Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Emily Rodda - Góra grozy

Ostatnimi czasy starałam się ograniczyć czytanie literatury młodzieżowej i choć robiłabym wszystko, by wytrwać w tym postanowieniu, to jestem świadoma tego, że chęć poznania dalszych perypetii Leifa i tak okazałaby się o wiele silniejsza. To właśnie ona popchnęła mnie w ramiona piątego tomu serii "Pas Deltory" i ani trochę nie przeszkadzał jej w tym fakt, że nie zapoznałam się z poprzedzającymi "Górę grozy" powieściami. Muszę przyznać, że ani trochę nie utrudniło mi to spotkania z omawianym w dniu dzisiejszym utworem i spokojnie można je czytać w dowolnej kolejności. Zanim jednak przejdziemy do szczegółowego opisu tej lektury, opowiem Wam o wydarzeniach, które na własnej skórze doświadczyli jej bohaterowie.

Jasmin, Barda i Leif po zdobyciu czwartego kamienia, udają się w kierunku Góry Grozy w poszukiwaniu kolejnego przedmiotu, który przybliży ich do uratowania swojego królestwa. Zadanie to nie jest łatwe, ponieważ na bohaterów czyhają coraz to nowe przeciwności, a oni sami są już na tyle zmęczeni, że nie zawsze są w stanie zapanować nad swoimi myślami. Przyjaciele są jednak świadomi tego, że w swojej wędrówce zaszli zbyt daleko i za żadne skarby świata nie mogą się poddać. Zwłaszcza, że spotykają na swojej drodze pradawne istoty, które pomagają im w przedostaniu się w upragnione miejsce. Czy Leifowi i całej reszcie uda się osiągnąć swój cel? Jakie przeciwności losu dane im będzie spotykać w trakcie swojej wędrówki?

"Góra grozy" to powieść, która nie do końca zdobyła moje serce i przekonała mnie do swojego jestestwa. Mam wrażenie, że autorka poddała się pewnego rodzaju schematowi i to właśnie na nim została oparta konstrukcja całego cyklu. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to dość typowy zabieg podczas tworzenia tego typu literatury, jednak chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję i będę wypowiadać swoje zdanie na ten temat. Rozumiem, że powieści dla młodzież rządzą się nieco innymi prawami i nie powinno się od nich wymagać zbyt wiele, ponieważ zawierają w sobie zupełnie nieco odmienne wartości. Do tego ostatniego pochodzę nieco sceptycznie i choć chciałabym traktować młodzieżówki jako zupełnie inny rodzaj literatury, to nie jestem w stanie tego uczynić. Najwyraźniej wyrosłam z utworów, które bywają do siebie bliźniaczo podobne. W moim odczuciu powinno się tego unikać i nie ważne, czy dana pozycja literacka jest przeznaczona dla dorosłych, nastolatków, czy też kilkuletnich dzieci. O ile dwie ostatnie grupy wiekowe mogą nie zauważyć schematyczności i autorowi ujdzie to płazem, to zawsze znajdzie się osoba, która zauważy ten patent i nie będzie w stanie tego tolerować. Oczywiście nie twierdzę, że Emily Rodda stworzyła beznadziejną historię i nie warto poświęcić jej odrobiny czasu. Autorka miała po prostu warunki, by napisać coś o wiele lepszego, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Wielka szkoda, że nie dane jej było wykorzystać swojego potencjału.

Całość utworu chciałabym polecić nieco młodszym czytelnikom. Być może uda im się zauważyć w tej powieści o wiele więcej, niż miało to miejsce w trakcie mojego spotkania z treścią tej książki. Emily Rodda posługuje się całkiem fajnym stylem, a czas spędzony z lekturą tej pozycji literackiej mija tak prędko, że ani się obejrzycie, a będzie ją już mieli za sobą. Żałuję trochę, że Egmont nie zdecydowało się na połączeniu dwóch tomów tego cyklu w jedną całość. Być może wtedy przygoda Moli Książkowych z tą serią okazałaby się jeszcze ciekawsza, a wszelkie jej niedociągnięcia nie byłyby aż tak widoczne? W chwili obecnej akcja książki kończy się o wiele szybciej, niż na dobrze się ona zacznie. To również bywa dla czytelników dość uciążliwe i sprawia, że wystarczy zapoznać się z opisem znajdującym na okładce, by dokładnie wiedzieć z czym ma się do czynienia. Być może w przyszłości zdecyduję się na kontynuowanie przygody z twórczością australijskiej pisarki. Póki co zabieram się za czytanie zupełnie innej literatury i mam nadzieję, że okaże się ona dla mnie nieco bardziej pomyślna. Oczywiście przez innych czytelników "Góra grozy" może zostać odebrana zupełnie inaczej i absolutnie nie ma w tym niczego złego.

Wydawnictwo Egmont, wrzesień 2012
ISBN: 978-83-237-5319-3
Liczba stron: 172
Ocena: 5/10 

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości portalu www.nakanapie.pl

wtorek, 12 marca 2013

Natasha Walker - Tajemnice Emmy: początki

W dobie literatury o zabarwieniu erotycznym, postanowiłam zapoznać się z trylogią, która została zauważona przez tego samego wydawcę, który jako pierwszy zdecydowała się na opublikowanie "50 twarzy Greya". Nie jestem pewna motywów, które skłoniły mnie do poświęcenia odrobiny czasy na przeczytanie powieści Natashy Walker, jednak miało to związek z zatarciem śladów po dość nieudanym obcowaniu z lekturą "Mistrza" Katarzyny Michalak. Po poznaniu obu historii, mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że w tym przypadku trafiłam na zupełnie inną pozycję literacką. Muszę przyznać, że uśmiechnęłam się na samą myśl o porównaniu ze sobą tych powieści. Szkoda, że polska autorka nie wzięła przykładu z Australijki i nie zaskoczyła swoich Czytelników prawdziwym pieprzykiem, a nie subtelną imitacją erotyzmu. 

Emma to trzydziestodwuletnia kobieta, która szczyci się niezwykle barwnym życiem erotycznym. W jej egzystencji nie ma czasu na nudę, więc robi wszystko, aby urozmaicić ją sobie o nowe niezapomniane doznania. To właśnie w trakcie stosunków seksualnych, czuje się ona w pełni spełniona i piękna. Moment zbliżenia sprawia jej wiele przyjemności i podejrzewam, że byłaby w stanie zrobić dla niej naprawdę wiele. Gdy w kobiecie budzi się namiętna natura łowcy, to za nic ma sobie fakt, że od kilku miesięcy trwa w związku małżeńskim. Zahamowania nie należą do jej mocnych stron, więc nic dziwnego, że gdy spotyka ona na swojej drodze niedoświadczonego osiemnastolatka, niemalże od razu postanawia udzielić mu kilka lekcji prawdziwej miłości. Czy Jasonowi uda się spełnić oczekiwania swojej kochanki? Czy będą w stanie utrzymać swój związek w tajemnicy?

Jakiś czas temu narzekałam, że w czytanym przeze mnie erotyku brakowało mi scen, które świadczyłyby o przynależności "Mistrza" do gatunku, który od kilku miesięcy króluje na polskim rynku wydawniczym. Wydawać by się mogło, że debiutancka powieść Natashy Walkes w pełni zaspokoi moją ciekawość i wszelkie wymagania w tej kwestii. Czy jej się to jednak udało? Czy w trakcie obcowania z lekturą tego utworu, odnalazłam swojego rodzaju spełnienie i poczułam się na swój sposób wyjątkowa? Powiem szczerze, że zostałam mile zaskoczona tą pozycją literacką. Mając na uwadze swoje dotychczasowe doświadczenia z tego typu literaturą, spodziewałam się po tej powieści większej subtelności i akcji, której w tym utworze po prostu nie ma. Na około dwieście stron seksu, ponad sto pięćdziesiąt zostało przeznaczone na opis aktów seksualnych, a także ciągłe przemyślenia głównej bohaterki na temat tego, co chciałaby robić z Jasonem. Niby nie było źle, jednak brakowało mi w niej kilku przerywników, które pozwoliłyby mi na doskonalsze poznanie Emmy i tego jaka jest naprawdę. Mam nadzieję, że nieco więcej na ten temat zostanie powiedziane w kolejnych tomach tego cyklu. Co prawda, nie spodziewam się po nich czegoś wielkiego, jednak z nieukrywaną przyjemnością spędzę w ich towarzystwie kolejne wolne wieczory.

"Tajemnice Emmy: początki" to dość specyficzna powieść, która nie każdemu będzie w stanie przypaść do gustu. Zanim na dobre zagości w domach wielu czytelników, zostanie przekreślona przez tematykę którą porusza, ale i samą jej treść. Język, którym posługuje się australijska pisarka, nie należy do wyszukanych i pewnie można byłoby się do niego przyczepić, jednak biorąc pod uwagę rozluźniający charakter tej powieści, nie jest on w tym przypadku najważniejszy. Oczywiście nie oznacza to, że jestem pod wielkim wrażeniem tej lektury i będę wychwalać ją pod niebiosa. W porównaniu do wielu innych książek, które miałam okazje czytać w swoim życiu, dzieło stworzone przez Natashe Walker wypadło dość średnio i nic nie jestem w stanie na to poradzić. Być może w przyszłości odnajdę erotyk, który w pełni mnie zadowoli i wtedy będę mogła wystawić mu maksymalną liczbę punktów. Jestem pewna, że omawiana w dniu dzisiejszym pozycja literacka, odnajdzie również swoich zwolenników, którzy będę w stanie w pełni docenić jej piękno i niepowtarzalność. Jestem strasznie ciekawa Waszych opinii na temat "Tajemnic...", więc liczę, że w niedalekiej przyszłości, dane mi będzie się z nimi zapoznać. Tymczasem wracam do kolejnej intrygującej powieści, która czeka na mnie już od ładnych kilkudziesięciu minut!

Wydawnictwo Muza, luty 2013
ISBN: 978-83-7758-313-5
Liczba stron: 208
Ocena: 5/10

wtorek, 29 stycznia 2013

Emily Rodda - Pas Deltory. Jezioro łez

Wiecie co jest najgorsze w trakcie czytania jakichkolwiek cykli? Im dalej człowiek brnie do przodu, tym zwiększa się jego apetyt na poznanie kolejnych wydarzeń. Problem pojawia się w chwili, w której uświadamiamy sobie, że nie posiadamy przy sobie kolejnych tomów lubianej serii, albo nie została ona jeszcze napisana przez autora. Z dnia na dzień nasza cierpliwość się kończy, a my nie możemy na to nic poradzić. W końcu nadchodzi długo wyczekiwany przez nas dzień i z uśmiechem na ustach, zasiadamy do lektury. Nie bierzemy jednak pod uwagę tego, że i ta książka się kiedyś skończy, a my ponownie znajdziemy się w punkcie wyjścia.

Lief, Barda i Jasmine wyruszają w niebezpieczna podróż do Jeziora Łez, w którym czeka na nich kolejny kamień wchodzący w skład Pasa Deltory. Po drodze zmierzą się jednak z licznymi przeciwnościami losu, które zawdzięczają wiedźmie Thaegan i jej wiernym sojusznikom. Czy przyjaciołom uda się osiągnąć upragniony cel? Czy będą w stanie rozwiązać zagadki, które zostały dla nich przygotowane przez nieznane im dotąd stworzenia? Czy w trakcie swojej wędrówki spotkają na swojej drodze sprzymierzeńców? Czy ich wrodzone umiejętności okażą się wystarczającymi w  walce o przetrwanie? Jeśli macie ochotę poznać odpowiedzi na te pytania, gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po lekturę tej powieści.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Emily Rodda - Pas Deltory. Puszcze milczenia

Od dość dawna nie miałam do czynienia z utworem, który sam z siebie skłoniłby mnie do sięgnięcia po jego lekturę. Mam tu oczywiście na myśli powieści fantastyczne, które zazwyczaj pozostają mi zupełnie obojętne. Taki stan rzeczy utrzymuje się już od kilkunastu lat i jak na razie nie zapowiada się na jakiekolwiek zmiany. Wyjątek stanowią chwile, w których odczuwam chęć odkrywania nowych horyzontów i bez oporu chwytam po kolejne historie, które z całą pewnością moglibyśmy zaliczyć do tego gatunku. Takim właśnie sposobem trafiłam na cykl "Pas Deltory", którego autorką jest ceniona australijska pisarka, Emily Rodda.

Deltora znalazła się pod panowaniem okrutnego Władcy Mroku. Na nic zdały się ostrzeżenia Jarreda, który przeczytawszy historię swojego państwa, domyślił się, że nienoszenie pasa przez kolejnych królów, działało na szkodę wszystkich poddanych. Dobre rady mężczyzny nie zostały jednak wysłuchane i zmuszony on został do opuszczenia dworu, w którym przebywał od najmłodszych lat swojego życia. Kilka lat później powraca do pałacu, aby wesprzeć w potrzebie swojego dawnego przyjaciela. Ma miejscu okazuje się, że wcześniejsze przypuszczenia Jarreda były słuszne. Zmieniające się na przestrzeni lat prawo, miało służyć siłom ciemności do osłabienia władzy w całej Deltory i w efekcie udało im się wykraść legendarny Pas, który od czasów Adina stanowił o niekończącej się sile noszącego go króla. Czy przyjaciołom Endona uda się odzyskać przynależącego do zaginionego przedmiotu kamienie? Jakie przeciwności losu czekają na Lieffa i towarzyszących mu ludzi? Czy uda im się uratować Deltorę przed całkowitą zagładą?

poniedziałek, 17 września 2012

Hellen Brown - Kleo i ja

Lubię zwierzęta i choć nigdy nie pałałam miłością do kotów, to nigdy nie dałabym im zrobić krzywdy. Regularnie poznaję jednak ludzi, którzy za obecność tych stworzeń w swoich domach, gotowi byliby oddać naprawdę wiele. Nie ma im się co dziwić, skoro należą one do grona najwierniejszych pupili na świecie, jeśli nie liczyć psów. Tak jest od dość dawna, a dzięki twórczości niektórych autorów, mamy szansę obcować z nimi także na podłożu literatury. To zaskakujące ale wydają się one być najbardziej realistycznymi bohaterami na całym świecie.

Tytułowa Kleo jest przepiękną czarną kotką, która trafia do rodziny Brownów w bardzo ciężkim dla nich okresie. Niedługo przed tym wydarzeniem umiera syn Hellen i Steva, a pogrążona w smutku rodzina, nie potrafi sobie z tym wszystkim poradzić. Czynności, które dotychczas sprawiały im przyjemność, teraz przestały mieć dla Brownów jakikolwiek sens. Pojawienie się w ich domu nowego lokatora sprawiło, że na nowo zaczęli poznawać uroki dnia codziennego. Nie było dnia, w którym ta niesforna kotka nie pokazałaby im swoich pazurków. Życie pod jednym dachem z Kleo, stanowiło dla Hellen, Steva i Roba zupełnie nowe doświadczenie. To niesamowite, że udało im się spędzić razem dwadzieścia trzy lata i żadne z nich nie uznało tego czasu straconym.

wtorek, 11 września 2012

Jennifer Barrie - Uwięzieni w raju

Uwielbiam podróże, a już na pewno takie, w które wybieram się pod wpływem impulsu. Co prawda nie zdarzają one zbyt często, jednak z całą pewnością sprawiają, że jeszcze przez wiele miesięcy wspominam je z ogromnym sentymentem. Nie ważne, czy jest to wyjazd pod namioty z grupką znajomych, czy też praca zarobkowa, na którą udaję się wraz z dzieciakami z zaufanego biura podróży. Każda z tych dwóch opcji jest dla mnie równie atrakcyjna i wspaniała. Nic więc dziwnego, że gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, pakuje swoje szpargały i wyruszam w nieznane mi dotąd rejony. Czy tak będzie już zawsze, a może tylko do czasy, gdy nie odnajdę w sobie zamiłowania do zupełnie innych czynności?

"Uwięzieni w raju" to historia rodziny, która wybrała się niezwykłą podróż po Oceanie Spokojnym. Całość wycieczki ma miejsce na dobrze spisującym się katamaranie i nikt by się nie spodziewał, że w końcu maszyna odmówi im posłuszeństwa. Nadchodzi moment, w którym na oceanie zrywa się gwałtowna burza. Z minuty na minuty robi się coraz straszniej, a bohaterowie zmuszeni są stoczyć walkę z siejącym spustoszenie żywiołem. Gdy woda uspokaja się, okazuje się, że małżeństwo wraz ze swoimi pociechami znalazło się u wybrzeży niewielkiej wyspy w Mikronezji. Czy Barrie'om uda się przetrwać na nieznanym terenie? Kim tak naprawdę okażą się tubylcy, których dane im będzie poznać z Mogmog?

sobota, 24 marca 2012

John Flanagan - Zwiadowcy. Płonący Most

John Flanagan jest australijskim autorem, który już od najmłodszych lat, pragnął zostać pisarzem. Zanim jednak spełnił swoje największe marzenie, przyszło mu pracować w naprawdę wielu miejscach. Flanagan zaczął pisać "Zwiadowców" dla swego syna, Michaela, jednak to, co miało być opowieściami na dobranoc, szybko przerodziło się w cykl powieści.

"Płonący Most" przedstawia swoim czytelnikom dalsze losy Willa i jego przyjaciół. Tym razem muszą się oni udać do Celtii, by przekazać tamtejszemu królowi pismo, które zachęciłoby go do wzięcia udziału w walce przeciwko Morgarathowi. Na miejscu okazuje się jednak, że wysłannicy króla spóźnili się i na terytoriach Celtów, nie ma już ani jednej osoby. Od tej pory czeka ich wiele przygód i problemów, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Czy Gilanowi uda się dotrzeć do miejsca, w którym ukryli się potencjalni sprzymierzeńcy? Jakie niespodzianki szykują dla nich siły nieprzyjaciela? Do jakich wniosków dojdą Zwiadowcy, którzy w tym samym czasie przebywają z Harace'm?

sobota, 3 marca 2012

John Flanagan - Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu

Wiele dobrego słyszałam na temat cyklu napisanego przez Johna Flanagana. Na kilku blogach miałam okazję przeczytać pochlebne recenzje poszczególnych tomów serii, jednak dopiero rozmowa z bratem, który ostatnimi czasy stał się fanem "Zwiadowców", to pewnie nadal  tkwiłabym słodkiej nieświadomości.

"Ruiny Gorlandu" wprowadzają czytelnika w najtajniejsze zakątki świata, który zdominowany jest przez członków elitarnego bractwa. Przynależało do niego stosunkowo niewielu osób, a Will nigdy by się nie spodziewał, że zostanie mu zaproponowane szkolenie, które odmieni całe jego dotychczasowe życie. Pod okiem swojego Mistrza, chłopak uczy się wykorzystywać swoje ukryte umiejętności. Przyuczenie do nowej roli stanowią dla młodego mężczyzny, nie lada wyzwanie. Z biegiem czasu przyswaja się do roli, którą przyjdzie mu spełniać w nowej społeczności. Jakie tajemnice przyjdzie mu odkryć w trosce o dobro ludzi, których dane mu było poznać w sposób dość powierzchowny? O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?

środa, 2 listopada 2011

John Marsden - Jutro 3. W objęciach chłodu

John Marsden zaczął pisać, ponieważ uczniowie w prestiżowej szkole, w której pracował, nie chcieli czytać. Jego debiut So much to tell you powstał w zaledwie trzy tygodnie, ale natychmiast trafił na listy bestsellerów. Po pierwszym sukcesie Marsden przez kilka lat łączył karierę pisarską z pracą pedagoga. Później zrezygnował z pracy w szkole, ale nie z pracy z młodzieżą - organizował warsztaty pisarskie, w których brali udział także młodzi ludzie z Turcji czy Indonezji. Sukces tych warsztatów zainspirował go do założenia w 2006 roku szkoły, w której nie tylko pełni funkcję dyrektora, ale również prowadzi regularne lekcje.

Do sięgnięcia po serię "Jutro" skłoniła mnie ogromna ilość pozytywnych recenzji, które od dłuższego już czasu pojawiają się na blogach poświęconych literaturze. Wstyd przyznać, że zabrałam się za to dopiero teraz, jednak pocieszam się tym, iż nieco krócej przyjdzie mi się niecierpliwić w oczekiwaniu na IV tom przygód Ellie i jej przyjaciół.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Liane Moriarty - Kilka dni z życia Alice

Liane Moriaty jest jedną z australijskich pisarek, której powieści cieszą dużą popularnością i dzięki temu trafiły na listy bestsellerów. Z biegiem czasu zostały one przetłumaczone na siedem języków, a ich popularność drastycznie wzrosła. Pod pseudonimem wydała też cykl książek młodzieżowych. Autorka wraz z mężem i synem na stałe zamieszkuje Sidney.

"Kilka dni z życia Alice" przedstawia swoim czytelnikom historię kobiety, która obudziła się na podłodze siłowni i nie pamiętała zupełnie nic co wydarzyło się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Bohaterka ma wrażenie, ze jest dwudziestodziewięcioletnią mężatką, która już za kilka miesięcy powita na świecie swoje pierworodne dziecko. Ku przerażeniu Alice rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Nie dość, że na skutek wypadku utraciła pamięć, to w dodatku nic nie jest już takie, jak wcześniej. Nagle dowiaduje się bowiem, że posiada trójkę cudownych dzieci, snobistyczne poczucie humoru, a także rozwód, który już niedługo przetnie więzy łączące ją z Nickiem. Alice jest strasznie zagubiona, a przynoszone przez matkę i siostrę wiadomości ani trochę nie pomagają kobiecie w odnalezieniu się w nowej sytuacji. Czy znajdzie drogę powrotną do siebie sprzed lat?

poniedziałek, 2 maja 2011

Keri Arthur - Wschodzący Księżyc

Keri Arthur uznawana jest za jedną z wielu autorek, które trudnią się w gatunku fantasy, fantastyki grozy i romansu paranormalnego.  Pisarka regularnie pojawia się wśród nominowanych do nagród przyznawanych przez jeden z największych amerykańskich portali poświęconych literaturze popularnej. W 2008 roku portal ten wyróżnił Arthur także nagrodą Career Achievement Best Author w kategorii urban fantasy.

Wschodzący księżyc to rozpoczynająca dziewięciotomowy cykl powieść, która opowiada swoim czytelnikom historię Riley Janson - pół wampira i pół wilkołaka. Z chwilą ukończenia osiemnastego roku życia wykluczona ona została ze stada, które nigdy nie zaakceptowało odmienności jej i Rhoana. Od tamtej pory może liczyć jedynie na swojego bliźniaczego brata, który pracuje jako Strażnik dla Departamentu Innych Ras w Melbourne. Jego głównym zdaniem jest zabijanie istot, które stanowią bardzo duże zagrożenie dla ludzi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że podczas jednej z misji niepostrzeżenie znika. W tym samy czasie na progu mieszkania Riley pojawia się tajemniczy wampir...

wtorek, 7 września 2010

Lucy Christopher - Uprowadzona

Autor: Lucy Christopher
Tytuł: Uprowadzona
Wydawnictwo: Wilga
Ilość stron: 328



Opis: Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie. Tak, tobie też. Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę. Przystojniak, który proponuje ci kawę. A po chwili jesteś na końcu świata, zdana na łaskę i niełaskę porywacza. Czy przetrwasz? Czy wrócisz do swojego życia? A co będzie, jeśli się zakochasz…?

Recenzja: Wiele młodych dziewczyn na świecie marzy o tym, by tajemniczy jeździć na białym koniu porwał je i wywiózł w nieznane. Bez bicia przyznam się, że i ja w niedalekiej przeszłości posiadałam takie ukryte pragnienia. Wszystko za sprawą filmów, które dane mi było obejrzeć w swoim kilkunastoletnim już życiu. Największe znaczenie miała w tym wszystkich "Sara" z Agnieszką Włodarczyk w roli głównej. Otoczona wspomnieniami zabrałam się za czytanie "Uprowadzonej".

Szesnastoletnia Gemma mając szesnaście lat została porwana przez mężczyznę, który obserwował ją już od kilku lat. Z początku relacje dziewczyny Tylerem nie należą do najlepszych. Główna bohaterka ma wielki żal do swojego towarzysza za to co zrobił. Z czasem wszystko zaczyna przybierać całkiem inny obraz.

Po kilku próbach ucieczki nastolatka zaczyna całkiem inaczej postrzegać chłopaka. Zaczyna doceniać jego towarzystwo, a także ciszę i spokój panującą dookoła...

Biorąc do ręki "Uprowadzoną" nie spodziewałam się aż tak poruszającej powieści o uczuciach i moralności. Szczerze mówiąc byłam raczej przygotowana jedynie na niezłej jakości romansidło. Tymczasem historia opowiedziana przez debiutującą pisarkę Lucy Christopher wciągnęła mnie na całego. Strasznie gratuluje jej stworzenia postaci jaką był Tyler - zaintrygował mnie na całego. W sumie to nie tylko on, ponieważ i osoba Gemmy została stworzona w genialny sposób. Jestem pewna, że jeszcze nie raz sięgnę po tą lekturę.

Jeśli chodzi o samą okładkę książki, to powiem, że musiała minąć chwila zanim się do niej w stu procentach przekonałam. Nie jestem zwolenniczką koloru różowego i chyba nigdy go nie polubię, jednak zestawieniu z powieścią zaczął wydawać mi się nieco bardziej uroczy... W napięciu oczekuję na kolejne dzieło tej autorki.

"Uprowadzoną" gorąco polecam każdemu - bez względu na wiek.

Moja ocena: 8/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy