medal. Autorce chwali się, iż podczas tworzenia tej lektury głęboko wniknęła do psychiki swoich bohaterów dzięki czemu wydają się jeszcze bardziej realistyczni. Jest to dla czytelników niezwykle ważna zwłaszcza, że sięgają oni po książkę po to by się odprężyć i jak najbardziej wczuć w sytuację głównych bohaterów.

Dwunastoletniego Roba poznajemy podczas wędrówki przez bagnisty las na Florydzie. Tam też spotyka zamkniętego w klatce, a kilka godzin później Sistinę. Dziewczynka bardzo otwarcie okazuje swoje uczucia mimo, że kolega tłumi je przed innymi. Dopiero z czasem dzieci stają się przyjaciółmi. Dzięki swoim wspólnym przygodom dochodzą do wniosku, iż "złych wspomnień" i żalu nie można wiecznie dusić w sobie, tak jak nie można na stałe "uwięzić tygrysa w klatce".

Opisana wyżej historia wzrusza czytelnika od początku do samego końca. Zapoznając się z losami Roba i Sistiny obudziły się we mnie uczucia, które od dawna gdzieś głęboko schowane. Sama jestem zwolenniczką tajenia w sobie swoich przeżyć, a wszystko za sprawą osób, które jeszcze kilka lat temu potrafiły je wykorzystać przeciwko mnie.

Książkę śmiało mogę polecić każdemu, kto choć przez chwilę ma ochotę wyjść na przeciw bohaterom lektury "Tygrys się budzi". Z pewnością nie zawiedziecie się zwłaszcza, że Kate DiCamillo jak zwykle uraczyła nas niezwykle barwnym i spójnym językiem. Żałuję tylko, iż tym razem nie miałam okazji obejrzeć ilustracji, które w poprzednich egzemplarzach były dołączone do książek.



Philip Wilson, maj 2009
ISBN: 978-83-7236-160-8
Liczba stron: 164

sobota, 25 września 2010

Daniel Brent - Ewangelia spisana przez szewca

"Po raz pierwszy zobaczyłem Nauczyciela nad Jordanem w czasie mojej drugiej wyprawy do Jerozolimy. Parę tygodni później odkryłem, że przyszedł też do Kafarnaum, gdzie przemawiał do małej grupy ludzi nad brzegiem naszego jeziora. Wykorzystywałem chwile wolnego czasu i zacząłem chodzić nad jezioro aby go posłuchać. Często wieczorami zapisywałem sobie to, co powiedział albo co uczynił tego dnia.

Teraz, gdy piszę te wspomnienia, minęło już ponad czterdzieści lat od tych cudownych dni. Przez wszystkie te lata uświadomiłem sobie, jaki to był przywilej móc poznać Go i być świadkiem tego wszystkiego, co się wtedy dokonało..."


Recenzja: Biblia towarzyszyła mi już od najmłodszych lat mojego życia. Początkowo o mój rozwój duchowy dbali rodzice, a gdy rozpoczęłam edukację to zadanie spadło także na uczących mnie księży i katechetów. Ewangelia od zawsze była dla mnie czymś ważnym, więc gdy tylko zobaczyłam na stronie wydawnictwa WAM książkę pt: "Ewangelia spisana przez szewca" wiedziałam, iż muszę ją przeczytać.

Daniel Brent ukończył szkołę wyższą na kierunkach teologii, a także pedagogiki. Pracował w wielu miejscach, jednak to religia pozostała dla niego wartością najwyższą. Pisząc swoje dzieło wydane w oryginale jakieś cztery lata temu nie wątpliwe podjął słuszną decyzję.

"Ewangelia spisana przez szewca" to książka, której narratorem jest doświadczony przez życie mężczyzna. Wychowany w duchu religijności - czterdzieści lat po ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa - opowiada nam historię jego nauczania z własnej perspektywy.

Nauczyciel wkroczył w życie szewca dwa lata po śmierci jego ojca. Od tej pory syn Izaaka towarzyszył Mistrzowi podczas jego nauk, a także był świadkiem cudów przez niego dokonywanych. Z lektury dowiadujemy się, że nasz bohater nazywany był przez Jezusa "Wygodnym Bucikiem" i trzykrotnie miał okazję rozmawiać z Synem Bożym.

Dzieło Daniela Brenta jest utworem, który w bardzo prosty sposób przedstawia nam wydarzenia przedstawione w Biblii. W powieści umieszczone zostały fikcyjne postacie, które wraz z dotyczącymi je wątkami przedstawione zostały na tle wydarzeń biblijnych.

"Ewangelia..." została napisana prostym językiem, który w odróżnieniu do dzieł spisanych przez uczniów Jezusa powinien być zrozumiany przez każdego bez wyjątku. Czytanie tej lektury było dla mnie miłym doświadczeniem i z pewnością zajrzę do tej książki jeszcze nie raz.



Wydawnictwo WAM, luty 2010
ISBN: 978-93-7505-498-9
Liczba stron: 232
Ocena: 7/10

piątek, 24 września 2010

Jean-Claude Carriere - Alfabet zakochanego w Indiach


„Kto nie lubi ludzi, niech nie jedzie do Indii. Nie można zwiedzać tej osobliwej republiki w bezpiecznym kokonie, w autobusie turystycznym, jadącym od zabytku do zabytku, z oczami zamkniętymi na kraj i ludzi. Byłoby to zamierzenie niepojęte, niewykonalne. Najważniejszym krajobrazem jest tutaj tłum. Uczestniczy we wszystkim. Pewnie dlatego bohaterów literatury indyjskiej od najdawniejszych czasów tak często pociągało wygnanie i samotność, wyrzeczenie, odejście”.


Gdy wzięłam do ręki "Alfabet zakochanego w Indiach" byłam nastawiona na przewodnik połączony ze swojego rodzaju encyklopedią. Liczyłam na typowe zapoznanie się z hasłami przedstawionymi nam przez autora książki i bardzo cieszę się, że moje wyobrażenia dotyczące tego dzieła różniły się od prawdy w sposób diametralny.

Jean-Claude Carriere jest osobą, która posiada niezwykłą wiedzę na temat Indii. Dzięki swojemu doświadczeniu, a także gawędziarskiemu stylu pisania poznawała ludziom na swobodne podróżowanie między kolejnymi kartami książki. Potencjalny czytelnik wcale nie musi rozpoczynać swojej przygody z tym krajem od zapoznania się z Adżantą, a kończyć jej na Waranasi - Benares. Na to wskazuje jedynie porządek alfabetyczny według którego sporządzona została całość. W rzeczywistości możemy spokojnie zacząć "zwiedzanie" tego pięknego kraju od miejsca, które - przy powierzchownym przeglądaniu książki - zainteresowało nas najbardziej.

Autor w sposób profesjonalny zagłębia się w tajniki sztuki i kultury mające miejsce w Indiach. Opowiada nam o tym wszystkim z niezwykłą łatwością i dokładnością. Zdarzają się również momenty, w których sam Jean-Claude Carriere przyznaje się do tego, iż jego wiedza na temat muzyki indyjskiej jest zbyt mała by dokonać jej przyzwoitego opisu.

Myślę, że nie ma w tym nic złego. W końcu jesteśmy tylko ludźmi i nie ma takiej opcji byśmy byli we wszystkich dziedzinach perfekcyjni.

Książkę polecam przede wszystkim miłośnikom tego pięknego kraju. Jest ona bowiem idealnym uzupełnieniem Waszej wiedzy. Jeśli chodzi o przeciwników Indii, to radziłabym na moment wyzbyć się uprzedzeń do azjatyckiego państwa i mimo wszystko sięgnąć po tą fascynującą lekturę tak, jak to zrobiłam ja! Gwarantuję, że nie pożałujecie.


Wydawnictwo Drzewo Babel, październik 2009
978-83-89933-06-5
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

czwartek, 16 września 2010

Mariusz Byliński - Historia Nie-skończona

"Historia Nie-skończona to fascynująca opowieść o Kolekcjonerze, będącym zarazem Łowcą Słów, który otwiera przed czytelnikiem szkatułkę z językowymi Sekretami, gdzie słowa nabierają semantycznej świeżości. Choćby mobbing. Ścieżki umysłu Łowcy Słów prowadzą nas wprost do Mobi Dicka Hermana Melville?a. Wraz z Kolekcjonerem odkurzamy wspomnienia z dzieciństwa, przemieszane z wątkami autobiograficznym. Historia Nie-skończona to przede wszystkim magia wędrówki w poszukiwaniu Nieskończoności. Czym jest owa Nieskoń-czoność? Czy chodzi tu o pojemność słów, o ich nieskończone kombinacje? Czy może o pojemność literackiego dzieła, które zawiera w sobie entą ilość interpretacji? Nie-skończona jest też rzeczywistość, która nas otacza. Łowcy Słów udaje się odkryć jej pełne, może i zaskakujące znaczenie. O tym opowiada jego Historia?"


Recenzja: Zanim przeczytałam tą książkę wyobrażałam sobie wiele koncepcji, które w przygotowanie swojego dzieła mógł włożyć Mariusz Byliński. Nie wiem dlaczego ale za każdym razem lektura ta kojarzyła mi się z "Grą anioła" i "Cieniem wiatru" C. R. Zafona. Tym bardziej nie mogłam się doczekać chwili, w której miałam zagłębić się w "Historię Nie-skończoną".

Muszę przyznać, że historia Kolekcjonera i zarazem Łowcy Słów nie rozczarowała mnie. Czasami bardzo dobrze jest przeczytać literaturę różniącą się od znanych wszystkim standardów. Cieszę się, iż autor książki wpadł na taki, a nie inny pomysł przedstawienia nam poszczególnych wydarzeń. Fascynujące jest również odnalezienie przez bohatera znaczenia otaczającej nas rzeczywistości.

"Historia Nie-skończona" została napisana ładnym stylem, chociaż momentami należało dobrze wczytać się w ułożone przez pana Mariusza słowa, by w pełni zrozumieć ich przesłanie. Być może tylko ja mam takie odczucia. Sprawdzić tego w chwili obecnej nie mam jak, ponieważ nie znam nikogo, kto czytałby interesującą nas lekturę.

Książkę chciałabym polecić czytelnikom poszukującym w literaturze czegoś odmiennego.



Wydawnictwo Papierowy Motyl, 2010
ISBN:
9788362222100
Liczba stron: 120
Ocena: 7/10


wtorek, 14 września 2010

M. Lickiewicz, M.Krajniewska - Era kobiet

"Era Kobiet to książka o kobietach – dla kobiet. Dla każdej z nas. Trochę słodka, trochę gorzka, na pewno dowcipna. Właśnie taka, jak życie większości z Nas... Wciąga od pierwszych stron. Przeczytajcie koniecznie!

Co się stanie, gdy w domu z kamerami zamkniemy cztery samotne matki wraz z ich dziećmi? Czy będą ze sobą wyłącznie rywalizować, by wygrać obiecany dom marzeń? Czy zawiążą się przyjaźnie, które potrafią wiele przetrwać? Czy pozornie dbająca wyłącznie o swój wygląd i wizerunek Roxana okaże się czułą matką po przejściach? Czy może też zamknięta w sobie Karolina będzie potrafiła otworzyć się przed światem?"


Recenzja: Prawdopodobnie większość z nas myślała kiedyś o uczestnictwie w reality show. Nie ważne, czy były to "Dwa światy", "Big Brother", czy też "Bar". Przede wszystkim liczyła się możliwość wzbogacenia się i zmienienia swojego życia - pod względem materialnym - na lepsze. Już na pierwszy rzut oka było można zauważyć sztuczność postaci biorących udział w tego typu programach. Wielka szkoda, że nie stawiały one na swoją autentyczność, a na jak największy rozgłos.

Tytułowa "Era kobiet" okazała się programem całkowicie innym. W moim odczuciu ten reality show miał za zadanie pomóc kobietom, które samotnie wychowują swoje dzieci i borykają się z problemami życia codziennego...

Książka została napisana z perspektywy dwóch matek (Roxany i Karoliny), które naprzemiennie relacjonowały wydarzenia mające miejsce w ich obozie. Dzięki temu zarówno programowe opowieści, jak i problemy pozostałych uczestniczek w ogólnej ocenie wydawały się dużo bardziej obiektywne.

Wychowywana przez ojca Roxana z początku nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Zachowująca się, jak lalka Barbie kobieta dopiero w trakcie trwania programu ujawniła wszystkim swoje prawdziwe oblicze i fakt, iż posiada prawdziwie ludzkie uczucia.

Karolina w moim odczuciu od samego początku była osobą, która w 100% poświeciła się swojemu dziecku. W sposób odpowiedzialny i stateczny walczyła o jak najlepszy byt dla swojej córki Laury. Dzięki programowi zrozumiała bardzo wiele, a co najważniejsze zyskała przyjaciółkę.

Jeśli zaś chodzi o Kaśkę i Bożenkę, to aż brak mi słów. Chyba nie było w książce takiego momentu, w którym bym im współczuła. Skoro kariera i coraz to nowi mężczyźni są ważniejsi od dzieci... No to przepraszam bardzo. Rozumiem, że nie każdemu się w życiu układa ale któreś z kolei usuwanie ciąży jest dla mnie nie do pomyślenia.

Ogólnie rzecz biorąc książkę czytało się szybko i przyjemnie. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż takiej reakcji mojego organizmu na nią. Będąc na samym końcu lektury wręcz żałowałam, iż nie posiada ona kolejnych kilkuset stron.
Swoją drogą zarówno w epilogu Roxany, jak i Karoliny widniało kuszące "cdn."... Czyżby autorki planowały kontynuację? Mam nadzieję, że tak!




Wydawnictwo Papierowy Motyl, maj 2010
ISBN: 978-83-62222-05-6

Liczba stron: 210
Ocena: 7/10

środa, 8 września 2010

Ewa Grocholska - Paryska pokojówka

Autor: Ewa Grocholska
Tytuł: Paryska pokojówka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 368




Opis: Prawdziwa historia Polek, które ruszają na podbój Paryża.

Druga połowa lat 70. Agnieszka, studentka ASP, dostaje upragniony paszport i wraz z koleżankami wyjeżdża do Paryża. Dziewczyny chcą zarobić dużo pieniędzy, jak najwięcej zobaczyć i dobrze się zabawić. Okazuje się, ze praca pokojówki w Sheratonie nie daje takich szans. Próbują więc porzucić nudne zajęcie i zostać ulicznymi malarkami. Nie jest jednak łatwo przestać być paryską pokojówką. Ich życie diametralnie się zmienia. Poznają ludzi, Paryż, jego ciemne i jasne strony. Niebawem okazuje się, że niektóre znajomości były zawierane zbyt pochopnie, a decyzje podejmowane zbyt szybko.


Recenzja: Francja jest przepięknym krajem, do którego czuję sentyment już od paru ładnych lat. Nie chodzi mi tu jedynie o krajobraz tego państwa i jego architekturę ale także o ludzi składających na tamtejszy naród. Podczas moich dwóch wizyt - które średnio trwały po miesiącu - w ogóle nie spotkałam się z ludźmi odnoszącymi się do siebie nawzajem bez należytego szacunku. Nie ważne, czy były to sporne sytuacje na rynku, czy też na drodze. Jeśli już miałam do czynienia z zachowaniami zasługującymi na naganę, to wypływały one ze stron mniejszości kulturowych. Jedyne co nie podobało mi się podczas pobytu na południu Francji, to fakt, iż co rusz musiałyśmy uważać na dzieci. Nie wiem na ile było w tym prawdy ale podobno Arabowie mają w zwyczaju porywać maluchy o blond włosach. W szczegóły nie wnikałam, ponieważ na tamtą chwilę nie miałam takiej potrzeby. Osobiście odebrałam tamten naród za bardzo serdeczny i otwarty na innych. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni są w stosunku do innych osób uprzejmi i wspólnie zajmują się swoimi pociechami. Z tego co zauważyłam określenie "pan"/"pani" istnieje tam jedynie w formie grzecznościowej. Jeśli ktoś kogoś poznaję, to automatycznie przechodzi się z nim na "ty". Różnica wiekowa nie ma przy tym żadnego znaczenia.

Podobne odczucia w stosunku do narodu francuskiego miały główne bohaterki powieści Ewy Grocholskiej - Agnieszka i Ewa. Dziewczyny odwiedziły Paryż, by wspólnymi siłami czerpać z życia to co najlepsze, a przy okazji by zarobić trochę pieniędzy na swoje utrzymanie. Podczas pobytu na obczyźnie nie przywiązują zbyt dużej uwagi do spraw materialnych. Przecież to nie one były głównym powodem wyjazdu młodych kobiet.

Mieszkając w Paryżu bohaterki poznały wielu życzliwych ludzi zarówno w kręgu Francuzów, jak i Polaków. Wolny czas spędzały w towarzystwie swoim i nowo poznanych przyjaciół. Bawiły się świetnie, chociaż nie tylko takie chwile zapamiętały z pobytu za granicą.

Niejednokrotnie mając styczność z literaturą opowiadającą o wyznawcach islamu cieszyłam się, że Agnieszka z Ewa nie zdecydowały się na stałe związać z muzułmanami. Szczerze mówiąc nie potrafię sobie nawet wyobrazić tej dwójki w takiej życiowej sytuacji. Minusową dla dziewczyn sytuacją była także ta, w której zostały one zatrzymane przez policję za palowanie portretów na ulicy.

Szczerze mówiąc zazdroszczę dziewczynom takiego wyjazdu. Podróże są dla młodych ludzi czymś niezwykle ważnym i jestem tego zdania, że każdy z nas powinien się uczyć na swoich błędach. Nie możemy przecież do końca życia ukrywać się za maminą spódnicą. Z każdej wykonywanej czynności powinno się czerpać przyjemność, a innymi nie należy się w niektórych sytuacjach przejmować. Z tych właśnie względów uważam, iż naprawdę warto jest przeczytać "Paryską pokojówkę". Nie dość, że książka sprawia wielką przyjemność poprzez samo zagłębienie się w lekturze ale także po przeczytaniu jej człowiek staje się bogatszy duchowo i być może mądrzejszy.

Ewa Grocholska w moim odczuciu wykonała kawał dobrej roboty. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać coś co wypłynęło spod jej pióra. Swoją drogą natchniona tym dziełem zastanawiam się, czy nie zmienić czasem planów na kolejne wakacje. Możliwości z koleżanką mamy, a język się najwyżej doszlifuje...



Moja ocena: 7/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy