Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Lingas-Łoniewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Lingas-Łoniewska. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska - W szpilkackach od Manolo

Agnieszka Lingas-Łoniewska niewątpliwie należy do grona polskich autorek, które swojego czasu rozkochały mnie w sobie do granic swoich możliwości. Do tej pory zdarza mi się drżeć na samo wspomnienie powieści takich jak: "Bez przebaczenia", "Zakrętów losu", czy też "Szóstego", bo choć od momentu przeczytania ich przeze mnie minęło już co najmniej kilka lat, nie sądzę, by pisarce kiedykolwiek udało się pobić ich fenomen. Przekonałam się o tym już w chwili, gdy pełna oczekiwania sięgałam po coraz to nowsze powieści autorki i nagle okazywało się, że pomimo jej najszczerszych chęci i wielu godzin spędzonych przy komputerze, Agnieszce Lingas-Łoniewskiej nie udało się utrzymać wysokiego poziomu, a chciałoby się nawet powiedzieć, że spadł on o co najmniej kilka stopni.

"W szpilkach od Malonolo" opowiada czytelnikom historię trzydziestopięcioletniej Liliany, ponad wszystko inne ubóstwiającej koty, niebotycznie wysokie szpilki, a także swoje ukochane auto. Do szczęścia tak naprawdę brakuje jej już tylko przystojnego mężczyzny i odrobiny odpoczynku od wymagającej pracy w korporacji, będącej niczym innym jak podkręconym do maksimum wyścigiem szczurów. Kobieta nigdy by się więc nie spodziewała, że jej życie już wkrótce zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni, a całość tej przygody rozpocznie się na służbowym parkingu. Prowodyrem zamieszania okaże się jak zwykle wyglądający niczym młody bóg osobnik płci męskiej i nie obędzie się bez wielkiej irytacji bohaterki jego osobą, która w trakcie przerodzi się w naprawdę namiętną i szaloną miłość do grobowej deski...

Po lekturze tej powieści nie oczekiwałam niczego szczególnego. Pragnęłam jedynie spędzić miło czas w towarzystwie lekkiej i niezobowiązującej historii. Nie musiała ona wcale poruszać tematyki ambitnej, byłabym usatysfakcjonowana z przyzwoicie napisanego romansu. Tymczasem schemat gonił schemat i na dobrą sprawę mogłabym tej powieści nie czytać, bo każdy szanujący się czytelnik byłby w stanie przewidzieć większość następujących po sobie wydarzeń. Banalne w niej było totalnie wszystko: począwszy od nadopiekuńczej mamusi i zwariowanych przyjaciółeczek, a skończywszy na przyjacielu homoseksualiście, który pojawia się w większości tego typu pozycjach wydawniczych. Jestem wściekła na autorkę, że zdecydowała oddać się do druku taką miernotę, choć pewnie sama pisarka zdawała sobie sprawę z tego, iż stać ją było na o wiele więcej. Od kilku dni staram się znaleźć pozytywne cechy, którymi mogłabym opisać tę książkę, jednak żaden sensowny nie przychodzi mi do głowy. No może oprócz tego, że całość tej historii czytało się niezwykle szybko, więc nie miałam okazji, by rozwodzić się nad poszczególnymi wątkami i tym samym nie dane mi było odnaleźć kolejnych minusów. 

"W szpilkach od Manolo" najchętniej nie polecałabym nikomu, ponieważ nie mam w zwyczaju życzyć komuś tego co mi samej do gustu nie przypadło. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że Agnieszka Lingas-Łoniewska posiada rzeszę wiernych fanów i im ta pozycja z całą pewnością się spodoba. Osobiście nie żałuję czasu, który poświęciłam na zapoznanie się z tą pozycją literacką, jednak w chwili obecnej już wiem, że powinnam podchodzić do twórczości tej autorki z dużym dystansem. Intrygujący wydaje się być również fakt, że każdy pisarz, z każdą kolejną napisaną książką, powinien się coraz bardziej rozwijać, a w tym przypadku mam nieodparte wrażenie, że jest zupełnie na odwrót. Na dniach postaram się opublikować opinię na temat pierwszego tomu "Łatwopalnych" i przekonacie się, że niski poziom historii Liliany nie jest odosobnionym przypadkiem. W wolnej chwili postaram się również nadrobić zaległości czytelnicze i sięgnąć po dalsze tomy "Łatwopalnych", ale i również "Szukaj mnie wśród lawendy". Mam nadzieję, że okażą się one o wiele lepsze pod względem jakości i będę miała do czynienia z dużą ilością mieszaniny różnych uczuć. Tymczasem wracam do swoich obowiązków...

Moja ocena: 3/10

wtorek, 15 kwietnia 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Brudny świat

Agnieszka Lingas-Łoniewska to utalentowana polska autorka, która posiada na swoim koncie imponujący dorobek literacki. Pamiętam czasy, gdy z wielką niecierpliwością oczekiwałam kolejnych premier jej powieści, ponieważ byłam pewna, że pisarka zabierze mnie w kolejną fantastyczną podróż i ani przez chwilę nie pożałuję czasu, który przeznaczę na przeczytanie kolejnego tekstu. Od tamtego czasu minęło wiele miesięcy i choć nadal staram się czytać książki napisane przez Agnieszkę, odczuwam coraz większe rozczarowanie i pustkę. Jestem świadoma tego, że utrzymanie w tej dziedzinie naprawdę wysokiego poziomu jest niezwykle trudne, a "Zakręty losu" niewątpliwie zawyżyły jej poprzeczkę, jednak to już nawet nie chodzi o sam pomysł na napisanie powieści, a o nieustającą chęć rozwoju i głębi wypływającej z tworzonej przez siebie literatury. "W szpilkach od Manolo" i "Łatwopalnych" niestety tego zabrakło. Z tego właśnie powodu obawiałam spotkania z kolejną pozycją literacką, która wypłynęła spod pióra Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Czy w moim odczuciu "Brudny świat" uratował honor autorki i sprawił, że spędziłam miło czas w towarzystwie Kati i Tommy'ego? Jakie są moje przemyślenia po zapoznaniu się z miłosnymi perypetiami wielkiej gwiazdy rocka i jego współpracownicy? Czy warto jest poświęcić jej odrobinę wolnego czasu?

Wydaje mi się, że opisywanie fabuły tej książki jest całkowicie zbędne, ponieważ mogłabym go zawszeć w zaledwie kilku zdaniach. Polska autorka zdecydowała się na napisanie klasycznego fan fiction, które ukazuje czytelnikom magię uczucia, które połączyło wokalistę jednego z najbardziej pożądanych zespołów na świecie i prostą dziewczynę. Szczerze? Czytałam w swoim życiu co najmniej kilkadziesiąt tego typu historii. "Brudny świat" różni się od nich jedynie tym, że nim zainteresowało się jakieś wydawnictwo i w sposób profesjonalny zabrano się za jego obróbkę. Istotnym faktem wydaje się być również to, że tego typu teksty w większości przypadków tworzone są przez nastolatki, które niewiele jeszcze wiedzą o życiu. Agnieszka Lingas-Łoniewska poznała go o wiele lepiej, a dzięki temu mogła pozwolić sobie na dość ostre operowanie słownictwem, a także życiem swoich bohaterów. Czasami warto jest postawić wszystko na jedną kartę i najprościej w świecie zaszaleć. Obserwując polski rynek wydawniczy mam wrażenie, że autorzy zagubili gdzieś swoją spontaniczność i pasję. W chwili obecnej coraz większa część z nich ulega presji czasu i zamiast wysokopoziomowych książek, czytelnicy otrzymują do czytania ochłapy, które w żadnej innej sytuacji nigdy by nie powstały. Dlaczego więc dajemy na to swoje przyzwolenie?

Pomimo tego, że w trakcie czytania wyłapałam kilka mankamentów "Brudny świat" wybronił się tym co przemawiało na jego korzyść. Jestem pewna, że spory udział w tym wszystkim miał fakt, iż omawiana w dniu dzisiejszym lektura powstała bardzo dawno temu, a więc autorce nie towarzyszyła presja z zewnątrz. Może to wydawać się dziwne, ale widać to niemalże w każdym zdaniu tej książki. Tym bardziej jestem wściekła na Agnieszkę Lingas-Łoniewską, że w najnowszych swoich powieściach zatraciła swoje prawdziwe ja i wszystko to co sprawia jej naprawdę wiele przyjemności. Dzięki tej powieści przypomniałam sobie emocje, które towarzyszyły mi w trakcie zapoznawania się z "Bez przebaczenia" i nie mogłam się od niej oderwać, aż do ostatniej przeczytanej strony. Oczywiście nie wszystkie elementy tej pozycji literackiej przypadły mi do gustu, a o jeden konkretny jestem wręcz wściekła. Chodzi mi tu mianowicie o postać Jimo i choroby, która towarzyszyła mu od około drugiego roku życia. Zdaję sobie sprawę z tego, że powoli staję się monotematyczna, jednak nic tak bardzo nie wyprowadza mnie z równowagi, jak poruszanie w swoich tekstach poważnych tematów bez zdobycia odpowiedniej wiedzy w tym zakresie. Tym bardziej, że zaburzenie o którym mowa w całości tej powieści posiada swoją nazwę i mówi o nim co najmniej kilku specjalistów. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a już na pewno problem z mową nie bierze się znikąd i nie jest to w obecnych czasach żadną nowością. Agnieszka Lingas-Łoniewska potraktowała to po macoszemu i muszę przyznać, że odczuwam w tym zakresie naprawdę wielki niedosyt, a wystarczyłoby naprawdę niewiele, by w pełni zadowolić swoich czytelników.


Swoją drogą zastanawiam się nad specjalizacją pracownika służby zdrowia, do którego udawała się Kati wraz ze swoim synem. Pisarka nie udzieliła nam na temat żadnych informacji, a szczerze powiedziawszy byłabym tym bardzo zainteresowana. Istnieje kilka możliwych opcji w tym zakresie, jednak do chwili obecnej pozostają one dla mnie zwykłymi przypuszczeniami. Najchętniej postawiłabym tutaj na logopedę (lub neurologopedę), ale oni z kolei nie posiadają uprawnień, by można ich było tytułować w ten właśnie sposób. Pisanie na czuja w wielu przypadkach nie popłaca. Najczęściej ma to miejsce w przypadkach, gdy czytelnik odczekuje od książki czegoś więcej, niż niezobowiązującej lektury do poduszki. Tego typu utwory najczęściej nie poruszają nawet tak poważnych tematów, jak miało to miejsce w "Brudnym świecie". Zdaję sobie sprawę z tego, że osoba Jimo stanowiła poniekąd wątek poboczny, jednak mimo wszystko powinno się przyłożyć do tego co się tworzy. Tym bardziej, że powieść ta została wydana w Polsce kilka lat po swojej premierze w USA i autorka miała naprawdę sporo czasu, by popracować nad wszystkimi niedociągnięciami. Być może są to tylko moje prywatne fanaberie z racji wyuczonego zawodu i nikt prócz mnie tego nawet nie zauważył. Oczywiście to nie zmienia faktu, że całość tej pozycji literackiej czytało się naprawdę dobrze i wielu przypadkach byłam w stanie wczuć się w sytuację głównych bohaterów. Każdy z nich dźwigał na swoich barkach bagaż doświadczeń, jednak wspólnymi siłami udawało im się stworzyć coś pięknego.

"Brudny świat" chciałabym polecić fankom twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Niewątpliwie jest to jedna z lepszych książek tej autorki i aż żałuję, że utwory, które nie tak dawno miałam w swoich rękach, nie są nawet w połowie tak dobrze napisane, jak historia Tommy'ego i Kati. Jestem pewna, że spotkanie z tą powieścią okaże się dla czytelników naprawdę fajnym doświadczeniem i wciąż będziecie mieli ochotę na więcej. Na sam koniec przyczepie się jeszcze tylko do przewidywalności, którą dość wyraźnie obserwujemy przez ostatnich kilkadziesiąt stron tej powieści. Co prawda zakończenie tej pozycji literackiej mnie usatysfakcjonowało, jednak już od jakiegoś czasu było wiadomo, że tak to właśnie będzie wyglądać. Nie mówiąc już o tym, że wszyscy twórcy fan fiction mają okropną manierę do parowania wszystkich członków zespołu. Z kim? Przekonacie się o tym, gdy sami sięgniecie po debiut polskiej pisarki.

Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 26 listopada 2012

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Zakręty losu. Historia Lukasa

Mam wrażenie, że podeszłam do tej książki zbyt osobiście. Co prawda spodziewałam się po niej dość nietuzinkowej historii, która w bardzo krótkim czasie ujawni mi sekret swojego fenomenu, jednak ani przez moment nie sądziłam, że maja dalsza egzystencja będzie od niej aż tak uzależniona. Kto by przypuszczał, że będzie mnie ona kosztować aż tyle emocji i łez, które wylałam czytając o tych wszystkich niegodziwościach. O dziwo nie dotyczyły one postępowania głównego bohatera, a wydarzeń, które pośrednio do nich doprowadziły. 

Łukasz Borowski to na pozór zwyczajny nastolatek, który urodził się w zamożnej rodzinie prawników. Nikt by się nie spodziewał, że w przyszłości stanie się on jednym z najgroźniejszych gangsterów w Polsce i będzie miał wpływ nad setkami ludzi, którzy będą liczyć się z jego zdaniem. Zanim jednak do tego doszło, główny bohater był piątkowym uczniem, który nie mając innego wyjścia, starał się spełnić oczekiwania swojego ojca. Mężczyzna wydawał się nie rozumieć potrzeb swojego syna i okazywał mu to niemalże na każdym kroku. Borowskiego nie interesowały pasje Łukasza, najważniejsze bowiem było to aby w przyszłości dostał się na studia prawnicze i skończył je z zadowalającymi go wynikami. Po jednej z takich kłótni nastolatek udaje się do klubu, który raz na zawsze odmieni jego dotychczasowe życie...

Co tu dużo gadać... Łukasza Borowskiego uwielbiam od czasu, gdy ponad dwa lata temu miałam okazję zapoznać się z pierwszym tomem "Zakrętów losu". To właśnie jego postać umożliwiła mi nieco inne spojrzenie na wiele spraw, które dotychczas stanowiły dla mnie czarną magię. Być może i był on kawałem skurczybyka i niezbyt przyjemnie obcowało się w jego towarzystwie, jednak dla mnie okazał on się postacią, która wzbudziła we mnie wiele pozytywnych uczuć. Już od pierwszych stron byłam zła na ludzi, którzy przyczynili się do narodzin Lukasa. Lukasa, który mimo przeciwności losu nie wyzbył się swojego człowieczeństwa. Tak naprawdę nigdy mu to nie wyszło, choć starał się być zimnym i bezwzględnym draniem przez większość swojego czasu. Jeszcze teraz mam ochotę udusić osoby, które popchnęły go na niebezpieczną ścieżkę jaką jest handel narkotykami. Czasami się zastanawiam, czy matka tego mężczyzny nie mogła się przeciwstawić mężowi, który był całkowicie zaślepiony swoimi ambicjami i nie chciał słuchać racjonalnych argumentów swojego syna?

Agnieszka Lingas-Łoniewska za stworzenie tak realistycznej i zarazem poruszającej powieści, powinna otrzymać porządnego klapsa w tyłek. Mam nieodparte wrażenie, że jest to jak na razie jej najlepsza książka i jeszcze przez bardzo długi czas taką pozostanie. Nie chodzi mi tu oczywiście o sam fakt, że głównym bohaterem tego utworu jest Łukasz 'Lukas' Borowski, którego ubóstwiam już od dłuższego czasu. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z powieścią, która w tak sugestywny sposób kierowałaby moimi uczuciami. Mam wrażenie, że odebrałam ją nieco inaczej, niż reszta czytelników. Nie do końca rozumiem uczucia, które towarzyszyły mi podczas jej poznawania, jednak już teraz wiem, że Łukasz jest postacią, którą strasznie chciałabym poznać i bardzo żałuję, że tak się jednak nie stanie. Sprzeczności, który były w nim od samego początku, a także jego wewnętrzna siła i poczucie sprawiedliwości, okazały się czymś naprawdę godnym uwagi. Wielka szkoda, że to już koniec przygody, którą było mi dane przeżyć wspólnie z tym mężczyzną.

"Zakręty losu. Historia Lukasa" to powieść, która opowiada swoim czytelnikom historię życia człowieka, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Wydaje mi się, że ścieżka na którą wkroczył Łukasz Borowski to w rzeczywistości próba zwrócenia na siebie uwagi ojca, który widział w swoim dziecku zupełnie kogoś innego. Oczywiście nie czyni go to niewinnym, jednak nie pozostaje też zupełnie bez znaczenia. Myślę, że właśnie z tego powodu warto jest sięgnąć po lekturę tej powieści. Jestem strasznie ciekawa, jak odbierzecie wydarzenia, które mają w niej miejsce. Osobiście spodziewałam się nieco więcej przemocy, choć  i tak było jej całkiem sporo... Jestem ciekawa Waszych opinii.

Wyd. Novae Res, październik 2012
ISBN: 978-83-7722-475-5
Liczba stron: 320
Ocena: 9/10


Książkę możecie kupić na: 

niedziela, 4 listopada 2012

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Zakręty losu. Braterstwo krwi

Strasznie nie lubię oceniać książek po okładce, a ta wydawała mi się do tej pory jedną z brzydszych, które dane mi było zobaczyć w swoim życiu. Zbyt mocno przywiązałam się do pierwotnej grafiki, która w moim mniemaniu była o wiele bardziej atrakcyjna. Drżącymi rękoma otwierałam kopertę z "Braterstwem krwi" i gdy okazało się, że w rzeczywistości wygląda o niebo lepiej, niż na zdjęciach, nie posiadałam się ze szczęścia, chociaż do ideału zabrakło jej całkiem sporo.

"Zakręty losu. Braterstwo krwi" to kontynuacja powieści, która opowiada swoim czytelnikom historię miłości Katarzyny i Krzysztofa Borowskich. Główni bohaterowie przeżyli w swoim życiu wiele przeciwności losu, które były ściśle związane z Lukasem - starszym bratem Krzyśka i zarazem wysoko ustawionym bossem mafii, którego nie interesują uczucia innych osób... Tym razem Borowscy muszą poradzić sobie z bandytami, którzy postanowili upomnieć się o to o straty, których się przez nich nabawili. Krzysiek chcąc bronić swojej rodziny, ukrywa przed swoją żoną prawdę, która zbliża się do nich wielkimi krokami. Niespodziewanie we Wrocławiu pojawia się również Łukasz, który po porozumieniu z policją wraca do gry. Posiadając nową tożsamość dąży do tego, aby raz na zawsze pozamykać wszystkie sprawy, które od wielu lat nie dają mu spokoju. Niespodziewanie w jego życiu pojawia się kobieta, która raz na zawsze zmienia jego spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość. Czy uda im się osiągnąć postawione sobie cele? Jakie zakręty losu będą musieli pokonać, aby osiągnąć spokój, którego tak bardzo pragną?

Muszę przyznać, że spodziewałam się po tej książce zupełnie czegoś innego. Spodziewałam się tego, że autorka mile mnie zaskoczy, jednak nie wiedziałam, że zrobi to ona w tak przyjemny sposób. Co prawda sam początek wyszedł autorce dość średnio, ale po przekroczeniu pięćdziesiątej strony, akcja nabrała tempa i pozostało tak już do samego końca. Ciągle coś się działo i nie sposób było się w jakikolwiek sposób nudzić. Po raz kolejny zarwała połowę nocy, chociaż obiecywałam sobie, że będę sobie dawkowała emocje, które przyjdzie mi przeżywać w tracie zapoznawania się z tym utworem. Niestety bardzo szybko okazało się to totalnie nie możliwe i pochłonęłam lekturę tej powieści w dosłownie kilka godzin. O drugiej w nocy strasznie żałowałam, że nie mam przy sobie kolejnego tomu tego cyklu, który otworzyłby przede mnie pełen obraz historii Lukasa, który w dalszym ciągu pozostaje moim ulubionym bohaterem. Coś jest w tym mężczyźnie, że strasznie mnie do niego ciągnie.

"Zakręty losu. Braterstwo krwi" to książka, w której wątki sensacyjne przeważają nad romantycznymi. Autorka w dalszym ciągu kładzie duży nacisk na uczucia, których i w tej części nie brakuje, jednak znacznie więcej czasu poświęca na ukazanie czytelnikom problemów, z którymi nieustannie borykają się bohaterowie tej powieści. W całości utworu jest ich naprawdę wiele i muszę przyznać, że to właśnie one wzbudziły we mnie najwięcej emocji. Jeszcze do tej pory jestem wstrząśnięta niektórymi wydarzeniami i nie jestem w stanie pojąć tego, jak można być aż tak podłym w stosunku do drugiego człowieka. Jak działa nasz system prawny, że większość tych niegodziwości bardzo często bywa bezkarna. Na własnej skórze przekonała się o tym jedna z bohaterek tej książki. To zadziwiające do jakich nieszczęść są w stanie doprowadzić mężczyźni. Czy bogactwo upoważnia ich do poniżania kobiet i traktowania w sposób przedmiotowy? Agnieszka Lingas-Łoniewska napisała naprawdę fajną powieść i aż żałuję, że mam już ją za sobą. Po dość średnim "W zapomnieniu" po raz kolejny zostałam mile zaskoczona i mam nadzieję, że już niedługo będę miała okazję sięgnąć po "Zakręty losu. Historia Lukasa". Coś mi się wydaje, że pochłonę ją jeszcze szybciej, niż poprzednie części tej serii. Oczekuje tego momentu z wielką niecierpliwością, a osoby lubiące twórczość tej autorki, zachęcam do szybkiego nadrobienia zaległości czytelniczych.

Wydawnictwo Novae Res, październik 2012
ISBN: 978-83-7722-474-8
Liczba stron: 326
Ocena: 7/10 


Książkę możecie kupić na: 

wtorek, 5 czerwca 2012

Agnieszka Lingas-Łoniewska - W zapomnieniu

Agnieszka Lingas-Łoniewska zajmuje się literaturą, która łączy w sobie motywy zarówno sensacyjne, jak i romantyczne. Wrocławianka kochająca zwierzaki, Wiithin Temptation i jeszcze kilka ostrzejszych dźwięków. Lubiąca zwariowanych ludzi, nienawidząca obłudy i wylewania jadu. Ekstrawertyczka, czasami poddająca się depresji... Ale na krótko... na szczęście dla depresji.

Muszę przyznać, że na najnowszą powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, czekałam od dłuższego czasu. Bardzo cenię sobie jej twórczość już od przeszło dwóch lat i wszystko wskazywałoby na to, że nic się w tej kwestii nie zmieni. Nigdy bym się nie spodziewała, że perquel ubóstwianej przeze mnie książki pt. "Szósty" rozczaruje mnie do tego stopnia, że przez dłuższą chwilę zastanawiałam się nad tym, czy aby na pewno sięgnęłam po właściwy utwór. Zacznijmy jednak od samego początku tej historii.

Magda Lasocka to dwudziestopięcioletnia pani pedagog, która po ukończeniu studiów, postanawia wrócić do rodzinnego miasteczka. Po podjęciu pracy w miejscowej szkole, kobieta zaczyna doprowadzać do porządku mieszkanie, które odziedziczyła ona po ukochanej babci. Nigdy by się jednak nie spodziewała, że w owym pomieszczeniu przeżyje ona wiele cudownych chwil, które na zawsze zmienią jej dotychczasowe życie. Od momentu, w którym w Wałbrzychu pojawiła się Ona, Michał Langer nie był w stanie pozbierać swoich myśli. Przy niej wszystko wydawało by się być takie proste i niepowtarzalne. Niestety rzeczywistość miała dla niego inne zadanie. Czy mężczyźnie uda się zerwać z nielegalnym biznesem? Czy związek Magdy i Majkiego da radę przetrwać? Jaką rolę w tym wszystkim posiada na pozór życzliwa Wioletta? 

"W zapomnieniu" to powieść, która niewątpliwie wciąga swoich czytelników i nie pozwala im oderwać od siebie, aż do ostatniej nie przeczytanej strony. Pod tym względem zupełnie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o moje zdanie na temat twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Stosunkowo rzadko zdarza mi się sięgać po książki, które w tak doskonały sposób uzależniłyby mnie od siebie i sprawiły, że mogłabym je czytać w nieskończoność. Bohaterowie tworzeniu przez polską pisarkę są zazwyczaj niezwykle barwne, a moją szczególną uwagę zajmują Ci, którzy na swój sposób ukazują nam swój charakter. Tak właśnie było w przypadku Lukasa z "Zakrętów losu", Piotra z "Bez przebaczenia", czy też Aleksa z "Zakładu o miłość". Każda z tych postaci zauroczyła mnie w sobie i nie pozwoliła o sobie nie myśleć. Taki stan rzeczy trwał jeszcze przez wiele dni po przeczytaniu każdej z lektur, a Łukasz Borowski na zawsze wpisał się do kanonu moich ulubionych bohaterów. 

Gdy sięgałam po historię miłości Magdaleny Lasockiej i Michała Langera miałam nadzieję, że na zawsze odmieni ona moje patrzenie na świat. Spodziewałam się intensywnego i długotrwałego zwalenia z nóg, które będę odczuwała przez długi czas po zakończeniu lektury. Miałam wielką nadzieję, iż główny bohater okaże się z gangsterem z wielkiego zdarzenia. Niewykluczone, że był nim przez te wszystkie lata, gdy blondynka zajęta była ukończeniem studiów, jednak w trakcie zapoznania się tą książką, nie odczułam tego ani przez chwilę. Na samym początku historii, wydawałoby się, że wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. Mężczyzna sprawia wrażenie niebezpiecznego, dość agresywnie zachowuje się w stosunku do swojego młodszego brata, a także trudni się w dość tajemniczym zawodzie. Niestety z chwilą, gdy zaczyna on coś czuć do Magdy, cała ta otoczka pęka niczym bańka mydlana. Żałowałam tego od samego początku i choć w trakcie trwania utworu, główny bohater co rusz łamał obietnice dane swojej ukochanej, to był przy tym strasznie zniewieściały i niekonsekwentny. 

Postać Michała Langera jest o tyle ciekawa, że przedstawia nam ona losy mężczyzny, który w dość młodym wieku, musiał zająć się wychowywaniem swojego młodszego brata. Ku zaskoczeniu większości czytelników, mógł on liczyć jedynie na pomoc sąsiadki, która starała się jak mogła, byleby tylko wiązali koniec z końcem. Byli oni bowiem na świecie zupełnie sami, jeśli nie liczyć ojca, który odsiadywał wyrok za zabójstwo matki swoich synów. Z biegiem czasu Majki zaczął zadawać się z ludźmi, którzy umożliwili mu spory i szybki zarobek. Od tamtej pory zdążył już sobie wypracować dobrą reputację wśród osób, z którymi robił interesy. 

W całości utworu strasznie męczył mnie fakt, że wiele wydarzeń, o których miałam okazję czytać było strasznie schematycznych. Zjawisko to wezbrało na sile, gdy główny bohater obiecał ukochanej, że już nigdy więcej nie będzie się zajmował lewymi interesami. Co rusz byliśmy świadkami  sytuacji, w których Michał okłamywał Magdę, a następnie przepraszał ją słowami, które momentami były zbyt cukierkowe, by po kilku seriach wymiany zdań, wreszcie się pogodzić. Nie minęło jednak kilka stron, a sytuacja się powtarzała i tak, aż do niemalże samego końca. Drobnym urozmaiceniem zaistniałej sytuacji była osoba kuratora, który sprawował pieczę na Majkim w sprawie opieki nam Marcinem. Jacek Żmudziński oczywiście zakochał się w głównej bohaterce, jednak równie szybko z owej miłości zrezygnował. Wielka szkoda, ponieważ pragnęłam aby ktoś wreszcie rozruszał to towarzystwo. Musiałam jednak pocieszyć się otrzymywanymi przez Magdę kwiatami.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że zbyt wiele oczekiwałam od tej książki. Spodziewałam się po niej bowiem wątków kryminalno-sensacyjnych, które zabarwione by zostały delikatną nutą romantyzmu i wielkiego uczucia. Tymczasem rzeczywistość okazała się być zupełnie odmienna i bardzo z tego powodu ubolewam. Nie mówię oczywiście, że tak książka jest zła i nie może się podobać czytelnikom. Uważam ją jednak za najsłabszą wśród tych, które do tej pory wypłynęły spod pióra Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. W wolnej chwili postaram się sprawdzić niektóre fakty z życia głównych bohaterów, w najnowszym wydaniu "Szóstego". Niestety podczas czytania "W zapomnieniu" zauważyłam kilka błędów rzeczowych, które nie zgadzają się z pierwszym wydaniem kontynuacji tej powieści. Podobno nastąpiło w niej sporo zmian i sama nie wiem, co na ten temat myśleć. Moim zdaniem aż tak te wersje nie powinny się różnić. Tym bardziej, że wiele osób zakupuje jedną książkę na całe życie i nie będzie co rusz wymieniał prywatnego egzemplarza danej powieści... Zanim jednak rozpocznę rozważania na ten temat, na wszelki wypadek zapoznam się z drugą wersją "Szóstego".

Wydawnictwo Novae Res, maj 2012
ISBN: 978-83-7722-395-6
Liczba stron: 340
Ocena: 6/10

sobota, 12 listopada 2011

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Zakład o miłość

Agnieszka Lingas-Łoniewska zajmuje się literaturą, która łączy w sobie motywy zarówno sensacyjne, jak i romantyczne. Wrocławianka kochająca zwierzaki, Wiithin Temptation i jeszcze kilka ostrzejszych dźwięków. Lubiąca zwariowanych ludzi, nienawidząca obłudy i wylewania jadu. Ekstrawertyczka, czasami poddająca się depresji... Ale na krótko... na szczęście dla depresji.

"Zakład o miłość" przedstawia swoim czytelnikom historię dwudziestoczteroletniej kobiety, która posiada w życiu niemalże wszystko. Pracując w rodzinnej firmie kształci się w odpowiednio dobranym kierunku, a w wolnej chwili spędza czas z narzeczonym. Mija czas, a termin ślubu Sylwii i Marcela zbliża się nieubłaganie. Korzystając z okazji, że dwudziestoośmioletni mężczyzna wyjechał w delegację, przyjaciółki głównej bohaterki postanowiły zabrać ją na imprezę, która miała być czymś na wzór wieczora panieńskiego. To właśnie tam Sylwia spotyka Aleksa, który mimo swojego dziwnego usposobienia, imponuje jej i sprawia, że nie może o nim zapomnieć ani przez chwilę. Co kryje w sobie ten tajemniczy mężczyzna? 

Muszę przyznać, że jeszcze do tej pory nie jestem w stanie ocenić książki, która wywołała we mnie tak wiele emocji. Agnieszka Lingas-Łoniewska po raz kolejny udowodniła nam, że pisane przez nią powieści sprawiają, iż prędzej czy później czytelników dopada bezlitosne uczucie próżni, które nie pozwala im na wyzwolenie się i powrócenie do względnie normalnego funkcjonowania.  Być może wszystko wyglądało by inaczej, gdyby omawiana w dniu dzisiejszym pozycja literacka posiadała całą gamę cech wspólnych, które nieustannie pojawiały się w poprzednich publikacjach autorki, a mianowicie w "Bez przebaczenia" i "Zakrętach losu". We wspomnianych wyżej publikacjach historie przebiegały według określonego odgórnie schematu, który był do siebie bardzo podobny. Obawiałam się, że i tym razem będzie tak samo, a tego bym już chyba nie zniosła.

Dość trafnym posunięciem było stworzenie rodziny, która - mimo współczesnych zasad postępowania - w dalszym ciągu opierała się na rodzinnych tradycjach. Kujawczakowie z pokolenia na pokolenie dbali o to, by w ich progach znajdowały się osoby, które w ciągu swojego życia nauczą się wielu norm postępowania, a w przyszłości przejmą także firmę, która nieustannie będzie się piąć w górę. W takich właśnie warunkach wychowała się główna bohaterka. Przez dwadzieścia cztery lata swojej egzystencji nie była w stanie podjąć decyzji, która w pełni by ją satysfakcjonowała. Od wielu miesięcy kształciła się w kierunku, który wybrał dla niej ojciec i w zasadzie nie miała nic na ten temat do powiedzenia. Dom, w którym spędziła dzieciństwo i okres młodzieńczy nauczył ją bowiem tylko jednego - spełniać oczekiwania jakie niesie za sobą dziedzictwo jej rodu. Dopiero spotkanie z Cichockim nauczyło ją cieszyć się każdą napotkaną chwilą. To dzięki niemu wszystko potoczyło się w takim, a nie innym kierunku...

Być może stworzona przez Agnieszkę historia jest przewidywalna i pojawiała się na łamach wielu filmów, jednak z biegiem czasu okazuje się, że pomimo tych wszystkich czynników, nie jesteśmy w stanie przejść obok niej obojętnie. Przez większość powieści miałam wrażenie, że lektura nie wciągnie mnie i przeżyje swojego rodzaju zawód. Z drugiej strony autorka posługiwała się również bogatszym słownictwem i zapoznanie się z "Zakładem o miłość" nie był już tak przelotny. Dzięki niemu owy romans okazał się być dziełem bardziej ambitnym, niż potencjalne czytadło, których zawsze pełno. Niezmiernie się z tego cieszę i mam nadzieję, że już niedługo spotkam na swojej drodze kolejnego bohatera stworzonego przez AgnesScorpio, który wywoła we mnie tak silne emocje. W końcu wszystkim wiadomo, że lubię niegrzecznych chłopców.

Novae res, październik 2011
ISBN: 978-83-7722-206-5
Liczba stron: 233
Ocena: 7/10

niedziela, 6 marca 2011

Spotkanie autorskie 1

Poznańska księgarnia Między Słowami serdecznie zaprasza za cykl spotkań o kobietach, dla kobiet i z kobietami. Organizatorzy pragną podzielić się z czytelnikami swoimi fascynacjami, a także przedstawić im kobiety, które łączą pracę z pasją oraz posłuchać o Waszych zainteresowaniach, planach, marzeniach... 

Taki sposobem dnia 25 marca 2011 r. w Poznaniu odbędzie się spotkanie autorskie z Ewą Kopsik autorką powieści Uciec przed cieniem, a także Agnieszką Lingas-Łoniewską, autorka książek takich jak: Bez przebaczenia, Zakręty losu, Szósty i Dirty world. Wspólnymi siłami podejmiemy temat 'kobiecej' literatury inspiracji, debiutów i pogodzenia wielu kobiecych ról. 

Spotkanie rozpoczyna się o 18.30 i mam nadzieję, że nic nie stanie mi na przeszkodzie by dojechać tam na czas. Swoją drogą, czy są na tej sali osoby z Poznania i okolic, które wybierają się w tym czasie do księgarni Między Słowami?


poniedziałek, 27 grudnia 2010

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Zakręty losu

Agnieszka Lingas-Łoniewska podbiła serca Moli Książkowych dzięki swojej debiutanckiej powieści pt.: "Bez przebaczenia". Historia miłości początkującej artystki i młodego oficera pochłonęła bez pamięci ludzi w różnym wieku i sprawiła, że wielu spośród nich - po skończeniu lektury - czuło trudny do opanowania niedosyt. Autorka niczym - niezwykle skuteczny - narkotyk uzależnia od siebie czytelników i ani myśli pozwolić im się z tego wyleczyć.

"Zakręty losu" przestawiają nam historię nastoletniej Katarzyny Matczak, która wraz z ojcem przenosi się do domu swojej macochy. Z chwilą rozpoczęcia nowego życia główna bohaterka zyskuje także przyszywaną siostrę, z którą - za żadne skarby świata - nie potrafi się porozumieć. Czytelnikom przedstawiony zostaje także urodziwy rowerzysta, który 'wjeżdża' w koszykarkę podczas jej codziennego treningu w parku. Młodzi bardzo szybko przypadają sobie do gustu i nie zważając na nic umawiają się na kolejne spotkanie, aż w końcu sami nie są w stanie zapanować nad namiętnością.

Muszę przyznać, że na samym początku nieco sceptycznie podchodziłam do lektury tej książki. Od pierwszych stron bowiem zapowiadała się dosyć przewidywanie i obawiałam się, że tak zostanie już do samego końca. Na całe szczęście tak się nie stało i już po kilkunastu stronach byłam oczarowana treścią lektury aż do granic swoich możliwości. Agnieszka Lingas-Łoniewska po raz kolejny zabrała nas w niezwykłą podróż po zakątkach ludzkiej natury, która - jak się okazało - bardzo często bywa nieodgadniona. Autorka w swoim dziele porusza wiele ważnych problemów, o których w dalszym ciągu bardzo rzadko się mówi. Rodzice nie rozmawiają ze swoimi pociechami na temat używek, ponieważ nie widzą takiej potrzeby. W końcu ich dzieci są na tyle rozważne, że wiedzą co jest dobre, a co nie. W wielu przypadkach dorośli odzyskują trzeźwość umysłu, gdy jest już za późno na moralizatorskie rozmowy i zmuszeni są podjąć drastycznych środków. Szkoda tylko, że przez cały czas obarczają winą wszystkich naokoło, a nie widzą jej w sobie.

Tak właśnie w "Zakrętach losu" postępowała Anna - macocha głównej bohaterki. Kobieta nie potrafiła samodzielnie zapanować nad zachowaniem swojej córki, więc obarczała opieką nad Gosią wszystkie możliwe osoby. Jestem w stanie zrozumieć pretensje pani Matczak w stosunku do Lukasa, który obracał się w kręgach mafii narkotykowej i zajmował tam wysoki szczebel. To właśnie pod jego opieką dziewczyna zaczęła zażywać dragi i coraz bardziej się staczać. Nie wiem natomiast jakim prawem czterdziestolatka obwiniała o wszystko rodzinę chłopaka zwłaszcza, że od kilku ładnych lat mężczyzna robił to co chciał i nie była mu do tego potrzebna niczyja zgoda... "Zakręty losu" są powieścią o prawdziwie głębokim uczuciu, które rodzi się od pierwszego wejrzenia i jest w stanie przetrwać nawet największe przeciwności losu. W trakcie trwania lektury czytelnik obserwuje rozstanie głównych bohaterów spowodowane poczuciem winy, które odczuwała Kasia po tragicznej śmierci swojej siostry. Po latach życie ofiarowuje zakochanym jeszcze jedną szanse. Pytanie tylko, czy będą w stanie ją odpowiednio wykorzystać?

Historia stworzona przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską wciąga swoich czytelników od początku do samego końca. Język, którym posługuje się autorka uzależnia od siebie potencjalnych odbiorców i nie pozwala im na odłożenie książki chociażby na kilka minut. Sama jestem na to doskonałym dowodem i wiedzcie, że mimo wcześniejszych założeń zarwałam przez czytanie powieści dwie noce pod rząd. Historia stworzona przez polską pisarkę po raz kolejny wyzwoliła we mnie wodze najskrytszych fantazji i sprawiła, że totalnie nie mogę doczekać się wiosennej premiery drugiego tomu przygód braci Borowskich.



Wydawnictwo Novae res, listopad 2010
ISBN: 978-83-7722-073-3
Liczba stron: 342
Ocena: 9/10

***

PRZYPOMINAM O KONKURSIE!!!


Serdecznie przepraszam za jakoś tej recenzji ale totalnie nie mogłam zebrać się do jej napisania. Lektura podobała mi się niesamowicie ale jak przyszło co do czego, to aż zaniemówiłam z wrażenia i w mojej pracy panuje totalny chaos. Strasznie za to przepraszam i obiecuję poprawę. Nad "Zakrętami losu" w wolnej chwili jeszcze się poznęcam ale to już może w formie punktów.



niedziela, 24 października 2010

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Szósty

Po przeczytaniu genialnej książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt.: "Bez przebaczenia" naszła mnie niesamowita ochota na zapoznanie się z pozostałymi dziełami autorki. Nie czekając długo zabrałam się za pochłanianie lektury wydanej w tym roku przez Fundację NaszeDebiuty.pl

Szczerze mówiąc trochę obawiałam się, że po zapoznaniu się z losami Pauliny Litwiak i Piotra Sadowskiego nie będę w stanie należycie docenić powieści kryminalnej "Szósty". Ucieszyłam się, gdy już po kilkunastu stronach wszystkie złe przeczucia odpłynęły w niepamięć, a pozostała jedynie wielka przyjemność...

Marcin Langier od kilku lat pracuje w Śląskiej Grupie Śledczej, która zajmuje się niezwykle niebezpiecznymi przypadkami. Pewnego dnia, podczas rozmowy ze swoim bratem policjant traci przytomność i w ciężkim stanie trafia do szpitala. W tym samym czasie na OIOM trafia również Jacek - przystojny mężczyzna i świeżo upieczony małżonek, który po zderzeniu się z ciężarówką nie ma zbyt dużych szans na przeżycie. Korzystając z okazji - w śnie - kontaktuje się ze swoim sąsiadem i tym samym prosi go, by po jego odejściu zaopiekował się 'Ali' - jego żoną. W końcu trzydziestolatek wybudza się ze śpiączki i widzi przed sobą kobietę ze swojego "proroczego" snu, która pogrążona w żałobie opuszcza szpital.

Od tej pory Alicja bardzo często nawiedza mężczyznę w snach. Za każdym razem w ciągu kolejnych sześciu lat mówi mu, że na niego czeka. Te wszystkie wizję nie dają Marcinowi spokoju mimo, że od bardzo dawna związany jest z piękną modelką.

Pewnego dnia Langer obejmuje stanowisko szefa ŚGŚ i mając pod sobą pięć - współpracujących ze sobą - sekcji, osiąga z nimi niewiarygodne sukcesy w prowadzanych przez nich sprawach kryminalnych. Tym razem Ślązaków czeka rozwiązanie zagadki związanej z seryjnym morderca, który porywa zielonookie blondynki, by następnie je zgwałcić i na szósty dzień po uprowadzeniu zabić. Niestety przestępca okazuje się być niezwykle inteligentny i przebiegły, więc Marcin postanawia włączyć do sprawy osobę, która dzięki swojemu profesjonalizmowi będzie w stanie sporządzić psychologiczny portret szaleńca. Nikt by się nie spodziewał, że szukaną przez mężczyznę osobą będzie ta, która już dawno została mu przeznaczona...

Po przeczytaniu książki utwierdzam się w przekonaniu, że Agnieszka Lingas-Łoniewska jest niezwykłą kobietą doskonale odnajdującą się w swojej profesji. Podczas czytania powieści ani razu nie odczuwałam zmęczenia lekturą, a wręcz przeciwnie - ciągle było mi mało. Powieść przeczytałam przy pierwszym podejściu i nie odeszłam od niej, do póki nie ukazała mi się ostatnia strona.

Podczas zapoznawania się z lekturą bardzo spodobała mi się postać Jacka, który kochał swoją żonę ponad wszystko i nawet po swojej śmierci czuwał nad nią i jej dalszym szczęściem. Z jednej strony rozumiałam wspomniane w tekście stanowisko jego rodziców, którzy po śmierci syna winili za wszystko swoją synową, a z drugiej strony... Zastanawiam się, czy pod wpływem emocji nie postąpiłabym na ich miejscu w podobny sposób.

Magdalena i Michał Langier również byli dla mnie osobami, które w bardzo pozytywny sposób płynęły na mnie samą. Dzięki nim upewniłam się w towarzyszących mnie od kilku lat przekonaniach - rodzina powinna w życiu każdego z nas stać na pierwszym miejscu. To dzięki wsparciu najbliższych osiągamy w życiu tak wiele...

Oczywiście spotykamy na swojej drodze także skrajne przypadki, kiedy to rodzice znęcają się nad swoimi dziećmi i zmuszają ich to niezwykle brutalnych rzeczy. Bóg jeden wie o czym tak naprawdę myślą Ci wszyscy oprawcy. Nie biorą pod uwagę dalszego losu swoich najbliższych i jak tego typu zachowania mogą wpłynąć na ich psychikę w dalszym życiu.

Doskonałym przykładem wypowiedzianej wcześniej myśli jest występujący w książce seryjny morderca. Zabicie drugiego człowieka, jak dla mnie nie ma wytłumaczenia, jednak patrząc na to co przeżył oprawca tych czterech kobiet - zrobiło mi się go przez krótką chwilę żal. Słusznie, czy też nie słusznie ale tak właśnie było. W sumie zdziwiłam się, gdy dowiedziałam się kto tak naprawdę stoi za tymi wszystkimi okropnościami. Osobiście podejrzałam zupełnie inną osobę, z kręgów policyjnych. Nie ujawnię kogo, ponieważ jestem bardzo ciekawa potencjalnych typów pozostałych czytelniczek, które miały okazję przeczytać powieść "Szósty".

Muszę przyznać, że pisarka w sposób profesjonalny zajęła się tworzeniem swoich postaci, które dla mnie są wprost idealne. Poprzez swoje zachowanie, a także doświadczenia życiowe dały mi naprawdę wiele do myślenia. W końcu ludzkie życie jest zbyt krótkie, by zadręczać się jego nieprzyjemnymi aspektami. Trzeba chwytać chwilę i cieszyć się każdym uśmiechem bliskiej nam osoby.

Dodatkowo Agnieszka Lingas-Łoniewska posługuję się lekkim piórem, które w bardzo krótkim czasie przypada do gustu jej fanów. Dzięki temu człowiek nie może oderwać się od lektury i ciągle czuje niedosyt. Po raz kolejny autorka uraczyła nas niezwykle wyważoną historią, w której i tym razem nie mogło zabraknąć wątku miłosnego, o którym w wielkim skrócie wspomniałam już wcześniej. I zgodzę się ze słowami Pani Agnieszki, że gdzieś tam na świeci są osoby, którym od samego początku jesteśmy przeznaczeni...

Jak dla mnie dużym plusem powieści jest także jej umiejscowienie. Od ponad roku posiadam ogromny sentyment do Śląska i osób zamieszkujących okolice Katowic. Dodatkowo czytając tą książkę uśmiechałam się co rusz, zauważając subtelne podobieństwa do wydanej przez wydawnictwo Novae Res lektury "Bez przebaczenia". O dziwo wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Dodawało "Szóstemu" jawnego uroku i poczucia przynależności do świata przedstawionego przez pisarkę.

W najbliższych dniach mam zamiar dorwać w swoje łapki najnowszą powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt.: "Zakręty losu", która ukaże się w najbliższych dniach w księgarni internetowej wydawnictwa Novae Res: www.zaczytani.pl

Na koniec pozwolę sobie jeszcze przytoczyć cytat kilkakrotnie pojawiający się w tekście lektury i który przypadł mi do gustu już w pierwszej chwili:

"W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu... odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem..."

Pani Agnieszko dziękuje Pani za wszystko ;**



Nasze Debiuty, 2010
ISBN: 9788362317042
Liczba stron: 190
Ocena: 10/10

niedziela, 10 października 2010

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Bez przebaczenia

"Bez przebaczenia" jest książką genialnie zapowiadającej się autorki, która w swoich dziełach porusza niezwykle ważne problemy. Historia trudnego uczucia żołnierza i młodej malarki zrobiła na mnie wrażenie już od samego początku. Złożoność uczuć głównych bohaterów była na tyle silna i wyjątkowa, że jeszcze przez długi czas będę trzymać ją w swoim sercu.

Paulina przeprowadza się do swojego ojca niedługo po wypadku samochodowym, w którym zginęła jej matka, trzyletni braciszek, a także ojczym. Od samego początku dziewczyna nie może może dojść do porozumienia z generałem. Pan Latkowski nienawidzi swojej córki i bez przerwy gani za zachowanie. Jak przystało na dziecko żołnierza, główna bohaterka została zapisana o specjalnego liceum, gdzie ze względu na ubiór i opinię wydaną przez jej opiekuna nie ma żadnych znajomych, a dodatkowo ma duże problemy z matematyką.

Pewnego dnia podczas wizyty w bibliotece osiemnastolatka wpada na pewnego przystojnego, wysokiego i zielonookiego mężczyznę. Mimo, że dziewczyna uważa to spotkanie za kompromitację, to następnego dnia ponownie udaję się w to samo miejsce. Jej ciche marzenia o spotkaniu blond włosego chłopaka spełniają się i rozmowa dwójki bohaterów owocuje w spotkanie, do którego ma dojść w najbliższą sobotę.

W pierwszy dzień weekendu generał Latkowski wraz żoną udają się na zakupy podczas, gdy Paulina zostaje w domu, który musi w całości sprzątnąć. W pewnym momencie mieszkanie dziewczyny odwiedza porucznik Sadowski, który musi przynosi swojemu przełożonemu ważne dokumenty. Po telefonie do ojca bohaterka postanawia wpuścić żołnierza do środka. Widząc przed sobą Piotra czuje pewnego rodzaju rozczarowanie i niechęć do fascynującego ją mężczyzny. Między znajomymi dochodzi do drobnej wymiany zdań, a uszczypliwość dziewczyny daje o sobie znać także obiadu, w którym uczestniczył także podwładny jej ojca.

Z biegiem czasu Paula przełamuje swoją niechęć do munduru i oboje z Piotrkiem stają się sobie coraz bliżsi. Decydującym momentem była chwila, w której porucznik Sadowski zabrał dziewczynę na grój jej najbliższych. To właśnie tam główna bohaterka opowiedziała swojemu przyjacielowi o demonach przeszłości. Niedługo później panna Litwiak i Piotr stają się parą, a na drodze do ich szczęścia zaczynają pojawiać się problemy związane z zazdrością, a także zawiścią towarzyszących tej dwójce osób...

"Bez przebaczenia", jak już wcześniej wspomniałam jest książką niezwykłą, mówiącą o prawdziwej miłości dwójki młodych ludzi. Mimo chwil zwątpienia zarówno Paulina, jak i Piotrek nie poddają się. Dodatkowo autorka książki ukazuje nam swoją brawurową narrację, dzięki której całość fabuły działa na czytelnika jeszcze bardziej. Dużym zaskoczeniem był dla mnie także stosunek generała Latkowskiego do pierworodnej córki. Czy w rzeczywistości faktycznie jej nienawidził, czy może pod zachowaniem czterdziestoletniego mężczyzny kryło się coś więcej?

Z pewnością sięgnę po książkę Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jeszcze nie raz. Jest to bowiem jedna z lepszych lektur jakie miałam okazję do tej pory przeczytać. Zachęcam do sięgnięcia po nią każdego. Z pewnością nie pożałujecie. Zwłaszcza, że do tej pory sama nie byłam zwolenniczką romansów! Po przeczytaniu tej powieści znajomi nie są w stanie ze mną wytrzymać - tak się rozmarzyłam! A że przy okazji także się wzruszyłam, to nie moja wina.

Dodatkowo chciałabym również wspomnieć, że już za kilka dnia, bo 15 października dostępna będzie w sprzedaży najnowsza książka pani Agnieszki pt.: "Zakręty losu". Lektura ta rozpoczyna cykl, do którego z wielką przyjemnością zajrzę. Strasznie jestem ciekawa czym też autorka zaskoczy swoich czytelników tym razem. Zakupu tej książki podobnie, jak "Bez przebaczenia" możecie dokonywać w sklepie internetowym wydawnictwa Novae Res, które mieści się na stronie internetowej: www.zaczytani.pl


Wydawnictwo Novae Res, 2010
ISBN: 978-83-61194-50-7
Liczba stron: 340
Moja ocena: 10/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy